środa, 28 stycznia 2015

"Pisanie wierszy po Oświęcimiu jest barbarzyństwem." ***

My, którzy żyliśmy w obozach koncentracyjnych, pamiętamy ludzi, którzy chodzili po barakach, pocieszając innych, oddając ostatni kawałek chleba. Być może było ich niewielu, ale są oni wystarczającym dowodem na to, że człowiekowi można zabrać wszystko z wyjątkiem jednej rzeczy: ostatniej z ludzkich wolności - wyboru swojej postawy w każdych okolicznościach, wyboru swojej drogi.


Viktor Frankl - psychoterapeuta i psychiatra, więzień obozów koncentracyjnych m.in. Auschwitz


Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.

 Theodor Adorno


dłonie Giselli Perl

 niezwykle zgrabne i piękne
szczupłe z długimi palcami

do fortepianu panienko
kobiety nie muszą się uczyć
uparta kończy studia
zostaje ginekologiem

przysięgam czyste
i prawe zachować
życie i sztukę swoją

interpretacja słów
w strasznych okolicznościach
gdy Anioł Śmierci
psychopatycznie kpi z kobiet
bez znieczulenia rozcina
tętniące brzuchy brzemiennych
fiksując na punkcie bliźniąt

a ręce coraz szczuplejsze
z głodu strachu i zimna
przewartościują przysięgę

będziesz rodzić po wojnie
musisz przeżyć ten koszmar

żal w sercu coraz większy
bezsilność nabiera mocy
śmierć wybrana samotnie
namiętnie w oczy spogląda

koniec apokalipsy

 i wycieńczone dłonie
z pietyzmem witają życie
odbierają porody

nowa specjalizacja
ekspert od niepłodności

jednak Auschwitz w pamięci
nie zagaśnie już nigdy
choćby ukryła w garści

embrion władcy wszechświata


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27/28 I 15



w domu czeka mnie
zadanie:
Stworzyć poezję po Oświęcimiu



Tadeusz Różewicz


* Gisella Perl (1907-1988), węgierska Żydówka i lekarka, jedna z pierwszych kobiet ginekologów. W Auschwitz straciła rodzinę, rodziców, męża i syna. Znany hitlerowski psychopata, dr Josef Mengele, zaproponował jej współpracę przy swoich zdegenerowanych eksperymentach na ciężarnych kobietach. Żeby ratować życie współwięźniarek dokonywała aborcji, czasem, z braku narzędzi i higieny, własnymi rękoma. 
Po wojnie trafiła najpierw do Francji, gdzie dokonała próby samobójczej (nie mogąc sobie poradzić ze śmiercią najbliższych i oświęcimską traumą), potem do USA, gdzie uratowała wiele istnień,została bardzo znanym i cenionym ekspertem od leczenia niepłodności, jednak pamięć obozowego koszmaru została w niej do końca życia.
 Wydała wspomnienia pt. Byłam lekarzem w Auschitz (1948), wg których nakręcono niskobudżetowy, ale wzruszający film pt. Powstali z popiołów (2003), który kilkanaście lat temu bardzo mną wstrząsnął, bo przecież takie filmy ogląda się sercem, nie patrząc na błędy, choćby kostiumologów.Film można znaleźć w internecie, nawet z polskim lektorem. Ja nie jestem w stanie na razie obejrzeć go ponownie.



Jedną z aborcji, jakich dokonała dr Perl w Oświęcimiu, był zabieg, o który poprosiła ją jedna z nadzorczyń, Irma Grese, słynąca z niezwykłego okrucieństwa wobec więźniarek. Tej aborcji nie chciała dokonać (Irma pewnie też nie usuwałaby ciąży, gdyby miała pewność, że ojcem dziecka jest niemiecki oficer, niestety, sypiała ze wszystkimi, nie wyłączając więźniów), musiała to zrobić, aby uratować siebie (odmowę na pewno przypłaciłaby życiem). W swojej książce poświęciła Irmie rozdział, w którym m. in. pisała:

Pewnego dnia przyszła do szpitala. W tym czasie zajęta byłam przygotowaniem do operacji piersi młodej kobiety, które dostały zakażenia po uderzeniu pejczem powodującym powstanie otwartych ran. Operacje piersi są z reguły bardzo bolesne a nie mogłam podać żadnego środka znieczulającego, bo ich po prostu nie było. Co więcej Irma Grese była zafascynowana widokiem tej cierpiącej kobiety. Kołysała się na wszystkie strony i okazywała głębokie poruszenie całą sytuacją. Jej policzki zaczerwieniły się a oczy znieruchomiały i miały oznaki podniecenia seksualnego. Od tego dnia chodziła wokół obozu uzbrojona w pejcz udekorowany perłami i wybierała najpiękniejsze kobiety. Biła je po piersiach drucianym końcem pejcza powodując otwarte rany. Brud i wszy, które były dosłownie wszędzie doprowadzały do infekcji ran. Jedynym sposobem na to, by uratować kobietę, było operacyjne otwarcie tych ran. Irma Grese przychodziła przyglądać się tym operacjom i kopała krzyczące z bólu kobiety. Sprawiało jej to dosłownie rozkosz połączoną z dreszczami przeżywanego orgazmu, jakie przechodziły przez jej ciało aż spływała jej ślina z kącików ust. Często brała udział w selekcjach więźniarek, niezależnie od tego osobiście niejednokrotnie je mordowała.**


*** cytat w tytule notki, autorstwa filozofa Theodora Adorno dzisiaj bardzo przekorny, uważam, że powinno się nie tylko w wierszach KRZYCZEĆ o Auschwitz!
** cytat za "Czar Naszych Przodków" - FB
* obrazy: Mariusz Mikołajek - Noc numerowanych, 1989, okładka książki Giselli Perl, plakat filmu opowiadającego o jej losach, zdjęcie dr Perl z Nowego Jorku; Mariusz Mikołajek -Oświęcim i Brzezinka/Birkenau z 1989 r.

6 komentarzy:

  1. Gdy miałam 11 czy 12 lat przeczytałam "Dymy nad Birkenau" Seweryny Szmaglewskiej... za wcześnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, skąd to znam?
      Też nie byłam starsza, gdy czytałam o operacjach doświadczalnych w Auschwitz, do dziś mam przed oczami zdjęcie ślicznej, młodej dziewczyny i podpis pod nim: Joanna, jedna z operowanych doświadczalnie...

      Usuń
  2. To taka definicja nieludzkiego świata, jeśli można mówić tak o świecie.Piękny wpis.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Eljocie, pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.