Translate

środa, lutego 25, 2015

"Z nadmiaru przymiotników rodzi się grafomania." ***


fakty i akty


zasmucają mnie osoby piszące
za to nieczytające książek
to nawet nie jest grafomania
tylko zwykła ignorancja

wie pan ten tekst przypomina mi
wiersz Walta Whitmana
proszę spojrzeć

nie obchodzi mnie jakiś tam
Whitman nie znam go
ważne że sam piszę

jednak żeby coś dobrego napisać
trzeba znać czytać
czerpać wzorce

a kim ty jesteś durna paniusiu
żeby mnie pouczać
pieprzoną polonistką

walka z wiatrakami
ale ja pierwsza naiwna
wciąż wierzę że Don Kichot

nawet jeśli jest kobietą

odnajdzie Dulcyneę


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 25 II 15

nie wiem czy wiesz

chciałabym umieć
napisać dobry wiersz
prawdziwy wiersz o wierszu

taki co miałby sens
o ile sens ma jakiś sens
pisanie to katharsis

jak łzy co we wzruszeniach
chłodem oczyszczają stres
nie płakałam od kilku lat

od czasu kiedy ojciec
zszedł w niebytu kres
i kiedy w moje oczy 

zupełnie nieproszona
zajrzała zimna śmierć
a wiersz w tym wierszu

naprawdę jest
nie wiem czy wiesz
że jednak jest


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 18 II 15


***tytuł notki: Krzysztof Varga
*obrazki z netu, ostatni to "Maki" Heleny Stępień

wtorek, lutego 24, 2015

"Rozumiem właśnie twórczość nie jako produkowanie tej idiotycznej, nikomu niepotrzebnej tak zwanej „czystej formy” i nie jako odwalanie rzeczywistości, tylko jako stwarzanie rzeczywistości nowej, do której uciec można od tej, której mamy dosyć po same gardła…" ***


nienasycenie


kochaj mnie. tak bardzo chciałabym
być czyjąś muzą. piękną, namiętną.
bezwzględnie bezduszną. złowieszczo
nieuchwytną. jak wampir nad ranem.

muzy potrafią ranić. zwłaszcza
wtedy, kiedy śpią. snem królewny
śnieżki z owocem wszechwiedzy
w przełyku. schowanym tylko

dla siebie. a ty? bardzo się starasz.
zatracasz w miłości nieodwzajemnionej,
kochasz bez szans. na lepsze jutro
w jej zimnych objęciach.

chciałabym być twoją weną. inną
niż wszystkie. choć oryginalność
to towar deficytowy, o zbyt krótkim 
terminie przydatności do wielbienia.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 24 II 15 - 130 rocznica urodzin Witkacego


*obrazy Witkacego, w kolejności: "Buty halucynogenne", "Fałsz kobiety (Maryla Grossmanowa i autoportret)" 1927, "Kuszenie świętego Antoniego"
*** cytat w tytule notki: Stanisław Ignacy Wotkiewicz, "Nienasycenie"


poniedziałek, lutego 16, 2015

"Inteligencja jest to choroba umysłowa - na szczęście mało rozpowszechniona." ***

xXx


zniosę wszystko

wezmę na siebie całe zło tego padołu
przygryzę zęby i w pokorze uśmiechnę się
do swojego cierpienia

przyjmę wszelkie kłody rzucane
pod moje zbyt małe stopy

ale nie pozwól mi którykolwiek boże

stracić siebie

nie funduj toksycznego romansu
z tym chichoczącym niemieckie kołysanki
wrednym bezwzględnym afazyjnym doktorkiem

nie odbieraj pamięci zdziwionym oczom
wścibskim dłoniom spragnionym ustom
rozszalałym zmysłom

konsekwentnie stosuj się
do własnych przykazań

nie kradnij

nie zabieraj mi
mnie


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 16 II 15
 

Polecam wcześniejszą notkę pt. Utracona tożsamość
a także film z moją ulubioną Julianne Moore pt. Still Alice (powieści na kanwie której powstał jeszcze nie czytałam). Jako lokalna patriotka muszę zaznaczyć, że w jednej ze scen, wraz z leworęczną Julianne Moore, występuje kubek wyprodukowany w  bolesławieckiej ceramice!
 Z ostatnio "dorwanych", polecam też ciekawą powieść Wandy Żółcińskiej pt. Najdroższa.





Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za chwile spędzone na moim blogu!


*** cytat: Ambrose Bierce
* obrazki z netu

niedziela, lutego 15, 2015

"Lepiej palić fajkę niż czarownice..." ***




XxX


siedzę na ławce poprawiam makijaż
(właśnie kupiłam nową szminkę w ołówku)
i nagle tnie mnie silny baryton

o Jezuuu
to pani leworęczna

(takiego współczucia w głosie
dawno nie słyszałam)

tak
a co w tym dziwnego
bo nie bardzo rozumiem
Julia Roberts też 

zresztą
nie tylko leworęczna
ale i lewomyślna
wie pan myślę inaczej
i jeszcze jestem bardzo bardzo dziwna
(odpowiadam z niewymuszonym sarkazmem)

aaa
to ja przepraszam

proszę

taka ładna
a nie dość że mańkut 
to jeszcze lesba na dokładkę
(mruczy zniesmaczony pod nosem)

odchodzi szybkim krokiem
pocierając prawą ręką
o spodnie
jakby chciał wytrzeć
tę straszną rozmowę z dziwolągiem

czasy spalania czarownic
jednak nie minęły
przybrały nieco inną formę

a przecież gdzieś głęboko w nas
potrafi rozkwitać

 empatia



JoAnna Idzikowska-Kęsik, 18/19 VII 14


*** ks. Adam Boniecki
*gify z netu

sobota, lutego 07, 2015

"W internecie największy idiotyzm może osiągnąć gigantyczny sukces." ***

XxX

moje wiersze to nie
discopolowe pioseneczki
nie każdy musi je rozumieć

rymowanki popapranki
lekkie łatwe i przyjemne
wyszły ze mnie

już dawno
wypłaciłam im
sutą odprawę

i dobrze
oczywista oczywistość
wpisana w wersy

nie jest poezją

jest bigosem
z bardzo krótką datą
przydatności

do wchłaniania

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 II 15


Autorem tytułu mojej dzisiejszej notki jest pisarz i publicysta, Krzysztof Varga. Czemu taki tytuł? Powodów jest kilka.
Nasze życie to jeden wielki cytat, więc tytułuję swoje notki w dużej części, cytatami. Myślę jednak, że niebywały sukces, niestety nie tylko w internecie, często osiągają totalne idiotyzmy, bzdety i banialuki!
Ostatnio dowiedziałam się, że piszę za trudne wiersze. Była to bardzo poważna wypowiedź.Zdziwiło mnie to, ale cóż, każdy ma prawo do swojego zdania. Potem trochę poczytałam i doszłam do wniosku, że przeciętny obywatel najlepiej rozumie wiersze, pieśni i inne przekazy na poziomie piosenek zespołu Weekend (nie ujmując ani zespołowi, ani odbiorcy). Obserwuję czasem ilość lajków przy wierszykach o aniołkach i poważnych, dobrych wierszach... Przemilczę.
Kilka dni temu (w środę, na porannym dyżurze) rozmawiałam z kolegą z pracy o książkach i kinie, podniecałam się niedawno obejrzaną "Grą tajemnic" i zadeklarowałam, że pójdę sobie z córką (ponieważ wg mojego męża ta powieść to "lektura dla niedorobionych jełopów")  na "Pięćdziesiąt twarzy Greya", gnana ciekawością, bo cykl tych średnich powieści z braku laku przeczytałam dawno temu... "Nie pójdziesz, a na pewno nie u nas, bo wszystkie terminy już zarezerwowane!" - odpowiedział kolega, a ja myślałam, że robi sobie ze mnie jaja. Nie robił. Wróciłam do domku, chciałam zarezerwować bilety na seans, który będzie miał miejsce 13 lutego... I co? I wszystko już dawno zarezerwowane! Grają toto u nas przez dwa tygodnie, dwa razy dziennie, a ja pójdę dopiero 24 lutego!!! Mówię "toto", bo jak dla mnie nie jest to literatura (film zapewne też) z najwyższej półki.


A obecnie czytam takie oto książeczki, kupione po dyszce na wyprzedaży w Carrefourze (jeszcze w poniedziałek pójdę pogrzebać, choć niezbyt to lubię, bo strasznie zakurzone są te książki):


A oprócz pisania i czytania, upiekłam dwie bezglutenowe pizze, tak pyszne, że od razu pochłonęliśmy z mężem po dwa kawały. Reszta czeka na dziecko i jej kolegów. ;-) Oczywiście przepisu Wam nie podam, bo ja uwielbiam Wielką Improwizację, również w kuchni.



Polecam też film na DVD. Ten film to tacy "Nietykalni" w kieckach, ale wzrusza. Warto obejrzeć, bo świetna Hilary Swank w roli chorej na stwardnienie zanikowe boczne młodej, zdolnej kobiety... W każdym razie ja wyłam jak bóbr i bardzo mi się to przydało, bo miałam jakiś paproch w oku przez dwa dni i nie mogłam go wydłubać.


Pozdrawiam ciepło wszystkich, którzy do mnie zaglądają, przesyłam moc szczerych serdeczności,nie wiem, jak Wy, ale ja czekam z utęsknieniem na wiosnę!

PS
Dalajlama twierdzi, że trzecia wojna światowa nie wybuchnie. Kocham go za jego naiwne, pozytywne myślenie!




*obrazki z netu

czwartek, stycznia 29, 2015

"Drobna uwaga. Na pewno umrzecie." ***


firma czy to już

kiedy przyjedzie mogłaby przynajmniej
zapukać zachować się w miarę
taktownie postarać troszeczkę
i uszanować choćby podstawowe
zasady savoir - vivre'u

nieproszeni goście mają obowiązek
postępować po ludzku
a ona ekspansywna zaborcza
impertynencka i niechciana

wchodzi zawsze z buciorami
brudzi kaleczy i dewastuje
ostatnie chęci przebłyski młodości

bezczelna ciągnie za sobą

jednego ze swoich wspólników
tego zapominalskiego niemiaszka
jak mu doktor coś tam coś tam

spojrzę zamglonymi półślepymi
oczami na takie białe nade mną

i bez podpisywania umowy

zasnę w towarzystwie ich bezdusznej
spółki z o.o. której mimo nieprzychylności
 potencjalnych klientów nigdy nie grozi
plajta


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 I 15



PS

Nie myślcie, że nie robię nic poza pisaniem bzdurek, czytaniem i chodzeniem do kina. W przerwach między tymi zajęciami robię wiele innych dziwnych rzeczy. Np. poluję na ceramiczne unikaty i książki(wczoraj kupiłam kilka super unikatów i trzy książeczki), chodzę na spacer z moim shih tzu, miziam koty i piekę sobie bezglutenowe jedzonko (dziś upiekłam dwa gryczane chleby i sernik, przepisu Wam nie podam, bo wszystko robię "na oko").






Pozdrawiam mocno wszystkich, którzy do mnie zaglądają, dziękuję za każdy ślad zostawiony w moich skromnych progach! 

*** tytuł notki: Markus Zusak - Złodziejka książek, polecam zarówno książkę, jak i film
*obrazki: Sergo Z, net; zdjęcia w kolejności (wszystkie sprzed chwili): moje dzisiejsze wypieki, moja wczoraj kupiona ceramika, zaspany, po spacerze pies, zamulony kocur i rozanielona kocurka, wczoraj kupione książki.na wyprzedaży w Carrefourze, a o powieściach Jeanette Winterson jeszcze kiedyś napiszę :)

środa, stycznia 28, 2015

"Pisanie wierszy po Oświęcimiu jest barbarzyństwem." ***

My, którzy żyliśmy w obozach koncentracyjnych, pamiętamy ludzi, którzy chodzili po barakach, pocieszając innych, oddając ostatni kawałek chleba. Być może było ich niewielu, ale są oni wystarczającym dowodem na to, że człowiekowi można zabrać wszystko z wyjątkiem jednej rzeczy: ostatniej z ludzkich wolności - wyboru swojej postawy w każdych okolicznościach, wyboru swojej drogi.


Viktor Frankl - psychoterapeuta i psychiatra, więzień obozów koncentracyjnych m.in. Auschwitz


Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.

 Theodor Adorno


dłonie Giselli Perl

niezwykle zgrabne i piękne
szczupłe z długimi palcami

do fortepianu panienko
kobiety nie muszą się uczyć

uparta kończy studia
zostaje ginekologiem

przysięgam czyste
i prawe zachować
życie i sztukę swoją

interpretacja ważnych słów
w strasznych okolicznościach
gdy Anioł Śmierci
psychopatycznie kpi z kobiet
bez znieczulenia rozcina
tętniące brzuchy brzemiennych

fiksując na punkcie bliźniąt

a ręce coraz szczuplejsze
z głodu strachu i zimna
przewartościują przysięgę

będziesz rodzić po wojnie
musisz przeżyć ten koszmar

żal w sercu coraz większy
bezsilność nabiera mocy
śmierć wybrana samotnie
namiętnie w oczy spogląda
i nie chce jeszcze zamroczyć

koniec apokalipsy

i wycieńczone dłonie
z pietyzmem witają życie
odbierają porody

nowa specjalizacja

ekspert od niepłodności

jednak Auschwitz w pamięci
nie zagaśnie już nigdy
choćby ukryła w garści

embrion władcy wszechświata

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27/28 I 15



w domu czeka mnie
zadanie:
Stworzyć poezję po Oświęcimiu



Tadeusz Różewicz


* Gisella Perl (1907-1988), węgierska Żydówka i lekarka, jedna z pierwszych kobiet ginekologów. W Auschwitz straciła rodzinę, rodziców, męża i syna. Znany hitlerowski psychopata, dr Josef Mengele, zaproponował jej współpracę przy swoich zdegenerowanych eksperymentach na ciężarnych kobietach. Żeby ratować życie współwięźniarek dokonywała aborcji, czasem, z braku narzędzi i higieny, własnymi rękoma. 
Po wojnie trafiła najpierw do Francji, gdzie dokonała próby samobójczej (nie mogąc sobie poradzić ze śmiercią najbliższych i oświęcimską traumą), potem do USA, gdzie uratowała wiele istnień,została bardzo znanym i cenionym ekspertem od leczenia niepłodności, jednak pamięć obozowego koszmaru została w niej do końca życia.
 Wydała wspomnienia pt. Byłam lekarzem w Auschitz (1948), wg których nakręcono niskobudżetowy, ale wzruszający film pt. Powstali z popiołów (2003), który kilkanaście lat temu bardzo mną wstrząsnął, bo przecież takie filmy ogląda się sercem, nie patrząc na błędy, choćby kostiumologów.Film można znaleźć w internecie, nawet z polskim lektorem. Ja nie jestem w stanie na razie obejrzeć go ponownie.



Jedną z aborcji, jakich dokonała dr Perl w Oświęcimiu, był zabieg, o który poprosiła ją jedna z nadzorczyń, Irma Grese, słynąca z niezwykłego okrucieństwa wobec więźniarek. Tej aborcji nie chciała dokonać (Irma pewnie też nie usuwałaby ciąży, gdyby miała pewność, że ojcem dziecka jest niemiecki oficer, niestety, sypiała ze wszystkimi, nie wyłączając więźniów), musiała to zrobić, aby uratować siebie (odmowę na pewno przypłaciłaby życiem). W swojej książce poświęciła Irmie rozdział, w którym m. in. pisała:

Pewnego dnia przyszła do szpitala. W tym czasie zajęta byłam przygotowaniem do operacji piersi młodej kobiety, które dostały zakażenia po uderzeniu pejczem powodującym powstanie otwartych ran. Operacje piersi są z reguły bardzo bolesne a nie mogłam podać żadnego środka znieczulającego, bo ich po prostu nie było. Co więcej Irma Grese była zafascynowana widokiem tej cierpiącej kobiety. Kołysała się na wszystkie strony i okazywała głębokie poruszenie całą sytuacją. Jej policzki zaczerwieniły się a oczy znieruchomiały i miały oznaki podniecenia seksualnego. Od tego dnia chodziła wokół obozu uzbrojona w pejcz udekorowany perłami i wybierała najpiękniejsze kobiety. Biła je po piersiach drucianym końcem pejcza powodując otwarte rany. Brud i wszy, które były dosłownie wszędzie doprowadzały do infekcji ran. Jedynym sposobem na to, by uratować kobietę, było operacyjne otwarcie tych ran. Irma Grese przychodziła przyglądać się tym operacjom i kopała krzyczące z bólu kobiety. Sprawiało jej to dosłownie rozkosz połączoną z dreszczami przeżywanego orgazmu, jakie przechodziły przez jej ciało aż spływała jej ślina z kącików ust. Często brała udział w selekcjach więźniarek, niezależnie od tego osobiście niejednokrotnie je mordowała.**
 
Pewnego dnia wezwała mnie, abym po południu zameldowała się na tak zwanym „oddziale położniczym" naszego szpitala.
Widziałam, jak operujesz – powiedziała. – I mam całkowite zaufanie do twoich lekarskich kompetencji. Chcę, żebyś mnie zbadała. Chyba jestem w ciąży.
Zdawałam sobie sprawę, że więźniarki miały zakaz dotykania strażniczek, a złamanie tego zakazu było karane śmiercią. Z drugiej strony, odmowa wykonania rozkazu też była karana śmiercią. Grese położyła się na ławce, a ja przystąpiłam do badania. Faktycznie, była w ciąży.

"Byłam lekarką w Auschwitz" w tłumaczeniu Macieja Jacka Klicha 2025 

*** cytat w tytule notki, autorstwa filozofa Theodora Adorno dzisiaj bardzo przekorny, uważam, że powinno się nie tylko w wierszach KRZYCZEĆ o Auschwitz!
** cytat za "Czar Naszych Przodków" - FB
* obrazy: Mariusz Mikołajek - Noc numerowanych, 1989, okładka książki Giselli Perl, plakat filmu opowiadającego o jej losach, zdjęcie dr Perl z Nowego Jorku; Mariusz Mikołajek -Oświęcim i Brzezinka/Birkenau z 1989 r.

poniedziałek, stycznia 26, 2015

"Cóż, nie mamy innego środka, by opanować naszą popędliwość, jak tylko inteligencja." ***

kompleks blondynki

w przerwach między miłościami zawieszam się

zastygam jak Marilyn w obiektywach natrętnych paparazzi
również niespełniona choć podziwiana i pożądana

blond włosy przesłaniają jasnowidzenie rozsądek odmawia
intensywności doznań nadwątlonych przereklamowaniem

platynowa MM cierpiała na rozdwojenie końcówek
mnie boli dychotomiczne niespełnienie intelektualne
chciałabym kochać zadziornie z burzą blond loczków
wylądować na Marsie eksplodować jak wulkan

Freud doznałby psychozy natchniony moją czynnością pomyłkową

do diabła z nim psychoanalizą Marilyn i tym czymś co sprawia
że jestem zbyt dziewczynkowata demonicznie kobieca jakbym
grała główną rolę w marzeniach sennych Witkacego uwikłanych
w czystą bebechową formę metafizycznych marzeń o bydlądynkach


 JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 I 15



* tytuł notki: Sigmund Freud, obrazy Theo Danella

niedziela, stycznia 25, 2015

"Pierwszy umiera optymizm, po nim miłość, na końcu nadzieja." ***


latanie



dzieci rezydujące w wariatkowie
lubią arteterapię

otwierają swoje wnętrza
słuchając muzyki relaksacyjnej
wesołych piosenek na każdą okazję
albo rysując czarne kruki
w brunatnych dziuplach

uśmiechają się czasem do mnie
i mówią że ładnie pachnę
bywa że opowiadają historie
głębokich rys na przegubach dłoni

lub podpitych mamusiek
fundujących cyklofrenicznie
za każdym razem gorszych
sadystycznych wujków

mają smutne a niekiedy puste
oczy podrasowane końską dawką
psychotropowej wycieczki w nic

od lat niezmiennie uczą mnie
pokory której tak bardzo brakowało
niewzruszenie zimnej siostrze Ratched

paradoksalnie wychodzę stamtąd
szczęśliwa że lekcja muzyki
nie została przerwana

własne dziecko lubi ze mną być
a moje intymne odloty na K-PAX
i czerwony nos Patcha Adamsa
to zupełnie naturalna sprawa

błogosławię chwilę gdy
uśmiechając się do Fisher Kinga
odnalazłam w sobie Świętego Graala
i biegałam boso po gołych ślimakach
nie bacząc na ciernie i etykietki

Don Juan DeMarco
byłby ze mnie dumny


JoAnna Idzikowska - Kęsik,

25 I 15

*tytuł notki: cytat z powieści "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya, obrazki z netu. Można doczytać:
http://venapoetica.blogspot.com/2013/02/wszystkie-odloty-oryginaow.html 

środa, stycznia 21, 2015

A życie toczy się dalej...

silne kobiety są jak drzewa
 
- mojej babci, Adelinie (1906-1998)
 
pamiętam twój fiołkowy zapach i oczy mądre zza grubych szkieł
uczoność przypisaną sowie głos miękki kojący emocje
i barszcz pamiętam czerwony tak pyszny że jadłam za dwoje
jednak to tylko androny ta prawda ma drugą stronę 
 
lubiłaś mi opowiadać a ja słuchałam uważnie
o tak odległych czasach że tylko w książkach i w kinie
roztłukłaś mi wyobraźnię i rozbudziłaś ciekawość
zrobiłaś to delikatnie bez jakichkolwiek nakazów
 
do dzisiaj widzę uliczki pełne żydowskich sklepów
gdzie kupowałaś przyprawy i materiały na suknie
i widzę twoją mamusię - prababkę w kolorze sepii
z książką w chudziutkich dłoniach na zdjęciu starym jak świat
 
wspominam cerkiew do której po mszy szłaś się pomodlić
i gestapowca co tacie ostatnie oddał cukierki
tatę rodziłaś w momencie w którym strajkował twój bóg
w dzień wybuchu tej wojny - hańby w ludzkiej historii
 
czuję ból rozpamiętując twoje gawędy o dziadku
nie dane mi było poznać człowieka co ponoć znał Witkacego
studiował w Sankt Petersburgu - zawsze mnie kręcił Ermitaż
mierzył ponad dwa metry i szczycił się pełnym uśmiechem
po tym go zidentyfikowali kiedy po ośmiu miesiącach znaleźli
truchło w jeziorze bo znając zapędy swołoczy
kazał ludziom zakreślać trzy razy NIE
w tej sfałszowanej farsie przypłacił patriotyzm życiem
 
tobie wszystko zabrali dom majątek i godność
zostały ci tylko obrączki na znak hojności władzy
i mały kąt do życia na Ziemiach Odzyskanych
latami słałaś błagalne listy do szanownych premierów
których miałaś za cepów chamów i sprzedawczyków
ażeby pamięć o dziadku załagodziła amnestia
 
twardą byłaś kobietą i niebanalnie piękną
zostałaś wierna sobie własnemu patrzeniu na życie
i wrosłaś we mnie jak drzewo
pod którym mogłam się schronić
bez cienia powściągliwości
 
brakuje mi ciebie zawsze
zawsze kiedy chcę płakać
uciekam wtedy do lasu
 
wsłuchiwać się w szept starych drzew 
 
Wrocław,  21 I 15
 

Joanna Idzikowska - Kęsik
 
PS

W moim gabinecie nad biurkiem, mam m.in. ślubne zdjęcie mojej babci Adeli i dziadka Jana (z października 1924 lub 25 roku, nie pamiętam... muszę zadzwonić do kuzyna).
Dzieckiem byłam myślącym, babcia miała 149 cm, a legendy rodzinne mówiły, że dziadek mierzył 207 cm. Spytałam Adelinę, czemu mnie okłamuje, przecież dziadek nie mógł być taki wysoki, skoro ona, maleńka, sięga mu do ramienia...

Odpowiedziała: "Pomyśl, dlaczego to zdjęcie jest wykadrowane, dlaczego nie widać całych naszych postaci?"
Okazało się, że babcia na tej foci stoi sobie na stołku, bo fotograf się denerwował, że nie dość, że ponad dziesięć lat młodsza od małżonka, to jeszcze taka mała!


Dziadek z opowieści i "wygrzebywania" mojego kuzyna, który postawił sobie za cel, że dowie się prawdy o nim i jego zagadkowej śmierci, jawi mi się, jako prawdziwy ojciec rodziny, dbający o swoją kobietę i szóstkę dzieci.
Gdy realizuję projekty czytelnicze, od razu przypominam sobie opowieści babci o tym, jak u nich w domu, w niedziele (przed wojną i w czasie wojny), dziadek czytał na głos dla połowy miasteczka (Lubelszczyzna, kumulacja wielu kultur), jak ludzie słuchali z zachwytem jego czytania. U mojej cioci w biblioteczce była czytana przez dziadka "Komediantka" Reymonta wydana na początku lat trzydziestych, podpisana jego piękną, leworęczną kaligrafią...


Kiedy się urodziłam, moja babcia miała skończone 63 lata (była spod Lwa). Na zdjęciach z młodości (których po wojennej zawierusze i przebojach z raczkującym nowym ustrojem, zachowało się niewiele)wygląda ślicznie, była zdecydowanie najpiękniejszą z trzech sióstr (podobna do dawnych gwiazd kina, nieco wyniosła), ale ja zapamiętałam ją jako elegancką, wciąż czytającą książki, starszą panią (często również chodziła do kina i teatru), która miała do mnie tyle cierpliwości, jak nikt wcześniej i - chyba - nikt potem. Bo co by o mnie nie powiedzieć, to dzieciakiem byłam krnąbrnym, a młodzieżą szaloną.


Babcia była pierwszą osobą, która zaakceptowała moją leworęczność (bardzo też ubolewała nad tym, że mama mnie przestawiła na pisanie prawą ręką), mój ateizm (choć sama była wierząca), wegetarianizm (ceniła walory mięsa, wspominając zupę z lebiody, którą gotowała dzieciom w czasie okupacji) i kolory włosów oraz fryzury, make - upy i ciuchy (sama słyszałam, jak tłumaczyła ubolewającym nad moim wyglądem rodzicom, że przejdą mi fryzurki na punka i zielone... rzęsy!), wspierała moje zainteresowania (teatr, film, sztuka) i zawsze wkładała do kieszeni cichaczem pieniądze na teatr, kino lub książkę, to dzięki jej "mecenatowi" z dwadzieścia razy obejrzałam "Szewców" Witkacego w Teatrze Polskim we Wrocławiu (tę sztukę swego czasu znałam na pamięć, tak samo, jak ona "Pana Tadeusza").  

U Adeliny nie było słodko i świat nie pachniał szarlotką, bo ona chyba niewiele uwagi skupiała na jedzeniu. Wolała czytać, było dużo książek i sporo z tzw. drugiego obiegu.I mnóstwo biografii gwiazd kina (od niej mam do dziś autobiografię Polańskiego pt. "Roman"), chociaż do swojej ulubionej Rodziewiczówny nigdy mnie nie przekonała ("Straszny dziadunio" wciąż straszy mnie z półki, zainteresowała i zaintrygowała mnie natomiast osobowość pisarki). Co jeszcze pamiętam?

Czułam do niej taki respekt, że nigdy nie ośmieliłam się przy niej przekląć, zapalić papierosa (nie cierpiała tego, a ja na studiach troszkę popalałam)czy powiedzieć źle o kimkolwiek (nie uznawała plotek i krytyki, zawsze mówiła, że naprawianie świata trzeba zacząć od siebie, dlatego w moim wierszu zawarłam domniemanie na temat komunistycznego prezydenta). Umarła, jak chciała: zasnęła nad książką, mając ponad 91 lat, wszystkie zęby (o które zawsze bardzo dbała, opowiadała mi, że w czasie wojny, myła je popiołem z drewna, sodą i mieloną solą), jasny, bystry umysł i pamięć, której można tylko pozazdrościć... 

Co mam po babci? Konsekwencję. Ona nigdy w życiu nie najadła się do syta, do bólu, mawiała, że trzeba sobie zostawić miejsce w żołądku (sic!) na dobre myśli; nie piła, nie paliła, nie klęła i do końca kochała swojego Janka, którego jej tak bestialsko zamordowali (jak znaleźli jego ciało i zidentyfikowali po wzroście i zębach, ponoć kilka tygodni spędziła na cmentarzu, mdlała z głodu, bo nie mogła nic jeść)... Ja mam podobnie, jak się uprę, to na amen (nie w pacierzu). Nie wiem, czy na pewno jest to dobra cecha, ale jest.

Bardzo też lubię unikatowe filiżanki (babcia piła tylko z filiżanek)i pięknie zdobione kubki, kolekcjonuję je od lat, a ponieważ mieszkam w mieście słynącym z ceramiki, troszkę już się tego nazbierało. Dzisiaj kupiłam sobie cukierniczkę (dla gości, bo sama nie słodzę), podgrzewacz pod czajniczek do herbaty i filiżankę (nie mogłam się oprzeć), nie mam silnej woli, żeby nie wchodzić do sklepu firmowego...



 Do odgrywania zacnej roli babci jakoś specjalnie mi się nie śpieszy, liczę na to, że dziecko Jowita weźmie ze mnie przykład i najpierw skończy studia, albo przynajmniej zainwestuje (z moją cichą pomocą)w swoje rozległe zainteresowania (lub najlepiej pogodzi jedno z drugim, choć mnie to nie wyszło na dobre, bo potem musiałam robić jakiś dziwny drugi fuckooltet, z którego walorów raczej nie chciałabym korzystać jeśli chodzi o wykonywany zawód), ale jak już przyjdzie ten moment - zapewne piękny - chciałabym być taka, jak Adelina (szansę mam, bo pewne cechy się dziedziczy, a moje ciocie i tato, to samo mówili o Michalinie - mamie mojej babci), bo ona była Mistrzem: wskazywała, naprowadzała i robiła to tak naturalnie, że nawet nie czułam, jak wiele mnie nauczyła, jak mnóstwo wartości mi przekazała w zwyczajnych, miłych konwersacjach.

Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.

Antoine de Saint - Exupery
Drzewa odbijają się w płynącej wodzie. Twarz odbija się w lustrze. Życie odbija się w baśniach. Ale odbicie jest zawsze odwrócone, dlatego baśnie kończą się na opak, szczęśliwie. Nie tak, jak w życiu. W baśni po smutku przychodzi radość, w życiu nie zawsze. Ja najbardziej lubię baśnie Andersena. Nawet, kiedy człowiek ma w sercu okruch diabelskiego lustra, to serce żyje...

Małgorzata Musierowicz, Kalamburka

*pierwszy obraz: Tree Woman" by Lisete Alcalde, kolejne z netu, zdjęcie zdjęcia moich dziadków i ceramiki - moje