Translate

poniedziałek, listopada 11, 2024

Listopadowy, bolesławiecki spleen

          Witajcie!


        Moi drodzy,

        Wybaczcie, że tak mało mnie teraz w blogosferze. Dopadł mnie ten listopad, omotał i mocno przytulił, wezbrała we mnie ta jesienna, coroczna melancholia, nostalgia, senność... Czuję się zmęczona, przytłoczona, wypalona i jakaś taka osowiała... Nie mam siły pisać, jeśli mam wrażenie, że nic ciekawego nie mam do powiedzenia... Czuję się kiepsko i jest mi dziwnie ciężko na duszy.

        Na pewno nadrobię zaległości na Waszych blogach, zawsze staram się odpisywać na czas, ale miałam bardzo pracowity tydzień i dość dziwny nastrój... Miałam w środę ważną lekcję otwartą, która wypadła bardzo dobrze, dzieciaki świetnie pracowały, zaproszeni goście byli zadowoleni, ale po niej, po wszystkim, po tym jednak niemałym stresie, poczułam niezwykle silny odpływ energii i było mnie stać jedynie na czytanie książek - to zawsze mogę robić, bez względu na feeling. Filmów też nie oglądałam, dopiero dzisiaj idę do kina na film (przedpremierowy pokaz) o Simonie Kossak - kobiecie, którą podziwiam i cenię; w środę zaś pójdę na "Konklawe", bo lubię aktorów, którzy grają w tym filmie.

        Przedstawiam Wam dzisiaj dwa wiersze o listopadzie. Pierwszy znalazłam po to, żeby go skasować, ale po przeczytaniu stwierdziłam, że nie wstydzę się go, że nie jest najgorszy i niech sobie zostanie... Drugi sprzed roku, bardziej już mój - w moim stylu... Po lekturze tych tekstów doszłam do wniosku, że chociaż nie lubię listopada, to jest to miesiąc skłaniający do pisania, do przemyśleń i mam o listopadzie naprawdę sporo wierszy...

        Natomiast wszystkie obrazy w poście są autorstwa Evelyn De Morgan (1855 - 1919)wspaniałej, osobliwej angielskiej malarki, sufrażystki, przedstawicielki drugiego pokolenia prerafaelitów, pięknej, mądrej i niezwykle zdolnej kobiety, która oparła się oczekiwaniom swojej klasy i płci, aby stać się jedną z najbardziej imponujących artystek pokolenia. Jej płótna przekazują przesłanie feminizmu, duchowości oraz odrzucenia wojny i bogactwa materialnego. Uwielbiam jej dzieła od zawsze i już tak zostanie. Mam nadzieję, że i Wam się podobają, skłonią do refleksji, ponieważ - jak dobre wiersze - można je interpretować na wiele sposobów.

         Serdecznie zapraszam do lektury! Czytajcie, zapraszam również do udzielenia mi informacji zwrotnej o moich wierszach i o obrazach. To dla mnie ważne, bo dojrzewam już do tego, do czego od lat namawia mnie wielu przyjaciół i znajomych czyli aby wydać tomik moich wierszy.

 
murmurando
 
już niedługo przebiegnę przez most
w listopadzie gnana wiatru tchnieniem
pocałuje mnie najczulej wprost
zły listopad suchych liści drżeniem
 
i zachłannie porwie gdzieś jak liść
zabłąkany w snach obłędnych brzasku
i nie będę mogła sama iść w stronę światła
które w świetle zgasło
 
i odczuwać już nie będę nic
coś odwróci spłoszoną uwagę
 
w listopadzie śmierć postawi mi
stawiającą na nogi
kawę
 
JoAηηค Idzikowska-Kęsik, B-c, 18 X 2013, p.n.k.
 
 
xXx
 
Listopad kusi tęczą, resztkami słonecznych promieni.
Uśmiecham się do róży, która nic sobie nie robi
z chłodu i stara się pięknieć z dnia na dzień,
pomimo aurycznych przeciwności;
 
Chodzę po lesie usłanym opadłymi liśćmi
o barwach tak pięknych, że nie chce się wierzyć,
w ich powolne umieranie w wilgotnej ziemi,
wchłaniającej wszystko co jest do wchłonięcia.
 
Wpatruję się w twoje oczy - takie ciepłe - chociaż
w zimnym kolorze bezbrzeżnego oceanu i nie mam
pewności, czy jeszcze chcę być tą długowłosą
dziewczyną, z którą kochałeś się na plaży w upalną
letnią noc i szeptałeś, że jest jasna i gorąca jak słońce.
 
Długo patrzę na liść ledwo trzymający się gałęzi:
wystarczy delikatny podmuch wiatru i podzieli
los wszystkich listopadowych liści, które jednak
mają tę pewność, że reinkarnują wraz z wiosną.
 
Nie wiem, czy wciąż uparcie będę się wieszać
na szyi życia, bo ono zbyt często szasta
impresjami na swój własny, osobliwy temat.
 
Doszłam do ściany, na której Banksy,
zamiast dziewczynki z czerwonym balonikiem,
maluje śmierć i serce mi pęka wsłuchane
w jesienne, półsenne murmurando.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 6 XI 23, p.l.r.
 
        
         Trzymajcie się ciepło i zdrowo, cieszcie się życiem i tym, co macie: bliskimi, pracą, przyjaciółmi, dobrem, które otrzymujecie. Życzę wszystkim, którzy do mnie zaglądają dobrego, udanego, ciekawego i kreatywnego tygodnia oraz pięknej Pełni Księżyca Obfitości, zwanej również Dyniową Pełnią w ziemskim, materialnym znaku Byka, która będzie mieć miejsce w piątek, 15 listopada po godzinie 22 polskiego czasu. Niech Wam się darzy!
 

Listopad to czas, gdy drzewa stają się nagimi szkieletami, a niebo nabiera szarej, melancholijnej barwy. To jednak również pora, w której możemy odnaleźć piękno w pozornej pustce i spokoju.
 
 Henry David Thoreau
 
*
 
Taki czarny jest ten listopad, taki zimny, taki obolały od deszczu, od wspomnień, od mokrych rękawiczek — aż strach. Gdybym była listopadem, to rada bym się otrząsnąć z mojej listopadowej doli. Błąkałabym się po uliczkach czarnych jak jary i błagałabym Pana Boga, żeby zmienił zapisy. Ale może on — ten listopad-tak właśnie się błąka, tak się obija i tak szlocha rozpaczliwie; ”O Boże, Boże spraw, żebym już nie był listopadem, żeby mi nie było tak ciemno wieczorem i tak mglisto nad ranem, i żeby nie bolały mnie wszystkie liście i żeby nie dokuczał mi reumatyzm miłości! Też bym tak chciał, jak kwiecień pobiec do różowego sadu, albo jak lipiec — wyskoczyć na plażę pełną piłek…Tak on sobie płacze ten listopad niewysłuchany. Ta beksa.

Agnieszka Osiecka

poniedziałek, listopada 04, 2024

"Jestem przekonany, że istnieje ponowne życie, że wyrasta ono ze śmierci i że istnieją dusze zmarłych". ***


reinkarnacja Venus

tym razem nie było piany tylko szara gęsta mgła
nie było wielkiej złotej muszli a morze wypluwało trupki chełbi modrych
stała na brzegu z obciętymi przyciemnionymi włosami
nie miała już w sobie dziewczęco-wiosennej jasności opływowych kształtów
umarła w niej bladolica nimfa o niewinnej twarzyczce uwielbianej przez adeptów
pospolitej i przereklamowanej urody

Zefiry zwiały na cztery wiatry nie miały ochoty pieścić jej zmarszczek
ciepłym powiewem swoich oddechów ani sypać kwiecia na przywiędłe ciało
Hora jesienna odesłała na urlop swoje letnie siostry i zamiast cudownej purpurowej szaty
podarowała jej od niechcenia ciepłą nieelegancką zimową kurtkę

stała wiatr wbijał w jej twarz zimne szpilki morze szumiało obojętne murmurando
listopad robił swoje szeptał złośliwe bajki o odejściach w ciemność
pozbawiał nadziei i złudzeń jednak ona wiedziała
że ma w sobie dość siły aby odrodzić się wiosną
spojrzała na niesforną wodę i poszła napisać kiepski wiersz o współczesnej Venus
pięknej świadomej siebie kobiecie cieszącej się życiem dopóki

spienione morskie fale nie ukołyszą jej prochów

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 11/12 XI 18 

        Autorem obrazów przedstawionych w poście i ukazujących Venus - Afrodytę jest Sir  William Blake Richmond (1842 - 1921), a cytat w tytule postu jest autorstwa greckiego tragika i filozofa Sofoklesa.

        Moi Drodzy - życzę Wam ciekawego tygodnia. Niech będzie dobry, kreatywny i piękny! 

        A na koniec mój ukochany obraz na płótnie Sandro Botticellego (1445 - 1510) - Narodziny Venus, który inspiruje mnie od dzieciństwa. Po prostu uwielbiam to dzieło, bo to jest malarska poezja w najpiękniejszej postaci!

piątek, listopada 01, 2024

Spontaniczny post znad morza

 Witajcie! 

        Niekonwencjonalnie spędzam ten świąteczny czas, tak, jak zawsze radził mi mój ojciec- carpe diem! Stwierdziłam, że po tej grypie, która mnie przewałkowała, potrzebuję morskiej bryzy i wiatru. Prosto po trzech lekcjach pojechałam wczoraj samochodem do Wrocławia, gdzie zostawiłam kocicę i auto u córeczki mojej kochanej, a stamtąd pociągiem do Gdańska, który przywitał mnie ciepłem i ludźmi pomalowanymi na różne halloweenowe stworki. Dzisiaj około południa pojechałam tramwajem do Jelitkowa, stamtąd przeszłam do Sopotu i stwierdziłam, że pójdę dalej, aż dotarłam do Gdyni Orłowo. Fajny spacer zaliczony plus refleksje o życiu, śmierci, przyjaźni, miłości, jesieni i innych ważnych sprawach. Cudne, jesienne widoki miałam przez całą drogę, a morze - wbrew wiatrowi - było bardzo spokojne i bezkresnie piękne.

        Wielka woda, morza, oceany - zawsze mają na mnie kojący, relaksacyjny wpływ - uwielbiam być nad morzem bez względu na porę roku i na panującą aurę. No i uwielbiam chodzić, nawet po grypie, gdy mięśnie jeszcze bolą. Wiało dziś bosko, potem padał trochę deszcz, ale było super. Po prostu byłam w swoim żywiole!


        Do hotelu wróciłam zmęczona i głodna, bo tylko kawę wypiłam po drodze w Sopocie (nie mieli wege jedzenia, a żurek na kościach to raczej nie dla mnie), ale uwielbiam taki stan: takie zdrowe zmęczenie. Psinka najadła się i po prostu padła. Jutro też dużo pochodzimy, tymczasem w Gdańsku pada, a ja pozdrawiam wszystkich serdecznie. 

        Sobota w Gdańsku i mojej najulubieńszej z całego Trójmiasta Gdyni. Dzień słoneczny i piękny, ale zimny, jak dla mnie. Była Kamienna Góra widokowa, Bulwar i galeria Riviera, a w niej kawa, potem już, jak zrobiło się całkiem zimno i ciemno, wróciłam do hotelu do Gdańska...

         Niedziela, pakowanie, krótki spacer po Gdańsku, potem po mglistym Sopocie i kawa w ulubionej kawiarni w oczekiwaniu na pociąg do Wrocławia, bo jutro, niestety, trzeba już wrócić do rzeczywistości... Myślę jednak, że trochę naładowałam baterie i będę mogła działać, bo oddycham już dużo lepiej. W morzu jest moc!

        A kamyczek #kamyczki znaleziony wczoraj w Gdańsku na wieczornym spacerze z Nikusiem jedzie ze mną do