JoAnna Idzikowska-Kęsik
płynność
"Ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew". - Sławomir Mrożek
chciałabym umieć kochać naprawdę
bezwarunkowo nieoczekująco
po prostu
nie kusić przypadku obejść
wszystkie kiepskie scenariusze
być z tobą bez względu na inne możliwości
ominąć rachunki (nie)prawdopodobieństwa
rozdrapać strupy myśli trzymanych na uwięzi
robić głupstwa pisać bzdury grzeszyć jak Maria z Magdali
w hołdzie pięknej Eunice wpompować siebie w ciebie
do ostatniej najmniejszej kropli
krew łzy pot ślina to przecież tylko woda z dodatkową
porcją zaczerwienionych rozgorączkowanych emocji
a one płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu
którego tak mało
tak bardzo mało
dla nas
23 VII 16
*
Esej interpretacyjny do wiersza JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność”
Wiersz JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność” jest zapisem tęsknoty za miłością czystą, nieskomplikowaną, a jednocześnie całkowitą, taką, która nie podlega ani lękom, ani rachunkom prawdopodobieństwa, ani wewnętrznym autocenzurom. Podmiot liryczny pragnie kochać „naprawdę”, to znaczy: w sposób wolny od kalkulacji, bezwarunkowo, po prostu. Ten minimalistyczny, ale pełen ciężaru frazes otwiera cały wiersz i stanowi jego klucz: potrzeba miłości, która nie jest wymyślona, teatralna, ani podszyta strachem. Cytat z Mrożka o nieprawdziwej scenicznej krwi wyznacza ramę, świat emocji, choć fizjologiczny, cielesny, materialny, ma w sobie prawdę, której scena nie potrafi podrobić.
W kolejnych wersach poetka demaskuje mechanizmy obronne: unikanie „kiepskich scenariuszy”, kalkulowanie uczuć, wybieranie najbezpieczniejszych wariantów. Miłość w wierszu musi ominąć „rachunki (nie)prawdopodobieństwa”, bo każda próba analizy osłabia to, co w uczuciu najważniejsze, spontaniczne zawierzenie. Bohaterka chciałaby dotknąć miłości w sposób niecenzurowany, niemądry, ryzykowny. Dlatego zapisuje pragnienie „rozdrapania strupów myśli”, powrotu do niekontrolowanej żywiołowości, robienia „głupstw”, a nawet „grzeszenia jak Maria z Magdali”. To wyznanie nie ma w sobie prowokacji, jest raczej deklaracją: miłość prawdziwa wymaga odejścia od roli, od pozorów, od społecznie narzuconej powściągliwości.
Wzruszająca jest także metafora „wpompowania siebie w ciebie”, złożenie hołdu Eunice symbolicznej, pięknej, pełnej kobiecości, poprzez totalne przenikanie się dwojga ludzi. Miłość tu nie jest ideą: jest fizjologią, płynami ciała, tym, co najbardziej realne. Krew, łzy, pot i ślina, substancje, które w teatrze nie mogą być prawdziwe – w życiu kochających stanowią dowód autentyczności, materialne świadectwo emocji. Poetka pokazuje, że ciało jest nośnikiem prawdy; że uczucie nie istnieje w abstrakcji, lecz objawia się właśnie w tym, co fizyczne, płynne, „rozgorączkowane”.
Końcowe wersy unoszą wiersz na poziom egzystencjalny. Emocje „płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu”, a świadomość kruchości, upływu, ograniczoności życia nadaje miłości tym większy ciężar. „Czasu tak mało, tak bardzo mało – dla nas” to przejmujące wyznanie, które zamyka całość i wydobywa z prostych słów tragizm ulotności. Podmiot nie marzy o miłości idealnej, lecz o miłości nielękającej się intensywności, takiej, która nie marnuje minut ani nie odkłada uczuć na później.
„płynność” jest więc wierszem o pragnieniu pełni miłości prawdziwej, cielesnej, danej bez oporu i bez asekuracji. To poetycki manifest życia, które nie chce być grane „na scenie”, lecz przeżyte w całej swojej cielesnej, emocjonalnej, niepowtarzalnej prawdzie.
*
TOMASZ
WALCZAK – poeta, pedagog teatru, animator kultury. Absolwent Akademii
Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie (Wiedza o Teatrze). Przez
wiele lat związany z Teatrem im. A. Sewruka w Elblągu jako kierownik
Ośrodka Kultury Teatralnej, rzecznik prasowy i aktor. Debiutował w 1993
roku w antologii „I znów będziemy poetami". Autor tomików poezji:
„Blizny", „Drzazgi w myśli", „Fantasmagorie". Laureat kilkudziesięciu
ogólnopolskich konkursów poetyckich, częściej jurorem niż uczestnikiem.
Odznaczony m.in. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz
Nagrodą Prezydenta Elbląga. Inicjator i koordynator wielu działań
literackich i festiwalowych, m.in. Drezdenki Międzymiastówki Poetyckiej.
Obecnie pracuje i tworzy między Polską a Niemcami, przygotowując do
druku tomy poezji polsko-niemieckiej.
Tomasz Walczak to także wędrowiec słowa i emocji, który w wierszach szuka śladów ulotnych chwil. Jego poezja to przestrzeń, gdzie codzienność splata się z marzeniem, a samotność z tęsknotą za sensem. Tworzy obrazy z dźwięków i rytmów, w których każda fraza jest jak oddech. Inspiruje go przyroda, świat ludzi i nieuchwytne echo wspomnień. Jego teksty poruszają serce i umysł, prowokując do zatrzymania się w biegu życia. Tomasz eksperymentuje z językiem, szukając piękna w subtelnych niuansach słów. Publikuje w sieci i antologiach, dzieląc się poezją z szerokim światem. Każdy jego wiersz jest zaproszeniem do wędrówki po krainie uczuć i refleksji. W twórczości stara się łączyć światło z cieniem, radość z melancholią. Poezja Tomasza Walczaka jest mostem między tym, co przemija, a tym, co trwa w pamięci i sercu.
***
Jeszcze raz serdecznie dziękuję poecie Tomaszowi Walczakowi za tę wspaniałą interpretację mojego starego wiersza. Takie gesty motywują do pisania. Motywują do pracy nad sobą, swoim warsztatem. Sprawiają, że przestaję się czuć osobna, odosobniona, na poetyckim uboczu, żeby nie powiedzieć: wygnajewie. Trudna jest rola oudsiderki, bezpańskiej poetki, a takie eseje wzruszają i dodają skrzydeł i wiary w siebie, w sens pisania.
Esej Tomasza wraz z moim wierszem opublikowany został w ramach akcji 100 wierszy o Miłości. Publikuję go również tutaj, na moim blogu, żeby został ze mną na dłużej, żeby mi przypominał, że warto pisać, że nie trzeba swoich zaczętych wierszy niszczyć, wyrzucać, ani chować do szuflady. Że nie wolno się poddawać, bo pisanie jest jak tlen, jak katharsis.
Piszę od dziecka i odkąd sięgam pamięcią, czytam wiersze. Jako pedagog teatru czytam je na głos - od zawsze. Dlatego są ze mną i we mnie po prostu od początku i będą do końca, dopóki będę miała siłę czytać.
W liceum, jak się nudziłam na lekcjach, co wcale nie było rzadkością, pisałam wiersze w pamiętniku. Moi nauczyciele już w podstawówce, chwalili moje "lekkie pióro", podobnie było w liceum i na wszystkich studiach, a studiowałam długo, bo szukałam siebie i swojego miejsca w świecie. I pisałam.
Był jednak moment, gdy spadła na mnie fala takiego hejtu, od strony poetów i złośliwych czytelników, a także zwykłych, bardzo niekulturalnych ludzi... Wtedy wpadłam w depresję i się zablokowałam na lata. Teraz wstaję. Budzę się i wiem, że chcę pisać. Nie chcę też pisać o sobie jako o autorce paru wierszy, chcę pisać o sobie jako poetce - bo nią jestem i będę. Nie chcę być cieniem, bo kocham słońce i chcę tańczyć w słońcu z poezją, dopóki żyję.
Wiem też, że wiele osób omija mnie w blogosferze i w ogóle, w internecie, ale to nic. Nie będę już wchodzić i komentować tam, gdzie nie jestem mile widziana. Nikomu nie będę się narzucać ze swoją poezją i rozumieniem sztuki. Jednak i siebie będę pisać co chcę i jak chcę, choćbym miała znowu zostać tu sama ze sobą.
Was, którzy zostaliście i tu jesteście i - mimo wszystko - do mnie zaglądacie, proszę - czytajcie poezję i bądźcie dla siebie życzliwi w tym poetyckim światku i nie tylko, bądźcie życzliwi na co dzień. Naprawdę czasem jedno okrutne, nieprzemyślane słowo, potrafi uczynić wiele złego. Po co umniejszać, jeśli można sprawić, że ktoś się uśmiechnie?
*
Cytat w tytule postu jest autorstwa Carla Sandburga.
DZIĘKUJĘ. MERCI. THANK YOU. DANKE. OBRIGADO.

