Translate

czwartek, maja 08, 2014

"Gdybym spotkał ciebie znowu, pierwszy raz..." ***

Witam serdecznie w czwartkowy wieczór.Od poniedziałku mam zwolnienie lekarskie i dużo, dużo czasu, więc oprócz czytania mojego ulubionego Murakamiego (a tak naprawdę jednego z bardzo wielu ulubionych), wróciłam sobie do poezji Bolesława Leśmiana, polskiego poety, którego często na dobranoc czytał mi mój ojcio, a ja recytowałam poniżej umieszczone, przecudowne wiersze na jakimś konkursie recytatorskim.Oprócz Lalki, którą umieściłam w poprzedniej notce, do moich ukochanych wierszy tego poety, który "drążył zaświaty", należą też: Bałwan ze śniegu, Kopciuszek, Jadwiga, Nieznanemu bogu. W dzisiejszej notce przeczytacie też genialną "Piosenkę z Leśmiana" autorstwa Jonasza Kofty. Wygrzebałam również z archiwum X swój stary wiersz, którego pewnie powinnam się wstydzić, ale co mi tam, skoro pasuje do mojego dzisiejszego nastroju?
Zapraszam zatem do lektury.

*
Wyznanie spóźnione

Lubię twoim weselem rozniecony gwar -
I twoimi oczami upatrzoną drogę -
I czar w śmiechu zjawiony - ten sam, zawsze czar!...
Żem cię dotąd nie kochał - zrozumieć nie mogę!

Dziś, gdy ogród zaszumi lub zaskrzypią drzwi,
Zrywam się, aby stwierdzić pustkę beznadziejną,
I przypomnieć twe kroki - i głos twój i brwi -
I o ustach, i dłoniach pomarzyć kolejno.

Słyszę płacz przewezbrany obłoków i zórz!
Wszystko - klęczy i błaga!...A ty - coraz dalej!
O, nie wracaj, nie wracaj - tylko dłonie złóż
Do modlitwy za wszystkich, co cię nie kochali.

***
Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne,
Ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne
I płot, co tyle desek w złe stracił godziny,
Że na trawę cień rzuca przejrzystej drabiny.


Już czas ukochać wieczór z tamtej strony rzeki
I zmarłego sąsiada ogród niedaleki,
I ciemność, co, nim duszę sny do snu uprzątną,
Żywi nas po kryjomu dobrocią pokątną.


Już czas ciułać okruchy ostatniego znoju
W ubogich złocistościach zlękłego pokoju
I skroń złożyć w twe ręce, wycieńczone mgłami -
I nie płakać - nie płakać wspólnymi siłami!  

Bolesław Leśmian

 

Piosenka z Leśmiana

Pamięć pamięta o pamięci
I pewnie nigdy nie przestanie
Więc muszę, ziemia wciąż się kręci
Pożegnać tamto pożegnanie
Zrobiłaś dłonią mały ruch
I powiedziałaś - usiądź, nie stój
A to był gest
I tylko gest
I nic nie było oprócz gestu

Wiedziałem już, co mówić chcesz
I chciałem przerwać ci w pół słowa
Bo ciebie więcej niźli mnie
Miała kosztować ta rozmowa
Nie znaleźliśmy swoich ról
Wśród powtarzanych słów zbyt wielu,
Bo to był ból
I tylko ból
I nic nie było oprócz bólu

Gdy nagle rozległ się Twój śmiech
W nieznanym, urywanym rytmie
To powiedziałem sobie: niech
Że wszystko jedno, byle szybciej
Zmartwiałem i błagałem los
Żeby zabrakło ci oddechu
Bo to był śmiech
I tylko śmiech
I nic nie było oprócz śmiechu

Nagle urwałaś. Został chłód
Który już nie mógł nas zasmucić
Bezgłośne znaki białych nut
Melodii, której się nie nuci
Już się nie było czego bać
Baliśmy się każdego dźwięku
Bo to był lęk
I tylko lęk
I nic nie było oprócz lęku

Uspokojony nagle tak
Milczałem tak, jak ty milczałaś
Nie było nam milczenia brak
A cisza jest wyrozumiała
Zaczęła niknąć twoja twarz
Za gęstniejącą mroku falą
Bo to był żal
I tylko żal
I nic nie było oprócz żalu

I jeszcze gorączkowy zryw
By wszystko uznać za niebyłe
Przypominałem sobie sny
Takie nieważne, takie miłe
I nagle jedna jasna myśl
Że już zatrzymać cię nie sposób
Bo to był los
I tylko los
I nic nie było oprócz losu


Jonasz Kofta

skrytość

w mglistości poranka złych myśli
 na oślep szukam czułości
wtulonej w czerwoność drżeń
nieuczesanych rozkoszy

zatapiam się i wplątuję
w dotyk podmuchu uczuć
miękkich wypatrywaniem
błądzących po scenach
niespełnień

śnię o tym czego nie zaznam
wbita w kąty uniesień

wypadła mi rzęsa najdłuższa
podobno tęsknota boli
w nieczułą samotność zasnuta

oddechem wysłanym do mnie
z zaświatów miłości skrywanej
przed ludźmi
przede mną
przed sobą
nie musisz udawać kochany

obejmij mnie swymi myślami

zakocham się w duszy twej blasku
jutrzenką makowej poświaty

JoAnna Idzikowska-Kęsik, IV 12


  
Dziękuję za zatrzymanie się w moim kąciku, pozdrawiam serdecznie, j.

*** Bolesław Leśmian 
**** obrazki z netu 



 

wtorek, maja 06, 2014

"Przy naszych najlepszych chęciach, możemy źle wyjść na zdjęciach..." ***

Lubię "focić", chociaż nie zawsze mam na to czas, więc dzisiaj nie będzie ślicznie kiczowatych obrazków z netu, tylko moje czwartkowe (pierwszomajowe) zdjęcia z Karpacza. No i oczywiście, jak zwykle, jakieś wierszydło też się znajdzie!


 cadenza

w pobladłym teraz
umieram

w wierszach spisanych
na kolanie

w relikwiach przeszłości
jestem
w stanie
pobyć
chwilowa
niedostępna
i zakręcona jak czasu pętla

na szyi życia się wieszam

myślami pocieszam

świat nierealny
banalny

oddechem
sentymentalnym

jak wiatr

 co duszę zwiał
i rozum skradł

moja kadencja
zastyga

w zdjęciach


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 2013,wiersz z tomiku Skrzydlatych
"Przyszli, żeby zobaczyć poetę"
Jakaś parka robiła sobie sweet focię, nie znam ich. ;-))


W Miejskim Muzeum Zabawek Henryka Tomaszewskiego byłam en-ty raz (nie planowałam tym razem, ale zaczął lać zimny deszcz i nie było szans pochodzić po górkach), jednak bardzo lubię to miejsce. Mieszka wciąż we mnie mała JoAsia, która lubi bawić się lalkami, podziwiać ich niebyt...


Lalki z całego świata umieszczone w pięknie oświetlonych i pomalowanych gablotkach, które wyglądają jak małe domki, mają w Muzeum swoje urocze makroświaty: kolorowe, fascynujące,poukładane i urządzone z takim smakiem,że tylko patrzeć i podziwiać. Pięknie umeblowane pokoiki lub wymalowane plenery, gdzie każda rzecz ma swoje miejsce, a lalki żyją swoim nie-życiem... 

 

I tak sobie pomyślałam, że może czas podzielić się z Wami moim najukochańszym wierszem Leśmiana, takim, który tkwi we mnie od wielu lat i nie chce wyjść?
Lalka

Jam - lalka. W mych kolczykach szkli się zaświat dżdżysty.
Suknia jawą atłasu ze snem się kojarzy.
Lubię fajans mych oczu i zapach kleisty
Farby, rumieńcem śmierci młodzącej mat twarzy.

Lubię leżeć, gdy pokój słonecznieje czynnie,
Na strojnego dywana narożnej purpurze,
Gdzie irys obok sarny kwitnie bezroślinnie,
A z wieczności pluszowej unoszą się kurze.

Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem,
Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,
I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,
I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.

Pilnie wróży mi z ręki, że w najbliższym maju
W świat wyruszę, a w drogę wezmę chleb i zorze,
By piechtami wędrując po Znaszlitymkraju,
W ustach chłopca-włóczęgi całować bezdroże.

Ubezdrożyć się muszę na ziemi i niebie,
By w chwili, kiedy najmniej spodobam się losom,
Znaleźć się niespodzianie, na przekór niebiosom,
W położeniu - bez wyjścia - bez śmierci - bez siebie.

Mam stały wyraz twarzy, niby Człowiek Śmiechu.
Znam tę powieść i inne... Ta sama dziewczynka
Uczyła mnie czytania, jak się uczy grzechu,
I jestem pełna wiedzy, jak do listów skrzynka.

Mam zamiar pisać powieść, której bohaterką
Jest Praścieżka, wiodąca urwiskami w Pralas,
Gdzie ukryła się lalka - i nikt jej nie znalazł!
Duszę ma z macierzanki i patrzy w lusterko.

Mówi tylko dwa słowa: Papa albo Mama.
Mama - mówi do śmierci, a Papa - do grobu,
I śmieje się... Sen chwieje łbem u próżni żłobu,
A ona śmiechu swego nasłuchuje sama...

Koniec mojej powieści jest ten, że Praścieżka
Odbiera sobie życie... W mgle o tym są wzmianki...
Ginie świat... Z rodzicami znika lalka - śmieszka.
Nic nie ma, prócz lusterka i prócz macierzanki.

Wartoż pisać tę powieść? Baśń wyszła już z mody,
Jak krynolina z tęczy!... Módl się do korala
O wiersz barwny!... Zszarzały dusze i ogrody,
A mnie wkrótce do lalek poniosą szpitala!

Wyrwę w biodrach zasklepia, brew wznowią nad okiem,
Wargom uśmiech narzucą taki, że aż zbrzydnie,
I na pokaz wystawią, abym się bezwstydnie
Do przechodniów łatanym mizdrzyła urokiem.

Stracę wartość. Nastąpią cen spadki i zniżki.
I wówczas, gdy mroki poczuję w pobliżu,
Wyciągnę dłonie ścisłe i wklęsłe, jak łyżki,
Do Boga, co nie za mnie umierał na krzyżu!

On, wiedząc, jak mi trudno, choć sen się snem łata,
Grać rolę siebie samej na życia arenie,
Dla prób nieśmiertelności, po zniżonej cenie
Nabędzie mnie - za jedną łzę z tamtego świata!

Bolesław Leśmian

Na deser moja ulubiona "laleczkowa" piosenka z cudnym tekstem Jacka Cygana...
Miś Uszatek do mnie machał, ale ja oczywiście i jak zwykle, najdłużej stałam przed gablotką z aniołami... "Tylko anioły do mnie wysyłaj..."
A ponieważ zaczęłam rzepakiem, to i skończę. Niesamowite uczucie: wejść w pole rzepaku, które tętni życiem, słychać brzęczenie pszczół, szmer wiatru, pulsującą ciszę...Cudo!
I znów jacyś dziwni ludzie wleźli w ten rzepak, zakłócając spokój natury i mój zapał do robienia zdjęć.Zwłaszcza taki jeden pan w okularach, który wciąż się podniecał: "Ale ten rzepak jest wysoki, zakrywa cię, ale numer!" No cóż, mam tylko 170 cm ;-)

 A rzepak rzeczywiście był dość wysoki, zważając na fakt, iż ten pan w okularkach ma jakieś 185 cm wzrostu. ;-)

Dziękuję za zatrzymanie się w moim kącie, serdecznie wszystkich pozdrawiam, do miłego, j.


*** Jonasz Kofta, Stop-klatka

sobota, maja 03, 2014

"Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości." ***



wyjście


z gorączki trawiącej ciało
wyjdę w soczystą zieleń
utopię się w oddychaniu
i usta nawilżę rosą

smagana dreszczami skruchy
po cichu odejdę w słońce
zaboli mnie twoje serce
które znów osierocę

będę
gdzieś w twoich oczach
w słowach odzianych zachwytem

zasnę
wtulona w seledyn
nieokiełznanych snów

malachitowy kamień
ożywi
relikwiarz miłości
naczynie myśli wypełni
 jaskrawych emocji blask

w urnie kochania zamknięci
oswoimy nasz
czas

spłonę

zapłaczesz po mnie
łzami ciężkimi jak głaz

żal
nieistotny cię wchłonie
i duszę zasypie popiołem

w żałobie odżyjesz jak feniks
stroskany poniesie cię
wiatr


czułość zastygnie zdziwiona
wsłuchana w szemrzący piach

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 3 V 14


Czasem sam siebie pytałem, dlaczego natura wybrała zieloność jako kolor życia. Czyżby to był jedyny kolor, który potrafi ocalić ukryty w nim spokój świata, a może i zdolność przenoszenia tego spokoju na człowieka? Bo wszystkie inne kolory wydawały mi się się jakby znerwicowane, zrażone niepokojem.

Wiesław Myśliwski "Ostanie rozdanie"


 Kolor zielony to cudowne przestrzenie łąk i lasów, ożywcze, wyciszające, przyjazne. Daje nam relaks, kojarząc się z odpoczynkiem na łonie natury. Przyroda jest tą cząstką świata, która pozostaje całkowicie w harmonii z kosmosem, dlatego tez ubieranie zielonego koloru daje nam namiastkę tej harmonii, tego wyciszenia i odprężenia, którego w naszym zabieganym życiu szczególnie nam wszystkim brakuje. Zielony to kolor tych wszystkich, którzy są wewnętrznie bardzo zmęczeni, którzy czują w sobie chaos.

Najchętniej noszą zieleń osoby, które czują ogromną potrzebę uporządkowania swoich emocji, którym brakuje wewnętrznej harmonii. Podświadomie odwołują się do barw natury, jakby sam dotyk tego ożywczego koloru przynosił ukojenie i szansę odnalezienia odpowiedzi na nurtujące pytania. Sygnalizują nim brak wewnętrznego uporządkowania, potrzebę odpoczynku psychicznego i odnalezienia własnej drogi. Jednocześnie niekoniecznie chcą się do tego przyznawać, bo tajnym odpowiednikiem zieleni jest SZARY.
Główne przesłanie zieleni to: jestem bardzo wrażliwy, chcę wyciszyć się i skupić na sobie, by odnaleźć równowagę, tęsknię do harmonii i ładu

/net, więcej: TUTAJ/



*** Jim Morrison
**** obrazki z internetu