Translate

07 listopada 2026

UWAGA POEZJA, czyli do czego listopad skłania poetów?


Witajcie moi Drodzy!
Dzisiaj, jak zawsze od wielu lat, o tej porze roku, porcja wierszy o naszym ulubionym miesiącu, listopadzie. Temat jest otwarty i jeśli znacie inne wiersze, możecie mi o nich napisać, chętnie przeczytam i dołączę do tego posta, w którym wszystkie obrazy są z Internetu i nie znam ich Autorów.
Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu! 
 

 Zmierzch

jesiennieję
w szarość
we wszystkie odcienie cierpienia
w lepką pajęczynę bólu

listopadzieję
weltschmerzami żalu
posępną udręką zrakowaciałych światów

zapadam się
w mgliste apokalipsy struchlałego serca
w grząskie szaleństwo żałosnego lęku

uciekam
od złowieszczej gehenny egzystencji
w osowiałe mogiły
przygnębienia

9 listopada 2022 r.
 
Katarzyna Kadyjewska 
 
*

 
Robert Frost
 
Listopad 
 
Widzieliśmy liście w chwale odchodzące
Potem prawie migrujące
Opadające w dół alei jeszcze
A potem historię kończące
Pokos liści był bity i sklejany
W dziki dzień, gdy padały deszcze.
Słyszeliśmy: „Koniec” ze skandowaniem
Rok liści został zmarnowany.
Och, chlubimy się przechowywaniem
Zabezpieczaniem i konserwowaniem
Ale tylko ignorowaniem
Chwil przespanych marnowaniem
Przyjemnością płaczu marnowaniem
Odrzucaniem i ignorowaniem
Walczących narodów marnowaniem.
 
Z  angielskiego przełożył Ryszard Mierzejewski
 
 
Obudzą mnie

Obudzą mnie jarzębin
rozpacze wśród asfaltu,
listopad się pokłoni
Zastuka wiatr do drzwi...
 
i znowu jak hrabina
pijana wrócę z rautu,
i znów zobaczę siebie:
ten obraz bardzo zły.
 
W jesieni lustrze bladym,
o jedno lato starsza
z piosenką do szuflady,
z mężczyzną,
któremu nie wystarczam.
 
Agnieszka Osiecka
 

Listopad

Czeluście tych nocy - podłużne jak wnętrza trąb -
A tu się pali światełko,
A tam się maże światełko,
W czeluściach tych nocy głowa twoja blada jak lampion
Do moich ciemnozłotych rąk
Kładzie się
Miałko.

I drżymy. Dygot -
Wiatru łopot,
Łoskot kanonad,

Chlupot łopat -
Wszystko w czeluściach tej ogromnej trąby,
Którą rozdyma krzyczący listopad.

Więc tamci milczący, wiszący na moście,
I ci, co roznoszą pociski tak płasko,
I ci, zamknięci kluczami jak miasto,
I tamci, rozwarci bagnetem na oścież
Mają nas -
W szczycie widowni

Dwie świece,
Dwie kukły wbite na jeden patyk,
Parę kochanków, co korzysta śpiesznie
Z przyćmionych świateł.
 
Stanisław Grochowiak 
 
 
Wiersz

Chciałem opisać
opadanie liści
w parku południowym
 
pięć białych łabędzi
stojących na zamglonym lustrze
wody
 
chciałem namalować
oksydowane szronem
czarne chryzantemy
 
światło na wargach
przechodzącej
dziewczyny
 
myślałem o poetach
krainy środka
posiedli oni wiedzę
pisania doskonałych utworów
zgaśli
 
ale światło ich wierszy
dociera do mnie
po tysiącach lat
liść dotknął ziemi
 
zrozumiałem
płaczące obrazy
milczenie muzyki
tajemnicę okaleczonej poezji
 
po powrocie do domu
moja ręka zaczęła pisać
wiersz
głuchoniemy
chciał zaistnieć
ujrzeć światło
ale ja nie chcę go pisać
słyszę jak powoli
przestaje oddychać
 
listopad 1982
 
Tadeusz Różewicz 
 

Listopad

Wyszedł sobie do ogrodu
stary, siwy pan Listopad.
Grube palto wdział od chłodu
i kalosze ma na stopach.
Deszcz zacina, wiatr dokucza,
pustka, smutek dziś w ogrodzie.
Pan Listopad cicho mruczy
"Nic nie szkodzi, nic nie szkodzi".
Po listowiu kroczy sypkim
na ławeczce sobie siada:
"Chłód i zimno, mam dziś chrypkę...
Trudna rada! Trudna rada!" 
 
  Wanda Grodzieńska
 

Listopad i listonosz

Jest listopad czarny, trochę złoty,
mokre lustro trzyma w ręku ziemia.
W oknie domu płacze żal tęsknoty:
Nie ma listów! Listonosza nie ma!
Już nie przyjdzie ni we dnie, nie w nocy,
złote płatki zawiały mu oczy,
wiatr mu torbę otworzył przemocą,
list za listem po drodze się toczy!
Listonosza zasypały liście,
serc i trąbek złocista ulewa!
Ach i przepadł w zamęcie i świście
list, liść biały z kochanego drzewa!
 
 Maria Pawlikowska-Jasnorzewska 
 

 XxX

listopadowy koniec świata
nie boli tak bardzo jak kiedyś
wrzody popękały gorycz wypłynęła
połamały się czarne
paluchy rachitycznych
gałęzi

listopad wraz z jesienną
zadumą spadł z piedestału
depresantów wymagających
końskich dawek prozacu

wieczorne zgryzoty
odchodzą do lamusa
plajtują bary
Pod Zdechłym Azorkiem

szyby plastikowe i deszcz
nie ma o co dzwonić
a w wirtualu zielono
i jasno za jedno
kliknięcie

nie trzeba wiedzieć
jak pachnie ziemia
listopady niebyłych chwil
zwiewają na strony
z egzotycznymi ofertami
last minute

i tylko wiatr
standardowo
ucisza łkające serca
niekochanych kobiet

 7 XI 15

 JoAnna Idzikowska - Kęsik