Translate

poniedziałek, stycznia 26, 2015

"Cóż, nie mamy innego środka, by opanować naszą popędliwość, jak tylko inteligencja." ***

kompleks blondynki

w przerwach między miłościami zawieszam się

zastygam jak Marilyn w obiektywach natrętnych paparazzi
również niespełniona choć podziwiana i pożądana

blond włosy przesłaniają jasnowidzenie rozsądek odmawia
intensywności doznań nadwątlonych przereklamowaniem

platynowa MM cierpiała na rozdwojenie końcówek
mnie boli dychotomiczne niespełnienie intelektualne
chciałabym kochać zadziornie z burzą blond loczków
wylądować na Marsie eksplodować jak wulkan

Freud doznałby psychozy natchniony moją czynnością pomyłkową

do diabła z nim psychoanalizą Marilyn i tym czymś co sprawia
że jestem zbyt dziewczynkowata demonicznie kobieca jakbym
grała główną rolę w marzeniach sennych Witkacego uwikłanych
w czystą bebechową formę metafizycznych marzeń o bydlądynkach


 JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 I 15



* tytuł notki: Sigmund Freud, obrazy Theo Danella

niedziela, stycznia 25, 2015

"Pierwszy umiera optymizm, po nim miłość, na końcu nadzieja." ***


latanie



dzieci rezydujące w wariatkowie
lubią arteterapię

otwierają swoje wnętrza
słuchając muzyki relaksacyjnej
wesołych piosenek na każdą okazję
albo rysując czarne kruki
w brunatnych dziuplach

uśmiechają się czasem do mnie
i mówią że ładnie pachnę
bywa że opowiadają historie
głębokich rys na przegubach dłoni

lub podpitych mamusiek
fundujących cyklofrenicznie
za każdym razem gorszych
sadystycznych wujków

mają smutne a niekiedy puste
oczy podrasowane końską dawką
psychotropowej wycieczki w nic

od lat niezmiennie uczą mnie
pokory której tak bardzo brakowało
niewzruszenie zimnej siostrze Ratched

paradoksalnie wychodzę stamtąd
szczęśliwa że lekcja muzyki
nie została przerwana

własne dziecko lubi ze mną być
a moje intymne odloty na K-PAX
i czerwony nos Patcha Adamsa
to zupełnie naturalna sprawa

błogosławię chwilę gdy
uśmiechając się do Fisher Kinga
odnalazłam w sobie Świętego Graala
i biegałam boso po gołych ślimakach
nie bacząc na ciernie i etykietki

Don Juan DeMarco
byłby ze mnie dumny


JoAnna Idzikowska - Kęsik,

25 I 15

*tytuł notki: cytat z powieści "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya, obrazki z netu. Można doczytać:
http://venapoetica.blogspot.com/2013/02/wszystkie-odloty-oryginaow.html 

środa, stycznia 21, 2015

A życie toczy się dalej...

silne kobiety są jak drzewa
 
- mojej babci, Adelinie (1906-1998)
 
pamiętam twój fiołkowy zapach i oczy mądre zza grubych szkieł
uczoność przypisaną sowie głos miękki kojący emocje
i barszcz pamiętam czerwony tak pyszny że jadłam za dwoje
jednak to tylko androny ta prawda ma drugą stronę 
 
lubiłaś mi opowiadać a ja słuchałam uważnie
o tak odległych czasach że tylko w książkach i w kinie
roztłukłaś mi wyobraźnię i rozbudziłaś ciekawość
zrobiłaś to delikatnie bez jakichkolwiek nakazów
 
do dzisiaj widzę uliczki pełne żydowskich sklepów
gdzie kupowałaś przyprawy i materiały na suknie
i widzę twoją mamusię - prababkę w kolorze sepii
z książką w chudziutkich dłoniach na zdjęciu starym jak świat
 
wspominam cerkiew do której po mszy szłaś się pomodlić
i gestapowca co tacie ostatnie oddał cukierki
tatę rodziłaś w momencie w którym strajkował twój bóg
w dzień wybuchu tej wojny - hańby w ludzkiej historii
 
czuję ból rozpamiętując twoje gawędy o dziadku
nie dane mi było poznać człowieka co ponoć znał Witkacego
studiował w Sankt Petersburgu - zawsze mnie kręcił Ermitaż
mierzył ponad dwa metry i szczycił się pełnym uśmiechem
po tym go zidentyfikowali kiedy po ośmiu miesiącach znaleźli
truchło w jeziorze bo znając zapędy swołoczy
kazał ludziom zakreślać trzy razy NIE
w tej sfałszowanej farsie przypłacił patriotyzm życiem
 
tobie wszystko zabrali dom majątek i godność
zostały ci tylko obrączki na znak hojności władzy
i mały kąt do życia na Ziemiach Odzyskanych
latami słałaś błagalne listy do szanownych premierów
których miałaś za cepów chamów i sprzedawczyków
ażeby pamięć o dziadku załagodziła amnestia
 
twardą byłaś kobietą i niebanalnie piękną
zostałaś wierna sobie własnemu patrzeniu na życie
i wrosłaś we mnie jak drzewo
pod którym mogłam się schronić
bez cienia powściągliwości
 
brakuje mi ciebie zawsze
zawsze kiedy chcę płakać
uciekam wtedy do lasu
 
wsłuchiwać się w szept starych drzew 
 
Wrocław,  21 I 15
 

Joanna Idzikowska - Kęsik
 
PS

W moim gabinecie nad biurkiem, mam m.in. ślubne zdjęcie mojej babci Adeli i dziadka Jana (z października 1924 lub 25 roku, nie pamiętam... muszę zadzwonić do kuzyna).
Dzieckiem byłam myślącym, babcia miała 149 cm, a legendy rodzinne mówiły, że dziadek mierzył 207 cm. Spytałam Adelinę, czemu mnie okłamuje, przecież dziadek nie mógł być taki wysoki, skoro ona, maleńka, sięga mu do ramienia...

Odpowiedziała: "Pomyśl, dlaczego to zdjęcie jest wykadrowane, dlaczego nie widać całych naszych postaci?"
Okazało się, że babcia na tej foci stoi sobie na stołku, bo fotograf się denerwował, że nie dość, że ponad dziesięć lat młodsza od małżonka, to jeszcze taka mała!


Dziadek z opowieści i "wygrzebywania" mojego kuzyna, który postawił sobie za cel, że dowie się prawdy o nim i jego zagadkowej śmierci, jawi mi się, jako prawdziwy ojciec rodziny, dbający o swoją kobietę i szóstkę dzieci.
Gdy realizuję projekty czytelnicze, od razu przypominam sobie opowieści babci o tym, jak u nich w domu, w niedziele (przed wojną i w czasie wojny), dziadek czytał na głos dla połowy miasteczka (Lubelszczyzna, kumulacja wielu kultur), jak ludzie słuchali z zachwytem jego czytania. U mojej cioci w biblioteczce była czytana przez dziadka "Komediantka" Reymonta wydana na początku lat trzydziestych, podpisana jego piękną, leworęczną kaligrafią...


Kiedy się urodziłam, moja babcia miała skończone 63 lata (była spod Lwa). Na zdjęciach z młodości (których po wojennej zawierusze i przebojach z raczkującym nowym ustrojem, zachowało się niewiele)wygląda ślicznie, była zdecydowanie najpiękniejszą z trzech sióstr (podobna do dawnych gwiazd kina, nieco wyniosła), ale ja zapamiętałam ją jako elegancką, wciąż czytającą książki, starszą panią (często również chodziła do kina i teatru), która miała do mnie tyle cierpliwości, jak nikt wcześniej i - chyba - nikt potem. Bo co by o mnie nie powiedzieć, to dzieciakiem byłam krnąbrnym, a młodzieżą szaloną.


Babcia była pierwszą osobą, która zaakceptowała moją leworęczność (bardzo też ubolewała nad tym, że mama mnie przestawiła na pisanie prawą ręką), mój ateizm (choć sama była wierząca), wegetarianizm (ceniła walory mięsa, wspominając zupę z lebiody, którą gotowała dzieciom w czasie okupacji) i kolory włosów oraz fryzury, make - upy i ciuchy (sama słyszałam, jak tłumaczyła ubolewającym nad moim wyglądem rodzicom, że przejdą mi fryzurki na punka i zielone... rzęsy!), wspierała moje zainteresowania (teatr, film, sztuka) i zawsze wkładała do kieszeni cichaczem pieniądze na teatr, kino lub książkę, to dzięki jej "mecenatowi" z dwadzieścia razy obejrzałam "Szewców" Witkacego w Teatrze Polskim we Wrocławiu (tę sztukę swego czasu znałam na pamięć, tak samo, jak ona "Pana Tadeusza").  

U Adeliny nie było słodko i świat nie pachniał szarlotką, bo ona chyba niewiele uwagi skupiała na jedzeniu. Wolała czytać, było dużo książek i sporo z tzw. drugiego obiegu.I mnóstwo biografii gwiazd kina (od niej mam do dziś autobiografię Polańskiego pt. "Roman"), chociaż do swojej ulubionej Rodziewiczówny nigdy mnie nie przekonała ("Straszny dziadunio" wciąż straszy mnie z półki, zainteresowała i zaintrygowała mnie natomiast osobowość pisarki). Co jeszcze pamiętam?

Czułam do niej taki respekt, że nigdy nie ośmieliłam się przy niej przekląć, zapalić papierosa (nie cierpiała tego, a ja na studiach troszkę popalałam)czy powiedzieć źle o kimkolwiek (nie uznawała plotek i krytyki, zawsze mówiła, że naprawianie świata trzeba zacząć od siebie, dlatego w moim wierszu zawarłam domniemanie na temat komunistycznego prezydenta). Umarła, jak chciała: zasnęła nad książką, mając ponad 91 lat, wszystkie zęby (o które zawsze bardzo dbała, opowiadała mi, że w czasie wojny, myła je popiołem z drewna, sodą i mieloną solą), jasny, bystry umysł i pamięć, której można tylko pozazdrościć... 

Co mam po babci? Konsekwencję. Ona nigdy w życiu nie najadła się do syta, do bólu, mawiała, że trzeba sobie zostawić miejsce w żołądku (sic!) na dobre myśli; nie piła, nie paliła, nie klęła i do końca kochała swojego Janka, którego jej tak bestialsko zamordowali (jak znaleźli jego ciało i zidentyfikowali po wzroście i zębach, ponoć kilka tygodni spędziła na cmentarzu, mdlała z głodu, bo nie mogła nic jeść)... Ja mam podobnie, jak się uprę, to na amen (nie w pacierzu). Nie wiem, czy na pewno jest to dobra cecha, ale jest.

Bardzo też lubię unikatowe filiżanki (babcia piła tylko z filiżanek)i pięknie zdobione kubki, kolekcjonuję je od lat, a ponieważ mieszkam w mieście słynącym z ceramiki, troszkę już się tego nazbierało. Dzisiaj kupiłam sobie cukierniczkę (dla gości, bo sama nie słodzę), podgrzewacz pod czajniczek do herbaty i filiżankę (nie mogłam się oprzeć), nie mam silnej woli, żeby nie wchodzić do sklepu firmowego...



 Do odgrywania zacnej roli babci jakoś specjalnie mi się nie śpieszy, liczę na to, że dziecko Jowita weźmie ze mnie przykład i najpierw skończy studia, albo przynajmniej zainwestuje (z moją cichą pomocą)w swoje rozległe zainteresowania (lub najlepiej pogodzi jedno z drugim, choć mnie to nie wyszło na dobre, bo potem musiałam robić jakiś dziwny drugi fuckooltet, z którego walorów raczej nie chciałabym korzystać jeśli chodzi o wykonywany zawód), ale jak już przyjdzie ten moment - zapewne piękny - chciałabym być taka, jak Adelina (szansę mam, bo pewne cechy się dziedziczy, a moje ciocie i tato, to samo mówili o Michalinie - mamie mojej babci), bo ona była Mistrzem: wskazywała, naprowadzała i robiła to tak naturalnie, że nawet nie czułam, jak wiele mnie nauczyła, jak mnóstwo wartości mi przekazała w zwyczajnych, miłych konwersacjach.

Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.

Antoine de Saint - Exupery
Drzewa odbijają się w płynącej wodzie. Twarz odbija się w lustrze. Życie odbija się w baśniach. Ale odbicie jest zawsze odwrócone, dlatego baśnie kończą się na opak, szczęśliwie. Nie tak, jak w życiu. W baśni po smutku przychodzi radość, w życiu nie zawsze. Ja najbardziej lubię baśnie Andersena. Nawet, kiedy człowiek ma w sercu okruch diabelskiego lustra, to serce żyje...

Małgorzata Musierowicz, Kalamburka

*pierwszy obraz: Tree Woman" by Lisete Alcalde, kolejne z netu, zdjęcie zdjęcia moich dziadków i ceramiki - moje

niedziela, stycznia 18, 2015

Słowo na niedzielę. ;-)


Bezsensowny jest pierwszy termin ferii zimowych. Ledwo udało mi się porzucić swoje sowie nawyki i zamienić się w nieco zamulonego skowronka, znowu czeka mnie czytanie do czwartej nad ranem i wymyślanie grafomańskich bzdurek (wróciłam do bazgrolenia kajecika - powiernika, czyli pamiętnika, choć ciężko mi to idzie, ręce bolą, pióro ciężkie, oczy nie te). Salut, monsieur Proust! (Marcelek też był alergiczną sową i prowadził nocny, wampiryczny tryb żywota swego, a potem desperacko szukał straconego czasu!).

Эх,жызнь!
Na ferie zaplanowałam dwie lektury (profilaktycznie, bo może uda się przeczytać więcej!). Po raz drugi chcę przeczytać "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk, gdyż po pierwszym czytaniu czuję totalny niedosyt (nawet nie pospisywałam cytatów, tak mnie wciągnęła ta długo wyczekiwana książka, którą naprawdę szczerze wszystkim polecam!). Teraz będę się delektować każdym słowem, opisem, zapachem tej powieści...



Chcę również przeczytać "Odpływ" Larsa Saabye Christensena, gdyż lubię literaturę (i kinematografię)skandynawską, a recenzje tej powieści bardzo mnie zaintrygowały.



 A, oprócz tego, pochłonę oczywiście mnóstwo wierszy, bo to mój chlebek powszedni.
Na pewno też obejrzę w kinie (i to zapewne już jutro) "Grę tajemnic". Lubię filmy o gejach (sic!)i Benedicta Cumbertbatcha, a jeśli na ekranie pojawia się uroczy Charles Dance, to już radocha do kwadratu.



Udomowiłam się ostatnimi czasy, jakoś nie chce mi się nigdzie jeździć. Dziwne to. Kiedyś każdą przerwę w pracy wykorzystywałam na zwiedzanie Europy, tłukłam się z małym dzieckiem po górach i dolinach, zimą jeździłam nad morze, nie potrafiłam i nie chciałam usiedzieć w jednym miejscu... Teraz uwielbiam spokój. Lubię być sama ze sobą, lubię się w siebie wsłuchiwać i lubię myśleć, że... myślę! I kocham swój dom, swoje zwierzaki (poniżej na fotce autorstwa mojej córki), kwiaty, książki, domowników... Starzeję się, ale przecież taka jest kolej rzeczy. Trzeba to zrobić jak najpiękniej!



Cytacik na najbliższe dzionki:

Mózg jest jak spadochron, nie działa, jeśli nie jest otwarty.

Frank Zappa



Pozdrawiam Was mocno i bardzo serdecznie fociami pretty - Julki - woman, które mnie dziś urzekły i zachwyciły, jak Pacułka Bronka Talara w serialu "Dom", pewnie dlatego, że znowu mam fazę na "łagodne oko błękitu"
Dobrego wszystkim!
PS
Wierszyczków nie mam, nie umiem już pisać... A może nie chcę...
Serdeczności!



czwartek, stycznia 01, 2015

Cudów nie potrzebuję, wystarczy, że żyję, czyli kolejny rok mojego blogowania. :))

prostoduszny noworoczny dziewięciozłoskowiec napisany na kolanie otulonym czarną koronkową lycrą


i wciąż naiwnie proszę wszechświat
o ocalenie moich uczuć
i ciągle modlę się by nie spać
kiedy się życie pławi w puchu

chwil tak prościutkich że ich piękna
w swym zagonieniu dostrzec nie chcę
a przecież szczęście się wymyka
gdy nie jest nazywane szczęściem

często w pogoni za rozumem
serce przestaje podpowiadać
że tylko miłość może scalić
wszystko co w życiu się rozpada

uczucia więdną bez dotyku
bez słów uśmiechu i szczerości
dlatego warto celebrować
wszelkie przejawy serdeczności

i warto patrzeć poza przestrzeń
i sięgać gdzieś gdzie mrok nie sięga
i kochać mocno mądrze pięknie

zanim się zamknie życia księga


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 01 I 15


 Pozdrawiam i życzę dobrego czasu oraz dostrzegania małych cudów codzienności, wszystkim, którzy do mnie zaglądają. Cieszmy się, że w wirze samolubnych genów znaleźliśmy się wśród szczęściarzy, mających okazję poznać smaki życia! Serdeczności, j.

Jest mnóstwo rzeczy, których nie wiem i o których nigdy się nie dowiem, Jest jednak kilka takich, o których wiem. Wiem z całą pewnością, że życie jest warte, aby je przeżyć, świat jest wart tego, by go oglądać. Wiem też także, że związki łączące ludzi, takie jak przyjaźń, miłość, lojalność, przywiązanie, pamięć, są ich największym dobrem. Na ogół mało kto odczuwa zwykły urok codzienności, tę urodę życia zawartą prawie w każdym dniu, a przecież coś takiego jak uroda życia istnieje naprawdę i nie zależy tylko od warunków w jakich się żyje, ale również od tego, co się myśli. Człowiek przeładowany jest od dziecka wieloma wiadomościami, różnego rodzaju informacjami meblowany jest jego mózg. A kto się zajmuje jego edukacją umysłową? Przecież to jest dziedzina, która ostatecznie rozstrzygać będzie o tym, czy człowiek czuje się szczęśliwy czy nieszczęśliwy.
To jest właśnie rola literatury.


Mirosław Żuławski

*obrazki z netu

niedziela, grudnia 28, 2014

W każde święta od lat, myślę jakoś tak...



egzegeza



no to jeszcze tak dla jasności
dla wyłuskania niuansów utopionych
w metaforycznych bajeczkach
narodził się po raz bóg wie który
który raz i który bóg
nieważne

może się rodzić ile razy chce
jeśli ma tym gestem spowodować
że świat stanie się lepszym
miejscem do świętowania

niechaj zrealizuje przypisywane mu
cuda sprawi że
dziewczynki i chłopcy z zapałkami
przestaną się spalać na mrozie
Andersen zacznie zabawiać aniołki
weselszymi historyjkami
a ludzie darują sobie
zarzynanie inteligentnych czujących istot
w celu upamiętnienia narodzin niebytu
i położą krzyżyk na zżeraniu i wyniszczaniu się
czynieniu ponurych grobowców
z własnych ciał

niech mięso stanie się
wreszcie Człowiekiem
przemówi empatycznym słowem
zabłyśnie godnym uczynkiem
niech dzieci i ryby krzyczą wniebogłosy

dziwna noc jasna noc
spokojnych świąt
pod prąd

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 XII 14



" (...) błagam Boga, tak przez tę sektę znieważonego, aby raczył nas przywrócić do religii naturalnej, której chrystianizm jest otwartym wrogiem, do tej świętej religii, którą Bóg włożył w serca wszystkich ludzi i która uczy, abyśmy nie czynili bliźniemu, co nam nie jest miłe. A wtedy świat składać się będzie z dobrych obywateli, ze sprawiedliwych ojców, posłusznych dzieci i czułych przyjaciół. (...) Bezskuteczne byłoby leczenie śmiertelnych z wad, gdyby się nie zaczynało od leczenia ich z przesądów. (...) Zbyt długo wychowawcy ludów kierowali ich wzrok ku niebu: niech go nareszcie sprowadzą na ziemię. (...) Ażeby odkryć prawdziwe zasady moralności, ludzie nie potrzebują ani teologii, ani objawień, ani bogów, potrzebują jedynie zdrowego rozsądku" - fragment testamentu księdza Mesliera.

niedziela, listopada 23, 2014

" A może takie okłamywanie się jest również rodzajem prawdy." ***

Baśka i Boguś sto lat później


"Darujcie mi biały strój, tak mało już nocy i dni".

Agnieszka Osiecka

 



ich dom świat ląd gdzieś wyparował
sielskość anielskość wpadła pod kombajn

odczuwam żal niewymowny
 samotność rozwierca małżeństwa

egzaltowanej Barbarze byłoby dobrze w Londynie
mimo że w wodach Tamizy nie kwitną nenufary

Bogumił szukałby żony w tandetnym szoł dla naiwnych
nie musiałby być szlachetny szmalem nadrobiłby braki

samotność wychodzi bokiem płodzi książki i wiersze
a noce i dnie spływają jak woda po głupiej gęsi

zniknęły już białe stroje i łany zboża nie cieszą
kiedy połowa narodu ma uczulenie na gluten

czytam oglądam i czuję dziwne pieczenie w oczach
jak on z nią w powieści i w filmie


tak mocno tkliwie żarliwie
prawdziwie jak dziś mało kto

wkurzona łzawię i nie wiem
po grzyba mi

taka wiocha



JoAnna Idzikowska-Kęsik, 23 XI 14


W kroplach dni powszednich, tak samo jak i w morzu, całe niebo można zobaczyć...

 Maria Dąbrowska


*Zdjęcia z filmu Jerzego Antczaka pt. Noce i dnie - Jadwiga Barańska jako Barbara i Jerzy Bińczycki jako Bogumił Niechcic (powieść Marii Dąbrowskiej ukazywała się w latach 1931-34, w roku 1939 była nominowana do literackiej Nagrody Nobla). Film uważam za jeden z najlepszych w polskim kinie, a rola Jadwigi Barańskiej to majstersztyk.
*** cytat z "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej

czwartek, listopada 20, 2014

20 listopada - Ogólnopolski Dzień Praw Dziecka


Dzisiaj po raz pierwszy obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Praw Dziecka; jest to również 25. rocznica uchwalenia Konwencji o prawach dziecka. Dzień ten ma zwracać uwagę na podmiotowość dzieci i przypominać, że to Polska była inicjatorem uchwalenia konwencji.



Od Pana Marka Michalaka, Rzecznika Praw Dziecka:
 "Z najlepszymi życzeniami dla wszystkich dzieci życia w poszanowaniu Waszych człowieczych praw!"

Ja przypomnę słowa mojego ukochanego pedagoga, Janusza Korczaka:

"Nie ma dzieci, są ludzie!"


Piosenka na dziś (proszę kliknąć w tytuł i posłuchać): Masz prawo do swoich praw 

 
O prawach dziecka
Niech się wreszcie każdy dowie
I rozpowie w świecie całym,
Że dziecko to także człowiek,
Tyle, że jeszcze mały.
Dlatego ludzie uczeni,
Którym za to należą się brawa,
Chcąc wielu dzieci los odmienić,
Stworzyli dla Was mądre prawa.
Więc je na co dzień i od święta
Spróbujcie dobrze zapamiętać:

Nikt mnie siłą nie ma prawa zmuszać do niczego,
A szczególnie do zrobienia czegoś niedobrego.

Mogę uczyć się wszystkiego, co mnie zaciekawi
I mam prawo sam wybierać, z kim się będę bawić.

Nikt nie może mnie poniżać, krzywdzić, bić, wyzywać,
I każdego mogę zawsze na ratunek wzywać.

Jeśli mama albo tata już nie mieszka z nami,
Nikt nie może mi zabronić spotkać ich czasami.

Nikt nie może moich listów czytać bez pytania,
Mam też prawo do tajemnic i własnego zdania.

Mogę żądać, żeby każdy uznał moje prawa,
A gdy różnię się od innych, to jest moja sprawa.

Tak się tu w wiersze poukładały
Prawa dla dzieci na całym świecie,
Byście w potrzebie z nich korzystały
Najlepiej, jak umiecie.

Marcin Brykczyński