środa, 12 grudnia 2012

Lewa jestem!








Lewe jest złe. Lewe jest gorsze. Po prawicy siedzą lepsi. Tak uważa m.in. Pan w Muszce, ale nie tylko on (on zresztą twierdzi raz siak, raz inaczej). To jest znane od wieków!

Wielu badaczy leworęczności ciągle podkreśla, iż: „Praktyka pokazuje, że leworęczność nadal wzbudza niepokój, rodzi wiele kontrowersji i pytań.”*

Leworęczność od starożytności postrzegana była jako odmienność, szydzono z niej, wykpiwano, pogardzano nią, czasem nawet, zwłaszcza w średniowieczu, osoby leworęczne postrzegano jako te, które miały zły charakter i kontakty z diabłem. Leworęczne kobiety w średniowieczu najczęściej kończyły na stosach, posądzone o czary i podpisanie paktu z diabłem (Joanna d'Arc była najprawdopodobniej leworęczna).
W dawnej Japonii, kiedy kobieta była leworęczna, mąż miał niepisane prawo rozwieść się z nią bez podawania przyczyny.
Za czasów Adolfa Hitlera, w narodowo-socjalistycznych Niemczech, Heinrich Himmler w swoim wykładzie z 1935 r. powoływał się na badania rzekomego związku pomiędzy leworęcznością, a skłonnościami do… homoseksualizmu!**(żeby było śmieszniej, motyw ten powrócił kilka lat temu po badaniach przeprowadzonych na Uniwersytecie w Toronto. To jest mniej więcej tak samo, jak często wysuwana ostatnio teza, iż osoby niepełnosprawne intelektualnie są w większości leworęczne i jakoby leworęczność była skutkiem większych lub mniejszych mikrouszkodzeń mózgu. Ja tam się cieszę, że pracuję z niepełnosprawnymi, przynajmniej nie czuję się inna, choć skłonności do kobiet, jakoś jeszcze w sobie nie odkryłam, ale kto mnie tam wie!)

Nawet w słynących z demokracji Stanach Zjednoczonych, dość długo osoby leworęczne miały obowiązek rejestracji (miało to wpływ na ogromny spadek leworęczności w tym kraju).
Do około lat siedemdziesiątych na Zachodzie i osiemdziesiątych w Polsce, przestawianie osób leworęcznych na rękę prawą, „lepszą i właściwszą”, było po prostu normą i bardzo powszechną praktyką, czego jestem doskonałym przykładem. Nikt nie zastanawiał się nad tym, co dziś wiadomo na pewno: przestawianie na siłę, jest jak operacja na otwartym mózgu!
Jakiś miesiąc temu smażyłam frytki dla całej bandy kolegów mojej córki i chyba wyrzuciłam z obierkami do kosza, swój jedyny nóż dla leworęcznych, kupiony w Irlandii, którym posługiwałam się sprawnie przez dwadzieścia lat. Mąż biegał po sklepach, nakupił mi kilkanaście nowych noży. No i ukroiłam sobie prawą ręką palca lewej tak, że aż zemdlałam z bólu.
Leworęczni, to największa mniejszość na świecie. Odkąd odchodzi się od przestawiania na prawą rękę, liczba leworęcznych stale rośnie i obecnie szacuje się, iż co dziewiąty człowiek jest osobą leworęczną.

Ale wracając do Pana w Muszce i jemu podobnych...

Dobrze, że mogę powtórzyć za Jackiem Kaczmarskim, który w świetnym "Autoportrecie Witkacego" napisał coś, co pasowało i do Witkacego i coś pod czym ja podpisuję się, nie tylko lewą, ale i prawą ręką:



dosyć sztywną mam szyję
i dlatego wciąż żyję
że polityka dla mnie to
w krysztale pomyje

umysł mam twardy jak łokcie
więc mnie za to nie kopcie
że rewolucja dla mnie
to czerwone paznokcie




Kilka lat temu napisałam obszerną pracę o leworęczności, wieńczącą moją naukę na podyplomowych studiach. Zgłębianie tematu było niezwykle fascynujące, o wiele ciekawsze, od czytania gazet, periodyków (i, nie daj Boże, magazynów dla kobiet, gdzie redaktorzy myślą, iż wszystkie mamy IQ na pograniczu upośledzenia umysłowego!), przeglądania blogów chłopców z plakatów (Pan w Muszce też prowadzi blog), porannego słuchania radiowych audycji (kładę się spać ok. drugiej w nocy, wstaję przed siódmą, czyli w środku nocy, więc muszę słuchać głupot, żeby się zdenerwować i obudzić) i oglądania wieczornych newsów (to jest dopiero sieczka; jak słyszę: w cudzysłowiu, zadawala, standartowe, SMSa czy - o, matko! - fakt autentyczny, rok czasu,
w każdym bądź razie i tym podobne z ust uznanych dziennikarzy, to zgrzytam swoimi nadgryzionymi zębem czasu, zębami!).
Kilkadziesiąt dni temu, napisałam, lewą ręką (prawą piszę ładniej, bo moja własna mamusia-pedagog, nie chciała mieć w domu odmieńca i zmuszała mnie do pisania "po ludzku"; nota bene dzięki temu, znam na pamięć mnóstwo wierszy, bo ćwicząc różne warianty własnej kaligrafii, po prostu przepisywałam wiersze; było to dużo milsze, niż pisanie w kółko debilnego zdania: Będę pisać tylko prawą ręką!***), taki oto wiersz:


mit(o)logicznie


motto: "Boże, błogosław ateizm..."

Pat Condell



urojeniami z pogranicza
afektywnych biegunów
wymyślam bogów
zatroskanych moją karmą

w kosmicznym chaosie
każdy wasal
ma swego wasala

Prometeusz nie wiedział
że jego kreatywność
skończy się
tysiącem nielogicznych mitów
o mitologii
wariacjami na temat
bez-tematu

zaowocuje syzyfową pracą

więc modlić się do boga bogów
w pierwotnej próżni myśli 
logicznie 
chyba mi nie wypada

nie siądę po prawicy
wybieram fascynującą
lewo(myślno)ść


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 19 X 2012



Czy to aby naprawdę dobre, że polityka jest mi obca, zupełnie obojętna?
Ponoć zło szerzy się wtedy, gdy dobrzy ludzie milczą... (ale cóż: osoby leworęczne cechuje charakterystyczny, bardzo specyficzny rodzaj poczucia humoru i myślenia, dzięki dominacji prawej półkuli mózgowej, co widać na moim blogu i co ciągle podkreśla moja dentystka, załamując rączki: "Aśka, naucz się wreszcie gryźć prawą stroną, bo ta lewą masz już tak stępioną, że szkoda słów!"). ;-)))

Moi ulubieni sławni leworęczni: Maria Skłodowska-Curie, Ludwig van Beethoven, Hans Christian Andersen, Franz Kafka, Albert Einstein, Mark Twain, Greta Garbo, Marilyn Monroe, Julianne Moore, Phil Collins, Greg Kinnear, Robert DeNiro, Sting, Julia Roberts,Whoopi Goldberg, Jerzy Pilch, Philip Roth i oburęczny Leonardo da Vinci.

  Nota bene jestem strasznie ciekawa, czy Leonardo w swoim geniuszu, zdawał sobie sprawę z tego,że ćwicząc oburęczność, ćwiczył jednocześnie swój mózg? Niewykluczone, że tak, skoro powiedział: "Jak żelazo z bezczynności rdzewieje, a woda gnije lub marznie od zimna, tak umysł psuje się bez ćwiczenia."











* S. Weber, Dziecko leworęczne, Warszawa 2007, s.5
** J. –H. Zoche,  Czym jest leworęczność i jak z nią żyć, Warszawa 2005, s.65

*** Moja ulubiona prof. Maria Szyszkowska, napisała kiedyś, że charakter można ukształtować, dzięki bardzo intensywnej pracy nad zmianą charakteru własnego pisma. Mój tato zawsze mi powtarzał, że mam nie tylko tzw. polski temperament, ale też charakter. Cóż się dziwić? Przepisałam dwa tomy wierszy Miłosza i Różewicza, teraz czyta je moja córka i mówi: Mamo, ależ ty miałaś różnorakie... czcionki!

6 komentarzy:

  1. Niech żyją lewaki :D :) Dasz mi poczytać swoją pracę o leworęcznych? W końcu też przestawiona jestem :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że dasz, nawet Ci mailem mogę wysłać, sporo się o sobie dowiesz.

      Polecam Ci też fajną książkę M.Gelba pt. Myśleć, jak Leonardo da Vinci. Zresztą o Leonardo postaram się tutaj napisać w przypływie weny.

      Pozdrawiam najcieplej, j.

      Usuń
  2. Chciałem już dobrać się do Marilyn Monroe,a tu zmiana.
    Może i dobrze,znam ten temat,komentowałem,czasem wracasz do niej namiętnie.
    Nie przeszkadza mi to i nie dziwię się.
    I tutaj dodałbym jakiś komentarz.
    *
    No to mamy"Lewa jestem !"
    Dla mnie nic niezwykłego.
    Ten temat też znam,brakuje tylko TUTAJ mojego komentarza.
    Dodam tutaj,że ciągle uczę się od Ciebie.
    Podziwiam Twoją rozległą wiedzę.
    Zgłębienie tematu,przelanie go na papier,to jest sztuka.
    J.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę że Cię rozdrażniłem,prawda?
    Nie było tematu.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.