🌺Może ważne rzeczy zdarzają się na wiosnę? - Tove Jansson🌺 Świat pełen jest miłości, a wiosna dociera wszędzie. - Lucy Maud Montgomery🌺Ja zawsze byłem za wiosną, bez względu na porę roku. - Jeremi Przybora🌺
30 marca 2020
Luźne zapiski z dziwnych zamyśleń...
Teraz, od wielu już dni, moje oczy zmieniają kolor kilkanaście razy dziennie, z przewagą na jasną stronę barw ciepłych.
Na początku zastoju było spokojnie, kilka dni delektowałam się spokojem i ciszą, sprzątałam, śpiewałam ulubione piosenki po francusku, rosyjsku i angielsku (moje dziecko, gdy jest w domu komentuje: "Znowu dzień francuski".), czytałam, przygotowywałam zadania dla dzieci. Chodziłam z psem na spacery do lasu, robiłam zdjęcia fiołków i zawilców. Co kilka dni wieczorem jeździłam po zakupy.
Od tygodnia tęsknię coraz mocniej.
Za pracą, za dziećmi, za rytmem dnia, za...
No właśnie, za czym?
Chyba za motywacją.
Bo co się stało?
Pracuję zdalnie, owszem, do tego motywacji nie stracę chyba nigdy.
Jednak brakuje mi motywacji do samej siebie, do takiej siebie, jaką byłam przed tym wszystkim, ponieważ oprócz codziennego porannego prysznica i wieczornej kąpieli, mycia zębów po każdym posiłku i smarowania wieczorem twarzy najtańszym kremem, przestałam cokolwiek robić w temacie swojej tak zwanej urody, swojego wyglądu.
Przestałam prostować i farbować włosy, malować się, a ubrania, w których chodzę należą do tych niewymagających prasowania tudzież nie należą jednocześnie do tych eleganckich...
Perfumy stoją w szafkach w łazience i czekają na lepsze czasy.
Lakiery do paznokci, rozświetlacze do oczu i policzków, kredki do brwi, cienie, tusze do rzęs, ulubione czerwone szminki, zasnęły poukładane w szufladkach.
Biżuterii, której mam naprawdę dużo - minimum na mnie...
Jeden plecak, jeden płaszcz, jedna para butów, jakieś trzy bluzki i trzy pary spodni, chociaż - tak, to smutna prawda o mnie i mojej próżności- szafy pękają w szwach.
I tak sobie siedzę i myślę, jak tak naprawdę człowiek niewiele potrzebuje. Wystarczy dach nad głową, niewiele wegetariańskiego jedzenia, kawa i herbata, a przede wszystkim woda z cytryną, zwierzaki, bliscy, domowe ciepło, poczucie bezpieczeństwa...
I jak bardzo człowiek czuje się szczęśliwy, gdy może się z kimś podzielić, coś komuś dać bezinteresownie. W piątek wieczorem, gdy wychodziłam z marketu, pewien Ukrainiec poprosił mnie o cokolwiek do jedzenia. I to było takie... normalne i ucieszyłam się w duchu, że mogę dać, pomóc i że pomoc innym jest czymś normalnym, naturalnym...
Pomagam też pewnej starszej osobie i wciąż dokarmiam bezdomne koty.
Zapewne nikomu nie jest łatwo w sytuacji, w której wszyscy się znaleźliśmy.
Skrzynka w każdym miejscu (FB, WhatsApp, Messenger, e-mail, telefon) wypełniona mnóstwem dziwnych wiadomości, memów, filmów pełnych teorii spiskowych, wypowiedzi "expertów". Staram się być ponad to, myśleć samodzielnie, nie brać do siebie niektórych newsów.
Jestem. Trwam.
Blisko znajomych, przyjaciół, kolegów, koleżanek.
Blisko bliskich.
I chyba przede wszystkim i nade wszystko - blisko, coraz bliżej siebie.
Siebie naturalnej, normalnej.
Bez otoczki pt. eleganckie perfumy, ubranko, makijaż...
Z nieumalowanymi oczami, zmieniającymi barwę w zależności od nastroju i światła.
Siebie - skromnej i niewiele potrzebującej do życia i szczęścia, medytującej, pełnej wewnętrznego spokoju.
Myślącej, współczującej, połączonej z duchem Wszechświata.
A jak jest u Was?
Napiszcie, jak spędzacie ten czas.
Zdjecia od Jurka, który wczoraj specjalnie dla mnie poszedł w śnieg z deszczem i zrobił fotki morza ku pokrzepieniu mojego serca, dziękuję!
25 marca 2020
"trawo – siostrzyczko moja karmelitanko bosa" ***
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Trawa ma ci dużo do powiedzenia, musisz tylko nauczyć się jej słuchać.
Stephen King
Ale trawa - zielona trawa
17 marca 2020
Kilka słów o sztuce
Zbigniew Herbert – zjawiskowa postać w polskiej literaturze współczesnej. Poeta, eseista, dramaturg, autor słuchowisk radiowych, recenzent, tłumacz, filozof, erudyta; twórca znanego nie tylko w Polsce ale i na świecie, intelektualnego cyklu poetyckiego „Pan Cogito”. Laureat wielu prestiżowych nagród literackich oraz poważny pretendent typowany już od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku do najwyższej – literackiej Nagrody Nobla.
„Oto historia jednego z ludzkich szaleństw”[12] – pisze Herbert we wstępie… Iluż podobnych szaleństw – i to na dużą większą skalę, niż holenderskie tulipanowe szaleństwo – zaznała w swych dziejach ludzkość?
Mam teraz dużo czasu na czytanie i oglądanie filmów, dlatego polecam eseje Herberta, jednego z moich ukochanych poetów, do których często wracam, podobnie jak do esejów mojego ulubionego pisarza, Milana Kundery. Szczerze polecam również film pt. "Tulipanowa gorączka" z 2017 roku.
14 marca 2020
Spokój, Pokój i Dobro... czyli spontaniczne myśli o tym, co jest i będzie.
dr Joe Dispenza
A tymczasem na świecie dzieje się to, co się dzieje, nie będę wspierać negatywnej energii i wymieniać nazw, bo przecież wszyscy doskonale wiemy o co chodzi.
Myślę, że dzisiaj, tu i teraz, absolutnie nie jest ważne, skąd przyszło i skąd się wzięło i gdzie się pojawiło - nie osądzaj, a nie będziesz osądzany. Stało się, wydarzyło, jest i trzeba sobie z tym po prostu poradzić.
Jako ludzie myślący, mamy własne przemyślenia, pomysły, olśnienia. Możemy czytać tysiące artykułów, wypowiedzi, oglądać kolejne - też już chyba idące w tysiące - filmy na YT, śledzić wiadomości z kraju i ze świata, ale powinniśmy wyrobić sobie własne zdanie i wypracować prywatne reakcje na to, co jest nam dzisiaj dane i z czym musimy sobie poradzić.
Mówi się, że panowanie nad chwilą jest panowaniem nad życiem i ja się z tym zgadzam. Dlatego warto każdą chwilę życia wykorzystać jak najlepiej. Bo - nawet jeśli wierzymy czy przeczuwamy reinkarnację - to życie tutaj jest jedyne w swoim rodzaju i na ten moment najważniejsze. Dlatego warto je uszanować, ukoić, uspokoić i utulić.
Jak to zrobić? Z szacunkiem do siebie, swojego ciała, umysłu i duszy. Bo dopiero to trio stanowi całość. Dbając o ciało, umysł, duszę, dbamy o siebie w sposób holistyczny, że tak powiem - globalny.
Jeśli wierzyć ezoterykom, bardzo ważna jest teraz czakra KORONY (sic!), która właśnie za samodzielne, indywidualne myślenie odpowiada, choć współpracuje z innymi czakrami naszego ciała. A to, jakie tworzymy myśli, niezwykle silnie wpływa na nasze ciało, na jego funkcjonowanie i reakcje. Złe myśli wpływają na naszą odporność, momentalnie ją obniżając. Wiele chorób bierze się ze złych, nieadekwatnych do sytuacji, negatywnych, czarnych myśli, ba, często tymi myślami, które są jak samospełniająca się przepowiednia, te choroby u siebie wywołujemy. Warto więc wzmacniać system immunologiczny, odporność, nie tylko zdrowym, kolorowym jedzeniem, ziołami, witaminami, suplementami, czystą wodą, ale też budującymi myślami, medytacją czy modlitwą (bo ona też jest rodzajem medytacji i ma wielką moc). Nie wolno pozwolić na to, aby ktoś nami manipulował poprzez sprytnie serwowane, kłamliwe informacje. Trzeba wierzyć sobie, wierzyć w siebie, w swoją intuicję, która zawsze nas dobrze poprowadzi, jeśli tylko dopuścimy ją do głosu, zaufamy jej.
Naprawdę warto być dobrej myśli, warto się wyciszać, nie iść ślepo za stadem, zacząć robić nawet za czarną, ale samodzielnie myślącą owcę, bo te mają charakter i siłę. Te nie zginą w stadzie. Podobno z prądem płyną śmieci - nie zaśmiecajmy więc własnego umysłu złymi energiami!
Warto być dobrym nie tylko dla siebie, ale najpierw właśnie dla siebie, bo wówczas można się nauczyć bycia dobrym dla innych. Wspomniałam o koronie, a przecież czakr jest siedem. Najważniejszą z nich jest czakra serca. Bo ono jest ważniejsze od mózgu. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, że serce jest jedynym organem w naszym ciele, którego nie atakują nowotwory? Czyż zatem nie jest ważniejsze od mózgu, w sensie duchowym? Czyż to nie ono zawiaduje naszymi emocjami, które wpływają na nasze samopoczucie? Kiedyś czytał mi tato bajkę, w której zastanawiano się, jakie słowo jest najważniejsze na świecie i okazało się być nim właśnie serce. Czy nie byłoby pięknie, gdyby ludzie go słuchali, kierowali się nim i jego podszeptami?
Czasem myślę, że idzie wielkie nowe, globalne wyzwanie dla całej ludzkości, wyzwanie trudne, a nawet bardzo ciężkie. Takie, którego nie zna moje pokolenie pięćdziesięciolatków (myślę tu bardziej o tych na Zachodzie, bo my w Polsce lat dziewięćdziesiątych, wchodząc w dorosłość, mocno dostaliśmy po tyłkach), przyzwyczajonych do życia na pewnym poziomie, do konsumpcjonizmu, gromadzenia rzeczy i pieniędzy, pracoholizmu i - de facto - pogoni za niczym.
Idzie i nieuchronnie zbliża się wielkimi krokami egzamin z człowieczeństwa. Idzie czy nawet biegnie? Nadchodzi z wielu powodów, choćby dlatego, że się wszyscy zaplątaliśmy, zagubiliśmy gdzieś radość istnienia na tym świecie i na dodatek nauczyliśmy się bezkarnie pozbawiać jej innych ludzi i inne mądre, czujące istoty. A świat jest jeden dla wszystkich, o czym dobitnie przypomina nam aktualna sytuacja. Wszyscy jesteśmy równi, tacy sami wobec czasu i wieczności. Nie ma wyjątków, nie ma litości i to jest dobre. Mnóstwo razy już cytowałam, ale zacytuję enty raz niezwykle mądre słowa poety, Juliana Tuwima: "Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha".
Mam wrażenie, że Matka Ziemia akurat teraz, u progu wiosny, która wszystko budzi do życia, ale też jesieni, na drugiej półkuli, która to życie usypia, hamuje, pogrąża w letargu, usiłuje nam przekazać coś bardzo ważnego. Coś, co od dawna wszyscy przeczuwaliśmy: że już dłużej się nie da tak, jak jest... Że przegięliśmy jako kolektyw, że jesteśmy u progu katastrofy, jakiej zaznali legendarni Atlantydzi, bo Ziemia, jak pisał Miłosz: "nie jest snem, lecz żywym ciałem" . Bo każdy ma dość ucisku i nie jest w stanie dłużej znosić złego traktowania. Bo przelała się czara goryczy, a jej ostrzeżenia na nic się zdały, gdyż nic nie zrozumieliśmy. Niby myślący, a jakże bezmyślni, niepokorni w swojej nieuzasadnionej bucie...
W ciągu niespełna dwóch miesięcy, pojawiło się w necie mnóstwo wywodów, teorii spiskowych na temat obecnej sytuacji, a także bardzo lekceważących wpisów, memów i filmików w wykonaniu wielu tzw. znawców, jasnowidzów, astrologów, naukowców, coachów, wróżek, amatorów, pasjonatów i innych nauczycieli. Każdy ma prawo do swojego zdania, do publikowania w Sieci, ostatecznie wymiana myśli i poglądów jest ważna i pouczająca. Jednak nie wszystkim i nie we wszystko musimy wierzyć. Można poznać zdanie, opinie innych i po prostu wyrobić swoje własne. I tego się trzymać, rozumiejąc, że jako jednostki jesteśmy tożsami z wszechświatem, że wszystko jest połączone ze wszystkim, bo jesteśmy po prostu energią.
Moje zdanie jest takie, że uratuje nas spokój i dobro, empatia, wspieranie się, pomaganie sobie, współczucie, powrót do źródeł współbycia, do człowieczeństwa, do wyhamowania brania, a uruchomienia dawania, wsparcia, podtrzymywania na duchu, dzielenia się siłą, wiarą, nadzieją, pozytwną energią. I nie mam tu na myśli tylko spraw materialnych, mam tu na myśli również, a może przede wszystkim, sprawy duchowe. Myślę intensywnie od wielu miesięcy o naszej wrodzonej umiejętności i potrzebie czynieniu dobra, cokolwiek to znaczy. Wspaniały i pożądany byłby powrót do kobiecych, ciepłych, życzliwych energii, do kreowania rzeczy, które będą sprzyjały wszystkim, a nie tylko wąskiej grupie uprzywilejowanych. Mam na myśli ogólnoświatową sprawiedliwość, także dla naszych cudownych, mądrych, czujących braci - zwierząt. Mam na myśli autentyczną, a nie pozorowaną bliskość ludzi bliskich i zaufanie do reszty. Upadek nikomu niepotrzebnych religii i struktur społecznych, mądry podział dóbr. Tak... Kłania się utopijne "Imagine" Lennona, które zawsze gdzieś we mnie grało, ale myślę, że nie tylko we mnie, że jest nas dużo więcej, dostrzegających to, co jest, a co powinno być i kiedyś nastanie.
Nie przesadzam.
Ludzie będą zmuszeni poprzez to, co się dzieje i jeszcze długo będzie się działo w tym chińskim (sic!) roku metalowego szczura, do dokonania zmiany - chyba przede wszystkim na poziomie świadomości; indywidualnej i zbiorowej, co doprowadzi do wielkiej zmiany stylu i trybu życia na tej pięknej planecie.
Wiem to. Nie jestem Kasandrą, ale swoje wiem.
Myślę, że nadchodzą bardzo ciekawe, choć trudne czasy, a ten rok to tylko preludium. Ale nic to, bo - jak mawiał poeta ksiądz Jan Twardowski: "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze - to niedobrze".
Wiecie, że od chyba dwóch lat z tego świata, zwłaszcza tu w Polsce, odchodzi mnóstwo ludzi? Więcej, niż się rodzi, niż odchodziło nawet w latach wojen? A odejdzie jeszcze więcej. Nie wykluczam, że ja również. Karma wraca, zbiera żniwo. Jednak wierzę w nas, ludzi, pomimo wszystko. Cud życia musi pozostać i musi pozostać to, o czym pisał mój ukochany Norwid, czyli "poezja i dobroć".
Nie będzie łatwo przez najbliższe dni, miesiące, a nawet lata. Będzie się wiele działo, jednak wierzę, że wspólnie odrobimy tę lekcję, choć nie będzie to zwykła klasówka, tylko duży sprawdzian dla naszego gatunku, a Szekspirowskie "To be or not to be" nabierze nowego znaczenia...
Nie należy się bać, strach jest naszym wrogiem i nie mówię tu o tym pierwotnym, ale tym wyuczonym, nawykowym wręcz. Warto przypomnieć sobie piękne słowa "Desideraty", bo spokój, wewnętrzna siła, poczciwość, wyrozumiałość, empatia i współczucie na pewno nas uratują. Nastanie epoka serca, którą wieszczył Mickiewicz ponadczasową radą: "Miej serce i patrzaj w serce", ale zanim przyjdzie długo zapowiadana Era Wodnika, podejrzewam, że nam przyjdzie zrozumieć słowa Milosza: "Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna".
Pamiętajmy, że po każdej nocy nastaje dzień, a po każdym kryzysie nadchodzi prosperita, czas nowych wartości, a jak mawiał Joseph W. Krutch: "Za każdym razem, kiedy rodzi się nowa wartość, istnienie nabiera nowego znaczenia".
I pamiętajmy również o ogrodach... Jonasz Kofta i inni wielcy poeci, wiedzieli doskonale, że stamtąd przyszliśmy i tam przyjdzie nam wrócić... Miejmy nadzieję, że w pięknym stylu!
**piszę ten post czterdzieści lat po odejściu ulubionej piosenkarki mojego taty, Anny Jantar, więc moja ulubiona jej piosenka, myślę - pasująca do postu i obecnej sytuacji TUTAJ
08 marca 2020
"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez". ***
"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".
Antoine de Saint-Exupéry
Nieważne, że ją zostawiłeś na pastwę
szklanego klosza, pod którym
niemal się udusiła,
samotności i zdrad, przez które
prawie odeszła od zmysłów?
Cóż z tego, że spełniłeś siebie:
zajrzałeś w oczy ciał niebieskich,
poznałeś mnóstwo tajemnic, skoro
nie zrozumiałeś, jak wiele trzeba przejść,
aby umieć wrócić o zachodzie słońca.
Nie oswoiłeś jej.
Wtargnąłeś w niespokojną, wrażliwą
duszę i artystyczny umysł.
Ciągle czekała, wyczekiwała
kochając pomimo wszystko,
a świat jej łez na zawsze
pozostał nieodgadniony,
rozedrgany i zbyt emocjonalny.
Smutny, pełen żalu pamiętnik,
skrzętnie ukryła przed światem,
doskonale zdając sobie sprawę,
że dorośli nie patrzą sercem, nie potrafią
dostrzec obłych słoni w płaskich wężach
i rzadko rozumieją coś więcej,
niż tylko banalnie przyziemną mutację cyfr.
Dzieciom zaś, nie wolno serwować
powiastek zbyt wybujałych erotycznie.
jik, 8 III 20
07 marca 2020
"Jestem kobietą: wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie". ***
dychotomia
"Mity, legendy, magia - to wszystko prawda". - Jennifer Estep
żal mi Ewy w sobie. wciąż słyszy syk węży, węszy podstęp,
ciągle ulega zachciankom, czuje się przytłoczona, zdominowana,
zmuszana do pełnienia roli posłusznej, dobrej żony i matki,
mimo, że nie chce nawet myśleć o dzieciach, chce zrobić
coś innego, niestandardowego, popełniać gafy i głupstwa.
lubię Isztar. schodzę z nią do podziemi, do najwyższych
stref magii i wtajemniczenia. czuję się spełniona, niezależna.
to ja wybieram, dyktuję warunki, mam siłę sprawczą.
noce i dnie kreuję tak, by niebo chroniło moje pomysły,
aby słowa wybiegały znacznie dalej, niż sięga wyobraźnia.
cień Izydy, jej oddech w moich piersiach, pozwala mi
czarować, ożywiać nieożywione. patrzeć w słońce jak
w dobrego ojca, wierzyć, że śmierć to lekkie przejście
usłane różami, o zapachu milszym niż najsłodszy miód,
mieć nadzieję, że wszystko ma swoje miejsce, czas i sens.
Pallas Atena bywa przy mnie rzadziej, niż bym chciała.
Hekate niekiedy zsyła na mnie łaskę jasnego światła.
Demeter czasami rysuje na mojej twarzy swój autoportret.
Persefona przytula moje wiosny, Eurydyka wciąż ucieka,
labilna Afrodyta obsypuje kwiatami, a potem kradnie miłość życia.
więc chyba najbliżej mi do Lilith. ta przyjaźń jest pierwotna
jak instynkt. z nią przechodzę nie tylko przez morza i oceany,
ale przede wszystkim przez własne emocje - o wiele żywsze,
ciekawsze, barwniejsze i prawdziwsze niż wszystkie mity świata.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 III 20
















