wtorek, 8 stycznia 2013

Wesołe jest życie...

...nie, nie staruszka, jak twierdził w jednym ze swoich tekstów Mistrz Jeremi Przybora!

Wesołe jest życie...alergika! 

Czyli moje.


 Niestety, w cudzysłowie!

Przyzwyczaiłam się do wielu rzeczy, bo z problemem borykam się od dziecka, choć za moich czasów alergii nie nazywano alergią. Wiadomo było jak dostałam zapaści po próbkach na penicylinę, bo nie miałam już siły łykać leków i poprosiłam o zastrzyki, że mam jakieś uczulenie. I że trzeba mnie faszerować gorącym mleczkiem z łychą masła, miodem i czosnkiem oraz rosołkiem (najlepiej ze świeżo zaciukanego...gołąbka, chyba tylko po to, aby moja głupota mogła jeszcze wyżej latać!), których to wynalazków nienawidzę do dziś (moja biedna córeczka u znajomych rzuciła się na rosół, jak Casanova na dziewicę, bo ja, wredna matka, nie gotuję tej tłustej wody z marchewką) !


Teraz mam uczulenie tudzież alergię na wszystko, ale chyba najbardziej na samą siebie.


Pomijając celiakię i  dietę bezglutenową, która zresztą bardzo służy mojej figurze, reszta jest do bani (i balonów pani Mani!).


Kaszlę od połowy grudnia, nie mam siły gadać, a moja praca głównie na gadaniu polega, więc poszłam dziś do lekarza, bo rzekomo, panuje jakiś wirus, jakieś bezobjawowe (dobre to!) zapalenie płuc (to wymyślił ten, kto nigdy nie miał zapalenia płuc, tudzież nigdy nie dusił się... bezobjawowo!).


 Poszłam i się dowiedziałam, że mam zapalenie krtani i tchawicy, że z powodu ciepłej aury pylą już jakieś grzybki i że pokaszlę tak sobie jeszcze do wiosny, a potem będę kichać latem i tak dalej...
 Zakaszlę i zakicham się na śmierć, bo większość leków zawiera pieprzony gluten, na który mam największe uczulenie i jak są źle dobrane, od razu dostaję... alergii. Więc jak mam leczyć alergię, skoro wszystko mnie alergizuje? Oto jest pytanie! Ważniejsze, niż "To be or not to be".

Pan lekarz rozkłada ręce, pociesza, że ludzie mają gorzej, poleca pić soczek z aloesu. A ja kaszlę, kicham, zazdroszczę ludziom, gdy opychają się ciastem, chlebem, pizzą, ba, sama piekę ciasta i pizzę dla rodziny i przyjaciół, patrzę na swoje kropki na rękach zaraz po zjedzeniu jogurtu, oglądam z przerażeniem palce, gdy zbyt długo noszę srebro i... głaszczę swoje dwa kudłate koty, na które się uodporniłam! Zbyt je kocham, aby mnie uczulały!

Poza tym od jakiegoś czasu namiętnie  słucham na YT wywodów Mariusza Maxa Kolonko o wrednym wirusie wypuszczonym przez Chińczyków, który wkrótce zdziesiątkuje ludzkość oraz o magii cyferek i kreatywności polskich tłumaczy angielskich tytułów filmów, co zresztą fascynuje mnie od bardzo dawna, od "Głodu" Tony'ego Scotta, przetłumaczonego jako "Zagadka nieśmiertelności", pomijając sławetny "Wirujący sex"!

Nie jest źle! Przynajmniej nie mam zajoba i nie wymyślam teorii spiskowych na temat iluminatów, kosmitów, spotkań ze śmiercią i hrabią de Saint-Germain. Nie opisuję nowego porządku świata, ludzi tkwiących w jaskiniach w stanie samathi ani bankowców pielęgnujących kult Lucyfera.

A alergia?

 Powtórzę parę afirmacji typu: 

Wszechświat mnie kocha, jestem piękna i zdrowa!
  W moim świecie wszystko jest dobre!
  Z każdym dniem wiedzie mi się coraz lepiej!
Napełniam swoje ciało miłością, a ono zdrowieje!

Powtórzę, porozwieszam te urocze i bardzo pozytywne myśli na lustrach, zapisane zielonym markerem na różowiutkich karteluszkach i wredna alergia odejdzie, skąd przyszła: w nicość!

Na koniec, gdy odniosę afirmacyjny sukces i cudownie ozdrowieję, powiem wszystkim krytykom myślenia życzeniowego, zachrypniętym głosem nałogowego alergika: Ręce precz od tego bloga! ;-)) 



Fotka: wesolutki krzaczek, Polanica Zdrój, sierpień 2012;-)

Bardzo ciekawy, moim zdaniem, wywiad 



A także, z różnych względów, interesujące książki (pierwsza i druga dają do myślenia, choć ta druga, dla mnie, była jak spotkanie z kosmitami):

Günter Scheich: Pozytywne myślenie. Czy może szkodzić?,Gdańsk,  GWP, 2000

Jan Van Helsing: Ręce precz od tej książki!, Katowice 2005, 2006, 2009


 

8 komentarzy:

  1. I tak trzymaj, KochAsiu.
    Pisz jak najwięcej i jak najczęściej. Trzymaj się szczupło i na pohybel krytykom. :)
    8-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, qrczę!
      3mam (się ramy),a co Ty tu robisz?

      Usuń
  2. No tak, u mnie coś przyssało się do krtani z jednej strony i nie puszcza. A alergię mam na razie tylko jedną, ale godną: na penicylinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, C. ;-)
      Krtań lubi szwankować, gdy się dużo mówi.
      Penicylina, to i prawdopodobnie grzybki, pleśnie, kurz? W każdym razie, ja tak mam.
      Trzymaj się najcieplej.
      Pozdrawiam serdecznie, j.

      Usuń
  3. ja pierniczę, ci weterynarze soczek z aloesu Ci polecają....ot nasza służba zdrowia, jak ta nasza Ojczyzna...echhhhh
    trzymaj się Joasiu, pozdrawiam serdecznie :)
    Ola Gruszczyńska-Chałupka z FB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Olinko, fajnie Cię tu widzieć!
      Weterynarze i konowały! I firmy farmaceutyczne, to chyba temat na kolejny wpis, choć powiem Ci, że weterynarka moich kotów, to świetny specjalista, a mój rodzinny... przemilczę.

      Moc serdeczności dla Ciebie! Buziaki, j.

      Usuń
  4. Witaj JoAnko...Jednym słowem..MASZ PRZEKICHANE..
    Przypomina mi się przypadek sprzed lat z moim udziałem.. gdzie chciałam wysłać w zaświaty męża mojej bliskiej koleżanki..Od po prostu w składniku ciasta konkretnie w kremie była kasza manna,,nie wspominając już o jajach i mleku !!!
    Mam nauczkę...Teraz pytam chcąc uniknąć gościom i sobie niepotrzebnych "atrakcji"
    Co do niekompetencji i diagnoz lekarzy ?? Hmm..można by mnożyć przypadki..Ot choćby z "własnego podwórka"(sorry za egoizm)..Mój syn,,obecnie dorosły..trafił na oddział dermatologii dziecięcej,gdzie...PANI PROFESOR..stwierdziła,,że został pogryziony przez KARALUCHY!!! Moja nieżyjąca teściowa,opiekująca się Miśkiem..niemal dostała zawału..No bo,jak to się miało..do jej białorękawiczkowych porządków i sterylnych warunków...TO POTWARZ...Na nic były tłumaczenia,że jest bezglutenowcem a wysypka (małe krostowate cętki..swędzące i drapane) to efekt nietolerancji organizmu na przyjęcie niewłaściwej potrawy...OT I WSZYSTKO..

    Trzymaj się i unikaj WETERYNARZY...Pa..A.eM)*
    PS..Masz bardzo ciekawy blog:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, przede wszystkim, dziękuję, że zajrzałaś, opowiedziałaś! Każdy z nas bazuje na własnych doświadczeniach, to zupełnie normalne.

      Moje cętki dwie mądre panie dermatolog leczyły sterydami i sławetnym już "lekiem" Diane 35! Żadna nie wpadła na celiakię. Na to wpadła moja dentystka (charakterystyczne szkliwo) i pani masażystka... Ot, specjaliści! Pitolą wciąż, że studiują sześć lat, potem robią specjalizację. Owszem. Ale ja też studiowałam dziennie sześć lat (studium i studia, które zrobiłam w cztery lata), a potem jeszcze i jeszcze... i gdybym coś sknociła, od razu wyleciałabym z pracy, a tu tylko błedy w sztuce...

      To tak na marginesie, bo na pewno są też dobrzy lekarze, z powołania.

      Buziaki, Anulek!

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.