Translate

czwartek, maja 26, 2016

"Nie ma jak u mamy..."***




za nim


- mojej Mamie


zanim oddała łakomej ziemi niespełna czterdzieści
kilogramów swojego obolałego pokrytego
odleżynami ciała jej ciemne oczy wyblakły
jak stare średniowieczne obrazy

sztukę się jednak restauruje odnawia
nawet lalki są w lepszym położeniu
bo można im przykleić nowy lepszy uśmiech
ona od dawna była na straconej pozycji

wzrok spłowiałych oczu wbiła nieruchomo
w jeden punkt poza przestrzenią życia
obecna nieprzytomna jak w innym wymiarze
patrzyła poza czasy sikając w pampersy

siadałam przy niej żeby jej poczytać
chuchałam w zimne wychudzone dłonie wygładzałam
poduszki opowiadałam jak miewa się świat bez
jej uśmiechu i że wiosna ciągle rozpala magnolie

zanim oddała ostatnią kroplę potu jedwabnej
pościeli i elektrycznemu materacowi który ją
kołysał jak fale zmieniła się w Venus wypluwając
pianę prosto w głupi uśmiech pana Alzheimera


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 5 IV 15




imieniny



maj pieści zapachem kwitnących rododendronów,
konwalii i dzikich róż. czaruje zielenią szumiącą
urocze nocne wiersze pisane z potrzeby serca.

słońce rozdaje witaminę de a słowiki robią swoje.
lubię myśleć, że jestem jeszcze piękna i całkiem
zgrabna, że młodość nie opuści mnie wraz z inwazyjną

menopauzą. lubię patrzeć jak rozkwita życie i nawet
wampiryczne kleszcze nie są w stanie wyssać
naiwnego zachwytu. tylko ta świadomość. natrętna,

zatruwająca umysł, niezaleczona od dziewięciu
wiosen. jedynie ona sprawia, że moja własna śmierć
staje się realna. czuję jej głaski na policzkach.

wiesz, moja matka znowu umrze dzień po imieninach
Joanny, w wigilię Dnia Matki, a ja przypomnę sobie
prywatne rigor mortis. telefon z zaświatów uporczywie milczy.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 24 V 15






list do Ciebie rychło w czas

...bo gdy trwoga, to do mamy...



miewam się całkiem dobrze, Mamo.
dbam o siebie jak umiem.
dużo spaceruję, wciąż gram
na pianinie, trochę na gitarze.
jem zdrowo i nadal nie potrafię włączyć
do swojej diety zbyt dużej ilości zabitych istot.
bolesne okresy to spadek po Tobie.

styczeń się kończy i przybywa dnia,
wchłaniam nikłe światło, oddycham jasnością,
a przy Twoim zdjęciu codziennie
od prawie dziesięciu lat stawiam
jak miseczki z kolorami
pachnące latem świeczki,
co miesiąc odkurzam książki,
które mi zostawiłaś z nadzieją,
że będę ich dotykać.

świat bez Ciebie, Mamo,
bywa mniej logiczny, bardziej ironiczny.
anioły potrafią wszystko wytłumaczyć,
nawet sarkastyczne obraźliwe słowa,
zadane z niezwykłą wręcz premedytacją,
przez kogoś kto bezecnie igra z klawiaturą,
nie mając pojęcia w kogo z siłą rzuca
kamienie swoich niezdrowych frustracji.

Mamo, szczerze wierzyłaś
w moją wiarę w siebie,
jednak to niełatwe w obliczu sadyzmu.
złe słowa są brzytwą, bywają sztyletem.
lecz dosyć już o tym, tutaj chyba skończę,
bo się zaplątałam pisząc
lewą ręką i piórem od Taty.
nie akceptowałaś mojego mańkuctwa.

jeśli mnie dzisiaj pobłogosławisz
energią matczynych najpiękniejszych myśli,
uwierzę naprawdę, do bólu, do końca,
że jedna mała jaskółka
czyni cudną wiosnę,
jeden szczery uśmiech
potrafi roztopić zatwardziałe serce,
jedno przytulenie jest w stanie
zastąpić niełatwą psychoterapię,
a jedno kliknięcie skasować
całą podłość, nikczemność, draństwo
tego świata.

skaliste niewzruszone góry, Mamo,
będą stać niezmiennie na swym własnym miejscu,
będąc solą w oku
naszej Matki Ziemi.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 30 I 16





urodzinowe refleksje


- z dedykacją dla Eriki, mojej rodzicielki


tak bardzo szybko to wszystko
poszło
chociaż rodziłaś mnie w bólach dwa dni

jak błyskawica z hukiem minęło
dzieciństwo młodość Tato i Ty

nie wiem co jeszcze przede mną
i nie chcę wiedzieć bo po co
ale wiem Mamuś to jedno

warto się w niebo wpatrywać nocą
grać na pianinie i na gitarze
i śpiewać ile w piersiach tchu
tak się zatracić w poświacie marzeń
by żyć najpiękniej teraz i tu

kochać zaś warto bezwarunkowo
i wierszem śmiać się kolorowo
metafizyką upojenia należy się
nad młodość wzbić
i nie wychodząc ze światłocienia
należy śnić

cudownie śnić

dziękuję Ci za życie  Mamo
i zanim znów spotkamy się
ja pobuszuję jeszcze w zbożu

by święty Piotr wpuścił i mnie


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 VIII 2011




Po to


lubiłaś prostotę
objętą rozumem
fiołki
mądre książki
i dobre perfumy

i nie mogłam kłamać

to nie miało sensu
duszę przenikałaś
oczami miłości
uczyłaś empatii

wbiłaś we mnie igły
swej nadwrażliwości

czytałaś mi Prousta
i Dostojewskiego
ja wolałam dziwne
sztuki Witkacego

motywację dałaś
do pisania wierszy

(pamiętam: dla Ciebie był
ten wierszyk pierwszy!)


zgasłaś i odeszłaś w odległe zaświaty

mamo

po to byłaś

bym kochała kwiaty
abym całym sercem
i całym swym życiem
mogła Ci dziękować

za miłość w zachwycie

(wiesz anioły przechadzają się
po mojej głowie
kiedy przed snem
w ciszy
rozmyślam o Tobie)


  JoAnna Idzikowska-Kęsik, 26 V 13







Kiedy byłam pasożytem


Było mi ciepło, wilgotno, dobrze, bezpiecznie i beztrosko.
Tylko kiedy paliłaś - kaszlałam, a ty myślałaś, że cię kopię.
Uwielbiałam, gdy dotykałaś mnie czule, głaszcząc leciutko
swój okrągły brzuszek, a zachwycony ojciec mówił do mnie:

Cześć, kochany synku, jeszcze troszkę i się zobaczymy,
pokażę ci świat, będziemy grać w piłkę. Masz silne nogi,
kopiesz, kręcisz i wiercisz się, będziesz piłkarzem! Albo
wielkim naukowcem lub Don Juanem, który lubi kobiety.

Nie lubiłam, gdy pochłaniałaś kiszoną kapustę i ogórki, bo dostawałam
czkawki, robiłam kwaśne minki i zachłystywałam się wodą.
Jednak wciąż słucham Bacha, Ravela, Mozarta i Vivaldiego, lubię
Remarque'a, a miłość do poezji też wchłonęłam przez pępowinę.

Czy jestem mądrym Don Juanem w spódnicy? Nie wiem,
aczkolwiek żegluję po oceanie życia najpiękniej, jak umiem.
Bywają noce, gdy skulona, w pozycji embrionalnej, gryzę
wargi, płaczę, tęskniąc dogłębnie za tobą, ojcem - za nami.

Ale ta, która buszowała i rozmyślała we mnie, skutecznie
dezynfekuje rany i blizny
na moich samolubnych myślach.


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 4 X 14

*** Wojciech Młynarski
*obraz: Gustav Klimt, Matka i dziecko


 Wszystkim Mamom składam najlepsze, najpiękniejsze i płynące z serca życzenia wszystkiego spełnionego!
Pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają, j.

PS

Nie mam czasu na bloga, mnóstwo zajęć, nie tylko w pracy. :(

sobota, maja 14, 2016

"Patrzy na mnie z „tamtego świata” z tamtej strony w którą ja nie wierzę." ***


(nie)pamięć


objęłam drzewo - wezbrało liśćmi
przepływ energii ożywił myśli
o tobie

bywało różnie jak to w miłości
i nie wiem nawet dlaczego tak
rzadko mówiłam ci jak bardzo
lubię patrzeć w twoje mądre oczy

wspomnienia bledną owszem
ale tylko te złe - to się nazywa 
wyparcie

objęłam drzewo tak mocno
 jak chciałabym objąć ciebie
gdybyś tylko tu była

a może jesteś 

może zmieniłaś się w obłok
 i spadłaś deszczem
w przyjazne objęcia traw
w moje rozpostarte ramiona
w nieskończoną przestrzeń życia

na chwilę zapomniałam
że nie istniejesz
Mamo


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 14 V 16



To,co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama.

Tadeusz Różewicz, Matka odchodzi

* obrazki z netu; cytat w tytule notki pochodzi z zacytowanego powyżej utworu T.Różewicza

czwartek, kwietnia 28, 2016

Z codziennością na ty...


Jej wysokość szwaczka


Zmęczona wstaje w środku nocy, gdy dzieci śnią o bananowych
 wyspach, a bezrobotny konkubin przewraca się na drugą stronę
 erotycznych fantazji o haremie chętnych, roznegliżowanych księżniczek.

Robi stos kanapek z pasztetową: dla dzieci, dla gacha, dla siebie. 
Wychodzi z zimnego mieszkania na chłód obojętnego świata.
Oszczędza, nie jeździ autobusem do pracy, choć kręgosłup stęka,

a nogi puchną. Zasłuchana w szum maszyn, marzy o nowej
 czerwonej, zwiewnej sukience z wystawy H&M, takiej z cienkiej
tkaniny, co gładzi spracowane ciało, spragnione delikatności

i sponiewierane przez faceta, który uważa je za swoją własność.
Fantazjuje o urlopie w egzotycznych krajach, które zna tylko z reklam
biura podróży. Dobija ją spłacanie kredytu za pralkę, wysokich  rat 

za tanie meble i rowery dla dzieci, harówka w robocie i w domu.
Tak trudno jej panować nad tym wszystkim: planować,
cerować i łatać dziury w codzienności podszytej ubóstwem.

Ale nie narzeka. Nawet wtedy, gdy sfrustrowany konkubent pieczętuje
jej poszarzałą twarz w szale zbyt agresywnych uniesień.
Dumna królowa wynajętego kąta, dla której purpurowa

kiecka z niedrogiej sieciówki, to zbyteczny  luksus.



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 IV 16



*grafika z netu

niedziela, kwietnia 24, 2016

"coś mnie zmusza do pisania / poza wszelką formą" ***


Byłam wczoraj w parku. We Wrocławiu. Byłam w parku, w którym pierwszy raz Go zobaczyłam jako mała dziewczynka... Ujrzałam Go latem, na spacerze z wujkiem, z którym powiedzieli sobie dzień dobry i potem wujek mi szepnął: "To poeta, Tadeusz Różewicz"... Pierwszy raz w życiu widziałam wtedy Prawdziwego Poetę i ostatni raz... na spacerze w parku (potem spotkałam Go i nawet z Nim rozmawiałam jeszcze kilka razy).

Byłam wczoraj we Wrocławiu. Wujek odszedł ponad miesiąc temu w wieku 88 lat i zostawił dla mnie kilkadziesiąt książek, wśród nich jeden z tomików Jego poezji. Wiedział, że kocham czytać, wiedział, że uwielbiam poezję, że On jest moim mistrzem...

  On - mój ukochany, uznany za wybitnego Poeta, odszedł dwa lata temu... Na umieranie wybrał sobie kwiecień.
Wchodzę dziś rano na portal społecznościowy, a tam:

* urodziny Barbry Joan Streisand (w porządku, lubię);
* rocznica śmierci Władysława Bartoszewskiego (owszem, ceniłam)...
A o Nim ani słowa...

Byłam wczoraj we Wrocławiu, pokazałam dziecku park... Dziecko powiedziało: "Mamo, jesteś sentymentalna". Ale przecież ktoś musi pamiętać...


Włosek poety

Poeta to na pewno ktoś
Słuchajcie głosu poety
Choćby ten głos
był cienki jak włos
Jak jeden włos Julietty

Jeśli się zerwie włosek ten
to nasza nudna kula
upadnie w ciemność

Czy ja wiem
albo się zbłąka w chmurach

Słyszycie Czasem wisi coś
na jednym włosku wisi
Dziś włoskiem tym poety głos
Słyszycie

Ktoś tam słyszy


Tadeusz Różewicz


*** Buty i wiersze, Tadeusz Różewicz, Opowiadanie traumatyczne. Duszyczka, 1979, frg.

niedziela, kwietnia 17, 2016

Zdolne, piękne i niemłode - ulubione aktorki 60+

Ciągle się pisze o młodych i pięknych, a ja lubię i szanuję starsze aktorki, które mają klasę i niemały talent na światowym poziomie. I wciąż są piękne, pełne energii! Niektóre nawet z wiekiem pięknieją, ich kariery zaś nabierają tempa.
Listę otwiera powszechnie znana, uwielbiana i nagradzana...



Meryl Streep (66 l.)- zdolna i według niektórych znawców urody, niezbyt piękna, choć mnie się kojarzy z aniołem. Aktorka, która towarzyszy mi od dzieciństwa, bo jako bardzo młodziutka dziewczynka, obejrzałam "Sprawę Kramerów" i od tej pory uwielbiam ją, laureatkę kilku Oscarów, Złotych Globów i innych ważnych w świecie filmu nagród. 
Uwielbiam, ale nie bezkrytycznie. Nie lubię jej występów w komedyjkach romantycznych i nie cierpię opiewanego wszędzie występu w filmie "Sierpień w Hrabstwie Osage", bo uważam, że bardzo przedobrzyła w tej roli, że za dużo było Meryl w niej samej.
Lubię i cenię jej role w "Wyborze Zofii", "Kochanicy Francuza", "Pocztówkach znad krawędzi", "Pożegnaniu z Afryką","Ze śmiercią jej do twarzy", "Koncercie na 50 serc" i "Godzinach". Nieźle wypadła w głośnym filmie pt. "Wątpliwość". To jedna z największych współczesnych aktorek. Aktorka wybitna, także teatralna.


Jeśli Meryl, to ex aequo - Glenn Close (69 l.).Świetna, rasowa aktorka, chyba nawet ciekawsza, niż Meryl (zresztą ponoć bardzo często starają się o te same role np. w "101 dalmatyńczykach", gdzie zwyciężyła Glenn czy w "Diabeł ubiera się u Prady" - tę rolę dostała Meryl; aktorki wspólnie zagrały w dwóch filmach). Aktorka, która do tej pory nie dorobiła się Oscara. A przecież ma na swoim koncie wiele dobrych, znaczących ról. Do moich ulubionych kreacji tej aktorki należą m.in. role w filmach: "Świat według Garpa", "Niebezpieczne związki", "Druga prawda", "Dom dusz" (gdzie, moim zdaniem, skasowała Meryl),"Sekret Margarethe Cammermayer", w którym zagrała zamężną lesbijkę, walczącą o swoje prawa; "Mary Reilly" i "Albert Nobbs" - film, w którym przeszła samą siebie in plus. Close nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa jako aktorka, a ja liczę, że w końcu dostanie Oscara niekoniecznie za całokształt twórczości.


Maggie Smith ma 81 lat. Gra dużo i dobrze, jej role zapadają w pamięć. Mnie zachwyciła, gdy byłam nastolatką, w filmie pt. "Pokój z widokiem" Jamesa Ivory'ego, a później w dwóch filmach Agnieszki Holland: "Tajemniczym ogrodzie" i "Placu Waszyngtona". Uwielbiam jej duety z moją inną ulubioną "babcią" w filmach pt. "Lawendowe Wzgórze" i "Hotel Marigold", niezłą kreację stworzyła również w filmie Dustina Hoffmana pt. "Kwartet".


Tą inną moją ulubioną "babcią" często występującą w duecie z przedstawioną powyżej (zagrały razem w sześciu filmach), jest Judi Dench, rówieśnica Maggie. Równie piękna i równie zdolna. Któż nie zna tajemniczej "M" z nowszej serii o agencie 007? Ale ta rola nie jest w jej dorobku rolą szczególną, bo ta aktorka, mająca doświadczenie sceniczne, świetnie wypada zarówno w rolach ciepłych, miłych pań, jak i wrednych, wyrachowanych kobiet.
Mnie, oprócz wymienionych powyżej,  bardzo podobała się w "Czekoladzie" i "Życiu w Cranford". Wspięła się na szczyt aktorskiego kunsztu, grając jedną z moich ulubionych pisarek i filozofek, chorującą na Alzheimera Iris Murdoch w filmie pt. "Iris", bezbłędnie zagrała w opartej na faktach "Tajemnicy Filomeny", a za najlepszą jej rolę uważam kreację w "Notatkach o skandalu".


Julie Walters ma dziś 66 lat. Zachwyciła mnie dawno temu w "Edukacji Rity" i nadal zachwyca. Aktorzy brytyjscy z reguły mają doświadczenie teatralne i to się przekłada na role w filmach, dobre role, warte zapamiętania. A przecież chyba wszyscy pamiętamy przebojowe "Dziewczyny z kalendarza", chociaż dla mnie Julie była bezbłędna w mało znanym u nas filmie pt. "Siostro, moja siostro".


Cudnooka Vanessa Redgrave (79 l.)to aktorka, którą "znam" całe życie. Zakochałam się w niej po dwóch filmach: "Powiększeniu" Antonioniego i "Julii" Zinnemanna, w której partnerowała również pięknookiej Jane Fondzie i za którą to rolę otrzymała Oscara. Vanessa ma urodę, która powala mnie na obie łopatki: duże, niebieskie oczy i wystające kości policzkowe, jest piękną i zdolną kobietą, jej rodzice, siostra i córki też trudnili się aktorstwem (osobiście uważam, że jest piękniejsza od swojej matki Rachel Kempson, siostry Lynn i córek: nieżyjącej już Natashy i Joely Richardson).
Do ulubionych kreacji Vanessy zaliczam role w filmach: "Wilde. Historia pisarza", "Pokuta", "Wieczór".


Helen Mirren ma 70 lat i figurę, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna nastolatka. Jest piękna, zdolna i pełna werwy; cudownie prezentuje się w długich, obcisłych sukniach. Gra od wielu lat. Wypadła nieźle nawet w sławnym "Kaliguli". Cenię ją za "Wybrzeże Moskitów" Petera Weira i za nowsze role również, szczególnie za rolę w zupełnie w Polsce nieznanym filmie pt. "Pasja Ayn Rand" i świetną kreację w również mało u nas znanych "Zamkniętych drzwiach" węgierskiego reżysera Istvána Szabó.
Helen ma pazur, lubię ją nawet w kryminaliku półprzygodowym, półidiotycznym pt. "Red"(1 i 2) i w słodziutkiej do bólu "Podróży na sto stóp", takim aktorskim "Ratatuj".



Australijska aktorka Judy Davis zwykle występuję na drugim planie. Jednak jej niezwykła, charakterystyczna uroda, zawsze rzuca się w oczy. Do tego aktorka ma prawdziwą charyzmę i talent. Ma 61 lat i zapewne nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Zachwyciła mnie w trzech filmach:"Sekrecie Margarethe Cammermayer", gdzie była partnerką Glenn Close, "Od brzegu do brzegu" w duecie z Richardem Dreyfussem i ostatnio w "Projektantce", gdzie świetnie partnerowała Kate Winslett.



Siostra hollywoodzkiego pożeracza serc, Warrena Beatty; aktorka charakterystyczna i ponoć nieurodziwa. Ale zawsze zauważalna i zapadająca w pamięć. Zdolna komediantka i pieśniarka, którą kocham bezwarunkowo. Ma 81 lat, wciąż gra.Gwiazda sławetnych "Czułych słówek", którą uwielbiam za duet z Meryl Streep w "Pocztówkach znad krawędzi" (wg prozy Carrie Fisher, na podstawie jej życiowych doświadczeń i relacji z matką, także aktorką, Debbie Reynolds) i boską zołzę w "Stalowych magnoliach".



Jessica Lange nie gra już tak dużo jak kiedyś, ale dla mnie jest ikoną kina, laureatką dwóch Oscarów. Obecnie ma 66 lat, starannie dobiera role. Kiedyś potrafiła się zmieniać, jak kameleon z pięknej i delikatnej blondynki, w ciemnowłosego kobietona. Cenię ją i jej role w takich filmach, jak "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy", "Frances", "Pozytywka", "Przylądek strachu", "Błękit nieba" czy "Szare ogrody". Pamiętam, że nie wróżono tej młodej i ślicznej modelce wielkiej kariery, gdy zaczynała w "King Kongu" u boku Jeffa Bridgesa, na szczęście oboje mają się dobrze do dziś.


Nigdy nie zapomnę jej występu w adaptacji "Misery", znanej powieści Stephena Kinga, za którą otrzymała w pełni zasłużonego Oscara. Kathy Bates: pulchna, mała (160 cm)kobietka o ogromnej charyzmie. Dziś ma 67 lat i ugruntowaną pozycję zawodową. Nie powtórzyła sukcesu "Misery", ale regularnie pojawia się na ekranie.
Mnie bardzo podobała się w "Smażonych, zielonych pomidorach" i w filmie pt. "Znamię", w którym wystąpiła u boku Kevina Costnera.




Dianne Wiest



Stockard Channing



Sissy Spacek ma 66 lat. Najlepsza "Carrie" jaką można sobie było wyobrazić. Cudna, rewelacyjna w "Służących". Zachwycająca i bezbłędna w "Dobranoc, mamusiu" i "Gdyby  ściany mogły mówić".
Uwielbiam tę małą kobietkę (157 cm) z wielkim talentem i nietuzinkową urodą.




Zawsze, kiedy widzę w obsadzie filmu jej nazwisko, wiem, że ten film obejrzę, choćby jakaś piracką wersję w oryginale tudzież języku obcym, bowiem Ellen Burstyn to aktorka wybitna.
Dziś ma 83 lata i wciąż gra. Niedawno zachwyciła mnie w "Wieku Adaline", wcześniej podziwiałam ją w takich filmach, jak np. "Za wcześnie umierać", "Skrawki życia", "Źródło" czy też - jej wybitną kreację w sławnym "Requiem dla snu".


Na jej role czekam, zwłaszcza komediowe. Jest piękna, szczupła i ma do siebie duży dystans. Nazywa się Celia Imrie, ma obecnie 63 lata i rozwaliła mnie swoją rolą w "Niani" u boku Colina Firtha. Miałam okres oglądania bajek, gdy moja córka była mała, jej przeszło, mnie zostało. Celia to dobra aktorka, świetna w "Hotelu Marigold".


Zachwyciła mnie w roli u boku Catherine Deneuve, w kultowym filmie Tony'ego Scotta pod durnym polskim tytułem "Zagadka nieśmiertelności".
Piękna, rasowa, rudowłosa kobieta! Inteligentna i utalentowana. Susan Sarandon ma 69 lat, wciąż jest szczupła i piękna, enigmatyczna.
Cenię jej role w filmach:"Biały pałac", "Olej Lorenza", "Thelma i Louise", "Mamuśka". Najlepszą rolę, moim skromnym zdaniem, zagrała u boku Seana Penna we wstrząsającym obrazie pt. "Przed egzekucją"("Dead Man Walking").


Córka nieśmiertelnego Charliego Chaplina, świetna aktorka charakterystyczna, zawsze, gdy pojawia się na ekranie, zostawia ślad w pamięci. Ma 71 lat, w moim odczuciu gra od zawsze, bo znam ją od dziecka, gdy schowana pod wielkim pod stołem obejrzałam "Annę i wilki", chwilę potem "Nakarmić kruki" - zapewne nieco za wcześnie, ale stało się. Zachwyciła mnie niedawno w filmie wg prozy G.G. Marqueza pt. "Rzecz o mych smutnych dziwkach". Bardzo dobrą, niezapomnianą kreację stworzyła w obrazie pt.... "Chaplin", w którym jej ojca zagrał Robert Downey Jr.



Imelda Staunton sześćdziesiątkę przekroczyła w styczniu tego roku. Dobra, charakterystyczna aktorka, którą uwielbiam przede wszystkim za role w "Niani" i "Czarownicy" u boku boskiej Angeliny Jolie - moc w komedii i baśniach, bo aktorka znana jest szerszej publiczności przede wszystkim z serii o Harrym Potterze.



Mówię o niej "Łupinka". Zakochałam się w tej kobiecie, gdy jako nastolatka obejrzałam "Kolor purpury" - jeden z najlepszych i jednocześnie najmniej docenianych filmów Spielberga (a może najbardziej zapomnianych, bo doceniony był po premierze w 1985 r.). Whoopi Goldberg sześćdziesiątkę skończyła pod koniec zeszłego roku. Jest dobrą, choć nieco zaszufladkowaną aktorką, bo ujawniła kiedyś wielki talent komediowy i tak troszkę to do niej przylgnęło (taki Robin Williams w kiecce). W "Kolorze purpury" była doskonała, autentyczna, piękna - chwała Tinie Turner, że odrzuciła tę rolę. Podobała mi się także w filmach: "Corrina, Corrina" i "Uwierz w ducha", ale "Zakonnicę w przebraniu" (1,2) i "Włamywaczkę" oglądam zawsze, gdy mój zły humor sięga dna.
Lubię "Łupinkę" i już!

----

Tak wygląda moja gorąca lista wciąż czynnych zawodowo aktorek starszego pokolenia światowego kina. Zapewne kogoś przeoczyłam, o kimś zapomniałam, więc będę ten temat uzupełniać.
Uwielbiam też np. Barbrę Straisand i Cate Nelligan, ale one od kilku lat nie wystąpiły w żadnym filmie, niestety.
A jakie są Wasze faworytki?
Jestem bardzo ciekawa!
Pozdrawiam i przesyłam serdeczności, j.
A na koniec zdjęcie, które bardzo lubię (w ogóle lubię czarno - białe fotografie): Meryl, Glenn i Winona Ryder z planu "Domu dusz" (1993)