Witajcie! Zapraszam Was dzisiaj na dosłownie kilka słów o filmie, który mnie zachwycił, oczarował i zaczarował jednocześnie. To ósmy i jak do tej pory najlepszy film obejrzany przeze mnie w kinie w tym roku, więc co będzie dalej, skoro tyle dobrych filmów już obejrzałam? Czyżby zapowiadał się ciekawy filmowy rok? Oby! Ale teraz do rzeczy!
Diuna 2 (Dune Part Two), USA, Kanada 2024, reż.
I nie będę wiele pisać. Dobre powieści i dobre filmy bronią się same.
Tutaj, w dziele kanadyjskiego reżysera, mamy wszystko, co wpływa na nas, naszą wyobraźnię i na odbiór tego filmu: świetny scenariusz, niezwykłe plenery, wspaniałą scenografię i kostiumy, cudne zdjęcia, piękną muzykę Hansa Zimmera, niesamowity dźwięk i bardzo dobre aktorstwo międzynarodowych gwiazd światowego kina. Grają: rewelacyjna Szwedka Rebeca Ferguson, jak zawsze świetny Stellan Skarsgård - również aktor ze Szwecji, bezbłędny Hiszpan Javier Bardem, piękna i bardzo utalentowana Brytyjka Florence Pugh, równie urocza Francuzka Léa Seydoux i jej rodaczka Charlotte Rampling, a także bardzo dobrzy w swoich rolach Amerykanie: Timothée Hal Chalamet, Zendaya, Josh Brolin, Austin Butler (ten chłopak zrobi wielką karierę, jest bezbłędny i tutaj pokazał jeszcze większe możliwości niż w biografii Elvisa Presleya) oraz dawno niewidziany Christopher Walken. Generalnie wszyscy aktorzy stworzyli dobre kreacje, nie jakieś wielkie - życiowe role, ale dobre kreacje aktorskie.
Mamy w filmie trzy różne, ale niezwykle sugestywne światy: ascetyczną pustynię z jej ludem przystosowanym do życia w trudnych warunkach, opanowaną przez ogromne czerwie, zasobną w przyprawę (melanż) - najbardziej pożądany, przedłużający życie i dający dar jasnowidzenia towar w Galaktyce; bogatą krainę w rodzaju zielonego Edenu, zamieszkałą przez wielkiego Imperatora i jego córki; oraz faszystowski, czarno - biały, surowy świat pozbawionego uczuć i żądnego kasy oraz władzy, nieco psychopatycznego barona Vladimira Harkonnena (który bardzo przypomina pułkownika z "Czasu Apokalipsy" granego przez Marlona Brando) z jego bladymi, łysymi żołnierzami. Te światy przenikają się, są w filmie ukazane rewelacyjnie, jakby liczył się każdy szczegół, detal.
I mamy też coś, co sprawia, że nie ogląda się tego obrazu jak klasyczne science fiction, tylko jak wizję przyszłości: po tysiącletnim panowaniu sztucznej inteligencji, która teraz jest zakazana, ludzie na nowo odkrywają swoje fizyczne i mentalne możliwości, a ekologia, duchowość i powrót do pełnego wody i zieleni raju, jest sprawą nadrzędną - aż trudno uwierzyć, że powieść powstała w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale chyba na tym właśnie polega jej wielkość. Ostatecznie dobrzy pisarze byli wizjonerami.
Moja ocena filmu: 9/10 - może nieco zawyżona, ale mam wielką słabość do gatunku i uważam, że jest to jeden z najlepszych filmów s/f ostatnich lat, że jest to dzieło pełne, takie, w trakcie oglądania którego wciąż wstrzymuje się oddech, a po trzygodzinnym seansie, gdy pojawiają się napisy końcowe myśli się: czy to naprawdę koniec (ostatnio miałam tak oglądając "Oppenheimera" latem zeszłego roku)?
Bardzo polecam Wam ten film, ponieważ znajdziecie tu wszystko, co chcemy znaleźć w dobrym kinie, a skojarzeń będziecie mieć cały wachlarz: od starożytności i Biblii, islamu i buddyzmu po Trzecią Rzeszę, hipisów, nomadów i narwanych ekologów, jak również Gwiezdną Sagę Geaorge'a Lucasa, bo i on na pewno zafascynowany był powieścią Herberta. A David Lynch, który jest wybitnym reżyserem i kiedyś Diunę sfilmował (1984) - miałam wrażenie - dostał od twórców cichy hołd za wizję artystyczną i odwagę (podobna do Virginii Madsen Florence Pugh w tej samej roli córki Imperatora i jako narratorka wydarzeń).
Idźcie do kina - w telewizji to nie będzie aż tak wykwintna potrawa (a może powinnam napisać: nie będzie to tak dobrze przyprawiona strawa) dla ciała i ducha! Osobiście czekam na trzecią część i zaczynam od nowa czytać dzieło Herberta, które przeczytałam bardzo dawno, bo jakieś trzydzieści lat temu i wydawało mi się przegadane, ale wtedy byłam młoda i być może nie wszystko zrozumiałam? Teraz stawiam sobie wiele pytań i już rozumiem, że w życiu wszystko jest względne. 👽



























































