... gdyż brakuje mi siły i motywacji do czegokolwiek, jestem zdruzgotana emocjonalnie.
Życie pisze swoje scenariusze i nie jest ważne, jak bardzo się staramy, jak pozytywnie myślimy, jaką wdzięczność okazujemy, ile dobra dajemy, ponieważ ono biegnie swoim rytmem i ma nas głęboko gdzieś. I niech mu będzie. Ostatecznie jesteśmy tu tylko na chwilę. Wszyscy. Bez wyjątku: ludzie, zwierzęta, rośliny - mamy bardzo ograniczony czas. I nigdy nie wiemy, kiedy, w jakich okolicznościach, tego czasu nam zabraknie. Niekiedy cięcia są po prostu drastyczne i nieodwracalne.
1 lipca, w polski Dzień Psa, ok. 18:45, po ponad dwóch latach intensywnych starań o zdrowie, o dobrostan, o komfort życia, jak już wierzyłam, że będzie dobrze, "długo i szczęśliwie" - odszedł ode mnie mój ukochany, adoptowany w 2014 roku, piesek, Nikuś. Miał 15 lat i trzy miesiące, urodził się 1 kwietnia 2011 roku. Odszedł u weta, u którego spędziłam kilka długich godzin, odwlekając tę najstraszniejszą decyzję o skróceniu mu cierpienia. Przestał oddychać z powodu raka płuc. Teraz mam go w urnie, a to jest bardzo mało. I nie mam na nic siły, ochoty, nie mam motywacji i radości. Jestem w ciężkiej depresji, a kiedy piszę te słowa - łzy same płyną po moich policzkach, jak wiosenne strumyki z gór. I wiecie co? Przygotowywałam się na ten moment od dwóch lat, ale kiedy nadszedł, poległam, poddałam się. Bo ciężko jest odpuścić tak wielką, bezinteresowną i bezwarunkową miłość. Bo jeszcze ciężej jest wytłumaczyć sobie, że zrobiło się wszystko, co mogło się zrobić, ponieważ ma się wrażenie, że można było zrobić więcej, bardziej się postarać, pojechać do kolejnego weterynarza, choćby za granicę.
W całej tej strasznej dla mnie sytuacji, urzekła mnie nasza kitku, Balbina, która pod koniec grudnia skończy 16 lat i jest z nami od maciupeństwa. Otóż ta piękna istota, cały czas była przy Nikusiu, obok niego, z nim - a potem jakby go szukała, tęskniła za nim, kładła się w miejscach, gdzie Nikuś często przebywał, chodziła po całym domu i wąchała wszystko z powietrzem włącznie, jakby brakowało jej zapachu kogoś bliskiego. Dlatego nikt nigdy mi nie wmówi, że zwierzęta nie mają empatii. One naprawdę dużo widzą, wiedzą i czują.
Nikuś był moim pierwszym w życiu pieskiem. Pieskiem, który mnie wołał, zanim go wzięłam, przez kilka miesięcy, którego czułam, zanim zobaczyłam, jakby nasze dusze znały się dużo wcześniej i starały się odnaleźć w tym kosmicznym chaosie. Pokochałam go od razu, od pierwszego wejrzenia i był ze mną prawie 12 lat. Był ukochanym towarzyszem, przyjacielem, cichym, empatycznym, mądrym. Był motywacją do codziennych spacerów, do wychodzenia z domu w każdą, nawet najbardziej paskudną pogodę. Był przekochaną istotą, której oczy mówiły mi o wiele więcej, niż słowa i deklaracje niektórych pseudoprzyjaciół, od których bez żalu odeszłam ostatnimi czasy, dla własnej higieny psychicznej.
Wakacje zatem miałam bardzo smutne. Zdecydowanie były to najgorsze kanikuły, jakie miałam odkąd pracuję w edukacji, czyli od 27 lat. Mimo, iż byłam na pięknej, gorącej Fuerteventurze, we włoskiej Pizie pod jasnym słońcem Toskanii i - oczywiście - w ukochanym od dawna Trójmieście, prawie w ogóle z tych wyjazdów nie skorzystałam, bo nie miałam siły na chodzenie i weny na zwiedzanie, nie miałam też ochoty na opalanie, leżenie na plażach, robienie zdjęć... Głównie leżałam w hotelowych wyrkach na wznak, jadłam miejscowe przysmaki i patrzyłam w sufit. No i oczywiście płakałam, bo czułam się bezsilna, zrozpaczona, smutna. Najgorzej było w Trójmieście, gdzie Niko często ze mną bywał i wszystko mi jego przypominało... Wówczas mój żal przybierał postać potwora, a ja nie mogłam powstrzymać łez.
Wciąż czuję się źle i źle wyglądam. Często boli mnie głowa, często płaczę, "zawieszam się", zamyślam, odpływam gdzieś we wspomnienia i nie mam motywacji. Ciągle towarzyszy mi wielki, wszechogarniający, głęboki smutek, ogromny żal i tęsknota za członkiem rodziny - bo Niko nim był... Zawsze mogłam liczyć na jego przyjazną obecność, na trykanie noskiem, przytulaski, wspólne chwile w ciszy, bieganie, a pod koniec - wolne chodzenie po lesie.
Poza zasięgiem publikacji pozostają pozaczynane recenzje dobrych, bardzo ciekawych książek (w tym biografia mojej ulubionej aktorki), niedokończone wiersze i ich zarysy, opowiadania, posty, których nie mam siły skończyć, bo w głowie mam wciąż jeden smutny obraz. Wszystko to czeka na lepszy moment, który może nie nadejść. Kilkanaście nowo zakupionych książek również czeka na moje zmiłowanie.
A mnie czeka niebawem intensywna, holistyczna terapia, zaczynam również naukę na kolejnych studiach podyplomowych, żeby nie zwariować i poszerzyć swoją wiedzę psychologiczną.
Owszem, mam wielkie, ogromne wsparcie w rodzinie, w moim niezawodnym, kochanym stadzie.
I mam też pieska, szczeniaczka shih tzu, który chodzi za mną krok w krok, nawet do łazienki... Z trzech piesków z hodowli, on właśnie podbiegł do mnie, jak tylko tam weszłam i od razu wzięłam go na ręce: malutką, puszystą kulkę, a kulka wtuliła się we mnie bardzo mocno, przyjechała do domu na moich kolanach i już tak zostało... I teraz, w chwili, gdy piszę ten post, też jest koło mnie, gryzie mysz, skacze mi na laptop, rozrabia I po prostu cieszy się życiem. Dostałam go na urodziny, ale dość długo, bo prawie miesiąc przed nimi, ponieważ bliscy zauważyli, że inaczej się nie da, że gdyby nie ten nowy psiak, chyba nie byłabym w stanie normalnie funkcjonować i wrócić do pracy - prędzej wylądowałabym w psychiatryku. Piesek jest mały, choć rośnie jak na drożdżach, śmieszny, wesoły, ufny, przekochany, pojutrze skończy 4 miesiące i dostanie ostatnią z serii szczepionek, będzie można częściej wychodzić z nim na spacery...
Jotko - czy tak może być? Czy już wiesz, dlaczego mnie nie ma w blogosferze? Ten post = kolejne, już ente morze łez.
Posyłam serdeczności i pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tutaj zaglądają.












JoAsiu, wzruszyłam sie bardzo!
OdpowiedzUsuńCiężki u Ciebie czas, ciężkie chwile i emocje...
Mam nadzieję, że ten wpis przyniósł Ci nieco ulgi, a mnie uspokoił, bo Ty tez jesteś jak rodzina, a o bliskich bardzo się martwimy:-)
Daj sobie czas, wylej morze łez, byleś powoli zmierzała ku Słońcu:-)
Takie małe kroki przynoszą chwilową ulgę, ale na razie jeszcze jest średnio. Moc pozdrowień i dziękuję za motywację, długo bym jeszcze nic nie napisała, gdyby nie Twój komentarz, Jotko, naprawdę.
Usuń💕
Usuń♥️♥️
UsuńJoanno.
OdpowiedzUsuńByłem na Ciebie nie tylko zły, ale i wściekły.
Że nie piszesz tu, nie odpisujesz nawet na maile, smsy.
Teraz już wiem, wszystko rozumiem i znając Twoją wrażliwość nie mam słów na to, by Ciebie pocieszyć.
Dobrze, że masz tego małego pieska. Jest fajny.
Joanno Joasiu - trzymaj się.
Piesek fajny i dooooorny, bo mały. Dziękuję za obecność i pozdrawiam Jacku.
Usuń
OdpowiedzUsuńHi JoAnna, I am so sorry you are in such pain. Sending you good thoughts and a hug. Take good care of yourself.
Kisses
Thank you dear Andrea, so many greetings!
UsuńLo siento mucho duele mucho cuando nuestros peludos nos dejan. Te mando todo mi cariño y amistad.
OdpowiedzUsuńMuchas gracias y un cordial saludo, querida Judith; ¡que tengas una excelente semana!
UsuńJoAnna, I am deeply moved by your post and the way you shared your sad news with us. I am so sorry to hear about Nico’s passing. Our pets' lives are so short, and time flies by so fast! My beloved cat Styopa passed away back in 2010, yet I still find myself thinking about him all the time. He was the only one who supported me after my mother died in 2001.
OdpowiedzUsuńDear Irina, it is true—our pets have short lives, and it is always very sad.
UsuńI am so sorry for the loss of your mother; I know what it is like when a beloved mother passes away.
Warm regards, and I wish you a good week ahead.
Asiu ♥️
OdpowiedzUsuńNie wiem co Ci napisać, zresztą nie widzę liter na klawiaturze bo płacze cały czas jak czytam Twój post. Sercem mi pęka, że tak cierpisz. Bardzo chciałabym Ci pomóc ale nie umiem. Wiedz że zawsze możesz do mnie napisać i się wygadać czy wypłakać. Nikuś już nie cierpi, ale Ty tak. Mam nadzieję że nowy przyjaciel znajdzie ścieżkę do Twojego serca i Cię uzdrowi. Zasługujesz na spokój i radość. Życzę Ci tego z całego serca ♥️
Przytulam Cię z całych sił,mam nadzieję że to czujesz ♥️
Dziękuję Kochana Moniczko.
UsuńManiuś jest kochany, bardzo inteligentny, dużo rozumie i szybko się uczy.
Pozdrawiam i życzę Ci udanego nowego tygodnia.
Joanko
OdpowiedzUsuńDziękuję za post, bo mimo, że poruszył mnie do głębi, że zrobilo mi się cholernie przykro i smutno, to wiem, czemu zniknęłaś i co się u Ciebie dzieje.
Chyba nigdy w życiu nie przeczytałam tak wzruszającego opisu uczuć, więzi i bólu po stracie kochanego przyjaciela.
Wiem, że był dla Ciebie bardzo ważny, bardzo go kochałaś i dałaś o niego; miał szczęśliwe życie.
W takich chwilach trudno znaleźć słowa pocieszenia, bo żadne niestety nie działają. To Twój ból i musisz go przepracować na swój sposób.
Ja serdecznie współczuję i przytulam mocno ❤️
Teraz, to to maleńkie stworzenie potrzebuje Twojej miłości.
Buziaki gorące 😘
Dziękuję za te słowa, one są dla mnie niezwykle wspierające.
UsuńPracuję nad tym bólem, jednak on wraca. A zwierzaki to czują i wciąż są przy mnie.
Pozdrawiam najserdeczniej jak umiem, posyłam Ci dużo pozytywnej energii.
Życzę Ci udanego nowego tygodnia!
Buziaki!
Hello dear JoAnna,
OdpowiedzUsuńWhat a difficult time this is for you; losing a loved one is truly terrible, it makes no difference whether it is a person or an animal.
I hope you are able to come to terms with this loss, I’ve had two dogs myself and know how awful it is to lose them.
What we did after our first dog died was get another one seven months later, it helps to soften the grief a little.
I wish you a great deal of strength.
All the best, Irma
Sorry to hear that your Nikuś has passed away. Take your time to grieve and heal yourself! Blogging can wait.
OdpowiedzUsuńKochana, bardzo Ci współczuję… ❤️ Przeczytałam Twój wpis ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. Nikuś miał ogromne szczęście, że trafił właśnie do Ciebie — przez te prawie 12 lat dostał od Ciebie wszystko, co najważniejsze: miłość, troskę, bezpieczeństwo, obecność i dom. A Ty miałaś obok siebie wyjątkowego przyjaciela, którego nie da się po prostu „zastąpić” ani wymazać z serca.
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie musisz się spieszyć z żałobą. Nie musisz jeszcze niczego „przerabiać”, być silna, wracać do pisania ani udowadniać sobie, że już jest lepiej. Masz prawo tęsknić, płakać i mieć gorsze dni. Miłość po prostu nie kończy się w dniu, w którym przestaje bić serce ukochanego zwierzaka.
Bardzo poruszyło mnie też to, jak opisałaś Balbinkę szukającą Nikusia. Jest w tym coś niezwykle przejmującego… i pięknego zarazem. A malutki Maniuś nie musi zajmować miejsca Nikusia. On może kiedyś dostać swoje własne miejsce w Twoim sercu — zupełnie inne, ale równie prawdziwe. ❤️
I proszę, nie myśl, że ktoś źle o Tobie pomyśli, bo Cię nie było. Czasem człowiek po prostu musi zamilknąć, żeby przetrwać. Myślę, że każdy, kto Cię czyta i choć trochę Cię zna, doskonale to rozumie.
Nikuś miał dobre życie. Miał Ciebie. I odszedł w Twoich ramionach, otoczony miłością. To naprawdę bardzo dużo. A teraz to Ty potrzebujesz czasu i czułości. Nie spiesz się. Blog poczeka. Książki poczekają. Wszystko poczeka. ❤️
Przytulam Cię mocno i ciepło o Tobie myślę. I bardzo się cieszę, że jesteś — nawet jeśli na razie tylko na chwilę i przez łzy. 🌷
Eccomi ti aspetto nel mio blog.Ciao
OdpowiedzUsuńPopłakałąm się czytając Twój wpis.
OdpowiedzUsuńTak się składa, że w tym miesiącu odesżła nasza kotka Miałpka. Miała 16-17 lat czyli była ze mną przez połowę mojego życia. Przez ostatni rok walczyła z chorobą... Cały czas wydaje mi się, że skacze na drzwi, gdy usłyszę dźwięk przypominający naciśnięcie klamki - ona wychodziła na dwór, a gdy chciała wrócić, skakała na klamkę.
Ktoś powie, że nie ma się czym smucić, ale dla mnie to był kolejny domownik. Pocieszam się myślą, że kotka miała dobre życie i byliśmy jej dobrymi opiekunami. Wygrała los na loterii. Twój Nikuś też pewnie był Ci wdzięczny za opiekę.
Dodatkowo mój depresyjny nastrój poglębia to, że moja mama miała stan przedzawałowy. Kiedy zabierała ją karetka w życiu się tak nie bałam.
Pozdrawiam i przesyłam uściski. Głowa do góry, Nikuś też pewnie by nie chciał, żebyś chodziła smutna
Dear JoAnna, your photos are beautiful. Welcome back.
OdpowiedzUsuńI am so sorry for your loss of Nikus.
OdpowiedzUsuńI am an animal lover and I really feel your pain. Please take time to get through this.
Sending you much love. ❤️
Może z nowym pieskiem zdołasz pokonać rozpacz po Nikusiu.
OdpowiedzUsuńTego Ci życzę.
Te comprendo muy bien. Cuando pedí a mi perrita lo pasé muy mal. Nunca la olvidaré. Siempre la llevaré en el corazón.
OdpowiedzUsuńSon fieles y cariñosos y su ausencia deja un vacío enorme.
Mucho ánimo y un beso.
Wiem jak to jest stracić przyjaciela... Tęsknota nie mija ale jest tyle cudownych zwierząt, które czekają na miłość... Śliczny ten piesek, którego dostałaś, na pewno też będzie super przyjacielem! Myślę, że pierwszy pies zawsze zostaje w sercu... Teraz też mam shi tzu, ale moje serce jedenastoletniej wtedy dziewczynki skradł pies rasy Beagle... Przytulam ❤️🖤
OdpowiedzUsuńBardzo mocno przytulam...trudno cokolwiek napisać w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuńW sierpniu odszedł mój kot, który był dla mnie wszystkim, odkąd odszedł mój mąż. Teraz nie ma nic. Trzeba jednak wstawać i każdego dnia ruszać od nowa. Chociaż wiem, że nie jest łatwo, to jestem pewna, że dasz radę. Życzę Ci Joanno bardzo dużo siły.
Hello dear JoAnna,
OdpowiedzUsuńWhat a truly sad situation. It is terrible that the misery surrounding your beloved animals dragged you into such a dark place. I hope you will see the sun again soon and try to enjoy the beautiful things in life that will always be there. I know it’s easy for me to say, but you really have to do this by yourself. It won’t always be easy, but fight for it. Just telling your story is surely doing you some good.
Sending lots of love and a big digital hug,
Marco