Translate

11 stycznia 2026

"Oto on - przeciętny narcyz. Bez względu na to, kim jest i co ma, zawsze dopadnie go jego własna pustka, frustracja i złość".

Witajcie moi drodzy, trochę mnie nie było, ponieważ się przeziębiłam i dużo, intensywnie oraz bardzo pilnie pracowałam. Wiecie, po dość długiej przerwie świątecznej (21 grudnia - 6 stycznia), ciężko wejść w trybiki i się pozbierać, a tu trzeba pisać oceny opisowe, sprawozdania i kończyć innowacje. Trochę tego jest, a wiersze i książki również czekają na "zmiłuj się DżoAnko".

Dzisiaj wracam do Was ze starym wierszem (wyszukuję te wiersze i układam, czasem trochę poprawiam) i ciekawymi cytatami do przemyślenia (wciąż z wielu względów, także zawodowych, zgłębiam temat zaburzenia osobowości narcystycznej i innych). 

W poście prezentuję Wam także trzy obrazy przedstawiające mitologicznego Narcyza - w kolejności - autorstwa Tycjana, Dalego i Tintoretta

Cytat w tytule postu pochodzi z bardzo ciekawej książki Mai Friedrich pt. Moje dwie głowy (o książkach, które już w tym roku przeczytałam, postaram się niebawem napisać).

Życzę Wam dobrego, udanego nowego tygodnia, niech Wam się darzy! Zapraszam do lektury wiersza i cytatów, do kontemplacji obrazów.

Niech Moc będzie z Wami w ten piękny, mroźny, zimowy czas!

nic osobistego - wiersz z piosenkami w tle

chcesz mnie przytłoczyć kradniesz okruchy świętej
pilnie strzeżonej prywatności którą żmudnie budowałam i strzegę od lat

nie godzę się na to istnieję po to aby spełniać siebie
kreować własną rzeczywistość żyć w zgodzie ze sobą i swoją wolą
nie należę do kategorii blond lalek którym
przyświeca idiotyczne motto 

"diamonds are a girl's best friend"

obarczona nadmiarem wrażeń serwowanych przez nachalnego obcego faceta
bezwiednie wciskam delete intuicyjnie odpływam w ramiona
taktownej samotności

usta zamyka mi kojące muśnięcie i dotyk
zbyt czerwonej szminki

nie (z)noszę różowych warg zostawiam ten odcień
bardziej legalnym od siebie feministkom które

w dzień walczą o równouprawnienie
wymyślają nowe ideologie prawa i przywileje
nocą marzą o drinkach z palemką
malowaniu paznokci orgazmach i muskularnych szczodrze obdarowanych przez naturę macho

dla nich gotowe są nie tylko stać
przy garach i ściągać stringi na każde
kiwnięcie i puszczone oczko ale też
radośnie wyśpiewywać żałobne pieśni w stylu

"my heart belongs to daddy"

nie umiem i nie chcę być hausewife
nie nadaję się do odgrywania roli potulnej
niewyszukanej intelektualnie desperatki
dlatego wolę nucić utwory z dobrym mądrym tekstem

"Babę zesłał Bóg raz mu wyszedł taki cud"

i nieważne który Bóg ponieważ udało mu się
stworzyć dzieło sztuki bez początku końca
i trującego bluszczu którym jesteś ty
chory na kontrolę i brak osobowości udający młodzieniaszka
podstarzały narcyzie co myślisz że wszystko wiesz i możesz
a jesteś jedynie pustą wydmuszką na którą nie warto

kierować choćby minimum cennej uwagi

 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 9 VIII 16

 * 

Ludzie mogą spotkać Cię tylko na takim poziomie, na jakim spotkali samych siebie. Osobom, które są w konflikcie ze sobą, może być trudno dać spokój innym. Osobom, które nie są wobec siebie lojalne, może być trudno pozostać lojalnymi wobec innych.
Jeśli ktoś nie potrafi zmierzyć się ze swoim bólem, będzie mu trudno udźwignąć ból innych osób.
Lekcja polega na tym, żeby nie mylić czyichś możliwości z własną wartością”.
 
 
*
 
 "Tu nie było żadnej relacji. Może inaczej. Ty miałaś relację z nim. On z Tobą - żadnej, bo to, do czego mu byłaś potrzebna, to nie była więź tylko eksploatacja". 
 
~~~~~~~~~~~~~~
 
 "Z toksycznego związku nie da się WYJŚĆ. Z toksycznego związku się UCIEKA. Cała filozofia polega na tym, żeby UCIEKAĆ DO PRZODU".

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
 "Niedowierzanie samej sobie, swojemu wewnętrznemu głosowi, to najcięższy ze wszystkich grzechów".
 
Maja Friedrich
 

01 stycznia 2026

UWAGA KSIĄŻKI ukryte w opowiadaniu, czyli co przeczytałam w 2025 roku

 Witajcie moi Drodzy w Nowym Roku!

Dzisiaj spełniam obietnicę daną Małgosi - MaB z zaprzyjaźnionego blogu Okruchy i ziarenka i dzielę się z Wami opowiadaniem, w którym ukryłam Mickiewiczowskie 44 tytuły (o ile dobrze policzyłam) niektórych książek, przeczytanych w 2025 roku. Nie są to wszystkie książki, są to ważne książki, wiele z nich to tzw. cegły, z których kilka przeczytałam po raz drugi i zaznaczyłam te tytuły na zielono. Bo istnieją takie teksty, do których naprawdę lubię wracać i robię to z radością. Nie wyróżniałam również tytułów bezpośrednio w tekście, ponieważ uznałam, że to utrudnia czytanie, podałam listę książek, które zresztą szczerze polecam, na końcu postu, zajrzyjcie, może znajdziecie tam coś dla siebie, albo ujrzycie tytuły, które znacie? Preferuję stare, dobre papierowe książki, chociaż nie stronię od audiobooków, jeśli odpowiada mi głos lektora.

Opowiadanie nie jest doskonałe, pisałam je praktycznie na kolanie po wczorajszym, nocnym powrocie z Trójmiasta, za którym już tęsknię. Mam nadzieję, że się do tego tekstu po prostu uśmiechniecie. Taka była moja intencja. Ponarzekajmy zatem o książkach trochę na smutno, nieco na poważnie, częściej na wesoło i z dużym przymrużeniem oka.

Możecie również zajrzeć do mojego starego postu z tekstem, który ma już ćwierć wieku, w którym ukryłam mnóstwo tytułów książek dla dzieci i młodzieży, zwłaszcza tych, które sama czytałam w dzieciństwie lub czytałam mojej córce gdy była mała. Opowiadanie to pochodzi z czasów, gdy jeszcze nie byłam pedagogiem specjalnym (byłam jednak wolontariuszem i z dziećmi z niepełnosprawnościami bawiłam się w teatr), tylko oraczką na ugorze. Znajdziecie go TUTAJ - KLIK

Zapraszam wszystkich chętnych do pisania kreatywnego w imieniu MaB i swoim - jestem bardzo ciekawa Waszych opowiadań z ukrytymi tytułami książek, które w minionym roku przeczytaliście! 

Odnajdywanie balansu

Ciężko mi było na sercu, gdy zły, nieempatyczny Antyczłowiek, po niezwykle intensywnym, przytłaczającym lovebombingu i jeszcze intensywniejszej, okrutnej deprymacji i dewaluacji, z dziką i nieukrywaną satysfakcją zakochanego w fałszywym obrazku samego siebie, bezwzględnego egoisty, wygnał mnie z Edenu i z sadyzmem w pustych oczach zimnego gada, z całej siły wepchnął prosto do Ogrodu Rozpaczy Ziemskich, w którym czułam, że rozpadam się na milion małych kawałków i bałam się, że zanim wystygnie kawa, pogrążona w depresji, zmęczona po tym, jak wyssał ze mnie blask i całą energię - umrę. 

Było mi naprawdę źle, czułam się, jakbym miała wynaleźć samotność w pobliżu dzikiego serca, jakbym miała traumę spowodowaną manipulacją i gaslightingiem obficie serwowanymi przez psychopatę. Drżałam, łkałam i bałam się, miotana emocjami... 

Ale po dłuższym czasie postanowiłam, że będę silna i powiedziałam sobie: 

- Dość bezsensownej wegetacji w cieniu narcyza, nie wymiękaj, nie odpuszczaj! Bo chociaż jeszcze wczoraj byłaś zła na zielono, dzisiaj na pewno dasz radę, jesteś twarda, doskonale wiesz, że na zakrętach życia, szczęścia można się nauczyć i chociaż droga ku sobie bywa wyboista, chociaż łzy płyną szerokim strumieniem i doskwiera ci dojmujący #bodypain - życz sobie wszystkiego najlepszego i trwaj! Szukaj harmonii, ukojenia, równowagi, wyjdź samej sobie naprzeciw.

Trwałam zatem, tak po prostu, podobnie jak Witkacy trwał w swoich poglądach na sztukę i nawet zapisałam się na lekcje greki, które, chociaż bardzo ciekawe, wcale nie były łatwe, ale pozwoliły zrozumieć niektórych filozofów, a tym samym ludzi. Nie dostałam recepty na smutek i nie poznałam tajemnicy tajemnic - to jest chyba domena półbogów i pewnie potrzeba stu lat samotności, aby ją zrozumieć. Jednak to trwanie przy sobie, we własnych postanowieniach, dało początek czemuś naprawdę inspirującemu.

Pewnego dnia, kiedy poczułam się trochę lepiej, gnana porywem serca, poszłam na długi spacer po lesie. Pragnęłam pobyć ze sobą otoczona dostojną obecnością drzew. Ale zanim tam dotarłam, mijałam odpuszczone domy, stare, zdemolowane, niekochane, skrywające szepty dawnych zdarzeń i poczułam, że każdy człowiek ma cienkie ściany, które naprawdę wiele pamiętają: wyobrażałam sobie zmęczone codzienną harówką chłopki rozpalające ogień i miejscową wiedźmę - zielarkę biegnącą z wilkami prosto w jego objęcia... W myślach układałam białą elegię zasmucona spalaniem czarownic - wegetarianek, zdając sobie sprawę z tego, że biały to kolor żałoby, a one były niewinne, bez prawa głosu. Winni byli mężczyźni bez kobiet, skrywający swoje marzenia o piersiach i jajeczkach w okrutnie surowej Księdze Złudzeń. 

Uciekłam, poszłam dalej, przed siebie. Szukałam ukojenia, dobrej, pozytywnej energii, życiodajnej siły ze Źródła Wszechrzeczy.

W końcu, po długiej wędrówce, późnym wieczorem, weszłam w przepiękny, osobliwy starodrzew, pełen niesamowitych opowieści, czasem mrocznych jak noc szpilek, a czasem natchnionych, jak wszyscy zakochani nocą, niekiedy zaś jasnych, jak światło śmiało i odważnie przenikające przez bujne liście. Zmęczona, usiadłam pod wielkim starym dębem, uśmiechnęłam się do singla gapiącego się na mnie jednym czarnym oczkiem - czerwonego kwiatu maku i poczułam się jak w kolebce, w której śnią się najbardziej niesamowite sny, podobne do arcydzieł malowanych ręką mistrza...

Sen miałam dziwny, postrzępiony, adehadowy, ale jednocześnie ciekawy i barwny. Zobaczyłam wieszczkę, która miała śliczną, łagodną twarz Kasandry, patrzyła z zachwytem jak rodzi się ptak. Rajski, kolorowy, magiczny. Jego narodziny były zapowiedzią Święta Nieistotności - ważnego w tej nieistotnej Krainie Snów. Czułam też całą sobą, że skądś, jakby z mgły, wyłania się, nadchodzi chłopiec, który ma wiele do powiedzenia. Szedł wolno, dostojnie i niósł pod pachą notatniki. Wiedziałam, że zapisywał w nich losy światów równoległych, które potem przekazywał Kasandrze, a ona publikowała w Internecie różne fake newsy, dezorientacje w ilości hurtowej, gdzie tylko się dało. Owszem, był to oversharing, ale tylko nieliczni wiedzieli, że Kasandra robi to z pasji, troski oraz dla dobra ludzi, zwierząt i innych istot zamieszkujących wieloświaty, że troszczy się o wszystkich nadwrażliwych.

Podeszłam do niej i do chłopca - byli tacy piękni, mieli aurę w kolorze indygo. Kasandra znów uśmiechnęła się do mnie łagodnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i przesłała mi w miejsce między brwiami zwane trzecim okiem, mentalną podpowiedź: 

- Jesteś tutaj, wahasz się, nie wiesz, co robić, trochę się pogubiłaś, a świat trwa, trwa i ma się dobrze. Idź, wracaj do siebie, do swojej wrażliwości, którą tylko źli ludzie mają za słabość i bądź silna! Nie mówię żegnaj, ale znikam! Jestem z tobą zawsze, pamiętaj o tym.

Zachwycona jej ciepłym, emanującym spokojem uśmiechem, pomyślałam i zanuciłam mentalnie stary szlagier "Killing me softly" i znowu odpłynęłam... 

Obudziłam się wypoczęta, zrelaksowana, pełna bezbrzeżnego współczucia dla Antyczłowieka, który zrobił mi ogromną przysługę wyganiając mnie z miejsca, które było jedynie ułudą, czarną dziurą i perfidnym kłamstwem. Poczułam ogromną wdzięczność za to doświadczenie, zaczęłam poszerzać swoją wiedzę na temat zaburzeń osobowości. Zrozumiałam, że nie wszyscy mają dobre intencje, że nie każda relacja czy znajomość jest przyjaźnią, że nie wolno być naiwnym, chociaż warto być dobrym człowiekiem, który głośno mówi o tym, co niewygodne, a nawet złe, choćby po to, by ostrzec innych.

Wzięłam się za czytanie, bo to najlepszy sposób na wszystkie smuteczki tego pięknego świata, na którym warto żyć, ćwicząc uważność i kultywując życzliwość oraz wdzięczność... 

Warto również, jak Osiecka bywać na zakrętach po to, aby potem pisać, kreować, tworzyć; jak Konopnicka opuścić związek, który nie funkcjonuje, jest bez przyszłości i perspektyw i jak Witkacy zostawić ten świat na własnych zasadach.

Książki zaś - to nie jest żadna terapia zastępcza - książki to coś, co jest i trwa przy nas jak dobry, sprawdzony, prawdziwy przyjaciel, do którego można zadzwonić o drugiej w nocy, a on wysłucha, przytuli, pocieszy i - przede wszystkim - zrozumie nie oceniając. Jest z nami zawsze, kiedy tylko zdecydujemy się sięgnąć na półkę i czytać strona po stronie, posłuchać audiobooka, zajrzeć do e-booka. W książkach można odnaleźć balans, ukojenie, spokój, a nawet samego siebie.

Prawdą jest również fakt, że niekiedy wyjście ze strefy komfortu, z wygodnego czy wręcz błogiego stanu psychiki i ciała, uczy nas znacznie więcej, niż nam się wydaje. Daje nam siłę do działania i wprowadzania pozytywnych zmian. Moc i energię, jakiej się nie spodziewaliśmy i jakiej nie poznaliśmy nawet w najciekawszych snach o lataniu i opowieściach fantasy!

Oto lista książek, które przeczytałam i zapamiętałam (to jest ważne, bo to znaczy, że we mnie zostały), pominęłam z różnych względów kilkanaście tomów poetyckich, których czytam naprawdę dużo, zapisałam i wyróżniłam te, które naprawdę mogę polecić, pominęłam też kilka audiobooków, bo ich słuchałam, a czytanie to trochę inna czynność:

PROZA
Stephen King - Ręka mistrza, Nie wymiękaj
Harlan Coben - Nie odpuszczaj
Haruki Murakami - Mężczyźni bez kobiet
Gabriel G. Marquez - Sto lat samotności 
Milan Kundera - Święto nieistotności
Katarzyna Wolwowicz - Zastępcza 
Han Kang - Lekcje greki, Nadchodzi chłopiec, Wegetarianka, Nie mówię żegnaj, Biała elegia
Clarice Linspector - W pobliżu dzikiego serca
James Frey - Milion małych kawałków 
Beatriz Serrano - Ogród rozpaczy ziemskich
Tashikazu Kawaguchi - Zanim wystygnie kawa
László Krasznahorkai - A świat trwa
Dan Brown - Tajemnica tajemnic, Początek
Santiago Roncagliolo - Noc szpilek
Mieko Kawakami - Wszyscy zakochani nocą, Piersi i jajeczka
Paul Auster - Wynaleźć samotność, Księga złudzeń
BIOGRAFIE
Przemysław Pawlak - Witkacy
Magdalena Grzebałkowska - Dezorientacje
Karolina Felberg - Osiecka. Rodzi się ptak
Albert Camus - Notatniki
Eliza Kącka - Wczoraj byłaś zła na zielono 
Joanna Kurek - Frydryszak - Chłopki
POEZJA
Elżbieta Adamiec - Łagodna twarz Kasandry
Ewelina Kuśka - Odpuszczone domy
Anna Musiał - #bodypain, Oversharing
Katarzyna Zając - Starodrzew, Kolebka
Radosław Kobierski - Człowiek ma cienkie ściany
PSYCHOLOGIA
Clasrissa Pinkola Estes - Biegnąca z wilkami 
Julie L. Hall - W cieniu narcyza 
Izabela Kopaniszyn - Antyczłowiek
Katarzyna Lorecka - Ku sobie
Ewa Woydyłło - Droga do siebie, Wszystkiego najlepszego, Szczęścia można się nauczyć, Zakręty życia
 
 
Życzę Wam i sobie raz jeszcze: cudownego, zdrowego, najlepszego z możliwych Nowego - 2026 - Roku!

26 grudnia 2025

Z czym wchodzę w Nowy Czas - małe podsumowanie 2025 roku


 "I tak docieramy do końca roku, co, jak sądzę, niesie jakieś pocieszenie. (...) Mam ochotę na miękki, szary spacer. Potem czytanie. Potem siedzenie przy kominku".

Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915 - 1941
 

Witajcie moi Drodzy! To jest pięćdziesiąty i zarazem ostatni mój post w roku 2025.

W zeszłym roku było ich dwa razy tyle czyli 💯, ale przerosła mnie ta intensywność, ponieważ zawsze staram się odpowiadać na Wasze komentarze, a niestety, nie zawsze pozwala mi na to czas, którego z reguły mam niewiele, chociaż staram się jak umiem, wykorzystać go na maksa. On jednak nie jest z gumy.


Muszę zatem i chcę nadrobić zaległości na Waszych blogach, więc nie będę na razie pisać tylko komentować.
 

Przerwy bywają zbawienne i oczyszczające.

Kończy się kolejny rok mojego życia (jeśli chodzi o standardowy kalendarz, bo mój osobisty Sylwester wypada 26 sierpnia), którego coraz mniej mi zostało, ponieważ coraz więcej ludzi z mojego rocznika odchodzi z tego świata.


C'est la vie! Jeśli się żyje, trzeba też umrzeć: prędzej czy później, ale jest to nieuniknione. 


Wspomnę ponad trzy miesiące starszą ode mnie Agnieszkę Maciąg, znaną modelkę która odeszła w listopadzie i autorkę książek o zakupoholiczce Sophie Kinsellę, która odeszła 10 grudnia - dwa dni przed swoimi 56 urodzinami. Obie przegrały walkę z chorobą naszych czasów - rakiem.

Cieszę się więc bardzo i doceniam, że żyję i jestem zdrowa (choć doskonale wiem, co znaczy chorować latami, gdyż mój stan zdrowia nie pozwolił mi po maturze podjąć studiów na wymarzonym kierunku, wiele lat osłabiała mnie nadczynność tarczycy, do dziś borykam się z bardzo niskim ciśnieniem i uczuciem zimna nawet wtedy, gdy inni się pocą, bo jest im za gorąco), że robię to, co lubię, mam swoje pasje, zainteresowania, że ciągle się rozwijam, nie stoję w miejscu, wciąż jestem ciekawa ludzi i świata, odnoszę sukcesy w pracy, gdzie wprowadzam ciekawe innowacje, realizuję różne projekty, organizuję wycieczki.


Mam też poukładane i udane życie osobiste, które jest stabilne, pełne miłości, szacunku, wzajemnego wsparcia. 
 
Fascynuje mnie jako osobowość i kobieta dr Ewa Woydyłło, którą czytam od wielu lat, jeszcze odkąd na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pisała felietony do czasopisma Twój STYL.

  Staram się pozytywnie, ale nie naiwnie podchodzić do życia, ludzi, do wszystkiego, co mnie spotyka. Wiele rzeczy i wiele znajomości darowałam sobie i wciąż odpuszczam dla własnej higieny psychicznej. Odpuszczanie jest czymś niesamowicie oczyszczającym, dającym poczucie sprawczości i wolności. Jest też rzeczą niezbędną, jeśli chce się zachować siebie dla siebie. Uważam, że każdy powinien mieć jakiś swój sekret - coś, o czym nikomu nie mówi, nie opowiada, nie chwali się - coś małego dla siebie... Nie wolno nam oddawać swoich sekretów, powierzać się komuś w całości, bo to my jesteśmy całością, to z sobą jesteśmy od pierwszego do ostatniego oddechu. Brednie o połówkach schowajmy już do lamusa rodem ze średniowiecza.

W życiu, w codzienności spotyka mnie bardzo dużo dobrego, dużo życzliwości w realu i w sieci. Nie robię sztywnych planów na przyszły rok, nie dzielę się nimi z nikim, bo są moje. Chciałabym jedynie mieć więcej czasu na kino czy generalnie oglądanie filmów i na czytanie książek a także na pisanie wierszy, recenzji, również tutaj, na moim blogu. I chociaż w tym roku udało mi się przeczytać wiele świetnych książek, w tym także książek poetyckich, to - niestety - zabrakło mi czasu na napisanie o nich, podobnie było z filmami. Tego niepisania o sztuce troszkę żałuję, ale pochłonęły mnie podróże i praca zawodowa, zdobywanie nowej wiedzy na różnych kursach i szkoleniach. Chciałabym także promować więcej dobrej poezji, przybliżać Wam sylwetki godnych uwagi poetów. Mam nadzieję, że to się uda.

Generalnie jednak mija kolejny dobry, fascynujący rok, jaki udało mi się przeżyć i jestem bardzo szczęśliwa, spełniona, dogłębnie wdzięczna za wszystko, co mam. Byłabym hipokrytką, gdybym nazwała ten rok złym. Nie ma roku bez przeciwności losu, bo to jest w życiu po prostu niemożliwe, a jedyną stałą jest zmiana. W tym roku bardzo długo chorował mój psiak i to było ciężkie doświadczenie, bardzo się bałam, ale póki co jest dużo lepiej i to się liczy. Niczko jest tu ze mną w hotelu w Gdańsku, a łóżeczko zrobił sobie z mojej walizki. Balbiną, moją kicią, opiekuje się moja córcia. Zawsze też mogę liczyć na mojego brata Leszka, z którym się przyjaźnię.

Trochę, jak zwykle, chorowałam i ja (trudno, żeby było inaczej, ponieważ już w brzuchu mamy miałyśmy zapalenie płuc): miałam w styczniu ciężkie, obustronne zapalenie płuc, w kwietniu zapalenie oskrzeli, tchawicy i krtani, a w październiku złapałam covida, którego nigdy wcześniej nie miałam, ale wyzdrowiałam, zregenerowałam się, jestem. I to się liczy, to jest najważniejsze. 


W nowy czas, Nowy Rok, wchodzę pełna nadziei, pewna siebie i swoich umiejętności, wiem, że cokolwiek by się działo - poradzę sobie, a nawet będę w stanie wspierać tych, którzy tego wsparcia będą potrzebować.

Życzę Wam z całego serca, aby ten nowy, zbliżający się szybkimi krokami czas, przyniósł Wam wiele sukcesów i spełnienie najskrytszych marzeń, abyście pod jego koniec, za rok, czuli wielką satysfakcję, taką, jaką ja czuję dzisiaj, pisząc ten krótki post w czasie świątecznych ferii w ulubionym hotelu, w pięknym mieście, w którym za każdym razem odkrywam coś nowego.

Życzę Wam po prostu i zwyczajnie dobra, światła, radości i spełnienia i szczerze, ciepło pozdrawiam z ukochanego Miejsca Mocy - Trójmiasta, gdzie spędzam ten piękny, zimowy czas na własnych zasadach, ze swoimi marzeniami na kolejny rok, które zamierzam spełnić metodą drobnych kroczków.  

Moc dobrych myśli i ciepłych serdeczności, zostańcie zdrowi, bądźcie szczęśliwi, cieszcie się z małych rzeczy, bo w codziennym życiu one są ważne i wielkie! 


Szczęśliwego, zdrowego, spełnionego Nowego - 2026 - Roku.

Uściski i do zobaczenia w 2026 roku!

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym poście są mojego autorstwa, wykonane pod koniec grudnia 2025.


Zrobione w Gdańsku, Gdańsku Brzeźnie, Gdyni, Gdyni Orłowie, Sopocie i w Kamiennym Potoku oraz w moim hotelu w Gdańsku.


Osoby na fotkach "weszły mi w kadr". Gdańsk żegna mnie śniegiem.❄️🌨️
 

20 grudnia 2025

"Kocham cię - to zaledwie preludium, pierwsze zdanie tysiącstronicowego poematu".***

płynność

"Ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew". - Sławomir Mrożek

chciałabym umieć kochać naprawdę
bezwarunkowo nieoczekująco
po prostu

nie kusić przypadku obejść
wszystkie kiepskie scenariusze

być z tobą bez względu na inne możliwości
ominąć rachunki (nie)prawdopodobieństwa

rozdrapać strupy myśli trzymanych na uwięzi
robić głupstwa pisać bzdury grzeszyć jak Maria z Magdali

w hołdzie pięknej Eunice wpompować siebie w ciebie
do ostatniej najmniejszej kropli

krew łzy pot ślina to przecież tylko woda z dodatkową
porcją zaczerwienionych rozgorączkowanych emocji

a one płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu
którego tak mało
tak bardzo mało

dla nas

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 23 VII 16

Cytat w tytule postu Małgorzata Gutowska - Adamczyk

Obrazy Rene Magritte, Kochankowie I, II; Gustav Klimt, Pocałunek

PS Dzisiejszy post to post numer 777 - fajna cyfra, ale tych postów byłoby więcej, gdyby ktoś zawistny nie zgłosił moich dwóch artykułów o Joannie Pacule. 


13 grudnia 2025

Wspomnienie słonecznych wakacji: Trójmiasto

Witajcie moi Drodzy, jak się macie? Czekacie już na święta i prezenty?

 Dzisiaj ostatnie już wspomnienie moich wakacji: migawki z miast, które kocham i nie byłabym sobą, gdybym tam nie pojechała w wolnej chwili. I jeszcze - co było dziwne, bo lato w Polsce w tym roku było naprawdę zimne i kiepskie - załapałam się na całkiem ładną pogodę. Zaraz po przylocie z Madrytu po drugiej w nocy, umyciu się i przespaniu u mojej kochanej córeczki, wsiadłam rano w pociąg i pojechałam do Gdańska na kolejne dwa tygodnie; oczywiście byłam również w ukochanej Gdyni, Sopocie i Mechelinkach, gdzie klif jest równie piękny jak ten w Orłowie i świetnie widać Torpedownię, a kawa w Tawernie zawsze mi smakuje wyśmienicie. Gdynia zaś to moje najukochańsze miasto, zostawiłam w nim część mojego serca i zawsze dobrze się tam czuję, zawsze się zachwycam tym niesamowitym miejscem na Ziemi i moim Miejscem Mocy.

Potem już, niestety, musiałam wrócić do domu, gdzie czekała mnie medycyna pracy i przeprowadzka do innej siedziby szkoły. A teraz powoli nadchodzi odrobina wolnego i święta, na które czekam...

Jak wgłębiam jakiś temat, lub coś mnie zajmuje, inspiruje, to wszędzie widzę "znaki" (narcyz, NPD) i to sprawia, że drążę temat do upadłego, aż wiem naprawdę dużo. 

A roślinki w hotelu były zniewalające, imponujące, piękne: były kliwie, monstery, kwitła wielka hoja...

I jeszcze w Gdyni, w połowie sierpnia, gdzieniegdzie kwitły pojedyncze maczusie...

 
W wakacje odpuszczam farbowanie włosów, modelowanie ich, makeup w sensie fluid, puder, rozświetlacz i takie tam - po prostu nie chce mi się robić wielu rzeczy, które robię w roku szkolnym, roku intensywnej pracy.
 
 

Życzę Wam uroczej niedzieli i dużo dobrego czasu w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam - jak zawsze - ciepło i serdecznie. Trzymajcie się zdrowo!