Translate

czwartek, października 22, 2015

"Wyciągniesz ręce do niej, by tak nie przeszła mimo..." ***


Jesienna dziewczyna


Lato przeszło za wiosną drogą kamienistą, 
pokrętną i suchą jak włosy staruszek.
Kikuty zbóż straszą na polach. Sarny
wychodzą z kryjówek na spotkanie z nią.

Nie ma innej. Jest tylko ona. Przyszłościowa,
choć nieco staroświecka. Piękna, chociaż
nieidealna. Uwielbia kwiaty, nie lubi
tylko chryzantem. Ich lodowe, cienkie płatki

wróżą nieszczęścia: usypianie baśniowych ogrodów, 
zastój, stagnację, wszechogarniający
bezlitosny chłód. A ona tak bardzo kocha
ciepło i barwy iskrzące promieniami ognia.

Czuje się osamotniona w swojej odmienności.
Zapada w letarg, żeby nie rozmyślać, 
nie rozdrapywać ran, bo przecież głęboko 
ukryte słodkie kłamstwo jest dużo bardziej
 wymowne od nagiej prawdy.

Nie wyciągaj do niej rąk. I tak przejdzie
mimo.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 22 X 15








*** Jeremi Przybora: Jesienna dziewczyna
* obrazy: ilustracje wykonane przez "moje" dzieciaki do piosenki Jeremiego Przybory

wtorek, października 20, 2015

Nic nowego pod słońcem i u mnie też. ;-)



XxX


Nie mów, że moje oczy są posępne i smutne.
Odbija się w nich życie ukryte w spojrzeniach,
marzenia fruwające po wertepach Wszechświata
i rzęsy zakrywające dziwne sny z podtekstami.

Smutne oczy nie zawsze oznaczają nieszczęście,
czasem warto jest spojrzeć jeszcze dalej i głębiej.
Wejść gdzieś poza realność, znaleźć magię natchnienia.
Poznać smak melancholii, ból, cierpienie i strach.

 Smutek bywa zabawny i niezwykle niesmutny.
 Oczy błyszczą jesienną pochmurnością nostalgii. 
Może jestem nijaka jednak w moim spojrzeniu
 Wszechświat hula jak wicher na krawędzi oddechu. 

Słyszysz? 

Tchnienie nicości suszy płynące łzy.


JoAnna Idzikowska - Kęsik

*obrazki z netu


Witajcie!

Co u Was słychać? U mnie nic nowego. Praca, dom, dziecko opowiadające o wykładach...
Wiersz dzisiejszy tak stary, że nawet nie wiem, kiedy go napisałam. Nie mam siły i czasu na pisanie nowych rzeczy, wypaliłam się przy sprawozdaniu do pracy.
I jeszcze ta jesień, która dopadła mnie w swoje szpony. Te chłodne, coraz krótsze dni...
Nie przeszkadza mi to jednak bardzo serdecznie Was pozdrowić i życzyć tylko tego, co dobre, prawdziwe, szczere i piękne.
Serdeczności, zmykam na zajęcia, j.
Na koniec jeszcze nowe filiżanki, które dostałam z okazji 14 X plus zestaw książek, które obecnie czytam. ;-)


niedziela, października 04, 2015

...bo ja zła kobieta jestem... (wpis bardzo osobisty).

Czyli post narzekająco - usprawiedliwiający, płaczliwy i męczący!

Jest na świecie taka miłość, która jest bezinteresowna i najprawdziwsza ze wszystkich – to miłość matki do dziecka. Choćby nie wiem co się stało, choćby nie wiem jak bardzo własne dziecko cię zawiodło, zraniło, to i tak będziesz je kochać ze wszystkich sił. Ta miłość jest jedną z najpiękniejszych miłości.


~ Gabriela Gargaś, Trudna miłość



Ech, ten blog to i tak tematyczny misz-masz, choć w założeniu miałam tu umieszczać tylko wiersze, więc tym razem się wyżalę, bo muszę to z siebie wyrzucić.
Sami wiecie, jak to jest: "czasami człowiek musi, inaczej się udusi", jak pouczał Mistrz Jonasz.
Ja muszę.
Bo jest mi dziwnie.
Nie jest mi źle.
Ale nieswojo, tęskno i jakoś tak... inaczej, a do innych stanów trzeba się adoptować, przyzwyczajać.
Zawsze wiedziałam, że to nastąpi, nie brałam nawet innej możliwości pod uwagę, a kiedy nastąpiło, jest mi ciężko. Na sercu. W duszy. Abstrakcyjnie, ulotnie, ale jednak ciężko.
W psychologii to się nazywa syndromem opuszczonego gniazda.
U mnie to zwyczajna, ludzka tęsknota.



W środę ostatecznie wyprowadziliśmy nasze dziecię do Wrocławia (tzn.zawieźliśmy jej resztę rzeczy, bo ona wyjechała we wtorek z kolegą). Dziecko Jowita, jak ją nazywamy, rozpoczęło nowy rozdział w swoim i w naszym życiu: poszło na studia, co nie jest dziwne, bo oboje z mężem też studiowaliśmy.
Dziecko poszło, odeszło. 
Na dodatek na kierunek, na który jakoś w duchu się nie zgadzam (buntuję się, przepraszam, mamo!), bo się sama przed nim broniłam skutecznie! Poszła na cholerną (sić!) filologię polską (nie mogłam ingerować, zawsze dawałam jej prawo wyboru, ale dostała się na lepsze kierunki w moim mniemaniu)...
Dziecię powiedziało, że nas kocha, ma poczucie wsparcia i bezpieczeństwa i... nie przyjechało na weekend. Z jednej strony cieszę się, że nie wychowałam jej na mamincórcię, wiem, że nie miałabym dla niej czasu, bo większą część tego weekendu spędziłam na szkoleniu, a z drugiej - serce mi się kraje.
W chacie cisza. Nikt nie nadaje jak Radio Zet, gdy wracam z pracy, nie zdaje mi relacji z całego dnia w szkole, nie wyzywa od "malkontentnego, introwertycznego egola ze spectrum Aspergera", gdy proszę o chwilkę ciszy. Nikt nie domaga się nowych kosmetyków, ciuszków, książek, nie krytykuje mojego make-upu (a raczej jego braku) i fryzury (lub raczej jej braku), zakupionych kolejnych filiżanek (co zresztą robię z myślą o niej).
Nie przyjechała, bo ma lektury do przeczytania, bo ma co jeść i ma fajnych ludzi na roku... A ja wysycham z tęsknoty.
Jeszcze niedawno była taka malutka, słodka, bezbronna... Jak się urodziła, mierzyła 49 cm, prawie jak Calineczka (do dziś jest sporo niższa ode mnie)... 


Dzieci rosną, odchodzą, żyją własnym życiem. Wiem, że trzeba im na to pozwolić. Nikogo, prócz siebie nie mamy na własność... Muszę się tylko przyzwyczaić. Na razie oswajam sytuację. I myśl o kierunku, jaki wybrała(wrrr!). Najlepszy text usłyszałam od kolegi (oczekując pocieszenia!), którego znam od wieków: "A czego oczekiwałaś, dając jej taki, a nie inny przykład? Nadając stale o poezji i książkach?"
Co jeszcze? Jeszcze wkurza mnie tatuś mojej córeczki, który sprawia wrażenie bezdusznego i tylko się cieszy, że do niego dzwoni, Piotruś Pan, kurczę!


Kolejna rzecz to usprawiedliwienie. Wiem, że jestem zła, wredna, niepoprawna, że nie zostawiam Wam komentarzy na blogach...
Mam jeszcze do skończenia sprawozdanie ze stażu, które ze względu na chorobę w czerwcu, odłożyłam na październik. Mam też nauczyciela kontraktowego pod opieką, który ubiega się o wyższy stopień awansu i mam klasę, zajęcia indywidualne i lekcje w szpitalu. Więc troszkę roboty jest. 
Mam też mnóstwo kupionych książek, które czekają, aż raczę je przeczytać i sporo filmów do obejrzenia.
Wczoraj zaczęłam czytać jedną z nowszych powieści Kinga, którą kupiłam za 4 zł. (reszta to punkty Payback za zakupy w drogerii).


Tym bardziej dziękuję Wam, że zaglądacie tu do mnie, komentujecie, jesteście.
Naprawdę dziwnie mi ciężko bez tej mojej jedynej córeczki z inteligencją lingwistyczno - artystyczną, którą kocham nad życie.


Wyżaliłam się.
Ale nie wiem, czy jest mi lżej.
Kto będzie teraz robił na mnie eksperymenty fryzur, makijażu i takich tam? Kto będzie pilnował, żebym nie polazła do fryzjera obciąć włosów na jeża (w środę już usłyszałam, że zbyt dużo podcięłam!). Kto będzie kradł moje perfumy, dezodoranty, lakiery do paznokci? Kto mnie zwyzywa od "prawego mańkuta", gdy skręcę nie w tę uliczkę (bo nigdy nie wiem, która strona jest prawa, a która lewa) lub gdy krojąc ogórki przejadę sobie nożem po paluchach?
Komu ja będę "ryć beret", żeby nie robił się na rudo, choć w jej wieku byłam taką samą wiewiórą?
Życie.




banalny wiersz dla córki

-Jowicie Sylwii


wiesz, że zemdlałam, gdy laborantka z uśmiechem
przekazała mi dobrą nowinę? a potem, wściekła,
rzekłam do karteczki, na której napisano, że wynik jest
dodatni: masz być dziewczynką, cholerna blastulo!

nie wiem, jak przetrwałam poranne mdłości. pamiętam,
że jadłam rodzynki. i wnerwił mnie do białego młody
ginekolog: to będzie chłop, jak dąb! nie chciałam 
żadnego chłopa, chłopca, synka. chciałam ciebie.

wiedziałam, że będziesz piękna jak Inge Bartsch.
bo wiersz poety wszedł we mnie głęboko, na długo,
zanim w ogóle o tobie pomyślałam. i jesteś. taka śliczna.
kobieca, nieuchwytna. i daleka. i bliższa niż matka,

niż anioł stróż, w którego i tak nie wierzę. pamiętasz
jak smakują poziomki, wygrzewające się dziko na skraju
lasu? ich zapach śni mi się, kiedy za tobą tęsknię, jednak
nie potrafię dać ci innej rady, jak tylko banalne:

bądź sobą, rób swoje i żyj według własnych zasad,
a chwilę chwytaj
pazurami, córeczko.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 X 15




Obiecuję poprawę i rewizytę na Waszych blogach.
Przesyłam moc serdecznych serdeczności.


PS

Bardzo się cieszę, że P. Olga Tokarczuk otrzymała Nagrodę Nike, choć trzymałam też kciuki za Jacka Dehnela.
Obie książki szczerze polecam!





Podaruj temu, kogo kochasz skrzydła, by mógł latać, korzenie, aby wracał i powody, aby został.


Dalajlama


Nikt nie może być tobą zamiast ciebie; żadna matka ani ojciec. Bycie sobą jest nieuniknione i wkurwiające, ale nie ma przed nim ucieczki.

Jan Jakub Kolski, Las, 4 rano



Czasem z Jowitą robimy śmieszne fotki i minki:
 listopad 2010
maj 2011




sierpień 2012
grudzień 2012
grudzień 2013
10 października 2015

A to ja na spacerze 10 X 15 - wśród drzewek, które uwielbiam, ale nie znam ich nazwy, więc może ktoś...Nowego wpisu nie będzie, dopóki nie skończę tego straszliwego sprawozdania ze stażu, buziaki!
*na fotkach z rodzinnego archiwum moja córka i my

czwartek, października 01, 2015

"Co było – nie wróci, co będzie – przeminie." ***


xXx


dostrzegam paletę barw rozpostartą
w drgającej przestrzeni powietrza
wnikam w chłód oddechu aury
zapadam w denny półsenny letarg

mdli mnie trupi zapach spadających liści
drażni szelest wiatru pod stopami
szmer leśnego strumyka senny leniwy
zwiastujący że wkrótce nadejdzie

zimny oszroniony ranek po którym
księżyc nad Bourbon Street wykrwawi
się jak liście dębów a duszę dopadną
natrętne wampiry energetyczne zombie

i pomyśleć że tak niedawno jeszcze
kochaliśmy się gdzieś gdzie słońce 
namiętnie pieści wymięte płatki maków
"niebo pobladło z tęsknoty" *

nie siedzę jak pod kościołem
mam nieodpartą chęć przywalenia
kasztanem prosto w pomarszczoną buźkę

tej cholernej jesieni



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 1 X 15

* Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, Pod kościołem


*** Miron Białoszewski, Powitanie jesieni
obrazki z netu

sobota, września 26, 2015

UWAGA KSIĄŻKI, czyli do zaczytania jeden krok!


Witajcie!

Jak już wcześniej wspominałam i co widać na tym blogu, ostatnio mało piszę (tzn. piszę bardzo dużo, ale są to rzeczy do pracy, a nie moje wierszopodobne osobiste dziwaczne wynurzenia), za to sporo czytam i oglądam. Wróciłam do czytania dla czystej przyjemności, bo przestałam studiować (na razie koniec z podyplomówkami!), a Panie z biblioteki stwierdziły, że przeczytałam już wszystko, co miały mi do zaoferowania z zakresu pedagogiki, psychologii, filozofii i innych nauk.
Zaliczyłam więc powrót do świata fantastyki, magii i realizmu magicznego, z czego zresztą bardzo się cieszę. Jak zwykle też sporo książek, które wpadły w moje ręce, po prostu kupiłam (nie wszystkie jeszcze przeczytałam, śmieją się do mnie z dwóch półek i czekają na zmiłowanie).
O poezji tu nie wspominam, gdyż bez niej żyć nie potrafię i czytam ją codziennie, dawkując sobie homeopatyczne krople metaforycznych uniesień.


Chciałabym polecić Wam kilka naprawdę godnych uwagi, ciekawych pozycji, które przeniosą Was do świata wyobraźni, ale też wiele nauczą, bo jak mawiał Gogol: Czytanie najlepszą nauką.



Księga jesiennych demonów Jarosława Grzędowicza to zbiór ciekawych, bardzo intrygujących opowiadań z dreszczykiem. Warsztat i lekkie pióro Grzędowicza bronią się same nawet wówczas, gdy pisze rzeczy,o których z góry wiadomo, jak się zakończą.
Mnie najbardziej podobało się opowiadanie pt. Opowieść terapeuty. Całość w sam raz na długie, jesienne wieczory.

Najlepiej myśli mi się w wannie. Wiem: teraz masowo wyrzuca się wanny i wstawia kabiny prysznicowe, żeby zostawało więcej czasu na pracę i obowiązki rodzinne. Leżenie w gorącej wodzie przez pół godziny nie jest do pogodzenia z "aktywnym trybem życia". Jednak wydaje mi się, że gdyby ocalało więcej wanien, to miałbym mniej pacjentów. Ja kocham wannę.

Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty




Widziałem dusze podziurawione słowami, których nie można było już cofnąć, popalone przez nielojalność, porozrywane tyranią, zmiażdżone nadmiarem obowiązków, zadławione nudą. Dziękuję. Jeżeli małżeństwo jest wojną, to ja jestem pacyfistą.


Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty



Pan Lodowego Ogrodu, czterotomowa powieść fantasy o przygodach Vuko Drakkainena, który na odległej planecie szuka swoich zaginionych (?) przyjaciół z ekipy naukowej.
Lektura obowiązkowa dla miłośników gatunku i literatury polskiej i... tryptyku Hieronima Boscha Ogród rozkoszy ziemskich (to chyba ulubione dzieło malarskie Grzędowicza, bo w opowiadaniach też o nim wspomina). Na pewno ta powieść wejdzie do klasyki polskiej fantastyki, a byłoby dobrze, gdyby weszła też do światowej, bo to doprawdy światowy poziom i niemal gotowy scenariusz na kinowy hit.
Mam szczęście, że szybko czytam, bo o dwa pierwsze tomy, prawie się mężem pokłóciliśmy, potem go tak wyprzedziłam, że miałam komfort delektowania się słowami i fantazją wrocławskiego autora bez stresu.



Półbrat to epicka powieść znanego i cenionego na świecie norweskiego autora (który posiada również obywatelstwo duńskie i jest także cenionym poetą), opowiadająca o losach zagubionego scenarzysty filmowego. Światowy bestseller, po który sięgnęłam dopiero po lekturze nowszej książki Christensena pt. Odpływ
Sięgnęłam (dzięki koleżance ze studiów, Anetce - dziękuję!) i wchłonęłam w trzy dni tę niezwykle mądrą książkę o rodzinie naznaczonej piętnem przeżytej traumy i opowieściami, którymi zachwyci się każdy kinoman.


Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta. Jak dla mnie: orgazm! Fajna, ciekawa, bardzo wciągająca opowieść o człowieku, który rodzi się po każdej śmierci na nowo, w tym samym miejscu i którego każde kolejne życie, staje się coraz bardziej niezwykłe, skomplikowane.
Lubię takie opowieści, a ta troszkę kojarzyła mi się z Ubikiem mojego ulubionego autora science fiction, Philipa Kindreda Dicka.



Podtrzymywanie światła - jedyna powieść Winterson, której nie przeczytałam na czas. Dopiero niedawno kupiłam ją za grosze na Allegro i mogłam się nacieszyć wyobraźnią, urokliwym poetyckim stylem i erudycją jednej z moich ulubionych pisarek.
Piękna opowieść o miłości, która jest światłem życia, zawierająca wiele aluzji do nauki i parapsychologii, tak, jakby autorka chciała pokazać, jak względne jest wszystko, oprócz miłości właśnie i że to ona jest najjaśniejszym światłem, jakiego możemy doznać.



Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna? - to niezwykła, szczera do bólu i piękna autobiografia brytyjskiej pisarki, wychowywanej przez zaborczą (i zagubioną, zestresowaną, niespełnioną) matkę adopcyjną, od której w wieku szesnastu lat uciekła na studia. Tytuł stanowią słowa matki skierowane do Jeanette, gdy ta przyznała się do swojej orientacji seksualnej.
Książkę czyta się jednym tchem, naprawdę trudno się od niej oderwać.



Opowieść o czynach Złego Ducha - tę powieść niedawno zmarłego angielskiego pisarza, poleciła mi Pani Ewa z MBP i trafiła w mój prosty guścik w stu procentach. Książka opowiada o losach mnicha, który przypadkowo staje się członkiem trupy wędrownych, biednych aktorów w momencie, gdy umiera jeden z ich towarzyszy. Aktorzy trafiają do miasteczka, gdzie chcą pochować swego zmarłego towarzysza, jednak splot wydarzeń sprawia, że zmuszeni są zostać tam znacznie dłużej, niż planowali...
W tej powieści o mrokach średniowiecza jest wszystko: intryga, akcja z wątkiem kryminalnym, zagadka, dobre pióro autora.



O pięknie - powieść brytyjskiej autorki, która w 2000 roku zasłynęła na świecie bestsellerowymi Białymi zębami.
Jak dla mnie średnia (pewnie się narażę, ale oczekiwałam czegoś lepszego), warto jednak przeczytać, choćby po to, żeby poznać nieco egzotyczne dla nas postawy ludzkie i móc je ocenić, porównać. Duży plus: sztuka w tle.



Rozplatanie tęczy - to z kolei jedyna książka mojego ulubionego naukowca - ateisty, autora bestesellerowego Samolubnego genu Richarda Dawkinsa, którą "dorwałam" po latach (po prostu wcześniej jakoś nigdzie nie mogłam jej kupić). W tej książce Dawkins... rozplata tęczę. Pokazuje, że nauka i sztuka mogą ze sobą współgrać, że człowiek jest jedyną we wszechświecie istotą, zadającą sobie pytanie o sens własnego istnienia:

Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.

Richard Dawkins, Rozplatanie tęczy




Wspieraj swój mózg - odmładzaj się - poradnik, jak to poradnik. Sporo nowych, dosyć ciekawych rzeczy i dużo starych, równie ciekawych, jeśli chodzi o zdrowie, które jest przecież najważniejsze.
Osobiście trochę mnie drażniły częste powtórzenia niektórych zagadnień, jak wątków w brazylijskich serialach dla analfabetów, ale skoro już kupiłam, przeczytałam do końca. A tak serio: warto wiedzieć, co się je i jaki to ma wpływ na nasze funkcjonowanie, prawda? Warto dbać o to, aby mieć sprawne ciało i mózg do późnej starości. Setny raz przekonałam się, że piję za dużo kawy, z której za cholerę nie umiem zrezygnować...



I to by było na tyle.
Jestem troszkę załamana (troszkę się boję, jak to będzie), bo moje dziecię mnie opuszcza i choć dostała się na kilka kierunków studiów (m.in. na socjologię grup dyspozycyjnych i filologię rosyjską), wybrała taki, przed którym ja broniłam się rękoma i nogami (z czystej przekory, gdyż rodzice i nauczyciele właśnie tam mnie "widzieli")- wybrała sama, więc szanuję to. Mam jednak nadzieję, że będzie dobrze mimo, iż już teraz, na starcie  zapowiedziała mi, że co głupsze lektury będą moje...

Dziękuję za odwiedziny, komentarze, cierpliwość.
Mocno i serdecznie Was pozdrawiam, a jeśli udało mi się zachęcić choćby jedną osobę do przeczytania którejś z książek opisanych w tym poście (jak zwykle nie chciałam spamować i podawać wszystkiego na tacy), to tym lepiej.
Do miłego, j.
A na koniec jeszcze jeden wymowny cytat z Grzędowicza:

Cały świat jest pełen ludzi znajdujących najwyższą przyjemność w wydawaniu ostatecznych sądów (...). Kochamy potępiać, przeklinać, skazywać. Uwielbiamy znajdować winnych. (...) Kochamy potępiać, bo wtedy na chwilę stajemy się niewinni i szlachetni. Przewracamy oczami w świętym oburzeniu i napawamy się własną niewinnością. My byśmy nigdy tak nie postąpili. (...) A gdyby ktokolwiek z nas stwarzał wszechświat, to jako miejsce szczęśliwe, gdzie żaden ptak nigdy nie spadłby z gałęzi. (...)

Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty w: Księga jesiennych demonów, s. 186




PS
NIEDZIELNY DOPISEK (27 IX 15),
bo właśnie skończyłam czytać, a nie chce mi się tworzyć nowego posta (tu ujawni się moja prawdziwa twarz niedoszłego krytyka):

UWAGA!
SZOK ZE STRESEM!
Pierwszy raz czegoś nie polecam!
Sięgnęłam, bo temat interesujący, bo myślałam, że się czegoś ciekawego dowiem, a tu skifa na parafii. 

Podróż schizofrenii - kiepsko napisane, bardziej zakrawa na spisane na kolanie sprawozdanie, niż powieść.
Nie wiem, czy to wina Autorki, czy wydawcy: sporo literówek, brak polskich znaków w wielu miejscach.
Generalnie niedopracowane, słabe, zwłaszcza stylistycznie.
I ten walc wiedeński we wczesnym średniowieczu... Sen, schiza czy po prostu zwyczajny brak wiedzy?
Szkoda. Czasu również. Jestem pełna podziwu dla siebie, że przebrnęłam przez coś, co reklamowane jako powieść psychologiczna, nawet koło takowej nie leżało i jest dowodem na to, iż obecnie można wydać wszystko, jeśli zapłaci się wydawcy odpowiednią sumę.




poniedziałek, września 21, 2015

Nadchodzi jesień, budzą się demony.


jesienne demony


dopadają mnie zawsze gdy wspominam twoje nagłe
 przedwczesne odejście. byłaś dla mnie niedościgłym
 wzorem. starszą piękniejszą mądrzejszą cioteczną siostrą.
 uczyłaś niełatwej sztuki makijażu i zaciągania się zefirami.
opowiadałaś bez pruderii o romansach z dupkami magistrami
bez doktoratu i tych z doktoratem również.

uwielbiałam twoje wiersze i nasze rozmowy o książkach.
pamiętasz? to z tobą zapaliłam pierwszego jointa
jeszcze zanim napchałaś mi waty do stanika i poszłyśmy
do kina na zakazany film a potem na podryw do dyscoteki.

lubiłam twoje oczy pomalowane a la Kleopatra mądre głębokie
 i takie skupione gdy ślęczałaś nad rozprawą z ekonomii.
a później coś się stało. coś zmieniło. zaczęłaś wymyślać
scenariusze własnej śmierci w wieku chrystusowym.
mówiłaś że chciałabyś pięknie wyglądać w trumnie.

tej pierwszej jesiennej nocy w ogóle nie spałam.
rozmyślałam o tym że jedyny raz w życiu pocałowałyśmy się
na pożegnanie. odpędzałam najgorsze myśli broniłam 
przed własną chorą intuicją. runęłaś w zimne objęcia Persefony.

twoja załamana matka posadziła maki w miejscu gdzie spadłaś.
podobno rak zanurzony w chemicznej kąpieli czerwienieje ze wstydu.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 21 IX 15 - Julicie (1960 - 1993), po dwudziestu dwóch latach


* obraz nr 1: Frederick Leighton, Zwrócenie Persefony Demeter; 
** obraz nr 2: Innes Fripp, Demeter i Persefona