Witajcie moi Drodzy w Nowym Roku!
Dzisiaj spełniam obietnicę daną Małgosi - MaB z zaprzyjaźnionego blogu Okruchy i ziarenka i dzielę się z Wami opowiadaniem, w którym ukryłam Mickiewiczowskie 44 tytuły (o ile dobrze policzyłam) niektórych książek, przeczytanych w 2025 roku. Nie są to wszystkie książki, są to ważne książki, wiele z nich to tzw. cegły, z których kilka przeczytałam po raz drugi i zaznaczyłam te tytuły na zielono. Bo istnieją takie teksty, do których naprawdę lubię wracać i robię to z radością. Nie wyróżniałam również tytułów bezpośrednio w tekście, ponieważ uznałam, że to utrudnia czytanie, podałam listę książek, które zresztą szczerze polecam, na końcu postu, zajrzyjcie, może znajdziecie tam coś dla siebie, albo ujrzycie tytuły, które znacie? Preferuję stare, dobre papierowe książki, chociaż nie stronię od audiobooków, jeśli odpowiada mi głos lektora.
Opowiadanie nie jest doskonałe, pisałam je praktycznie na kolanie po wczorajszym, nocnym powrocie z Trójmiasta, za którym już tęsknię. Mam nadzieję, że się do tego tekstu po prostu uśmiechniecie. Taka była moja intencja. Ponarzekajmy zatem o książkach trochę na smutno, nieco na poważnie, częściej na wesoło i z dużym przymrużeniem oka.
Możecie również zajrzeć do mojego starego postu z tekstem, który ma już ćwierć wieku, w którym ukryłam mnóstwo tytułów książek dla dzieci i młodzieży, zwłaszcza tych, które sama czytałam w dzieciństwie lub czytałam mojej córce gdy była mała. Opowiadanie to pochodzi z czasów, gdy jeszcze nie byłam pedagogiem specjalnym (byłam jednak wolontariuszem i z dziećmi z niepełnosprawnościami bawiłam się w teatr), tylko oraczką na ugorze. Znajdziecie go TUTAJ - KLIK.
Zapraszam wszystkich chętnych do pisania kreatywnego w imieniu MaB i swoim - jestem bardzo ciekawa Waszych opowiadań z ukrytymi tytułami książek, które w minionym roku przeczytaliście!
Odnajdywanie balansu
Ciężko mi było na sercu, gdy zły, nieempatyczny Antyczłowiek, po niezwykle intensywnym, przytłaczającym lovebombingu i jeszcze intensywniejszej, okrutnej deprymacji i dewaluacji, z dziką i nieukrywaną satysfakcją zakochanego w fałszywym obrazku samego siebie, bezwzględnego egoisty, wygnał mnie z Edenu i z sadyzmem w pustych oczach zimnego gada, z całej siły wepchnął prosto do Ogrodu Rozpaczy Ziemskich, w którym czułam, że rozpadam się na milion małych kawałków i bałam się, że zanim wystygnie kawa, pogrążona w depresji, zmęczona po tym, jak wyssał ze mnie blask i całą energię - umrę.
Było mi naprawdę źle, czułam się, jakbym miała wynaleźć samotność w pobliżu dzikiego serca, jakbym miała traumę spowodowaną manipulacją i gaslightingiem obficie serwowanymi przez psychopatę. Drżałam, łkałam i bałam się, miotana emocjami...
Ale po dłuższym czasie postanowiłam, że będę silna i powiedziałam sobie:
- Dość bezsensownej wegetacji w cieniu narcyza, nie wymiękaj, nie odpuszczaj! Bo chociaż jeszcze wczoraj byłaś zła na zielono, dzisiaj na pewno dasz radę, jesteś twarda, doskonale wiesz, że na zakrętach życia, szczęścia można się nauczyć i chociaż droga ku sobie bywa wyboista, chociaż łzy płyną szerokim strumieniem i doskwiera ci dojmujący #bodypain - życz sobie wszystkiego najlepszego i trwaj! Szukaj harmonii, ukojenia, równowagi, wyjdź samej sobie naprzeciw.
Trwałam zatem, tak po prostu, podobnie jak Witkacy trwał w swoich poglądach na sztukę i nawet zapisałam się na lekcje greki, które, chociaż bardzo ciekawe, wcale nie były łatwe, ale pozwoliły zrozumieć niektórych filozofów, a tym samym ludzi. Nie dostałam recepty na smutek i nie poznałam tajemnicy tajemnic - to jest chyba domena półbogów i pewnie potrzeba stu lat samotności, aby ją zrozumieć. Jednak to trwanie przy sobie, we własnych postanowieniach, dało początek czemuś naprawdę inspirującemu.
Pewnego dnia, kiedy poczułam się trochę lepiej, gnana porywem serca, poszłam na długi spacer po lesie. Pragnęłam pobyć ze sobą otoczona dostojną obecnością drzew. Ale zanim tam dotarłam, mijałam odpuszczone domy, stare, zdemolowane, niekochane, skrywające szepty dawnych zdarzeń i poczułam, że każdy człowiek ma cienkie ściany, które naprawdę wiele pamiętają: wyobrażałam sobie zmęczone codzienną harówką chłopki rozpalające ogień i miejscową wiedźmę - zielarkę biegnącą z wilkami prosto w jego objęcia... W myślach układałam białą elegię zasmucona spalaniem czarownic - wegetarianek, zdając sobie sprawę z tego, że biały to kolor żałoby, a one były niewinne, bez prawa głosu. Winni byli mężczyźni bez kobiet, skrywający swoje marzenia o piersiach i jajeczkach w okrutnie surowej Księdze Złudzeń.
Uciekłam, poszłam dalej, przed siebie. Szukałam ukojenia, dobrej, pozytywnej energii, życiodajnej siły ze Źródła Wszechrzeczy.
W końcu, po długiej wędrówce, późnym wieczorem, weszłam w przepiękny, osobliwy starodrzew, pełen niesamowitych opowieści, czasem mrocznych jak noc szpilek, a czasem natchnionych, jak wszyscy zakochani nocą, niekiedy zaś jasnych, jak światło śmiało i odważnie przenikające przez bujne liście. Zmęczona, usiadłam pod wielkim starym dębem, uśmiechnęłam się do singla gapiącego się na mnie jednym czarnym oczkiem - czerwonego kwiatu maku i poczułam się jak w kolebce, w której śnią się najbardziej niesamowite sny, podobne do arcydzieł malowanych ręką mistrza...
Sen miałam dziwny, postrzępiony, adehadowy, ale jednocześnie ciekawy i barwny. Zobaczyłam wieszczkę, która miała śliczną, łagodną twarz Kasandry, patrzyła z zachwytem jak rodzi się ptak. Rajski, kolorowy, magiczny. Jego narodziny były zapowiedzią Święta Nieistotności - ważnego w tej nieistotnej Krainie Snów. Czułam też całą sobą, że skądś, jakby z mgły, wyłania się, nadchodzi chłopiec, który ma wiele do powiedzenia. Szedł wolno, dostojnie i niósł pod pachą notatniki. Wiedziałam, że zapisywał w nich losy światów równoległych, które potem przekazywał Kasandrze, a ona publikowała w Internecie różne fake newsy, dezorientacje w ilości hurtowej, gdzie tylko się dało. Owszem, był to oversharing, ale tylko nieliczni wiedzieli, że Kasandra robi to z pasji, troski oraz dla dobra ludzi, zwierząt i innych istot zamieszkujących wieloświaty, że troszczy się o wszystkich nadwrażliwych.
Podeszłam do niej i do chłopca - byli tacy piękni, mieli aurę w kolorze indygo. Kasandra znów uśmiechnęła się do mnie łagodnie. Spojrzała mi głęboko w oczy i przesłała mi w miejsce między brwiami zwane trzecim okiem, mentalną podpowiedź:
- Jesteś tutaj, wahasz się, nie wiesz, co robić, trochę się pogubiłaś, a świat trwa, trwa i ma się dobrze. Idź, wracaj do siebie, do swojej wrażliwości, którą tylko źli ludzie mają za słabość i bądź silna! Nie mówię żegnaj, ale znikam! Jestem z tobą zawsze, pamiętaj o tym.
Zachwycona jej ciepłym, emanującym spokojem uśmiechem, pomyślałam i zanuciłam mentalnie stary szlagier "Killing me softly" i znowu odpłynęłam...
Obudziłam się wypoczęta, zrelaksowana, pełna bezbrzeżnego współczucia dla Antyczłowieka, który zrobił mi ogromną przysługę wyganiając mnie z miejsca, które było jedynie ułudą, czarną dziurą i perfidnym kłamstwem. Poczułam ogromną wdzięczność za to doświadczenie, zaczęłam poszerzać swoją wiedzę na temat zaburzeń osobowości. Zrozumiałam, że nie wszyscy mają dobre intencje, że nie każda relacja czy znajomość jest przyjaźnią, że nie wolno być naiwnym, chociaż warto być dobrym człowiekiem, który głośno mówi o tym, co niewygodne, a nawet złe, choćby po to, by ostrzec innych.
Wzięłam się za czytanie, bo to najlepszy sposób na wszystkie smuteczki tego pięknego świata, na którym warto żyć, ćwicząc uważność i kultywując życzliwość oraz wdzięczność...
Warto również, jak Osiecka bywać na zakrętach po to, aby potem pisać, kreować, tworzyć; jak Konopnicka opuścić związek, który nie funkcjonuje, jest bez przyszłości i perspektyw i jak Witkacy zostawić ten świat na własnych zasadach.
Książki zaś - to nie jest żadna terapia zastępcza - książki to coś, co jest i trwa przy nas jak dobry, sprawdzony, prawdziwy przyjaciel, do którego można zadzwonić o drugiej w nocy, a on wysłucha, przytuli, pocieszy i - przede wszystkim - zrozumie nie oceniając. Jest z nami zawsze, kiedy tylko zdecydujemy się sięgnąć na półkę i czytać strona po stronie, posłuchać audiobooka, zajrzeć do e-booka. W książkach można odnaleźć balans, ukojenie, spokój, a nawet samego siebie.
Prawdą jest również fakt, że niekiedy wyjście ze strefy komfortu, z wygodnego czy wręcz błogiego stanu psychiki i ciała, uczy nas znacznie więcej, niż nam się wydaje. Daje nam siłę do działania i wprowadzania pozytywnych zmian. Moc i energię, jakiej się nie spodziewaliśmy i jakiej nie poznaliśmy nawet w najciekawszych snach o lataniu i opowieściach fantasy!
*
Oto lista książek, które przeczytałam i zapamiętałam (to jest ważne, bo to znaczy, że we mnie zostały), pominęłam z różnych względów kilkanaście tomów poetyckich, których czytam naprawdę dużo, zapisałam i wyróżniłam te, które naprawdę mogę polecić, pominęłam też kilka audiobooków, bo ich słuchałam, a czytanie to trochę inna czynność:PROZA
Stephen King - Ręka mistrza, Nie wymiękaj
Harlan Coben - Nie odpuszczaj
Haruki Murakami - Mężczyźni bez kobiet
Gabriel G. Marquez - Sto lat samotności
Milan Kundera - Święto nieistotności
Katarzyna Wolwowicz - Zastępcza
Han Kang - Lekcje greki, Nadchodzi chłopiec, Wegetarianka, Nie mówię żegnaj, Biała elegia
Clarice Linspector - W pobliżu dzikiego serca
James Frey - Milion małych kawałków
Beatriz Serrano - Ogród rozpaczy ziemskich
Tashikazu Kawaguchi - Zanim wystygnie kawa
László Krasznahorkai - A świat trwa
Dan Brown - Tajemnica tajemnic, Początek
Santiago Roncagliolo - Noc szpilek
Mieko Kawakami - Wszyscy zakochani nocą, Piersi i jajeczka
Paul Auster - Wynaleźć samotność, Księga złudzeń
BIOGRAFIE
Przemysław Pawlak - Witkacy
Magdalena Grzebałkowska - Dezorientacje
Karolina Felberg - Osiecka. Rodzi się ptak
Albert Camus - Notatniki
Eliza Kącka - Wczoraj byłaś zła na zielono
Joanna Kurek - Frydryszak - Chłopki
POEZJA
Elżbieta Adamiec - Łagodna twarz Kasandry
Ewelina Kuśka - Odpuszczone domy
Katarzyna Zając - Starodrzew, Kolebka
Radosław Kobierski - Człowiek ma cienkie ściany
PSYCHOLOGIA
Clasrissa Pinkola Estes - Biegnąca z wilkami
Julie L. Hall - W cieniu narcyza
Izabela Kopaniszyn - Antyczłowiek
Katarzyna Lorecka - Ku sobie
Ewa Woydyłło - Droga do siebie, Wszystkiego najlepszego, Szczęścia można się nauczyć, Zakręty życia
Życzę Wam i sobie raz jeszcze: cudownego, zdrowego, najlepszego z możliwych Nowego - 2026 - Roku!