wtorek, 26 lipca 2016

Szczerze polecam...

Witajcie!
Szczerze polecam, ale pewnie rychło w czas, bo nie miałam czasu pisać na bieżąco o tym, co czytam i co oglądam.
Post ten zatem będzie wybiórczy, znajdą się tu filmy i książki, które zrobiły na mnie wrażenie. Pozytywne, czy negatywne - nieważne, ważne, że zostały zapamiętane.



Listę otwiera psychologiczny dramat z zeszłego roku, na dodatek tytuł filmu - "Ojcowie i córki" - co się rzadko zdarza, został przetłumaczony na 5. 
Ciekawy film o traumie z dzieciństwa i jej ogromnym wpływie na nasze dorosłe życie.
Film, w którym nieco podstarzaly i grubawy Russell Crow po prostu wbił mnie w fotel. Chapeau bas za tę rolę! Rolę pisarza, który zostaje sam z małą córeczką i momentami nie radzi sobie z rzeczywistością, ale mówi w jednej ze scen prawie to samo, co ja mówię o poezji: "Pisarz powinien ze wszystkiego wyłuskać prawdę".  Film to rozrywka, a jeśli ciut (lub nawet więcej) prawdy niesie, to jest to dobry film, również z bardzo dobrymi rolami innych aktorów, partnerujących Russellowi...

7/10


"Pokój" (2015) to film, który kupiłam z "Wysokimi Obcasami" (bo to jedno z nielicznych "babskich" pisemek, które nie uwłacza mojej inteligencji) i którym zachwyciłam się do łez czystych, rzęsistych. Film o prawdziwej, emocjonalnej więzi, o szczerej, najprawdziwszej miłości, cudownie zagrany, po prostu piękny!
Kiedyś, chyba w 2013 roku, napisałam tu na tym blogu: Zapuszczam włosy, aby wiatr miał czym kołysać (zapuściłam, ale bez żalu zetnę je, jeśli jakieś chore dziecko /lub kobietka/ będzie potrzebowało peruki) - a włosy w tym filmie - rules, mają MOC!!!

8/10 (ulubiony)


Zawsze miałam słabość do Vincenta Cassela. To bardzo dobry aktor i facio jak najbardziej w moim typku (woli brunetki, jego żoną jest sexbomba Monica Bellucci, buuu!), aktor, który moim zdaniem, potrafi zagrać wszystko. 
W tym filmie (tytuł oryginalny: "Mon roi" - czyli mój król - czyli bardziej adekwatny do tego durnego polskiego!) gra króla życia, wiecznego chłopca z komplexem Piotrusia Pana i robi to świetnie!
Całość to dla mnie (podobnie jak np. kultowe "Ostatnie tango w Paryżu") film o dojmującej, zżerającej od środka... totalnej samotności, wielkiej namiętności - ale miłości w tym, niestety, niewiele. Psychodelka na miarę naszych czasów. Kto obejrzy, być może się ze mną zgodzi.
W każdym razie europejskie kino godne polecenia.

6/10


Do Ridleya Scotta i jego dzieł mam słabość od zawsze, a ponieważ jestem wierna swoim pomysłom, tak już pewnie zostanie.
Mamy zatem "Marsjanina" z kolejną bardzo dobrą rolą Matta Damona i mamy człowieka skazanego na samotność w odległym miejscu. Jednak czy na pewno samotność?
Naprawdę mam wrażenie, takie nieodparte, że od kilku filmów Mistrz Scott, próbuje nam wskazać, że nauka nie wyklucza istnienia Najwyższej Inteligencji, czy jak kto woli - Boga, bo jak mawiał pewien rozczochraniec: "Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy".
Mnie się ten film, mimo kilku niedoskonałości podobał (do s/f mam ogromną słabość, a przecież jakieś słabości też trzeba mieć, bo to czyni nas bardziej ludzkimi).

7/10


Angelina i Brad w trakcie własnego miesiąca miodowego, nakręcili filmik pt. "Nad morzem" rozprawiający o kryzysie w związku. Można i tak. Ja dla Angeliny jestem w stanie obejrzeć nawet największego gniota, nawet takiego, w którym wygląda jak totalna anorektyczka, a tak właśnie wygląda w tym filmie... A mimo to jest piękna i już. Jednak tutaj czegoś zabrakło, choć stylizacja na lata siedemdziesiąte i francuszczyzna amerykańskiej pary aktorów nie budzą zastrzeżeń... Nie poczułam jednak tak do końca tego obrazu. Nie weszłam do tego pokoiku figur drewnianych. A szkoda, bo temat dla mnie osobiście bardzo ciekawy, intrygujący...

5/10



Plejada gwiazd w filmie na faktach no i Johnny bez make - upu rodem z "Edka Nożycorękiego" to duży atut tego dzieła, dobre kostiumy, scenografia, ale ja wciąż i wciąż mam wrażenie, że za dużo tu było Deppa w Deppie. Nie wiem, czy ten dobry, bądź co bądź aktor, już inaczej nie potrafi, czy robi to, czego wymaga od niego reżyser, ale zaszufladkowanie przynosi kiepskie efekty. Do gangsterskich obrazów np. Martina Scorsese temu filmowi daleko.

5/10


Przerysowana, straszliwie efekciarska, przereklamowana druga część "Alicji" według prozy Lewisa Carrolla i ten polski dubbing, bo oglądałam  w kinie.
Pierwsza część podobała mi się znacznie bardziej, bawiła, wzruszała... Z tej części mało wzięłam dla siebie...

5/10


No i mamy problem! A problem polega na tym, że ten film albo obejrzałam rychło w czas, albo tak bardzo mi go wszyscy znajomi polecali, że oglądałam go zbyt krytycznych wzrokiem swoich czasem piwnych, a czasem zielonkawych oczu.
W każdym razie fakt jest taki, że film jest oparty na faktach, ale cholernie schematyczny, a ja naprawdę nie lubię wiedzieć, co będzie za chwilę, w kolejnej scenie.
Fakt drugi jest taki, że uwielbiam Eddie'go Redmayne'a i trzymam kciuki za jego karierę, powalił mnie na obie łopatki w "Uwikłanych" i "Teorii wszystkiego", uważam, że ma wielki talent.
Fakt trzeci - w tym filmie nie on mnie zachwycił, ani mój ulubiony gej Ben Wishaw, który zresztą tu zagrał geja. W tym filmie zachwyciła mnie - po raz drugi, bo pierwszy raz bardzo spodobała mi się w "Pamiętnikach młodości" - Alicia Vikander - i jej rolę uważam za najlepszą, najbardziej subtelną... Przerysowany i narysowany Eddie z głosikiem kastrata nie trafia do mnie, do mojej estetyki.

6/10


"Początek" (2014) to film, który dobrze się ogląda, choć z góry wiadomo, o co chodzi. A bardziej przewidywalnego końca nie można już było wymyślić. Jest jednak w tym filmie coś, co sprawia, że zostaje on w pamięci, zmusza do myślenia, do zastanowienia się nad sobą i światem... A ponieważ wierzę (ba, ja to wiem!), że oczy są zwierciadłem naszej duszy, że można nimi wyrazić wiele i jeszcze więcej, że warto patrzeć na życie i ludzi oczyma miłości...
Dlatego tak wysoko go oceniłam...

7/10


Mam ogromną słabość do Gabrysi Muskaly. Nigdy nie zapomnę jej monodramu "Lalki, ciche moje siostry", który robiła jeszcze przed zdaniem do PWST i F w Łodzi, w rodzinnym Kłodzku, z nieodżałowanym animatorem, Marianem Półtoranosem. To bardzo zdolna i śliczna dziewczyna. No i dla niej poszłam na ten film, a niedawno obejrzałam na DVD.
Lubię również Agatę Kuleszę i Mariana Dziędziela, a Marcin Dorociński przeszedł samego siebie robiąc za bezrobotnego męża bohaterki kreowanej przez Gabrielę.
To, co ja przeszłam ze swoimi rodzicami, to pikuś w tym filmie, który wciąż i wciąż kojarzył mi się z lepszym w podobnym temacie - z "33 scenami z życia" Małgorzaty Szumowskiej i nie temat zrobił na mnie wielkiego wrażenia.
Niemniej, warto go obejrzeć dla świetnych aktorów, bo aktorstwo jest głównym atutem tego ciepłego obrazu.

6/10



"Sekret w ich oczach" to thriller w doborowej obsadzie z 2015 roku. Mamy tu dwie gwiazdy średniego pokolenia, rówieśniczki: botoxową i sztywną (znowu) Nicole Kidman i wychudzoną i brzydką (ciemne włosy, make - up free) Julię Roberts (nota bene nie bardzo rozumiem: czy niektórym kobietom się wydaje, że jak wyschną ok. pięćdziesiątki na wiór, to będą młodziej wyglądać?). Liczyłam na znacznie więcej, liczyłam na iskrzenie, na pojedynek aktorski na poziomie Toma Cruisa i Dustina Hoffmana w "Rain Manie", a dostałam mniej niż średni, schematyczny kryminał, tak cholernie przewidywalny, że ledwie dobrnęłam do końca, ponieważ już po pięciu minutach filmu, wiedziałam, jaki będzie finał, a - jak już wielokrotnie podkreślałam - bardzo tego w kinie nie lubię (wyjątek zostawiam dla bajeczek, bo one zawsze są urocze)...
Julia, jak dla mnie, mimo wszystko i tak wypadła lepiej niż Kidman - obie lubię od lat, choć nie lubię, gdy Nicole skupia się tylko na swoim wyglądzie, jest przecież dobrą, rasową aktorką, co udowodniła niejednokrotnie. 
Nijak ma się ten film do znakomitego argentyńskiego "Sekretu jej oczu" z 2009 roku.

4/10



Do obejrzenia tego filmu zmusiła mnie Jowita: 

- Siadaj, DżoAna i się pogap na swojego ulubionego mańkuta.

A że Jowi bywa nieco despotyczna, to usiadłam dla świętego spokoju i się pogapiłam. I nie żałuję, bo "Praktykant" to
ciepła, pełna humoru opowieść o młodej, zdolnej i bardzo zapracowanej dziewczynie, której firma przyjmuje starszego gościa - emerytowanego wdowca - na praktykę.
Gość okazuje się łebskim i doświadczonym, a do tego bardzo ciepłym i inteligentnym przyjacielem.
Jeśli jeszcze wspomnę, że główną rolę zagrał Robert DeNiro w towarzystwie jak zwykle ślicznej Anne Hathaway, to czego więcej trzeba?  Jakiejś przekąski ewentualnie...

7/10


Cóż rzec o tej powieści?
"Lolita" Nabokova to to nie jest i pewnie nawet nie pretenduje do zacnego miana sztandarowej powieści nimfetkowej. Książkę czyta się nieźle, choć bywają nudne momenty. Fakt jest taki, iż na pewno - mimo, że Rice poruszała już w swoich powieściach kontrowersyjne tematy - jest to jedna z najodważniejszych jej książek, opowiadająca o uczuciu bardzo dojrzałego malarza do młodziutkiej modelki.
Poza tym ja wciąż i wciąż wolę wampiryczne zapędy tej miłośniczki białych, puszystych kotów. Choć erotyczne wydają mi się ciekawsze od Jezusowych.
Generalnie lubię wytwory Madame Rice.


6/10


Wybrany cytat z powieści (s. 440):

"Chyba żadna kobieta nie zrozumie, dlaczego mężczyźni myślą w gniewie o seksie."


Nie ocenię obiektywnie kolejnej powieści Jeanette Winterson, bo kocham kobietę bezwarunkowo, uwielbiam jej styl i erudycję i przeczytałam wszystko, co do tej pory zostało przetłumaczone na język polski.
Ta powieść to nowa interpretacja, nowe spojrzenie na dzieło Shakespeare'a, na uniwersalność podejmowanych przez niego tematów. To jedna z cyklu powieści z międzynarodowego Projektu Szekspir, do którego zaproszono znanych i cenionych twórców bestsellerów. 
To powieść nieco mroczna, bardzo metaforyczna (jak zwykle u Jeanette), którą wchłania się jak gąbka wodę i zapamiętuje na długo... 

9/10

Wybrany cytat z powieści (s. 141):


"Tęsknota za tym, czego brakuje. Wiemy, jak to jest. Każde przedsięwzięcie, każdy pocałunek, cios w serce, każdy list..."


I jeszcze jeden:

"Czasami nie ma znaczenia, że przed tym czasem był jakiś inny czas. Czasami nie ma znaczenia, że jest noc czy dzień albo teraz czy wtedy. Czasami wystarczy to, gdzie jesteś teraz. Nie znaczy to, że czas się zatrzymuje albo nie zaczął biec. Czas jest tutaj. Ty tu jesteś. W tej uchwyconej chwili otwierającej się na całe życie."





"Martwa natura z wędzidłem" to zbiór esejów Zbigniewa Herberta na temat sztuki holenderskiej. Nie jest to rzecz nowa, eseje wydano w 1993 roku, ale godna polecenia, bo Herbert to absolutnie zjawiskowa postać w polskiej literaturze współczesnej. Tytułowa "Martwa natura z wędzidłem" to obraz bardzo kontrowersyjnego malarza, Johannesa Torrentiusa, jedyny, jaki zachował się do naszych czasów, zresztą odkryty bardzo przypadkowo.
Całość: kopalnia wiedzy o sztuce i nie tylko, ukazująca erudycję Autora, którego większość czytelników kojarzy jedynie z poezją.

10/10

Wybrany cytat z książki (s. 120):


„Od razu pojąłem (…), iż stało się coś ważnego, istotnego, coś znacznie więcej, niż przypadkowe spotkanie w tłumie arcydzieł. Jak określić ten stan wewnętrzny? Obudzona nagle ostra ciekawość, napięta uwaga, zmysły postawione w stan alarmu, nadzieja przygody, zgoda na olśnienie. Doznałem niemal fizycznego uczucia - jakby ktoś mnie zawołał, wezwał do siebie. Obraz zapisał się w pamięci na długie lata – wyraźny, natarczywy (…)”


Na koniec pioseneczka z serialu, który mnie zachwycił i który obejrzałam z największą radością, a rzadko oglądam seriale  - mimo wad ten serial, bardzo na tak (ukłony dla Pana Mariusza Bonaszewskiego i Roberta Gonery!).




Bonus dla Przyjaciół, którzy tu są:



:)

23 komentarze:

  1. Tego rodzaju Twoje posty są dla mnie czymś w rodzaju hazardu. Robię zakłady sama ze sobą: będzie coś, co znam, czy nie? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam pisać takie posty. :)

      Ale co tam, nie każdy musi je lubić.

      Dobrego, Be!

      Usuń
    2. Tu nie chodzi wcale o lubienie i nielubienie: Tu o hazard idzie! :))

      Usuń
    3. No to mi zapodaj coś ciekawego do przeczytania, a ja to potem opiszę.

      Bo o podróżach jakoś nie umiem i zresztą nie chcę na tym blogu...

      Ostatnio napisałam recenzję tomiku poetyckiego, chyba tylko to mnie kręci. :)))

      Usuń
    4. Czekaj, czekaj, jak skończę, to Ci zapodam :))))))
      To był żart, oczywiście - i w dosyć kiepskim gatunku. Nie wierzę w to, że mogłabym popełnić coś wartościowego, co nie byłoby grafomańskim wybrykiem, ale wciąż piszę, bo mój imperatyw wewnętrzny szaleje :)
      Wiadomo, że każdy z nas ma coś, co lubi i o czym lubi pisać. Myślę, że Ty i ja jesteśmy, w pewnym sensie, niszowe, ale to według mnie dobrze. Akurat Twoja "nisza" mi bardzo odpowiada. A pisząc o hazardzie wcale nie krytykowałam tematyki tego rodzaju postów, tylko ironizowałam na swój temat. Np. w poście o aktorach na tak wiele zdjęć znalazłam tylko 5 znajomych twarzy, a zaledwie o dwóch mogłabym powiedzieć, skąd je znam. Nazwisk rozpoznałam jeszcze mniej, a tytułów filmów - palców jednej ręki byłoby za dużo. A tu wymieniłaś tytuły i... tylko Herbert mnie ratuje :) W gruncie rzeczy to swojego rodzaju "wybrakowanie" z mojej strony.

      Usuń
    5. Natomiast wiersze... mogłabym bez końca :)

      Usuń
  2. Drugą Alicję widziałam i zachwyciłam się podobnie, jak pierwszą... Marsjanina muszę w końcu obejrzeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzyj, bardzo fajny film.

      A ja jak obejrzę drugą na DVD bez dubbingu, to może zmienię zdanie. :)

      Usuń
  3. Widziałam tylko "Pokój" i "Moje córki krowy". Rzadko chodzę do kina...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przyznasz, że "Pokój" to cudowny film?

      Usuń
  4. Skupię się tutaj na filmach,które niedawno obejrzałem lub dobrze pamiętam.
    Jestem narazie kinomanem.

    Ojcowie i córki-

    to mi przypomina przeszłość.(załamanie nerwowe,odbudowanie więźi z ojcem)

    Russell Crow-lubię gościa.

    Może za te i inne kreacje-

    Gladiator (2000)
    Piękny umysł (2001)
    Robin Hood (2010)
    Les Miserables Nędznicy (2012)
    Noe: Wybrany przez Boga

    Pokój-co tu dużo mówić-świetny.

    Matt Damon-lubię.

    Może za te role:(nie dla kobiet bo dużo przemocy)

    Marsjanin (2015)
    Buntownik z wyboru (1997)
    Elizjum (2013)
    Tożsamość Bourne’a (2002)
    Szeregowiec Ryan (1998)
    Ocean's Eleven: Ryzykowna gra (2001)
    Krucjata Bourne'a (2004)

    Angelina Jolie-lubię.

    Kolekcjoner kości (1999)
    Wanted - Ścigani (2008)
    Turysta (2010)
    Mr. & Mrs. Smith (2005)

    Lara Croft: Tomb Raider-
    Ten film i kolejne pani archeolog,musiałem oglądać z córką,
    uwielbiała role Angeliny i jej przygody.Ja też.

    Brad Pitt-lubię za:

    Troja
    Siedem lat w Tybecie

    I tak oto namieszałem tutaj,może ja jestem z K-PAX.:-))

    PS.

    Ten bonus jest fantastyczny :-)

    Pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Russek -

      Piękny umysł
      Człowiek ringu
      Stan gry
      Dobry rok
      Dowód życia


      --

      Matt -

      Szeregowiec Ryan
      Medium
      Infiltracja
      Wielki Liberace (!!!)


      Angelina -

      GIA (!!!)
      Przerwana lekcja muzyki
      Wtajemniczenie
      Oszukana
      Czarownica


      Brad -

      Wywiad z Wampirem
      Siedem lat w Tybecie
      Joe Black ( ;-) )
      Tajne przez poufne (!)
      Babel
      Furia

      ----------------

      Bonus - oj, tak. :))

      Pa!


      Usuń
  5. Witaj Joasiu.
    Oj nazbierało się propozycji, nazbierało.
    Nie wiadomo od czego zacząć.
    Zapraszam na kolejną wędrówkę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michale, będę, jak zawsze, tylko jakoś ostatnio chciałam pobyć sama, ale już będę, pa!

      Usuń
  6. Za propozycje serdeczne dzięki. Pozdrawiam wakacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. JoAnno, większość aktorów z wymienionych przez Ciebie filmów znam bardzo dobrze, ale akurat tych filmów nie oglądałam, bo, jak już kiedyś pisałam, od dawna nie chodzę do kina, a szczególnie od czasu, gdy w kinach pojawiła się coca cola i popcorn. Po prostu czekam,aż film pojawi się w telewizji.
    A propos profesora Miodka, to byłam kiedyś na jego wykładzie w naszej uczelni.
    Dziękuję za życzenia imieninowe i mocno ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor Miodek. :))

      Lubię!

      Moje dziecię bardzo zawiedzione, że już nie będzie miało z nim wykładów...

      Pozdrawiam serdecznie, Aniu!

      Usuń
  8. Dziękuję za polecenie. Akurat przyda się ten zbiór na gorące wieczory. Zatem pozdrawiam miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam, Zbyszku, miły wieczorów... i gorących, of course. :)

      Usuń
  9. Joasiu, prosze o więcej takich postów, bo wieczorami, kiedy z mężem padamy z sił, lubimy pooglądać jakieś dobre kino :) A takie wpisy są dla mnie jak od dobrego recenzenta :))))
    A na koniec uśmiechnęlam się..... sama do siebie :)))))))))))))
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK,
      jednak nie polecam jednego filmu: The Boy - żenada...

      A filmowe posty bardzo lubię tworzyć.

      Serdeczności, Ago, dla Was!

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.