niedziela, 21 lutego 2016

Trzy przypadkowe wiersze na dziś




Liryka Rudolfa Hoessa



Rudolf Hoess, 
komendant oświęcimskiego
Obozu śmierci, faszystowski rycerz 
bez skazy, w chwilach szczególnego pod-
niecenia nerwowego siadał wieczorem na 
konia i galopował wokół obozu. Zdanie 
z pamiętnika Hoessa: "uczucie nienawi- 
ści jest mi w ogóle obce".

Kiedy czuję się zmęczony pracą 
Gwiazdy obóz otoczą kolczaste 
Pochylony w skrzypiącej kulbace 
Pędzę konno chorowitym laskiem 

Czują ciepłą śledzionę na pięcie 
Czując ciosy gałęzi suchych 
Żywy człowiek z żywym zwierzęciem
W pełzających ciężko dymach trupich 

W trupi dym w ostry gąszcz w duszny piach 
Mocny Niemiec w sukno w skórę w stal okuty 
Tam nienawiść ból i strach 
Po imieniu dzwonią na mnie w druty 

Jutro znów pracowicie palił będę 
Trupie buty segregował trupie zęby 
Więc dziś niech mój ogier staje dęba 
Niech zahuśtam się jak diabeł na popręgach

Syn pastora w najgorętszych piekła kręgach 

Andrzej Bursa



Twierdzenie i odpowiedź 

- Miłość do Boga jest miłością do siebie. 
Gwiazdy i morza wypełnia najmilsze ja 
słodkie jak poduszka i ssany duży palec. 


- Byłoby to niepochlebne dla adorujących 
gdyby konik polny terkocząc w gorącej trawie 
mógł wysławiać tę właściwość która nazywa się  b y ć 
w sposób ogólny, a nie odnosząc jej tylko do własnej osoby. 

Czesław Miłosz, Berkeley 1962 


Kobieta w czerni stąpa po różach 


Obraca żółtą twarz wyżartą 
przez troski do dobrego 
słońca i wtedy uśmiech 
który jest już tylko zabliźnioną 
raną rozjaśnia ją. 

Dogasająca widzi na drodze 
swojego życia jedną różę 
więc i ona stąpała po różach 
pochylona nad tym 
dziwnym kwiatem ze świata 
żywych myśli o podeptanym 
szczęściu. 

Myśli o synach którzy odeszli 
od niej w szorstkich mundurach 
odeszli twardym krokiem a obce 
kobiety rzucały im pod żelazne 
stopy czerwone róże. 

I ten najmłodszy urodzony 
w czepku odszedł w stalowym 
hełmie i nie mogła go 
pogładzić po głowie 
biegła wtedy za nim porażona 
płomieniem złotych wielkich trąb. 

Teraz idzie po tej drodze 
sama i niesie mały chleb 
którego nie trzeba już dzielić. 

Obraca zgasłą twarz do słońca. 

Oto skaza światła 
padła na kamienną drogę 
na drogę z żelaznych krzyży 
na drogę z czarnych marmurów 
z których wychodzą figurki 
białych pulchnych dzieci. 

Z nieba zwiesza się słodkie 
grono martwych aniołków. 

Tadeusz Różewicz, Matka odchodzi


15 komentarzy:

  1. A cóż Cię tak na ciężkie tematy wzięło?
    Ja lubię "Obóz głodowy pod Jasłem" Szymborskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdurniałam już całkiem.
      En-ty raz przeczytałam dziś "Matka odchodzi" Różewicza i gadaliśmy z mężem o dziwnych rzeczach, bo on ma zajoba na punkcie II w. św.
      Bredziliśmy też o potencjalnej III i Bogu i tak mnie naszło.

      Wisławę uwielbiam bezwarunkowo.
      "Obóz..." - tak, bardzo, ale jeszcze jest m.in. ...

      Jeszcze


      W zaplombowanych wagonach
      jadą krajem imiona,
      a dokąd tak jechać będą,
      a czy kiedy wysiędą,
      nie pytajcie, nie powiem, nie wiem.

      Imię Natan bije pięścią w ścianę,
      imię Izaak śpiewa obłąkane,
      imię Sara wody woła dla imienia
      Aaron, które umiera z pragnienia.

      Nie skacz w biegu, imię Dawida.
      Tyś jest imię skazujące na klęskę,
      nie dawane nikomu, bez domu,
      do noszenia w tym kraju zbyt ciężkie.

      Syn niech imię słowiańskie ma,
      bo tu liczą włosy na głowie,
      bo tu dzielą dobro od zła
      wedle imion i kroju powiek.

      Nie skacz w biegu. Syn będzie Lech.
      Nie skacz w biegu. Jeszcze nie pora.
      Nie skacz. Noc się rozlega jak śmiech
      i przedrzeźnia kół stukanie na torach.

      Chmura z ludźmi nad krajem szła,
      z dużej chmury mały deszcze, jedna łza,
      mały deszcze, jedna łza, suchy czas.
      Tory wiodą czarny las.

      Tak to, tak, stuka koło. Las bez polan.
      Tak to, tak. Lasem jedzie transport wołań.
      Tak to, tak. Obudzona w nocy słyszę
      tak to, tak, łomotanie ciszy w ciszę.


      Wisława Szymborska

      Usuń
    2. Też znam i też lubię, dzięki za przypomnienie.

      Usuń
    3. S'il vous plaît.
      Jeszcze mam dla Ciebie wiersz "mojej" Anulki (rocznik '69):

      koszerna długość włosa


      "Il y a une chose plus terrible que la calomnie, c'est la vérité".
      - Talleyrand

      babka mówi, że nie ma ogniotrwałych żydówek,
      taką może rozpalić byle mąż, byle piec.
      ledwie podrośnie i ktoś ciska iskrą

      w piersi i usta, pokazuje palcem
      podłogę i życie zaczyna się tlić.

      wtedy trzeba zakryć włosy, palą się najszybciej.
      babka pamięta żywy ogień, jest pewna
      że bardziej od krocza, paliło gardło

      coś, czego nie można dotknąć,
      co z nas uchodzi. jak z komina.


      Anna Grabowska


      ----------------------------------

      Dobrego, Be!

      Usuń
  2. I jakoś tak mi się Bursa z Brzechwą skojarzył - z "Balladą o dwudziestu dwóch mordercach". Sam Bursa zaś zaimponował mi "Sobotą" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam "Balladę" - tak.

      A Bursa to taki mój ajdol ogólniakowy, bo wielu z nas lubiło wonczas "cierpieć za miliony", choć bardzo cenię go do dziś, zwłaszcza za "Wiśkę" tudzież "Głos w dyskusji o młodzieży". ;-))

      Pozdrawiam, Be, dobrego wieczoru!

      Usuń
    2. Różniłam się od rówieśników ogólniakowych, zwłaszcza od tych, którzy upajali się Stachurą i Wojaczkiem, których szczerze nie znosiłam. Do cierpienia za milijony też nigdy nie miałam inklinacji. Jak już cierpieć, to wyłącznie za siebie. No ale nikt nie twierdzi, że mnie się da wpisać w jakiś schemat, zawsze odstaję od normy :)

      Usuń
    3. Upajałam i upajam się Wojaczkiem, Stachurą mniej, choć wyło się przeokrutnie "Życie to nie teatr". ;-))
      Chodziłam do BOK-u i MDK-u na zajęcia teatralne, a oni wtedy byli na topie. I Ratoń i jeszcze paru innych.
      Było fajnie.

      Usuń
  3. Qrcze-Miłosza przełknąłem a reszta,z Szymborską,zmroziła mnie.

    Historia drugiej wojny światowej jest przerażająca,
    ludobójstwo powojenne i obecne,również poraża.

    Tu jest Polska i tu chce żyć w pokoju i spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Cię zmroziła reszta wierszy - to znaczy, że są świetne, dobre, prawdziwe.

      Niestety.

      Też pragnę pokoju, chciałabym, aby moje dziecko żyło w świecie bez wojen...

      A Miłosz? Lubię jeszcze bardzo taki wiersz:

      KOŁYSANKA

      Józefowi Czechowiczowi

      Nad filarami, z których smoła ścieka,
      w prowincji tej, gdzie salwa co dzień błyska,
      pod śpiew saperów o losie człowieka
      kołysze płacz dziecinny kołyska.

      Kołysze, lula nowego bohatera
      w zapachu ognia i spalonych zbóż.
      Pluszczą pontony, tryska ptak zbudzony.
      Roz-kwi-ta-ły pęki białych róż.

      Nie śpiewajcie, chłopcy, pieśni tej -
      porucznik mówi - bo zanadto smutna
      i tak już w wodzie mokniemy po pas.
      Nie bójcie się, tam w górze nie szrapnele -
      po prostu leci ogień sennych gwiazd.

      Mój mały - szepczą dziecku w wiosce siwej
      od mgły armatniej - mały, bajkę chcesz?
      Więc była... rzeka nazwana Stochodem.
      W rzece mieszkała taka ryba, leszcz.

      A leszcz był płaski jak miesiąc wieczorem,
      i pływał sobie, wodne kwiaty jadł,
      aż przyszedł ktoś nad wodę i zakrzyczał:
      wróć, u-ca-łuj jak za dawnych lat.

      Zdziwił się leszcz, kto go wołać może.
      Ale dość bajki, śpijże już, mój mały.
      Jest inna bajka. Był raz sobie kraj,
      a w kraju żyta szerokie szumiały,
      szumiały żyta, szumiały i szły
      krajem pociągi pełne bochnów chleba,
      nad pociągami srebrny grał skowronek...
      Dalej nie umiem.


      Czesław Miłosz, Wilno 1933/34

      ---------------

      Serdeczności, Jurku!

      Usuń
  4. Tak,te wiersze są dobre i prawdziwe.

    A ten wiersz Miłosza też lubię.

    Mimochodem przyszła mi na myśl-Wanda Warska-Kołysanka.
    Przyplątało się.

    Ładnie,pogodnie uśmiechasz się w nowym wcieleniu :-)

    Serdecznie pozdrawiam Cię.J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Wandę Warską, niesamowity głos!
      Czasem się coś przyplącze i siedzi w nas - ale nie jest to złe.

      Do mnie się przyplątało przedwczoraj "Lemon tree" (ostatnio namiętnie piję wodę z cytryną, limonka i imbirem) i wyję jak wilk do xiężyca. ;-))))

      Dobrego, pozdrówki.

      Usuń
    2. PS

      Czasem się nawet uśmiecham... Choć wolę uśmiech a la Mona Lisa - jest bardziej dyskretny. ;-)))

      Jeśli masz nieładne ząbki
      byłoby śmiertelnym grzechem
      rozjaśniać uroczą buzię
      zbyt niedyskretnym uśmiechem

      Owidiusz, z pamięci i nie wiem, kto tłumaczył, nie chce mi się szperać.

      Usuń
  5. "Dymy nad Birkenau" przeczytałam w 5 klasie... a potem poszłam za ciosem.... za dużo i za wcześnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też bardzo dużo rzeczy przeczytałam za wcześnie...
      Tato czasem wspominał, że za wcześnie mnie zapisał do wypożyczalni dla dorosłych...

      Ale, Ania, widocznie tak miało być.

      Dobrego dnia!

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.