Translate

środa, października 29, 2014

"Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko na paluszkach..." ***



powtórka z rozrywki

- tacie w rocznicę przejścia


niby rozumiem ból nie wyparuje
nie zniknie z czasem nie ulotni się cicho (jak licho)
nie odpuści zbyt szybko

wiem

już kilka październików drzazgę
w pamięci ostrzy coraz śmielej
i wióry sypie w studnie ukojenia

wiesz jak to gryzie

gdy wysysam z mózgu koszmar
chwil rozdartych cierpieniem
odtwarzam zapach widzę twoje oczy
gdzieś poza zasięg świadomości wbite
i czuję dotyk wychudzonej dłoni
i szept bezgłośny

- kocham cię córeczko -

cud niepamięci pobożne życzenie
a czas chichocze drwi z nas rozbawiony
październik tłumi we mnie chęć płakania

liść spada ciszą
zadra w krtani rośnie kąsa z lubością
i jak raczek szczypie twoją coroczną
niezaoczną

 śmierć


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 29 X 14




*** hymn Piwnicy pod Baranami,słowa J. Jęczmyk
**** obrazki z netu


Wybaczcie mi moje milczenie. Czasem tak mam...
Będę, wrócę, pamiętam.
Dziękuję tym, którzy są, piszą, zaglądają...
Składam siebie... 

PS - 31 X 14, 21:40 - zdjęcie sprzed chwili, dla Ani: 
Aniu, na cmentarzu nie tylko wiewiórki i jeże, także żabki... Mój przyjazny psiak chciał się z nią bawić... 

niedziela, października 19, 2014

Każdy z nas ma swoją historię. Każdy nosi w sobie ból...

 XXX

czy warto wchodzić w te strofy maczać w nich rękę lub nos
nie będzie to słodki poemat wmuruje się w zbyt twarde
wersy

bez serca aniołów motyli drżenia słodzenia memłania

jednak pogoda w tym wierszu zawstydzi bezduszne
jesienie dające czadu z wiatrami i zimnym deszczem
co wchłonął

odór gnijących liści

otóż pogoda jak panna co kusi jasnym uśmiechem
w reklamie biura podróży z last minutową ofertą sprowokowała
do wyjścia  i zakochania się w liściach
które spadały garściami z umierającą nadzieją
na lot

ku prawdzie kolącej nawet najtwardsze spojrzenia

mogę się dosiąść i siadła i opowiadać zaczęła
ten wiersz co o niej się pisze w październikowej
niemocy

a między nami był pies

ja panią znam z dzieciństwa łebska z pani dziewczyna
psycholog czy coś takiego ludzie gadają że dobra
ja mam Wiesia na imię i piwo sobie kupiłam ale je chowam
straż miejska policja ciągle tu węszą i mówią że łapią żuli
ja już sensu nie widzę i siły nie mam na życie to piję
bo potem przynajmniej mogę się wyspać do woli

tak wtedy o wiele mniej boli

a pani ludzi szanuje tak mi mówiła kumpela
że umie pani zrozumieć doradzić i wysłuchać
mam pięćdziesiątkę na karku synowa mnie robi w chuja
milczę bo nie chcę awantur i nie chcę wroga mieć z syna
syn alkoholik bo w pracy piją te budowlańce przychodzi
do mnie i błaga mamo daj mi pięć złotych to sobie też
dziś kupiłam a pani pewnie nie pije

proszę nie płakać

szepczę

łzy kapią jak liście jesienne a ona ma oczy zielone
dobre i - chyba - ciepłe

w tym wierszu robi się zimno historia życia w wieczności
zastyga gdzieś między łzami

płakać nie wolno gdy smutno no pani powie
nie wolno

chłop bił mnie całymi latami a gdy się zachlał płakałam
synowie piją też płaczą ja piję i jest mi wstyd
pani wie przecież że łzy łzy są czasem potrzebne

ten wiersz ochrzczony jest łzami nie tylko Wiesi

moimi

gdy płyną sennie sumiennie
w zaciszu tych kilku słów



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 19 X 14
Zdrada

Nie mam dziś wiersza
wyszedł ze mnie

pochodzić po ciszy

J. Idzikowska-Kęsik

 

 

*  pierwszy i trzeci obrazek z netu, drugi - moje zdjęcie przerobione przez kolegę Macieja, dziękuję. ;-)

sobota, października 04, 2014

"To jednak jest cudne, że mama przytuli i troski znikają." ***



Kiedy byłam pasożytem


Było mi ciepło, wilgotno, dobrze, bezpiecznie i beztrosko.
Tylko kiedy paliłaś - kaszlałam, a ty myślałaś, że cię kopię.
Uwielbiałam, gdy dotykałaś mnie czule, głaszcząc leciutko
swój okrągły brzuszek, a zachwycony ojciec mówił do mnie:

Cześć, kochany synku, jeszcze troszkę i się zobaczymy,
pokażę ci świat, będziemy grać w piłkę. Masz silne nogi,
kopiesz, kręcisz i wiercisz się, będziesz piłkarzem! Albo
wielkim naukowcem lub Don Juanem, który lubi kobiety.

Nie lubiłam, gdy pochłaniałaś kiszoną kapustę i ogórki, bo dostawałam
czkawki, robiłam kwaśne minki i zachłystywałam się wodą.
Jednak wciąż słucham Bacha, Ravela, Mozarta i Vivaldiego, lubię
Remarque'a, a miłość do poezji też wchłonęłam przez pępowinę.

Czy jestem mądrym Don Juanem w spódnicy? Nie wiem,
aczkolwiek żegluję po oceanie życia najpiękniej, jak umiem.
Bywają noce, gdy skulona, w pozycji embrionalnej, gryzę
wargi, płaczę, tęskniąc dogłębnie za tobą, ojcem - za nami.

Ale ta, która buszowała i rozmyślała we mnie, skutecznie
 dezynfekuje rany i blizny
na moich samolubnych myślach.


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 4 X 14

Dziecko, które czuje, że jest kochane, szybciej wraca do zdrowia, wierz mi. Dzieci są na miłość o wiele bardziej wrażliwe niż dorośli. Odczuwają miłość jakby poza zmysłami, które dopiero w nich pączkują, poza myślami, których przecież jeszcze nie mają, jakkolwiek nie wiemy o tym, poza słowami, których jeszcze nie umieją. Toteż nie rozumieją jeszcze miłości. Ale czy miłość trzeba rozumieć? Rozum i miłość to jak wiedza i wiara, jedno drugie przytłumia. Może miłość jest dla nich ciepłem, nie tym naturalnie pod ciepłą kołderką czy kocykiem, lecz ciepłem świata, na który się narodziły?
 Wiesław Myśliwski, "Ostatnie rozdanie"

* pierwsze zdjęcie z netu, na drugim moja córka w wieku ośmiu miesięcy i teraz, w wieku osiemnastu lat (trzecie zdjęcie 17)
*** cytat w tytule notki: Monika Szwaja, Artystka wędrowna

wtorek, września 30, 2014

"Brazylijski serial już nie cieszy, jak kiedyś..." ***


stara-maleńka czyli tam i z powrotem


nie lubię jej od zawsze

drażni moje zmysły
ciuciubabką impulsów
skakanką bodźców
nerwowością doświadczeń

 zachłannie zżera każdy kolor
wypluwając bezbarwne gluty
głodna bulimiczka
westalka listopadowej zgagi

nie znoszę wychuchanych
wierszyków o niej
nienawidzę wszędobylskich
przejaskrawionych obrazków i zdjęć
rzygam piosenkami
w melancholijno - depresyjnych nutkach

jej nieskrywany jawny botoks i fotoszop
wkurwia mnie od końca sierpnia
do połowy grudnia

potem

nastaje królestwo jeszcze większej
 tandety i kiczu

święta

 ich nie cierpię na zawsze


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 29 IX 14


* Tymon Tymański, Jesienna deprecha
*** obrazeczki z neteczku

niedziela, września 28, 2014

"U mnie jest blisko z serca do papieru." ***


ignorantka

motto: Grafomania nie jest niebezpieczna. Niebezpieczny jest analfabetyzm.

Janusz Korczak


... że co?
że nie jestem podwójną rozwódką, klepiącą biedę matką
piątki wyrostków? że konkubent nie łamie mi kości, nie podbija blasku pięknych
 i chmurnych oczu? że nie uczestniczę w rautach, zlotach, orgietkach poetycko-narkotycznych?
 że mój facet od ćwierć wieku kocha mnie taką, jaka jestem, z wadami i chęcią
 niezależności w związku? że córka jest mądra, zdolna i urocza?
że rodzice uwielbiali i nazywali księżniczką, a z bratem mam świetne
relacje do dziś? że mój dom to moja ostoja...

... że nie mam talentu...
no tak, to już znacznie lepszy argument. i że nie jestem egzaltowaną
paniusią po polonistyce, bo niby jakieś tam artystyczne studia
skończyłam, ale to pikuś w porównaniu z Wielkimi
Poetami. tymi prawdziwymi, wydumanymi, co to jeden wierszyk
rzeźbią całymi latami (by go zamienić w szwajcarski ser), a potem i tak
 chowają samolubnie i skrzętnie w czeluściach szuflady, zaś młodszym po fachu
 grzecznie lub sarkastycznie doradzają zaprzestania pisania czegokolwiek...

... może wiem mało i jeszcze mniej, piszę słabo, beznadziejnie, banalnie
i źle. i jestem cholerną grafomanką, poetyckim manekinem. literacką szantrapą
rodem z amatorskich teatrzyków. mierną słabeuszką, a nie zacną siłaczką...

może nie powinnam tworzyć, bo moje życie jest zbyt dobre, przewidywalne,
poukładane, nazbyt błahe, grzeczne, sympatyczne, bezalkoholowe?
nie powinnam wyrażać na piśmie siebie i swoich myśli, bo mam niewiele
ciekawych historii do opowiedzenia? za mało wulgarności, patologii, schizy, oryginalności
 we mnie. i obok mnie również?

nic to!

 piszę, bo chcę. piszę, bo lubię układać słowa
w zdania, a zdania w wiersze. piszę, bo piszę.

piszę, bo jestem.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 28 IX 14

*** Agnieszka Osiecka, Rozmowy w tańcu
*obrazki z netu

poniedziałek, września 08, 2014

"Dusza ludzka nie podpada kalectwu..."***


sprawozdanie



motto: „Dusza ludzka nie podpada kalectwu”.

- Jędrzej Śniadecki

za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! darły się za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla mamy - pedagoga, był to duży policzek. kategorycznie zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i do boga.

po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulania.

im – moim uczniom -
naznaczonym niepełnosprawnością
 intelektualną, czasem też fizyczną,
za to zadziwiająco bezsprzeczną, wielką
sprawnością serca.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14









*** Jędrzej Śniadecki
Zdjęcia zrobiłam w sobotę, w Krzeszowie, na XV pielgrzymce osób niepełnosprawnych, na której byłam opiekunem. 
Bonus, specjalnie dla Ani:
* pierwsze zdjęcie z internetu, naprawdę nie znam Autora, krążyło po Facebooku - tęcza nad Bolesławcem w czasie XX Święta Ceramiki;
* drugie zdjęcie, mojego autorstwa, zrobione w tym samym czasie z mojego okna.

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, września 01, 2014

Dnia pierwszego września roku pamiętnego...

Urodził się mój tato. Z ojcem łączyła mnie szczególna więź, porozumienie dusz (urodziłam się parę dni przed jego okrągłymi urodzinami, więc byliśmy spod tego samego znaku Zodiaku, oboje też byliśmy numerologicznymi piątkami, mieliśmy wspólne pasje i zawsze mnóstwo tematów do rozmów!).

Jego mama, a moja ukochana babcia, opowiadała mi często o tym dniu. O pierwszym wrześniowym dniu 1939 roku. Dniu pogodnym, ciepłym, letnim jeszcze (u mnie dzisiaj cały dzień padał deszcz)... Uwielbiałam jej opowieści. Często mówiła o swoim ulubionym filozofie, nad którym niebo gwiaździste świeciło wyraziście, opowiadała o książkach, filmach, miłości, życiu. Bubunia umarła czytając przez lupkę książkę, po prostu zasnęła nad książką w wieku 92 lat...
Babcia często wspominała wojnę, którą spędziła na rodzinnej Lubelszczyźnie.Powtarzała, jak mantrę, że mogę mieć w życiu skromnie i nie będzie to istotne, jeżeli na świecie będzie pokój.
Dla mnie pierwszy dzień września, to oprócz dnia pamięci o tym ogromnym kataklizmie, także dzień urodzin mojego ojca, którego od prawie pięciu lat odwiedzam na cmentarzu, oraz pierwszy dzień pracy po długich wakacjach.
W tym roku w wakacje, dałam sobie przyzwolenie na nicnierobienie. Pierwszy raz nie robiłam nic: nie biegałam, nie uczyłam się, nie jeździłam po świecie, nie fotografowałam, nie pływałam. Męża i córkę wysłałam w kilka interesujących miejsc, a sama leżałam do góry brzuchem i w towarzystwie moich kotów, nadrabiałam zaległości w lekturach. Pierwszy raz od kilku lat niczego nie studiowałam, nie czytałam nic z zakresu psychologii, psychopatologii czy innej pedagogiki. Czytałam, co chciałam, głównie poezję. I piekłam sobie bezglutenowy chleb i jadłam go tyle, ile mi się chciało jeść. I odpoczęłam. Nabrałam sił, energii do pracy.
Jutro zaczynam normalny tryb życia, choć zapewne trudno będzie mi się przestawić z trybu nocnego na dzienny - dam radę!
A dziś... Zapalam świeczkę za Ojczyznę i mojego - jak go pieszczotliwie nazywałam - ojcia i modlę się w swej ateistycznej naiwności o pokój na tej pięknej planecie.

Szczerze polecam film pt. Droga do zapomnienia. Nie jest to jakiś wielki obraz, ale jego przesłanie daje do myślenia, zwłaszcza, iż przedstawiona w filmie historia jest oparta na faktach.


piątek, sierpnia 29, 2014

"Jestem twoim grzechem, twym sekretnym lustrem..." ***


niewinność


nastanie przedziwny dzień
ustami rozczochrasz mi rzęsy

wygładzisz blask jasnych loków

przyjdzie tajemna noc
spojrzysz na moje ciało
jak na zgubiony pierścionek

nadejdzie istotna chwila
rozkwitniesz we mnie kwiatem
w najbielszym odcieniu bieli

a ja odejdę jak driada
w rozległe konary drzew
sokiem wyssanym z ziemi

ochrzczę dziewiczą samotność
strach wybieleje jak całun
wyprany w kryształkach łez

moje lustrzane odbicie
prześle ci perskie oczko
kochanie jest rozgrzeszeniem

lecz nie wiem
co to jest grzech


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 VIII 14



Gdyby nie było kiczu, nie byłoby wielkiej sztuki. Gdyby nie było grzechu, nie byłoby i życia.


Antoni Libera, Madame



 *** Andrzej Mogielnicki
*obrazki z netu

wtorek, sierpnia 26, 2014

"Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma." ***


luźne zapiski z jednego dnia życia


ten dzień rozpoczął się o północy
w tiwi łysawy tłusty wróżbita w błyszczącej koszuli
piał obleśne peany na własną cześć
podniecał się okładką w gazecie

pieprzony ciemnogród pomyślała zażenowana

brat i kolega przysłali SMSy
on wszedł z szampanem i czerwoną różą
białego pieska nie zdążył jej kupić
ale obiecał że na pewno będzie
powiedział kocham a to najważniejsze


znudzona książką pana z dwoma doktoratami
w końcu odpłynęła

siedem godzin niespokojnego snu
przy otwartym oknie pod dwiema kołdrami
i mocna kawa z mlekiem podana do łóżka

ewakuacja z fejsowego zbuka
bo tam blondynki mają przechlapane
obiad w restauracji wieczorne kino spacer
i szeroki uśmiech do słów Różewicza:
„przez rok cały rok okrągły
obowiązuje strój karnawałowy” *


dzień jak co dzień na tym balu

ale na boga który wciąż chichocze
jeszcze nigdy przenigdy
w jej urodziny

nie było tak cholernie zimno!

* Tadeusz Różewicz, Credo, w: Kup kota w worku (work in progress), Wrocław 2008
JoAnna Idzikowska-Kęsik, 26 VIII 14


*** Alan Alexander Milne, Kubuś Puchatek, tł. z angielskiego Irena Tuwim
** obrazek z netu, na zdjęciu ja z moją mamą, Eriką Ireną

sobota, sierpnia 16, 2014

"A ja wam mówię, że Bóg ma też noce bezsenne." ***



XxX

kolejna noc dziwna bez woli zaśnięcia
 deszcz pada leniwie pluszcząc murmurando
a gwiazdy schowały się w innych wymiarach

zapalam świeczkę niech rozjaśni półmrok 
oświetli duszę zbłąkaną w ciemności

niech przepędzi myśli
o spiskach zamachach i trzeciej światowej
którą prorokuje podpity jasnowidz 
bełkotliwie robiąc za Nostradamusa

druga w nocy mruga jak cyklop piorunem
duch wszechświata zasnął

ja w kosmicznych bzdurach

pływam ośmielona świtającym wierszem
co nie chce pojaśnieć i dotknąć jutrzenki

jeśli jesteś boże pozwól nie zwariować
choć w szaleństwie pewnie prócz metody

wolność

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 16 VIII 14, 2:15

*** Maria Konopnicka. ;-)
*obrazki z netu