Translate

wtorek, lutego 05, 2019

"Fotografie to kęsy czasu, które można wziąć do ręki".

 

WIERSZE

Fotografia

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
czyjeś ciało i ziemię całą,
a zostanie tylko fotografia,
to - to jest bardzo mało...

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska 

*


Fotoplastykon

Nie wiem dlaczego, ale zdjęcia nigdy nie kłamią. Mówią
jak wygląda człowiek, jak będzie wyglądać, kiedy przestaniesz
go kochać. Zdjęcia nie potrafią uchwycić czasu realnego,
w którym dzieje się miłość. Na tym zdjęciu ona nie kocha,
może cię jeszcze nie zna, może nie widzi. Ty kochasz ją
ale nie taką, nie widzącą ciebie, bez miliona drobnych zmian
na twarzy z powodu twojej obecności.
Na zdjęciu można źle wyjść, ale zdjęcie nigdy nie skłamie.
W końcu zostają nam zdjęcia, na których nie ma śladu miłości.

 Łukasz Mańczyk z tomu "Służebność światła",
Wydawnictwo Homini, Kraków 2004


*

 Fotka

W tym świetle twoje usta otwierają się jak
czerwony kwiat; we włosach zimne ognie.
Przez naszą miłość dzieją się dziwne rzeczy.
Patrz, jak się zbliża ku nam tańczący jeleń
w świetle nad miastem. Obie wypowiemy to słowo.


W tym świetle cmentarz jest nawiedzony, piękny.
Złote drzewa strzegą kamieni niczym wierne psy.
Mogliby nas tu pogrzebać, mówimy nagle we dwie:
i wtedy sowa śpiewa swoją jedyną nutę
na dłoni w rękawiczce pewnego Irlandczyka.


  Jackie Kay z tomu " Poetki z Wysp", Biuro Literackie i Instytut Kultury Miejskiej, Wrocław - Gdańsk 2015, tłumaczył Jerzy Jarniewicz
 

To nie są jedyne wiersze w temacie, ale są krótkie, na temat, a Jasnorzewskiej jest chyba najbardziej znany; zainteresowanych odsyłam do wierszy Wisławy Szymborskiej: Pierwsza fotografia Hitlera; Fotografia z 11 września; Fotografia tłumu; oraz wiersza Agnety Pleijel Do fotografii Wisławy Szymborskiej wykonanej przez Joannę Helander, który już gdzieś na tym blogu opublikowałam; sporo jest wierszy w temacie fotografii, a ponieważ prawie nikt nie czyta wierszy, zostawię je w błogim spokoju.



  CYTATY

Fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości.

Henri Cartier-Bresson

*

Fotografia nie jest związana z patrzeniem, lecz z czuciem. Jeżeli nie czujesz nic w tym, na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie patrząc na twoje zdjęcia, cokolwiek odczuwali.

Don McCullin

*

Fotografia jest nie tylko odbitką na papierze światłoczułym, jest także zwierciadłem świata, czasem krzywym, kiedy indziej wiernym, jest przedłużeniem w czasie ulotnego spojrzenia oka, jest narzędziem urabiania umysłów.

Urszula Czartoryska

*

Światło tworzy zdjęcie. Musisz je czuć, podziwiać i kochać. Przede wszystkim jednak poznawaj światło. Studiuj je ze wszystkich sił, a poznasz klucz do fotografii.

George Eastman

*

Nie ma zasad dobrej fotografii. Są tylko dobre fotografie.

Ansel Adams 

*

Receptą na dobrą fotografię jest myślenie jak poeta.

Imogen Cunningham 







  FILMY

Powiększenie, reż. Michelangelo Antonioni, 1966: klasyk, bo w dobie cyfryzacji i photoshopa mało kto wywołuje zdjęcia... I jeszcze bardzo piękne kobiety w tle; ze sztucznymi rzęsami, ale bez botoxu, z piękną mimiką.


Pola śmierci, 1984: film, który kiedyś bardzo mnie poruszył, z bardzo dobrymi aktorami, film - moim zdaniem - antywojenny.


Sztuka wysublimowanej fotografii, 1998: bardzo piękna opowieść o miłości dwóch kobiet z fotografią w tle.


Co się wydarzyło w Madison County, reż. Clint Eastwood , 1995: pracujący dla National Geographic fotograf, znajduje obiekty do zdjęć - mosty w Madison County a także wielkie, szczere uczucie.



Fotograf elfów, 1997: ciekawy film o tym, co może zdziałać i odsłonić zdjęcie...


Foto w godzinę, 2002: niewątpliwie jedna z najciekawszych ról nieodżałowanego Robina Williamsa, wcielającego się w wywoływacza zdjęć z cechami psychopaty.


Bliżej, 2004: doborowa obsada i film o przejmującej samotności plus Julia Roberts jako piękna pani fotograf (fotografią zajmowała się również w filmie "Mamuśka").

Czas, który pozostał, 2005: młody i zdolny fotograf dowiaduje się, że cierpi na nieuleczalną chorobę. Co zrobi z czasem, który ma do dyspozycji?


Futro. Portret wyobrażony Diane Arbus, 2006: ciekawy portret niekonwencjonalnej artystki w doborowej obsadzie.


Spotkanie w Palermo, 2008: nie potrafię się oprzeć poezji w filmach Wima Wendersa...


Kwiat pustyni, 2009: film nakręcony na podstawie biograficznej powieści znanej modelki (która mieszka w Gdańsku), w którym fotografia pełni zacną rolę i świetną rolę fotografa gwiazd stworzył w tym filmie rewelacyjny Timothy Spall.


Bractwo Bang Bang, 2010: mocny, dobry film, który warto obejrzeć tym bardziej, że - jak mawiała Szymborska - życie pisze najbardziej zdumiewające scenariusze, a ten film oparty jest na faktach.


Kobieta, która pragnęła mężczyzny, 2010: po tym filmie naprawdę polubiłam Marcina Dorocińskiego, który jest jego atutem, bo sam film nie należy do arcydzieł, ale czasem warto obejrzeć i taki obraz świata.


KSIĄŻKI:

Pierre Boulle, Fotograf: powieść znanego i cenionego autora opisująca pasję zawodową graniczącą z obłędem. Powieść tak stara, jak ja (1967, w Polsce wydana w 1969), ale wciąż aktualna.



Penelope Lively, Fotografia: czasem książki wpadają nam w ręce same. Takie czytadła, po które, gdyby nie przypadek, nigdy byśmy nie sięgnęli, ale przeczytać zawsze warto.

***cytat w tytule posta, Angela Carter

* zdjęcia w kolejności:

Joanna Pacuła na fotografii cenionego pstrykacza gwiazd, Denisa Piela

Linda Evangelista & Kristen McMenamy na fotografii Arthura Elgorta

Penelope Cruz & Woody Allen na zdjęciu autorstwa sławnej Annie Leibovitz

Kalina Jędrusik na fotografii Zofii Nasierowskiej

Na koniec pokażę Wam własne zdjęcie w oryginale i przerobione przez wszędobylską aplikację FaceApp i coś, co jest typowe dla naszych czasów: fotografia to już nie sztuka, już nie utrwalanie chwili, a iluzja, jakiś dziwny autolansik. Też lubię ładnie wyglądać na zdjęciach, jak każda kobieta (zresztą jestem bardzo fotogeniczna), ale po aferze z fotką Demi Moore na okładce jakiegoś pisemka, gdzie fotoshopem pozbawiono ją ręki... tym bardziej cenię stare zdjęcia prababci w kolorze sepii i piękne portrety Zofii Nasierowskiej... I przypominają mi się słowa z filmu "Koneser" Giuseppe Tornatore: "Wszystko można sfałszować, nawet miłość". Można. Tylko po co...
 
Dobrego i jeszcze lepszego dla Was!

poniedziałek, stycznia 14, 2019

Wiersze muszą się obudzić i krzyczeć!


BITWA POD ROZUMEM

W bitwie pod Rozumem
straciliśmy sporo krwi.

Kto będzie teraz 
umierał za ojczyznę?

Nie ma chętnych.

Zgłosił się jedynie
amator mocnych wrażeń.

Dubler patrioty.


Ewa Lipska
wiersz z tomu "Pamięć operacyjna", 2017

Lepsze jest działanie od bierności. W grze, jaką prowadzimy, nie możemy odnieść zwycięstwa. Ale niektóre przegrane są mimo wszystko lepsze od innych.

George Orwell, Rok 1984

zdjęcia:
1.  Autor grafiki: Krzysztof Grzondziel, 2. gif - róża z internetu, 3. Gdańsk, dzisiaj, ok. 20:00, fot. Aerovideo, 4. moje okno

niedziela, stycznia 13, 2019

Kolejny rok blogowania przede mną...


        Miałam już rzucać w diabły i kasować tego bloga nie raz i nie dziesięć razy, a wciąż tu jestem, trwam na blogowym posterunku.
 Blogowanie wciąga, uzależnia, podobnie jak pisanie.Jest też w pewnym sensie formą autorealizacji, katharsis.
 Również miliony razy obiecywałam sobie, że już nigdy, przenigdy nie napiszę wiersza, że to bez sensu, że i tak nikt tego nie czyta, a nawet jak czyta to nie rozumie, a jak rozumie, to na swój sposób... I co? I wciąż tkwi i czasem wyłazi ze mnie ta moja poezja...

    Tak więc jestem tutaj od 2012 roku i 22 stycznia zacznę ósmy rok wypisywania różnych dziwnych rzeczy.
Dzisiaj jestem tutaj z czystej, żywej (sic!) przekory. Typinka ze mnie niepokorna, więc robię swoje.
Miałam pisać rzeczy do pracy, dużo rzeczy, mnóstwo pisania ale odpuściłam, ponieważ:

* przypomniałam sobie Wasze rady napisane pod moim grudniowym postem dotyczącym mojej choroby w święta, za które raz jeszcze bardzo Wam dziękuję;

* nie mam ochoty na "powtórkę z rozrywki": nie chcę mieć kolejnych, przerypanych (przepraszam za słowo) ferii, spędzonych w łóżku i na wizytach u lekarzy, chcę wyjechać, odetchnąć i odpocząć;

* przeczytałam na FB, w grupie dla nauczycieli, bardzo ciekawą wypowiedź Pana Rafała B., którą przytoczę w całości (i w oryginalnej pisowni), bo chcę, żeby poszła w świat, gdyż uważam, że to bardzo ważny głos w dyskusji o pewnej grupie zawodowej, którą wciąż się oczernia i ciągle nikt z nią się nie liczy:
-------------

Są tutaj nauczyciele pracujący w innych krajach ?
Znajoma z Japonii napisała jakiś czas temu tak:

Przyjechałam na zaproszenie koleżanki ze studiów, która z powodów zdrowotnych musiała wracać do Wielkiej Brytanii (kończyłyśmy studia magisterskie w jednej uczelni i należymy do tego samego związku absolwentów).
Trochę się bałam jak to będzie ale zostałam mile zaskoczona.
Po pierwsze fakt muszę pracować 40 godzin tygodniowo... ale w ten 40 godzinny tydzień pracy wlicza mi się: 11 godzin pracy przy tablicy, poprawa, sprawdzianów, kursy języka i kultury japońskiej (obowiązkowe dla obcokrajowców), koncerty itp. Do czasu pracy wliczają mi się też studia doktoranckie-taki bonus dla Tych, którzy chcą się rozwijać.
Ach zapomniałam o obowiązkowych zajęciach sportowych.
Oprócz tego 3 razy w tygodniu wieczorem prowadzę tzw. Ju-ku (korepetycje, które tutaj są powszechne).
Mam 2 miesiące a w zasadzie 3 miesiące wakacji plus wolne 3 tygodnie w zimie obejmujące Boże Narodzenie i 2 tygodnie na święto Kwitnących Wiśni.
Są jeszcze święta państwowe, które są wolne ustawowo od pracy. Nie wspomnę już o takim luksusie, że za takie wypowiedzi na forum jak tu widzę to taki jeden z drugim za kratki mógłby trafić, bo Sensei (mistrz) ma pozycję społeczną tuż po rodzinie cesarskiej.
Sensei są zaangażowani w nauczanie dzieci, a dzieci są inwestycją i skarbem narodu tak mówi Tradycja Cesarstwa Japonii.
W nadwiślańskim kraju rzecz nie do pomyślenia. Jako nauczyciel oświadczam: Nikt nigdy już nie namówi mnie do pracy w szkole nad Wisłą. CHAMSTWO RODZICÓW, CHAMSTWO UCZNIÓW i CHAMSTWO I AGRESJA SPOŁECZEŃSTWA wobec nauczycieli okazywane na polskich forach internetowych są PORAŻAJĄCE NIE MAJĄCE SOBIE RÓWNYCH NIGDZIE NA ŚWIECIE (a trochę po nim podróżuję).
Zarabiam w Japonii tyle, że stać mnie na życie w najlepszej dzielnicy, wysyłam miesięcznie około 5000 - 7000 zł do domu i zostają mi jeszcze pieniądze (250.000 Y ze szkoły i 250.000Y z Ju-ku).
Niczego sobie odmawiać nie muszę, Mieszkanie, auto do własnej dyspozycji.
W Nagoi pracuję 5 rok. Przygotowania do zajęć nie czuję, bo wszystko łącznie ze sprawdzianami mam w komputerze, program rozkład materiału podręczniki.
Ponieważ łatwiej pracuje mi się rano do szkoły przychodzę sobie na 5:30. Po zajęciach jestem o 13:30 i nic mnie nie obchodzi.
Tu uczeń musi pracować ciężej niż nauczyciel. Uczniowie są w szkole od 7:00 rano. Codziennie piszą sprawdzian z jakiegoś przedmiotu między 7:00 a 7:55.
Po południu kiedy ja jestem już poza szkołą, biedny uczeń ma jeszcze naukę własną do 18:00 lub 19:30.
Do tego żelazna dyscyplina. Na lekcjach nie wolno odezwać się jednym słowem bez pytania...
W klasie panuje cisza taka, że czasem motyl głośniej trzepocze skrzydełkami.
Jeśli ktoś jest niesubordynowany to szkoła ma narzędzia, po to, by delikwenta zdyscyplinować (stara dobra rózga) i społeczne przyzwolenie na ich użycie choć oficjalnie nikt uczniów nie bije.
Nikt tu rodziców do szkoły nie wzywa najwyżej po 3 wykroczeniu przeciwko dyscyplinie uczeń wylatuje ze szkoły i wiadomo już, że zostanie do końca życia kloszardem wygrzebującym odpadki z kosza na śmieci...
Nigdy do kraju nadwiślańskiego uczyć nie wrócę. Dla narodów Azjatyckich mam wielki szacunek za to, jak nauczycieli traktują.
Co 5 lat mamy urlop płatny w ilości pół roku Ja swój od 1 kwietnia. Dodam, że choć Japonia podobnie jak Polska ma problem z niżem demograficznym i to już od 6 lat żaden nauczyciel nie został zwolniony. Co więcej wymiana pokoleń trwa i na miejsce odchodzących na emeryturę przychodzą nowi.


---------------------------

Tak więc siedzę. Siedzę i myślę, bo to lubię, czasem nawet medytuję. Odpuściłam pisanie  do pracy, które mnie nuży i nudzi i za którym nie przepadam (kocham być w klasie, z uczniami, papierologia to ciemna strona mocy w moim wypadku)i mam dość "zarywania" wszystkich weekendów i innych wolnych dni. Jestem tym zwyczajnie, po ludzku zmęczona. Jestem zmęczona (bliska wypalenia zawodowego) ciągłym dokładaniem do pracy, którą wykonuję, w którą wkładam serce, pasję. W pracy powinno się zarabiać na życie, na byt swój i swojej rodziny, a nie wiecznie do niej dokładać, wykonywać ją na swoim laptopie, w domu, płacąc za energię, toner i papier... I wiele innych rzeczy. Uczę m.in. plastyki, wciąż coś kupuję ze swojej kieszeni, aby były efekty (ozdobne dziurkacze i nożyczki, kolorowe papiery, książeczki z wzorami, kolorowanki, naklejki, kredki i mnóstwo innych rzeczy; mam w domu laminarkę, gilotynę, niszczarkę, bindownicę, skaner, kolorową i czarno - białą laserową drukarkę, mnóstwo brystolu, papieru, czyli wszystko to, co nauczyciele na Zachodzie mają do dyspozycji w miejscu pracy).
 Kocham swoją robotę, gdyby nie to, już dawno szukałabym innej. Jednak czasem trzeba powiedzieć coś głośno i nie robić dobrej miny do złej gry, nie układać rysów twarzy tak, by nikt nie widział smutku. 
Piszę to w kontekście "cudownych" podwyżek płac fundowanych w tym roku nam, nauczycielom. Płac niższych, niż w wielu zakładach przemysłowych i dyskontach spożywczych. Czy ktoś, kto pracuje w biurze, firmie, sklepie, zakładzie, szpitalu, notorycznie dokłada do swojej pracy po to, aby w ogóle ją wykonać? OK, dość, wystarczy, ostatecznie kogo to obchodzi, że grupa najlepiej wykształconych ludzi w tym kraju, ledwie wiąże koniec z końcem, podlega chronicznej ocenie z kilku stron (MEN, kuratorium, organ prowadzący, dyrekcja, rodzice, uczniowie, osoby postronne, internauci i inni), nie ma za grosz szacunku od nikogo i tylko się byczy na feriach i wakacjach? Zaznaczam, że naprawdę nie mam nic do osób zatrudnionych w innych miejscach, każdy robi, co lubi lub co ma w danym momencie, ale też nie mam siły już milczeć. Mam dość robienia za szarą, grzeczną guwernantkę! Nawet w niektórych wierszach zmieniam słowa na "ładniejsze", żeby nie było, że używam wulgaryzmów, bo mnie nie wypada, bo jestem urzędnikiem państwowym, który jest dla tego państwa bardziej solą w oku, niż kimś ważnym i wartościowym.
 Kiedyś pewna pani dyrektor wypomniała mi moje artystyczne studia (bo artyści to idioci, zakręceni i nieodpowiedzialni, bujający w obłoczkach i nie można im ufać), pewien pan dyrektor "doczepił się" do moich farbowanych (wówczas na rudo)włosów i kilku kolczyków w uszach (zawsze gustownych i dyskretnych) czyli do, wg niego: braku kobiecej skromności; inny do porwanych jeansów i makijażu (mam długie rzęsy, więc nie powinnam ich malować, a takie czerwone usta to na Sylwestra a nie do pracy) - wciąż się ocenia nie tylko naszą wiedzę i kompetencje zawodowe, ale i gust, wygląd, a niedługo pewnie i poglądy polityczne oraz religijne, bo wszystko zmierza w tym kierunku, niestety. 
Odkąd pracuję w szkolnictwie wiecznie "łapię" różne infekcje od dzieciaków, wciąż jestem narażona na choroby zakaźne i inne nieciekawe sprawy.
 
Dodam, że dopiero w szkole, w której pracuję obecnie czuję się doceniana, czuję się na swoim miejscu, bo wcześniej naprawdę dużo przeszłam i w pewnym momencie miałam tak bardzo dość, że poddałam się, chciałam zrezygnować i gdyby nie wsparcie rodziny, na pewno nie byłabym już nauczycielem. W tyłek dostałam bardzo, nawet nie mam siły o tym mówić czy tego wspominać: byłam nauczycielem - bibliotekarzem w trzech szkołach (wszystkie zastępstwa, łącznie z wuefem były moje w ramach tych bibliotek!), uczyłam angielskiego, polskiego, I-III i prowadziłam świetlicę terapeutyczną w szkole na wsi na umowę - zlecenie, która do niczego mi się nie liczy! Czułam się gorsza od sekretarek, jak pomiotło a nie jak człowiek z wyższym wykształceniem, pochodzący z inteligenckiej rodziny od pokoleń...
Wylewam tu żale, znowu. Boli mnie jednak, gdy czytam te wszystkie hejty na różnych forach.

*

 Słucham wiatru i patrzę na deszcz, głaszczę koty i psa i cieszy mnie, jak wszystkie trzy mruczą sobie szczęśliwe, że ich pani ma dla nich czas. Patrzę na ogień w kominku i tli się we mnie nowy wiersz, który - być może - przeleję na papier (nie wszystkie przelewam, niektóre zostawiam w spokoju i w czasoprzestrzeni).
Siedzę, piję dobrą kawę z migdałowym mlekiem, w piekarniku piecze się pyszne cynamonowe ciasto z jabłkami i jest mi dobrze w tę deszczową, szarą, styczniową niedzielę i tylko czasem żałuję, że nie mieszkam w Kraju Kwitnącej Wiśni, bo osobiście, mając dziecko na studiach rzadko pozwalam sobie na zwolnienie lekarskie, gdyż na nim się traci, a o urlopie dla poratowania zdrowia nawet nie myślę, bo tutaj jest on płatny poniżej średniej krajowej. A doktoratu w ogóle nie opłaca się robić, bo można być bezrobotnym przez kilka lat, gdy jest się konkurencją dla dyrektora (wiem, co piszę, kiedyś, za namową Pani Profesor, bardzo chciałam mieć dwie litery przed nazwiskiem, tak dla siebie, naprawdę miałam szansę napisać doktorat, teraz wcale nie żałuję, że go nie mam, że zrezygnowałam, bo, parafrazując tytuł znanego filmu: to nie jest kraj dla wykształconych ludzi).
Napomknę jeszcze, niby mimochodem, że dopóki nie zostałam urzędnikiem państwowym, podróżowaliśmy z mężem po całej Europie i trochę po świecie. Teraz jeżdżę do Pragi, bo mam blisko, do Niemiec i do Czech, ewentualnie do Austrii, a o mojej ukochanej intuicyjnie Australii, mogę sobie jedynie pomarzyć. No, ale nieroby tak mają, nie stać ich na wiele rzeczy.

A propos uposażenia, to bardzo się cieszę, że nauczyciele pokazują w internecie swoje fiszki z zarobkami netto!

 Wyżaliłam się, bo musiałam, bo mam dość czytania o tym, jakim jestem leniem, jak dużo mam wolnego, jak wiele zarabiam za raptem 18 godzin pracy... 
18? w tym tygodniu i w poprzednich również i w kolejnych też, miałam dwugodzinny zespół wychowawczy i tak samo długą radę, a popołudnia zwykle poświęcam na przygotowanie się na zajęcia na kolejny dzień, pomijając pracę w weekendy, na wycieczkach, karciankach, które wciąż wolontariacko realizujemy w naszej placówce, na okienkach (okienek mam najczęściej sześć - nikt mi za nie płaci, a de facto siedzę w pracy), zabawach i innych imprezach, zebraniach z rodzicami, bo jestem wychowawcą... Jestem też wsparciem, psychologiem, dekoratorką wnętrz, służącą i czym tylko chcecie. Mało? Pewnie za mało, żeby dostawać wynagrodzenie adekwatne do wkładanego wysiłku...

Niezmiennie, najserdeczniej pozdrawiam.
Dobrego dla Was! Siema!!!

❤❤❤❤❤
 
Ulica japońskiej wiśni,
niech ci się przyśni co jakiś czas.
Ulica japońskiej wiśni,
niech się wymyśli w purpurze gwiazd...


Agnieszka Osiecka

 ❤❤❤❤❤

Ciasto udało się, jest pyszne, przepis zmodyfikowałam po swojemu, więc nie wiem, jaki jest?

*obrazy z netu

poniedziałek, grudnia 31, 2018

Cudownego Czasu!


 Witajcie!

Jak już wielokrotnie podkreślałam, dla mnie ROK to czas od urodzin do urodzin, czyli od końca sierpnia, co łączy się również z rokiem szkolnym, czyli rokiem mojej pracy i z ezoterycznym rokiem numerologicznym. Sylwestra nie obchodzę, bo nie znoszę tłumów, nie lubię hałasu, wolę siedzieć i czytać dobre książki - na dzisiaj mam "Drive" Jamesa Sallisa (film z Ryanem Goslingiem kiedyś mnie zachwycił, a książkę kupiłam dzisiaj za 5 złotych, więc warto przeczytać).

Czas jest paradoksem, jest umowny, a dobrych życzeń nigdy dość, więc życzę wszystkim, którzy kiedykolwiek do mnie zajrzeli, spełnienia, kreatywności, wielu wspaniałych a nawet szalonych pomysłów, realizacji celów, nabywania doświadczeń, dojrzałości i zrozumienia, empatii i tolerancji, zdrowia i szczęścia,
niekonwencjonalnego i odważnego, a przede wszystkim samodzielnego myślenia.

Najbardziej i najmocniej życzę Wam Miłości, bo to ona jest siłą napędową całego wszechświata, którego jesteśmy integralną częścią.

Pamiętajcie, że nie ma gejów, heteryków, katolików, ciapatych, czarnych, niepełnosprytnych i jakich tam chcecie - po prostu i zwyczajnie są Ludzie! Nie przypinajcie niepotrzebnych łatek, bo jakie one mają znaczenie w obliczu wieczności? Traktujcie ludzi tak, jak sami chcielibyście być traktowani. Bądźcie dobrzy, odważni w czynieniu tego dobra!

Kobiety, moje cudowne Siostry - nie rywalizujcie, nie obgadujcie, nie wyśmiewajcie i nie dołujcie siebie nawzajem. Zaprzestańcie bezsensownej, wypalającej rywalizacji, zacznijcie współpracować,  wspierajcie się, przywróćcie swoją wspaniałą, kobiecą moc! Pamiętajcie, że to Wy jesteście matkami synów, że zachowanie Waszych mężczyzn w dużym stopniu zależy od Was. 


Panowie, jesteście wspaniali, jesteście bardzo potrzebni, dbajcie o nas, o swoje kobiety, motywujcie do działania, odnajdźcie w sobie ciepły, kobiecy pierwiastek.

Niechaj zatem ten nowy czas będzie lepszy, niż ten, który za nami, niechaj się szczodrze darzy Wam, Matce Ziemi i wszystkim istotom żyjącym na tej pięknej planecie i poza nią. 

Bądźcie spełnieni, szczęśliwi - każdy na swój indywidualny, najlepszy dla siebie sposób. Wpatrujcie się w swoje piękno i dostrzegajcie piękno wszystkich i wszystkiego wokół. Nie szukajcie szczęścia poza sobą, bo macie je w sobie.


W prastarej astrologii chińskiej nowy Czas będzie Rokiem Świni - ma to być dobry, obfity okres dla wielu ludzi i tego się trzymajmy. Afirmujmy życie, szczęście, piękno, szczerość i dobro.
Wędrujmy przez dany nam na chwilę w wieczności czas najpiękniej jak potrafimy!

Serdeczności i pozdrowienia płynące prosto z serca!


Bądźcie sobą!

JoAnna


czwartek, grudnia 27, 2018

Bardzo gorzkie żale


Muszę się wyżalić, bo dawno nie miałam takiego żalu w sobie. Takiego do bólu, który czuć w sercu i trzewiach.Dawno nie nosiłam w sobie tak wielkiego smutku.
Mam gdzieś, czy ktoś to wykpi, czy nie, co sobie pomyśli, a czego nie.
Mój blog, moje emocje.
I już.
I piszę...

Zaczęło się 13 grudnia od malutkiej opryszczki na górnej wardze, którą od razu potraktowałam zoviraxem (mam gdzieś, czy robię tu reklamę producentowi czy nie). Datę pamiętam doskonale, bo raz, że historyczna, a dwa, miałam w ten dzień na lekcji w swojej klasie hospitację z kuratorium w ramach ewaluacji zewnętrznej i może dlatego nie poszłam do lekarza, bo praca, bo dzieci, bo to ważne, istotne...

U mnie opryszczka pojawia się w dwóch momentach: gdy bardzo zmarznę z powodu klimatyzacji (najczęściej latem), albo gdy jestem mocno osłabiona, także sprawami stricte kobiecymi i gdy mój organizm mówi: stop, przyhamuj, zwolnij.
Tak było teraz:  ogólne  osłabienie, ból brzucha aż do zawrotów głowy i ta opryszczka, która mimo leku, przyjęła postać bolącego, piekącego, krwawego strupka (adieu, kochana karminowa szminko!). No, ale pani Asieńka jest silną kobieciną i zamiast pójść do lekarza, grzecznie i pilnie chodziła do roboty, przygotowywała z kolegą szkolną, dużą imprezę, pisała różne papierki i dawała radę, bo kto miał dać, jak nie ona? W pewnym momencie mocno zaczęło boleć ją gardło, miała wrażenie, że coś jej do niego spływa, ale co tam: aspirynka, cholinexik, herbatka z imbirkiem i miodkiem i do dzieła! A że chrypa, że mówienie sprawiało ból, że drapało i szczypało w gardle, że dreszcze, katarek i kichanko to tylko niewielki szczegół.

Po dobrze wykonanej pracy, w końcu doczekałam się świąt, upragnionych, wymarzonych wolnych chwil!

Luzik, można robić, czego dusza i ciało zapragną!
Można... Tylko czy da się radę?

Czy da się radę czytać, pisać, oglądać, nadrabiać intelektualne zaległości, gdy głowa pęka z bólu, gardło boli nieustannie i coraz mocniej, tak mocno, że nie da się mówić i jeść przygotowanych na święta wegetariańskich frykasków, takich jak np. sojowa imitacja ryby po grecku; oczy najpierw łzawią, potem łzy same sobie płyną a kaszel ma się taki, że w Rynku go słychać i tak bolesny, że ma się wrażenie, jakby się serce wyrywało z niemłodej już piersi?
Sen, głównie w dzień, bo w nocy kaszel męczy najbardziej a do tego wysoka gorączka, poty, ból całego ciała.

Jak zwykle dałam radę, przetrwałam, jednak dziś u lekarza, do którego chyba pierwszy raz w życiu poszłam z własnej woli, bez nacisków ze strony rodziny, dowiedziałam się, że dobrze nie jest, żebym milczała, oszczędzała głos, bo krtań, tchawica, bo nerwoból w sercu i takie tam: Czemu pani przyszła dopiero teraz, na Boga świętego?! 

Ano pani nie przyszła wcześniej, bo jest... Tego już nie napiszę, sami wiecie.

A największym paradoksem jest to, że codziennie powtarzam sobie bardzo pozytywną afirmację w stylu: jestem mądra i umiem świetnie o siebie zadbać...

*pierwsze zdjęcie moje, drugie z netu

niedziela, grudnia 23, 2018

Christmas Time


***

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

Cyprian K. Norwid



***

Boże Narodzenie

Kiedy dziecko się rodzi i na świat przychodzi
Jest jak Bóg, co powietrzem nagle się zakrztusił
I poczuł, że ma ciało, że w ciemnościach brodzi
Że boi się człowiekiem być. I że być musi
Wokół radość. Kolędy szeleszczące złotko
Najbliżsi jak pasterze wpatrują się w Niego
I śmiech matki - bo dziecko przeciąga się słodko

A ono się układa do krzyża swojego

Ernest Bryll

 ***

Wszelkiego piękna i dobra, wszystkiego spełnionego na ten urokliwy Czas. Niechaj darzy się Wam zdrowo, bogato i niechaj otacza Was wszechbędąca Miłość.

💚💚🍀🍀🍀😘😘😍😍 🙏🌲🌲🌲🌲

 * fotografia moja, drugie zdjęcie ze strony na FB: Miasto Bolesławiec