Translate

niedziela, lipca 26, 2020

"Idzie przez moje serce stary ojciec"***


oswajanie


byłeś gdy próbowałam odebrać sobie życie
zapatrzona w wiersze poetów wyklętych i prozę Witkacego
zawiedziona uczuciem do szarmanckiego geja
opowiadałeś jak bardzo cieszyłeś się z moich narodzin
że miałam chabrowe oczy śmieszne dołki w policzkach
i że od razu wiedziałeś jakie mi nadać imię

byłeś gdy chora matka odchodziła od zmysłów kiedy
doktor Alzheimer pochłaniał jej umysł gdy znikała
jak rosa a ja się zatracałam w nasłuchiwaniu agonii
czarnych wizjach że chyba dłużej już nie dasz rady
że przecież ci nie wystarczę i nie zaleczę rany

byłam gdy wyszczypany rakiem złamany niemocą
oddalałeś się szybko niczym pędzący pociąg
nie mogłam cię zatrzymać zbyt dobrze cię znałam
za bardzo rozumiałam że nie ma innej opcji
trwałam a kiedy zgasłeś poczułam wielki spokój
słodki baśniowo-realny jak dotyk dobrej wróżki

i teraz kiedy Saturn wzmacnia echa przeszłości
jestem sumienną westalką rozpalam domowe ognisko
żeby nie spłonąć w rozpaczy by znowu oswoić śmierć
i żeby łapać dobro jak dziecko spragnione zabawy
a zabawą jest czułość
i tylko ona ma sens

JoAnna Idzikowska - Kęsik, lipiec 2020


***cytat w tytule postu, Tadeusz Różewicz
*grafika z internetu

niedziela, lipca 05, 2020

UWAGA POEZJA czyli trzy wiersze Wioletty Ciesielskiej


Młoda, zdolna, oryginalna i piękna poetka, na której wiersze naprawdę warto zwrócić uwagę!Wioletta Ciesielska –urodzona w 1980 roku w Łodzi. Laureatka „XI Ogólnopolskiego  Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza”, którego pokłosiem jest jej debiutancki tomik Krańcówka Litzmannstadt. Publikowała m.in. w „Breg Art”, "Helikopterze”, „Obszarach Przepisanych”, „Wytrychu", „Cegle”, „Inter-”, „Tlenie Literackim”, „Drobiazgach” , „Wakacie" i „Śląskiej Strefie Gender”. Redaktorka Babińca Literackiego.

Zapraszam do lektury wierszy!

*

czemu nie mamy już koni paniąteczko w żłobie leży, któż przybieży? tak ubogo narodzony, płacze w stajni konia za łeb trzyma, tarmosi, rży, drży, drze się. pierwsza gwiazdka mruga, trza nam za nią iść. ona wskaże żula w żłobie, żuli luli laj. podkowy na ścianach nie potrafią już stuk-stuk o drzwi do sza-fy. stary sprzedał konie, psy, stadninę. zbudował arkę, potworny chlew – co oni tam robili z lwami! pletli warkoczyki w grzywach, masowali grzbiety, kazali studiować klucze ptaków (one przeżyły pierwszy potop) i przejść na vege – ludzie sami się zjedzą.

*

wata z mgły nasiąkła tak, że pies nie widzi własnego ogona nie ma co dusić, jak cytrynkę, szczęścia nie będzie. będzie za to dużo pracy (z mniejszą płacą), będą kijanki (z których żaby) i na bezrybiu ryba. bez obaw, zmieścimy się wszyscy. nie tłoczcie się jak skarpety w staniku, nie wypychajcie poduchą brzuchów i grzbietów. każdy ustąpi miejsca, przepuści, przytrzyma drzwi. spokojnie, wszyscy wsiądziemy do windy (nie ma żadnej kolejki). ona jeździ tylko w dół. tyl-ko w dół . bez zatrzymywania na piętrach.

*

przed językiem, za zębami, okrągłymi sylabami   i wyraźnie wszyscy mówić do mnie, bo ja jestem nietutejsza. mam warkocze i spódnicę, a w niej pełne garście mirabelek. #biczowaniepokrzywamipołydkachjestdobre na krążenie jest dobre, jest dobre na ukrwienie, na ogólny ład (pod kiecką w łączkę, żeby głupoty do łba nie przychodziły). wieczorem paciorek i lulu spać. wy podłe dziewuchy, co wy se myślita, żem ja taka owaka, jak wy? mnie mateczka kąpie w mleku (takim ze śluzem ślimaka). za mną kawalery ustawione w równiusieńkim rzędzie. ja na grzędzie. bez ściemy bujam się, bujam i z tym i z tamtym. spódnica w górę – raz, dwa i po robocie. szastam nogą – brud spod laćka ino trzaska. po kątach #tamgdziestrzelająniemusiszbyćprzytem* chowają się, patrzą niby na mnie, a na wylot (z tyłu głowy) zerkają zachłannie. ja wiem, to nie do pomyślenia. dlatego myśli lecą spod grzebienia i rozgniatam je paznokciem. strzelają.
 

*
wszystkie wiersze i zdjęcia opublikowałam za zgodą Autorki, za co serdecznie dziękuję, jik

niedziela, czerwca 14, 2020

Kiepsko mi w gęstym cieniu mgły...


Co jest na tych dziwnych fotkach? Mój paputek, ulubiona apaszka, mój piórnik, torba na zakupy i chusta na ścianie w pokoju córki.
Tak wielu mam tęczowych przyjaciół, że aż trudno policzyć. Jest ich sporo wśród nas: wykładowcy, twórcy, zwykli ludzie.
Liczy się człowiek i tylko człowiek, bo najlepsze i najciekawsze jest to, że potrafimy się pięknie różnić i szanować. W tej różnorodności jest niesamowita energia, siła i pozytywnie kreatywna moc.

 Jeden z najzacniejszych przedstawicieli naszego gatunku ubierał się w jaskraworóżowe ciuszki i portretował swoich młodych kochanków, a do tego był leworęcznym wegetarianinem. 
"Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba", a "Człowiek ma prawo spojrzeć na innego człowieka z góry tylko wtedy, gdy pomaga mu wstać". (Sted i Marquez).
A jeśli komuś nie pasuję ze swoimi poglądami, niech tego nie czyta, albo niech się wypowie grzecznie i kulturalnie, zamiast kogokolwiek obrażać. To proste i łatwe.
U mnie nie ma gejów, lesbijek, katolików, ateistów, poetów, artystów czy jakichkolwiek innych, u mnie byli, są i zawsze będą ludzie.
"Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha" (Tuwim). 
I szkoda tylko, i przykro bardzo, że w XXI wieku trzeba o tym w ogóle wspominać...

wtorek, maja 26, 2020

488


(nie)pamięć

objęłam drzewo wezbrało liśćmi
przepływ energii ożywił myśli
o tobie

bywało różnie jak to w miłości
i nie wiem nawet dlaczego tak
rzadko mówiłam ci jak bardzo
lubię patrzeć w twoje mądre oczy

wspomnienia bledną owszem
ale tylko te złe
to się nazywa wyparcie
zawsze wiedziałam jedno
gdy trwoga to do matki

objęłam drzewo tak mocno
jak chciałabym objąć ciebie
gdybyś tylko tu była

a może jesteś

może zmieniłaś się w obłok
i spadłaś deszczem
w przyjazne objęcia traw
w moje rozpostarte ramiona
w nieskończoną przestrzeń życia

na chwilę zapomniałam
że nie istniejesz
że tylko drzewa rozumieją
twój cichy niebyt mamo

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 14 V 16

Co mogę napisać po ponad miesiącu milczenia? Po niemal trzech miesiącach sytuacji, w jakiej wszyscy nagle się znaleźliśmy?
Żyję. 
Zajęłam się na dobre ulubioną stroną na Facebooku, stroną, którą uwielbiam i kocham od początku jej istnienia, czyli od prawie czterech lat; dziełem cudownej poetki i pięknej kobiety, o której na pewno napiszę tu, na tym blogu, tylko się trochę pozbieram.
W ogóle będę teraz więcej pisać o kobietach i kobiecej poezji.
Dołączyłam do redakcji Babińca Literackiego i jestem szczęśliwa, bo to mi pozwala przetrwać dziwne czasy, jakie nastały już chyba bezwględnie, bo obawiam się, że te poprzednie nie wrócą... Że nasze życie będziemy dzielić na to przed i po marcu 2020.
Sama nie mam weny na pisanie wierszy.  Nie znoszę pisania na siłę, więc wolę milczeć.
Nie oglądam też żadnych filmów. 
Tylko sobie czytam i czytam.
No i staram się jak najlepiej pracować zawodowo, chociaż w zdalnym charakterze nie jest to proste i nie daje mi takiej satysfakcji jak w poprzednim życiu.
Moje samopoczucie i poczucie mojej wolności, bardzo mocno zaburza widok ludzi pozasłanianych tym, co nakazano nam nosić, a jeszcze tak niedawno, tak wrednie i wręcz chamsko, wyśmiewano się z burek i muzułmanek... Paradoks goni paradoks. 
Generalnie żyję wolniej, mniej zaborczo, bo już nawet nauczyłam się sama obcinać własne, nieposkromione włosy, bo już nie mam potrzeby i chęci kupowania setnych spodni czy kiecki.
Jestem.
Odświeżyłam w pamięci wiersze dla dzieci, nagrywam filmiki na stronę szkoły wraz z koleżankami i kolegami z pracy, bawię się w aktorkę, a przecież zdałam kiedyś egzaminy wstępne do PWST i, jakby nie patrzeć, skończyłam animację teatralną, więc może to jednak było po coś, może miało jakiś sens.
Chodzę z psem na spacery, podziwiam nieustannie piękno Matki Natury, wyszukuję wiersze na naszą stronę, nawiązuję nowe, ciekawe kontakty z poetkami, z tłumaczami poezji...
Ale jestem inna.
Czuję to.
Inaczej patrzę na siebie i świat.
I tylko w rozmowach telefonicznych z przyjaciółmi, zastanawiam się jak będą wyglądać tegoroczne wakacje i czy w ogóle będą miały jakiś kształt, gdyż majowy pierwszy weekend, który miałam spędzić w Trójmieście, przepadł jak kamień w wodę, bo hotel rezerwowałam w lutym, a dopiero po majówce zaczęli je odmrażać, niestety.
Generalnie i krótko: czuję się jak w jakimś Truman Shaw czy innym Matrixie.
Ale co tam, skoro jeszcze jakoś żyjemy?
Pozostaje pytanie: jak długo?