niedziela, 23 czerwca 2013

Je voudrais parler à mon père...***

 ♡❤♡

Na cmentarzu, który mój tato nazywał "wesołym miasteczkiem z cichymi sąsiadami", ćwierkały dzisiaj ptaki i pachniało jaśminem. 
Gdy wysiadałam z samochodu, drogę przebiegł mi jeż. Kiedyś, w dzieciństwie, przyniosłam jeża do domu i mama była zła. Za to tato, z właściwym tylko sobie poczuciem humoru stwierdził, że rano sama go odniosę na łąkę. Miał rację. Jeż tupał całą noc, nie mogłam tego słuchać.

Tato był moim przyjacielem. Gdy przyszłam na świat, za pięć dni kończył 30 lat. Był wolnym, niepokornym duchem, często sam wyjeżdżał na weekend lub zawoził nas z mamą na wakacje, a sam pracował w tym czasie. Dużo razem czytaliśmy, słuchaliśmy muzyki klasycznej, jeździliśmy razem na Przegląd Piosenki Aktorskiej do Wrocławia, do teatru (pamiętam "Hamleta" z... Bogusiem Li... w Teatrze Polskim we Wrocławiu: ojciec powiedział po spektaklu, że albo facet wejdzie na szczyt, albo skończy na jakiejś prowincji), chodziliśmy na koncerty: Niemena (którego uwielbiał), Geppert, Bajora, Wójcickiego, Czerwonych Gitar i wielu innych. Bardzo lubił Annę German (dla niego obejrzałam serial z Joanną Moro), która odeszła w wigilię moich urodzin. W kinie obejrzeliśmy razem mnóstwo filmów, uwielbialiśmy Dustina Hoffmana w filmach "Tootsie" i "Rain Man".

Niestety, miłości do opery nie zdołał mi wpoić.

Razem też chodziliśmy po górach i wywoływaliśmy zdjęcia robione aparatem radzieckim marki Zenith.

Prowadziliśmy burzliwe polityczne dyskusje... Wiele książek "wytrzaskiwał" dla mnie z tzw. drugiego obiegu, m.in. "Kroki" Kosińskiego ( wydane w drugim obiegu pt. "Stopnie") i "Archipelag Gułag" Sołżenicyna.

To przez niego trafiłam do klasy, w której się dusiłam, bo nauczył mnie rozwiązywać układy równań metodą wyznacznika, kazał mi grać ze sobą w szachy, wiecznie wyczytywał jakieś ciekawostki. To dzięki niemu chodziłam na angielski w czasach, gdy uczono głównie języka rosyjskiego (bardzo poetyckiego i do dzisiaj mi bliskiego zresztą), a Madame na francuskim denerwowała się, że mówię w tym pięknym języku z angielskim akcentem.

Dzięki tacie kocham, uwielbiam koty. Z jednej z samotnych wędrówek po górach, przywiózł do domu, gdy miałam jakieś sześć lat, kota leśnego, którego znalazł w jakiejś jaskini w okolicach Szklarskiej Poręby. Zabrał go, bo miał zranioną łapkę i był malutki. Nazwaliśmy go z baratem Mruczek, jak to dzieci. Mruczek często uciekał na całe tygodnie do lasu, ale był z nami kilkanaście lat.

Tato przyszedł na ten świat dnia historycznego: 1 września 1939 r. i miał obsesję na punkcie polskiej historii... Kiedy mówiłam mu lub nuciłam: "Papa don't preach!", bo nie chciałam słuchać kolejnej opowieści o Katyniu i wujaszku Ziutku, nazywał mnie JoAnką. Nie lubiłam tego zdrobnienia. Ale teraz dużo bym dała, żeby je usłyszeć...

Pisał wiersze (jego ukochanym poetą był Bolesław Leśmian), rysował i ciągle uczył się czegoś nowego, a ja, do końca, siadałam mu na kolana. Moją córkę rozpuścił, jak dziadowski bicz. Wiedziała, że jak mama czegoś nie da, zabroni, nie pozwoli, to dziadek jej to zrekompensuje z nawiązką. Mawiał, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania dzieci.

Kiedy odszedł, kiedy nie zdołał pokonać raka, długo nie mogłam nic o nim napisać, bo wszystkie słowa wydawały mi się banalne i błahe...

Niepokorną duszę odziedziczyłam po nim. I tę tęsknotę za pięknem, dobrem, utopią. Mam po nim jeszcze jedno, wgrane zachowanie: gdy chcę być sama, wsłuchać się w siebie, to nikt nie jest w stanie mi w tym przeszkodzić. Wiem, że czasami strojna milczeniem, mówię najwięcej...


ڿڰۣ



motto:

Wybiła moja godzina...
Nie mam pretensji do Syna,
Uśmiech przesyłam do Córki...
Lecę wysoko...pod chmurki...

/ostatni wiersz mojego Taty, Edwarda/


już nie mam komu usiąść na kolana
bo przecież duża ze mnie
 i niegrzeczna dziewczynka
chodząca tylko własnymi ścieżkami

jednak brakuje mi tej bliskości
gdy Cię wspominam wieczorami

gdy „włączam” świeczki zapachowe
abyś miał ciepłe jasne światło
i aby nigdy wspomnień o Tobie
 w sercu i w duszy nie zabrakło

tęskno mi też do rozmów naszych
zabawą słowem dyktowanych
czytania wierszy wzruszeń z książek
myśli o Mamie w rozpacz wpisanych

śmierć swą pieszczotą Cię wchłonęła
a ja zostałam tutaj sama
lecz ty rozdarty byłeś bardzo
bo tam czekała przecież Mama

teraz jesteście sobie razem
gdzieś na manowcach w siódmym niebie
a ja zostałam z Twym obrazem
i intensywnie czuję Ciebie

kiedy dopadnie mnie listopad
w mrok bez powrotu wejdę z rana
Ty będziesz na mnie czekał z Mamą


i znów Ci siądę na kolana

/Bolesławiec, 8 maja 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/

ڿڰۣ


PS Wszystkim Tatusiom, z moim mężem włącznie, życzę tylko tego, co dobre, prawdziwe, szczere i piękne.  




*** Je voudrais parler à mon père..- fr. = Chciałabym porozmawiać z moim tatą
♡❤♡

30 komentarzy:

  1. JoAnno!
    Czytając piękny post poświęcony Twojemu Tatusiowi, łzy wzruszenia jeszcze teraz płyną po mojej twarzy...
    Mój Kochany Tatko też jest u Pana. Byłam u Niego i jak zawsze opowiadałam Mu co ciekawego zaszło w tym tygodniu...Wiem, że z uwagą wysłuchał mnie i jak zawsze był uśmiechnięty.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Łucjo.

      Ja też "gadam" z moim tatą. I zapalam ciągle, codziennie, odkąd odszedł w październiku 2009 r., zapachowe świeczuszki, bo je lubił, bo mówił mi dużo o świetle...

      Kochałam moją mamę bardzo, ale byłam zdecydowanie córeczką tatusia... i, ku mojej zazdrości, moja córka też nią jest. ;-))Mają z Radkiem porozumienie dusz, jak ja ze swoim ojciem (tak na niego mówiłam: ojcio).

      Mój tato też był uśmiechnięty, do końca. I jeszcze mnie pocieszał, kazał być silną.

      Serdeczności dla Ciebie, j.

      Usuń
  2. cudowny post!!! widać jak wiele Was łączyło z tatą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele...

      Dziękuję i pozdrawiam, Kasiu!

      Usuń
  3. Bardzo się wzruszyłam czytając Twój serdeczny post. Ojciec był dla Ciebie ideałem, najukochańszym człowiekiem. Takim właśnie był. Nauczył Cię wielu rzeczy i to będzie w Tobie żyć ciągle. Ja też odwiedziłam swojego na cmentarzu. Możemy kierować do nich swoje dobre myśli, wspominać i niech żyją w naszej pamięci zawsze. JoAsiu, pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Lotko, dziękuję za komentarz.

      Wiesz, mój tato nie był ideałem, bo on całe życie powtarzał: "Nobody'perfect" ;-) Miał wady, jak każdy z nas, lubił się chować, zaszywać, uciekać w samotność kontrolowaną... I bywał despotyczny, ale jak się kogoś kocha, to takie wady nie przeszkadzają.

      Pozdrawiam najserdeczniej, j.

      Usuń
    2. Nikt nie jest idealny. Mój spędził 5 lat na Syberii, a przeżycia ciągnęły się za nim przez całe życie, stąd i nam nie było z nim czasami lekko. W duszy był dobrym i wartościowym człowiekiem. Po śmierci zaczynamy ich idealizować, wspominać te najlepsze chwile i o to przecież chodzi. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Witaj ponownie, Lotko!
      Mam sąsiadkę, która z mamą przeszła przez Syberię, to była wilka trauma, więc nie dziwię się, że Twój tato miał takie, a nie inne wspomnienia.

      I masz rację, że wspomnienia powinny być piękne, nawet wyidealizowane, bo wieczność umarłych trwa dopóty, dopóki żyją w nas, w naszej ulotnej pamięci.

      Pozdrawiam deszczem... j.

      Usuń
  4. Wzruszyłam się. Każdemu słowu w tym poście nadałaś duszę. Pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Niko, dziękuję i pozdrawiam, j.

      Usuń
  5. Cześć :-)
    Serdecznie Cię pozdrawiam.
    Przejmujący tekst.
    Zimny ze mnie drań bo nauczyłem się nie tęsknić za rodzicami :-(
    Dziękuje za życzenia-
    "co dobre, prawdziwe, szczere i piękne"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć ra,

      Ty zimny drań, ja zła kobieta, fajnie mamy. ;-)
      Nie tęsknisz, bo Twoje rany czas już zdążył zaleczyć, jak mniemam w swym blond-móżdżku.

      U mnie dzisiaj leje cały dzień i łeb mi pęka. I jutro też ma lać: żal.pl

      Twoja córeczka ma fajnego tatę, więc te życzenia na pewno się spełnią.

      Serdeczności, j.

      Usuń
  6. Piękna opowieść, ścisnęło mnie w środku:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ZielonaMilo i pozdrawiam deszczem! j.

      Usuń
  7. pieknie napisane...
    moj tata tez mial na imie edward i zmarl na raka,ale niestety nie bylam z nim tak zrzyta,a szkoda...teraz tego zaluje,ale tez bylam dzieciakiem i malo rozumialam...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, Edki to silne, ale wrażliwe chłopaki.

      Nie żałuj, widocznie tak musiało być!

      Moc serdeczności Ci posyłam, j.

      Usuń
  8. Piękne słowa. Uzmysłowiło mi to, że straconych lat już się nie cofnie, a trzeba piedestować te, które są...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Zbyszku, masz rację.
      Trzeba żyć chwilą i brać z niej to, co najpiękniejsze, carpe diem!

      M.in. po to, aby mieć piękne wspomnienia!
      Pozdrawiam również, j.

      Usuń
  9. Przepiękny wpis o ojcu.Cieplutki cały blog.Ogromna przyjemność gościć na nim.Będę bywał, bo lubię takie miejsca.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ciepło, Eljot!

      Jestem bardzo ciepłolubna, więc musi tu być ciepło. ;-))

      A tak serio, miło mi, że przyszedłeś i zapraszam serdecznie. Wysyłam promyki słonka, j.

      Usuń
  10. pięknie napisane, nie da się nie lubić Twojego taty po takim opisie a przemijanie wzrusza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Antoni. Mojego tatę ludzie naprawdę lubili, ale milknę, żeby nie było, że się przechwalam.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, j.

      Usuń
  11. Piękne słowa :) Chciałabym, żeby każdy mógł właśnie tak pisać (mówić i myśleć) o swoich rodzicach. A jeśli chodzi o rozpuszczanie wnuczek - mój dziadek tak samo argumentował wszystkie swoje niecne postępki, więc to musi być prawda. Niepedagogiczne postępowanie wpisane jest w zawód dziadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, niestety, nie znałam moich dziadków. Obaj zginęli na wojnie. Moi rodzice zaś nie pamiętali swoich ojców, dlatego postanowili być dobrymi rodzicami dla mojego brata i dla mnie. Natomiast babcie miałam świetne!

      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Tak ładnie napisałaś:).
    Też tęsknię...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj piękna Joanno ...
    zgadzam się z Tobą w 100% -Aniły warto kochać a przede wszystkim wierzyć w nie ...
    Dziękuję za to że wiernie mnie odwiedzasz bo ja jestem zachwycona zmianami u Ciebie :-)
    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Szepciku, jak tylko będę mieć czas, zawsze zajrzę do Ciebie! ;-)

      Usuń
  14. Wiersz sercem pisany a proza jak poezja. Taki Tata to skarb! Mój też odszedł, gdy miałem 7 lat, to dla mnie stanowczo za wcześnie i nieraz mi Go brakowało. Koty mają szczęście i umieją odwzajemnić uczucie.
    A Pan Mąż? Potrafił nieźle a zarazem inteligentnie zareagować.
    Pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie, bardzo dziękuję za wizytę!

      Tata mojego taty został zamordowany, gdy on też miał jakieś 7 lat (dokładnie nie pamiętam), dlatego sam postanowił być dobrym ojcem dla mnie i brata, choć zawsze było tak, że brat był mamy, a ja taty.

      Mój mąż i ja mamy taki swój kod porozumienia, jak mnie wnerwia nazywam go Radiotą (na imię ma Radek)...

      Dziękujemy za pozdrowienia, moc serdeczności Panu posyłamy, j.

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.