Obca zima
Jaka dziwna ta zima: długa, biała i mroźna i nawet
Bałtyk zamarzł, chociaż nadal wypluwa z podziemi
swoje bursztynowe złoto. W Gdyni na Klifie Orłowskim
bardzo ślisko. Idę wolno, nie patrzę wstecz, żeby nie upaść.
Pod Klifem oblodzone, osobliwe kamienie przypominają
siwo-szare głowy morskich bogów, cierpliwie czekających
na ożywcze zanurzenie się, morsowanie i krioterapię
w lodowatych falach tego polodowcowego akwenu.
Chodzę po urokliwej, pustej plaży i wyobrażam sobie,
że tak właśnie wygląda piekło: zimne, białe, surowe.
Wiatr smaga mnie po twarzy, mróz wygładza zmarszczki -
wbija we mnie lodowe szpileczki, jak igły w mezoterapii.
Paradoksalnie - jest mi naprawdę dobrze, mimo dotkliwego
chłodu, czuję ciepło i nieuzasadnioną radość w sercu.
Może znowu się w tobie zakocham? Tym razem inaczej:
mniej emocjonalnie, dojrzale, z większą dozą wyrozumiałości.
Mewy z krzykiem przelatują mi nad głową, kormoran pilnuje
ciszy, bo fale zasnęły pod lodem, siedzi dumny jakby był pawiem.
Ta zima naprawdę jest inna. Idę za tobą cicho, bardzo powoli
i modlę się do bogini morza - Amfitryty, żebyś nie poczuł
na sobie mojego wzroku, nie obejrzał się pod żadnym pozorem.
Chcę być szczęśliwą, wesołą Eurydyką w długiej, seledynowej sukience,
dla której Orfeusz wytrwał, przeszedł przez wszystkie piekielne, zimne,
bezduszne kręgi, podziemia mórz i oceanów, zdał egzamin z miłości
i razem z nią doczekał rajskiej, pięknej wiosny.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 lutego 26
Cytat w tytule postu, Jonasz Kofta, Wołanie Eurydyki; obrazy w kolejności: Frederic Leighton, Orfeusz i Eurydyka (1864), Alexandre Séon, Lament Orfeusza (1896),Jean-Baptiste-Camille Corot, Ranna Eurydyka (1868), Edward John Poytner, Orfeusz i Eurydyka (1862).



.jpg)
Precioso!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe spojrzenie na mit i wyobrażenie piekła. Pozdrawiam Pania Joanno. Tomek.
OdpowiedzUsuńWell written. I hope you are well JoAnna. Thanks for all your positive comments regarding my ankle! :-D
OdpowiedzUsuńZakochiwać się ciągle na nowo, to jak zaczynać życie od nowa! pełniej, inaczej, bardziej świadomie...
OdpowiedzUsuńNiechaj walentynki będą preludium wiosennego miłowania!
Lubię takie interpretacje mitów. Zima dla mnie to nie piekło, ale przedświt wiosny.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam życząc Ci tego zakochania na codzień. 🤗🫶
No, proszę! Nasza Joanna znowu ma wenę i pisze nawet o miłości. A pamiętasz ten temat na naszych wykładach z profesorem Jerzym Bie...? Jak prawie wyszłaś z siebie, że nuda, że wszystko to samo, że banalne? Miałaś wtedy pazury Joanno. Zawsze własne i uzasadnione zdanie. Uwielbialiśmy jak dyskutowałaś z wykładowcami, szybciej mijały zajęcia. Trzymaj się Makowa Dziewczyno i pisz. Pozdrawiam, we Wro już trochę "cieplej", tylko minus 2.
OdpowiedzUsuńVery well written 👏
OdpowiedzUsuńThank you so much for sharing.
I hope 🙏 you are doing well, JoAnna.
Bonsoir
OdpowiedzUsuńEncore une journée
Qui se termine
Que votre soirée soit agréable
Suivie d'une nuit sereine
Amitié Rita
Joasiu, byłam i czytałam, także zaległe posty. Cieszę się, że wróciłaś do pisania, chociaż wieje od tego smutkiem i nostalgią. Rozumiem, że zima Cię tak nastraja, tym bardziej, że tegoroczna jest wyjątkowo surowa. Zatem czekajmy na wiosnę, jeszcze kilka tygodni, a wtedy tylko patrzeć jak zawita i zacznie sie wspinać po rynnie, żeby niespodziewanie zapukać do okna (to wizja nadejścia wiosny według naszego Furianuszka). Pozdrawiam serdecznie 🫶🫶🫶🌞
OdpowiedzUsuń