niedziela, 3 lipca 2016

Dupa zbita!

W dosłownym tego słowa znaczeniu. I to nie tylko dupa, ale przede wszystkim kolano. Lewe. Bo jak spadam i upadam to zawsze na lewą stronę.

Trochę pomarudzę, żebyście nie myśleli, że moje milczenie jest lekceważeniem Was i Waszych wpisów, Waszych komentarzy i blogów.

Najpierw sobie wczoraj rano wylazłam po zakupy w nowych, bardzo wysokich bucikach. Nic nowego, uwielbiam wysokie obcasy. Biegałam sobie prawie dwie godzinki, choć kolega, którego spotkałam w mieście powiedział, że się głupio przy mnie czuje, jak taka wysoka jestem. No i jak już wracałam do domku to podeszło do mnie w Rynku jakieś chłopisko z ulotką i rzekło:

- Jeśli ma pani czas po osiemnastej, to zapraszamy na chrześcijański koncert.

Uśmiechnęłam się, pan również, pomyślałam, że ma ładne ząbki, więc się odezwałam wrednie, ale z uśmiechem:

- Jak to jest, że zawsze zaczepią ateistkę? - i sobie poszłam.

- No to może warto się nawrócić? - usłyszałam głos pana za plecami.

- Nie, nie! - odpowiedziałam jak Czaruś Pazura kolesiowi z fajką w filmie "Nic śmiesznego",starając się zaakcentować podobnie, coby było śmiesznie i odeszłam szybkim, tanecznym kroczkiem i... po chwili się potknęłam (a do tej pory chodziło mi się na tych obcasikach po prostu latająco!)... chrupnęło mi w nodze i prawie skręciłam kostkę.
Jakaś pani poraziła, żebym tak szybko nie szła, uśmiechnęłam się, postałam chwilę, powykręcałam kostkę w każdą stronę, stwierdziłam, ze jest OK i pomknęłam do domu, do którego dotarłam w samą porę, bo jak weszłam, zaczęło lać jak z cebra.
Zrobiłam więc pyszny serniczek na zimno z malinkami, czereśniami,  brzoskwinkami i galaretką...

Pies, który jest przyzwyczajony do tego, że chodzi ze mną na popołudniowe spacerki, głównie do lasu, nie odpuszczał i jak tylko przestało lać, zaczął na mnie szczekać (jak tak szczeka, to mówi po prostu: Rusz dupę, DżoAna!). Nie miałam wyjścia, włożyłam sandałki na zupełnie płaskim obcasiku i polazłam z piesiulką do lasku. Zwykle, gdy jest mokro, idę z nim do parku, do miasta, ale coś mnie z tym laskiem podkusiło!

 A w lasku było mokro, ciemnawo, chłodno i mało przyjemnie. Lipy nie pachniały, wydawały się wielkie i nieprzyjazne jak w baśniach braci Grimm. Maliny, które codziennie kradnę naturze (zawsze dwie), tak się pochowały, że nawet ich nie szukałam między kroplami. Jagód nawet nie wypatrywałam na mokrych krzaczkach. Żaby i kaczki pływały w leśnym jeziorku, ale czułam się dziwnie... 

Wymyślałam jakiś nowy durny wiersz i nagle bach - pierdyknęłam. Niefortunnie, bo w miejscu, gdzie panowie żule dość często wlewają w siebie napoje niewiadomego pochodzenia... Na jakieś szkiełko po flaszcze walnęłam lewym kolanem, podparłam się też lewą dłonią, ale ją jedynie lekko podrapałam o leśne runo, tyłkiem runęłam w kałużę, w której było pełno kamieni...

Na spacery z psem chodzę bez torebki, telefonu, ot - pies, moje myśli i ja i kontakt z naturą... 
Jakoś doszłam do domu z wyraźnie skołowanym psem... I w sumie nic mi nie jest - teściowa była pielęgniarką, mąż - krwiodawca ma wprawę w opatrywaniu ran...

Jest OK, obok wczorajszej rany i siniaka, mam sporą bliznę z dzieciństwa w postaci gwiazdki (dobrze, że nie rozwaliłam jej sobie po raz drugi, to chyba byłby nadmiar szczęścia!)... Stłuczenia bolą (na kolanie i tyłku), wzięłam jakieś przeciwbólowe piguły, więc jestem nieco ospała.

Mam też wielkiego nerwa (żeby nie powiedzieć: wkurwa), bo miałam być sobie dziś w mojej ukochanej, ulubionej, cudnej Pradze, to raz.
A dwa: normalnie na psa urok! 
Zanim wczoraj się potknęłam w mieście i potem upadłam w lesie, kupiłam sobie  w nowo otwartej księgarni książkę... Nie zdradzę tytułu, ale powiedzmy, że zaczynam wierzyć w jakieś złe moce - a ponoć Bóg naprawdę lubi ateistów!

Z błogiej okazji rozwalonego i obolałego kolana obejrzałam dziś trzy filmy, ale o tym w następnym poście.

Serdeczności z wyra zamiast z Pragi, psia mać!
Odlatuję jak motyl w marzenia o dobrych wierszach, bo dostałam dziś zaproszenie do kolejnej antologii (ponoć nadmiar szkodzi, więc zostanę przy tych trzech, które już są).

Nota bene - uroczy początek wakacji, czyż nie?


*gif z netu

21 komentarzy:

  1. Bardzo oryginalny początek wakacji.Życzę udanych i mniej stresujących.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieszniej być nie może, Eljocie!
      Będzie OK, kilka dni i znowu włożę ulubione butki, serdeczności!

      Usuń
  2. Gdyby kózka nie skakała... ;)

    Pociesz się, że możesz chodzić na obcasikach i w ogóle... ja od dwóch lat większość czasu spędzam w łóżku, a moje wyczyny w chodzeniu sprowadzają się jedynie do dojścia do samochodu i krzesła w klasie :/

    OdpowiedzUsuń
  3. To na pewno za karę, że odmówiłaś pójścia na koncert chrześcijański. Takie odmowy, jak się okazało, się mszczą;)
    Wiem, że szpilki są seksowne, ale bez przesady.
    Przed wejściem do liceum w B-cu, a wchodziliśmy od strony podwórza, zawsze zamieniałam szpileczki na buty na płaskim obcasie, bo nie wpuszczono by mnie do szkoły. Po wyjściu robiłam na odwrót.
    Tylko Pragi żal.
    Serdeczności, droga Dżoano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. :))

      To albo byli świadkowie albo zielonoświątkowcy...
      Każdy ma prawo wierzyć, w co chce. Źródło jest jedno dla wszystkich i nie jest ważne, jak go zwał... Wiara to nie religia. Dlatego od strony religijnej jestem ateistką. Wiara to sprawa bardzo dla mnie intymna - dlatego się z nią nie obnoszę.

      Aniu, nie noszę szpilek.
      Noszę sandały na porządnej podeszwie i szerokim, stabilnym obcasie. Do szpilek mam zdecydowanie za małe stopy. W ogóle moje stopy w czółenkach i innych tego typu butkach wyglądają dziwnie - optycznie powiększam je obuwiem.

      Praga jest i będzie i ja będę tam niedługo, z nogą lepiej, tylko rana boli, bo się troszkę słabo zabliźnia (mam b. niską krzepliwość krwi).

      Dziękuję za serdeczności i szczerze odwzajemniam!

      Usuń
    2. JoAnno, nawet nie wiesz, jak bardzo się zgadzam z Tobą na temat wiary.
      Z twego postu zrozumiałam, że biegałaś w szpilkach po Rynku, który chyba dalej jest pokryty brukiem. Już dawno nie noszę szpilek, najlepiej czuję się w adidasach, a gdy są upały, zakładam klapki na koturnie.
      Wyjazd do Pragi to nie problem, bo nie masz daleko. Najważniejsze, aby noga się zagoiła.
      Buziaczki.

      Usuń
    3. Korczak mądrze uczył: Nie ma dzieci, są ludzie.
      Dla mnie nie ma wierzących, niewierzących, gejów, heteryków czy innych hedonistów - są LUDZIE.

      Dla mnie - moja wiara w Źródło wszelkiego istnienia we Wszechświecie - to moje sacrum. Mogę o tym rozmawiać tylko z bardzo zaufanymi osobami.
      Uwielbiam o tym rozmawiać z moim ciotecznym bratem, Mariuszem, który jest bardzo wierzącym i praktykującym katolikiem...

      Ja dla świata mogę być ateistką, agnostyczką - czy jak to zwał - nieistotne. Ważne, co sama wiem, myślę, czuję. Ważne, co celebruję w domu, w gabinecie, do którego wstęp mają tylko moi najbliżsi.

      A w Rynku - BRUK - coś okropnego dla wszelkich obcasów. :)))

      Dobrej nocy, Aniu, jakoś się dziś kiepsko czuję, dobrze, że ten dzień się kończy, pa!

      Usuń
  4. Ty to potrafisz rozpocząć wakacje z przytupem :) Nie ma co :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, nieszczęścia chodzą parami. Ale teraz będzie już tylko lepiej :) Do Pragi też jeszcze zawitasz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już spoko, jakoś chodzę, choć na razie lasek omijam. :))
      Pragi nie ominę w tym roku, pozdrowionka!

      Usuń
  6. Buciki na wysokim obcasie.
    Zdarzyło mi się kilkakrotnie obrócić głowę aby
    popatrzeć na to czarujące zjawisko(stuk-stuk,stuk-stuk)
    A tak w ogóle to lubię ten
    czerwony kolor u dam.I buciki,i paznokcie na górze i dole,i te czerwone usta jak u Ciebie.
    Jeszcze nie uciekłaś z tego okienka na górze :-)
    A ja nie wychodzę z moim kociakiem.Zakładam mu szelki i wypuszczam na balkon.
    Jest tam już stałym obserwatorem sikorek które dokarmiają swoje młode.
    Gdzieś tak po godzinie zaczyna mnie wołać.Ma już dosyć beznadziejnej obserwacji,żadnych korzyści z tego.
    Gdy go uwalniam biegnie do miseczek,przekąsi to i owo,popije wodę z kranu i przysypia na wykładzinie koło mnie.
    Oczywiście w miejscu gdzie pada słonko z okna.

    Fajnie że są wakacje.
    Rozpoczyna się Volvo Gdynia Sailing Days 2016.
    Przez całe wakacje trwa także akcja bookcrossingowa.
    Poza stanowiskiem na plaży, gdynianie będą mogli skorzystać z czytelni na rowerze.
    Biblio-rower porusza się wzdłuż Bulwaru Nadmorskiego z przyczepą pełną książek -
    każdy chętny będzie mógł wypożyczyć lub wymienić swój ulubiony tytuł.
    Inną atrakcją jest Metalowy Festiwal Traffic Design(metaloplastyka),
    geometryczne murale czy Open'er Festival i Ladies' Jazz Festival 2016.
    Lubię wakacje-dużo się dzieje.
    J.
    Pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śpię od dwóch dni.
      Kosmicznie źle się czuję...
      Albo odreagowuję, albo muszę się zregenerować, nie wiem.
      Pozwalam sobie na nic - nie - robie - nie. ;-))

      Koty są ze mną, a pies, chyba doskonale wyczuwa mój feeling, bo - naprawdę - od dwóch dni w ogóle na mnie nie szczeka, nie namawia do spacerów. Tylko leży przy mnie. Zresztą jest w domku córka, zaliczyła rok, odpoczywa, chodzi z psem...

      Cieszę się, że jest lato i taka jakaś beztroska mnie ogarnęła. Mam sporo do zrobienia, bo sporo sobie zaplanowałam, ale bez pośpiechu.

      Kolano się goi.

      Z czerwienią masz rację, pomalowałam ostatnio paznokcie na jakiś taki blady róż i to nie to...

      Fajna ta akcja z książkami - super! uwielbiam czytać od zawsze i już mi chyba tak zostanie. Wkurzają mnie okulary, ale cóż... wiek robi swoje i trzeba to przyjąć na klatę.

      Metaloplastka - też lubię, mam fajne kwietniki i stojak na parasole - lubię.

      Morza polskie ostatnio nie lubię... Jako kąpieliska... Ale to taki foch na zimną i brudną wodę.

      A - z tym słonkiem coś jest - u mnie wszystkie trzy kładą się w miejsca, gdzie go najwięcej, najjaśniej, najcieplej...

      Pa. :)

      Usuń
  7. Twój organizm potrzebuje regeneracji-to się wie ;-)
    Zrzuciłaś na jakiś czas brzemię i teraz czujesz wszechogarniającą beztroskę.
    I tak ma być.
    A co do metaloplastyki to robię teraz dla córki taki pół metrowy klucz na klucze.
    To taki wieszak na klucze.Praktyczna rzecz.Wszystkie klucze w jednym miejscu.

    Pa.;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki klucz na klucze to pewnie ciekawa sprawa, zwłaszcza, gdy ktoś, jak ja - wiecznie je gdzieś zapodziewa, a potem szuka jak szalony. ;-)))

      A czy robisz robisz np. też mniejsze rzeczy?
      Lubię duże zawieszki, ale to są i tak małe rzeczy w sumie...

      Szukam... ANCH... i same jakieś mikroskopijne znajduję. :(
      Szukam, bo kiedyś miałam i zgubiłam.

      Pa.

      Usuń
  8. Byłaś tu ?

    http://perfectstrangersra.blogspot.com/

    Pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mogłam być, skoro się nie chwaliłeś? :p

      Usuń
  9. Nie lubię się chwalić :-)
    I pewnie bym Cię tam nie wysłał nigdy.
    Los chciał inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chwała losowi!

      (Moje bejbi, jak było małe wszystkie "CHW" mówiła odwrotnie: "WCH": wchila, wchała itp., więc wchała Ci za to, że mogłam tam pobyć!). ;-)

      Usuń
  10. Oj tam,oj tam.
    To Ty przyczyniłaś się do tego :-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.