Translate

sobota, listopada 18, 2023

Był sobie Pan w Białym Ubranku

*
 J'ai un peu trop navigué 
 Et je me sens fatigué 
 Fais-moi un bon café 
 J'ai une histoire à te raconter
 

 

        ... I tym panem nie był Elvis Presley, którego fenomenu chyba nigdy nie pojmę...

    Wśród ogromu wspomnień z dzieciństwa, to należy do najbardziej żywych, kolorowych i pięknych moich wspomnień artystycznych, dlatego postanowiłam o nim napisać coś osobnego. Ten artysta miał być jednym z moich ulubieńców spod Skorpiona (5 XI 1938), ale zasługuje na osobną opowieść, na osobny post...

        Byłam naprawdę małą dziewczynką, gdy w telewizji zobaczyłam anioła. Wiedziałam, że to jest anioł i czułam to dziecięcym sercem. 
        Anioł miał wielkie, niebieskie oczy i białe ubranie: koszulę i rozszerzone na dole spodnie, a do tego głos niezbyt anielski: dość niski, bardzo męski baryton... Utonęłam w tym głosie! Głos śpiewał coś w zupełnie nieznanym mi języku, miał białe zęby i ładny, jasny uśmiech i chociaż nie rozumiałam ani słowa, wiedziałam, że jest to piękna piosenka. Piosenka ta zatem jest ze mną prawie całe życie...
 

    Jestem od dziecka bardzo, ale to bardzo wyczulona na głosy. Być może wynika to z moich aspergerycznych cech - mam świetny słuch i nie znoszę hałasu, ale są głosy, które przyprawiają mnie o dreszcze, które po prostu uwielbiam i rozpoznam nawet w nocy po północy. I są to z reguły  niskie głosy najczęściej: mezzosoprany i alty, barytony i basy. Ale nie zawsze, bo np. uwielbiam sopran Sharon den Adel, wokalistki Whitin Temptation. Kocham głos Jeremy'ego Ironsa i dla niego dwa razy oglądałam "Króla Lwa" bez dubbingu (on był złym Skazą) - ale to tak by the way...

        Wracając do Pana w Białym Ubranku - tak go wtedy nazwałam, po tym, jak zobaczyłam fragment jego występu (w Koncercie Życzeń???) w TV, od tej pory rozpoznawałam już jego cudowny głos, wiedziałam, że nazywa się Joe Dassin i jest najbardziej francuskim ze wszystkich Amerykanów, zna kilka języków obcych, a najmniej popularny jest w swojej ojczyźnie. Wiem też, że śpiewał wtedy o babim lecie i miłości... Miałam może 6 lat? Pierwszy raz w Polsce był na zaproszenie Telewizji Polskiej w 1976 roku. Nagrał wtedy program rozrywkowy na zamku w Pszczynie, a jego gościem była polska piosenkarka Maryla Rodowicz, nawet zaśpiewali razem.

        Niestety, moja przygoda z Panem w Białym Ubranku była dość krótka, bo wciąż byłam dziewczynką, gdy kilka dni, a dokładnie 6,  przed moimi 11 urodzinami, 20 sierpnia 1980 roku, świat obiegła wieść o nagłej, niespodziewanej śmierci artysty...

    Dassin zmarł na atak serca, podczas wakacji na Tahiti, które spędzał z przyjaciółmi i nie udało się go uratować, miał zaledwie 41 lat! I był wówczas najbardziej rozpoznawalnym piosenkarzem francuskim, mimo, że z pochodzenia był amerykańskim Żydem, że w USA skończył dwa fakultety, a nawet zagrał w 3 filmach swojego ojca, który był reżyserem i przeżył go o prawie 30 lat... Wyłam długo, wielki żal!

        Artysta przeżył wcześniej tragedię w życiu osobistym, jego pierworodny syn zmarł 5 dni po urodzeniu, był już dwukrotnie rozwiedziony, palił papierosy, nie stronił od alkoholu, a piąty zawał serca okazał się ostatni, śmiertelny.

        Jestem jednak uparta i wierna w przyjaźniach, fascynacjach i jak zgłębiam temat to robię to maxa. Zaczęłam się sama uczyć języka francuskiego i jego piosenek na pamięć. Co prawda na początku tej przygody, na lekcjach francuskiego w liceum, nasza kochana nauczycielka, Madame G., czasem mnie poprawiała, że mam, hmmm, angielski akcent w tym moim francuskim (angielskiego zaczęłam się uczyć wcześniej), ale potem z dużą cierpliwością poprawiła mi go i nawet wysłała na konkurs recytatorski (do dziś znam na pamięć i uwielbiam wiersz Appolinaire'a pt. Le Pont Mirabeau), dała piosenkę do zaśpiewania na jakimś apelu, potem drugą w szkolnym przedstawieniu...

        Pan w Białym Ubranku, mon Monsieur en Vetements Blancs, i jego piosenki są ze mną do dziś. Są we mnie głęboko i zostaną na zawsze. Kocham, szanuję, uwielbiam, podziwiam! Zawsze, kiedy mam doła, kiedy mam spadek formy, śpiewam z Joe najpiękniejszą modlitwę (tak, modlitwę, choć wielu uważa, że jest to pean na cześć pięknej dziewczyny), jaką znam:

 *

Et si tu n'existais pas
Je crois que je l'aurais trouvé
Le secret de la vie, le pourquoi
Simplement pour te créer
Et pour te regarder
 
 
Et si tu n'existais pas Je crois que je l'aurais trouvé Le secret de la vie, le pourquoi Simplement pour te créer Et pour te regarder

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,et_si_tu_n_existais_pas.html
Et si tu n'existais pas Je crois que je l'aurais trouvé Le secret de la vie, le pourquoi Simplement pour te créer Et pour te regarder

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,et_si_tu_n_existais_pas.html
Et si tu n'existais pas Je crois que je l'aurais trouvé Le secret de la vie, le pourquoi Simplement pour te créer Et pour te regarder

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,et_si_tu_n_existais_pas.html
Et si tu n'existais pas Je crois que je l'aurais trouvé Le secret de la vie, le pourquoi Simplement pour te créer Et pour te regarder

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,et_si_tu_n_existais_pas.html

        Uwielbiam i znam na pamięć wiele jego piosenek, a mężczyzna z dużymi, niebieskimi oczami i pełnymi ustami, to do dzisiaj mój ulubiony typ męskiej urody.      


 
Dzieciństwo ma na nas i nasze postrzeganie świata ogromny wpływ, ja bardzo się cieszę, że "spotkałam" w nim takiego wrażliwego, zdolnego artystę, który odszedł co prawda zdecydowanie za wcześnie, ale odcisnął na mojej wrażliwości wielkie piętno i jest ze mną do dziś, a patrząc na wyświetlenia jego utworów, na ilość coverów, na ich tłumaczenia i komentarze do nich w popularnym serwisie, jest w pamięci wielu ludzi na całym świecie, bo, jak pisał Miłosz: "w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno", a ja uważam, że ten ład, porządek i piękno potrzebne jest nam na co dzień, w tym naszym szalonym, zabieganym świecie,  a Dassin tego piękna zostawił nam naprawdę bardzo dużo. I z serca mu za to dziękuję, za każdym razem, gdy słucham jego utworów. Są piękne, łatwo się ich uczy, wpadają w ucho i zostają tam na zawsze. 


* 
 On ira
Où tu voudras, quand tu voudras
Et on s'aimera encore
Lorsque l'amour sera mort
Toute la vie Sera pareille à ce matin
Aux couleurs de l'été indien
 
 

Znacie, lubicie tego artystę i jego utwory? Pozdrawiam, niech Moc będzie z Wami! 
 

PS 1
Może też dzięki niemu, podświadomie, kocham białe koty? Przecież moja Balbina jest podobna do kociaka ze zdjęć Dassina...
PS 2
Czy to nie jest ciekawe, że dwa moje ukochane głosy, dwaj ulubieni wokaliści: Dassin i Bryan Adams urodzili się 5 listopada? ;-)

środa, listopada 15, 2023

Serniczek prababki i inne impresje

  ⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱

        Na prośbę wspaniałych Bloggerek: Jotki i Donki, zrobiłam niedawno sernik z przepisu krążącego po rodzinie od bardzo wielu lat, który chciałam sobie przypomnieć, bo wszystko robię "na oko" i jakimś cudem, zawsze mi wychodzi, ale żeby podać Wam przepis, muszę zrobić opisywane danie i zapisywać proporcje, chociaż w przybliżeniu.

        Prababka Michalina była bardzo inteligentną kobietą, która podobno nie przepadała za domowymi czynnościami i też nie musiała ich wykonywać z wielu względów. Uwielbiała czytać, grać na pianinie, śpiewać, jeździć konno, nosiła kapelusze i piękne suknie z koronkami, była bardzo schludna i kochała się kąpać, co jeszcze wówczas nie było wcale takie oczywiste. Swojego syna, a mojego dziadka wysłała na studia do Sankt Petersburga, gdzie podobno poznał Witkacego (dziadek był dużo starszy od mojej babci i podobno długo o nią zabiegał, ale ok. 5,6 lat młodszy od Witkacego). To są rodzinne opowieści, nie poznałam prababci, chociaż dożyła prawie setki, mając jasny umysł i haftując do końca kiecki dla moich ciotek, pomagała babci, wdowie po swoim ukochanym synu, Janku, jak umiała, musiała się tego wszystkiego nauczyć w czasie wojny. Przeżyła swojego syna, który podczas wojny ukrywał jednych ludzi, a innym, miejscowym, czytał na głos powieści ku pokrzepieniu serc dwa razy w tygodniu w swoim domu, ale pechowo, bestialsko zamordowany został tuż po wojnie, w 1946, gdy w czasie pierwszych po apokalipsie wyborów prosił ludzi, aby głosowali 3 X NIE...

    System, który wygrał, a którego dziadek, jak Witkacy, bardzo się bał, zrobił z nim coś w rodzaju sławnej farsy z pogrzebem Witkacego: gdy po 7 miesiącach znaleziono jego zwłoki wrzucone do bagna i prababka z babcią rozpoznały je po wzroście (nie chcę nawet wyobrażać sobie, jaką przeżyły traumę)  - dziadek był bardzo wysokim mężczyzną, miał 2 metry i 7 cm oraz wszystkie, równe zęby, zrobiono mu pochówek na koszt nowego, "dobrego i litościwego" państwa, a na grobie wpisano, że był działaczem PPS, co absolutnie nie było prawdą. Babkę, jej teściową, dzieci (mój ojciec ucierpiał na tym bardzo, najmłodszy z rodzeństwa, urodzony 1 września 1939, zbyt szybko stracił ukochanego ojca, a wojna, którą miał nawet w imieniu - Edward, była w nim do końca), po skonfiskowaniu tego, co było do skonfiskowania, odesłano na Ziemie Odzyskane, do Wrocławia... Po wielu staraniach, wielu prośbach i pismach do Bieruta, babci przyznano dość wysoką rentę po dziadku... Wiem, że grób dziadka do dziś jest tam, daleko, wciąż zadbany, bo ludzie pamiętają. Tato tam był, wrócił bardzo wzruszony, ludzie przyjęli go jak swego 60 lat po śmierci ojca, opowiadali anegdoty, wspomnienia z nim związane…

    No i ta  moja prababka Michalina, musiała w pewnym momencie zakasać rękawy, nie tyle wziąć się do roboty, co po prostu robić rzeczy, których wcześniej po prostu nie robiła. Okazała się być pełna pokory, delikatności, dobra i niezwykle sumienna oraz pracowita. Robiła wszystko, żeby babci zostały chociaż ślubne obrączki z wygrawerowaną datą ślubu i imionami małżonków. I zostały: szerokie, duże, za świetnej jakości złota... I wszystkie moje ciocie, siostry ojca, opowiadały jak pyszny piekła sernik na święta i cudowne baśnie im czytała do snu, a niektóre z tych baśni, one opowiadały mnie. Michalina była dość wysoką, szczupłą do samego końca i piękną kobietą. Nauczyła moje ciocie: Gabrielę, Martynę, Danutę i Karolinę nie tylko świetnie gotować, ale też przecudnie wyszywać, dziergać na szydełku, malować, recytować i śpiewać na głosy. Serio. Do dziś serce mi rośnie, gdy przypominam  sobie dzieciństwo i rodzinne spotkania i śpiewanie ciotek, z których jedna, Gabrysia, wiele lat pracowała we wrocławskiej Operetce.

   Ale wracając do tematu: oto moja wersja tego sławetnego przepisu, zmodyfikowana po latach. Prababka nie robiła go z brzoskwiniami (z tego, co pamiętam, chyba z owocami kandyzowanymi) i był na kruchym cieście, ja poszłam na łatwiznę. Ale tajemny składnik: pyry w mundurkach, wciąż w nim jest, bo to on dodaje temu wypiekowi szlachetności, świeżości i smaku.

     Uwielbiam serniki i wypróbowałam co najmniej kilkanaście różnych przepisów, ale zawsze wracam do tego rodzinnego, że zacytuję Mistrza Młynarskiego: "Ach, pracowały pokolenia na formę tę i treść".

 SERNIK Z ZIEMNIAKAMI

 I BRZOSKWINIAMI

SKŁADNIKI:

* 8 dużych jajek

* 1, 5 kg dobrego twarogu

* 6-8 dużych ziemniaków ugotowanych w mundurkach

* kostka i ćwiartka dobrego, miękkiego masła

* cukier wanilinowy lub cytrynowy albo pomarańczowy

* olejek do ciasta (waniliowy lub cytrynowy albo pomarańczowy)

* puszka brzoskwiń

* dwa budynie

* paczka ciastek Petit Berre (ja daję jasne i ciemne)

* szklanka lub nieco więcej cukru

* garść rodzynek 

*** opcjonalnie: truskawki, maliny, jagody, galaretki.

 

WYKONANIE

Ziemniaki w mundurkach gotuję dzień wcześniej, wieczorem. Obieram je cieniutko lub po prostu ściągam skórkę i na zmianę z serem przepuszczam przez maszynkę (cieniutkie kółeczka), wystarczy raz. Jajka myję i rozbijam do dużej, wysokiej miski, ubijam z cukrem dość długo, aż podwoją objętość, staną się białą masą. Potem do tej masy dodaję stopniowo ser z ziemniakami, ciągle miksując (sprawdza się dobry robot planetarny, ale ja wolę swojego mańkuta. Jak masa jest gładka, wrzucam pokrojone w kostkę bardzo mięciutkie masło i znowu chwilę miksuję. Odsączone i pokrojone w drobną kosteczkę brzoskwinie i garść rodzynek, dodaję do masy, lekko mieszam łyżką. Następnie wsypuję dwa budynie, cukier wanilinowy, dodaję też olejek zapachowy. Jeśli budynie będą malinowe, truskawkowe lub wiśniowe, masa ładnie się zaróżowi. Budynie z masą i olejkami mieszam już tylko za pomocą łyżki, delikatnie, do połączenia składników (masa jest pyszna!).

Blachę smaruję masłem i posypuję kaszką manną, po czym układam na niej herbatniki, na które sypię takie drobinki, płatki masła, żeby te herbatniki zmiękły, po czym wylewam masę. 

Piekarnik rozgrzewam do 170'C obiema grzałkami, ale gdy wstawiam ciasto, zostawiam już tylko dolną grzałkę i 160'C. Piekę ok. 1h do suchego patyczka.

Jak sernik dobrze ostygnie, zdobię go wg uznania, chęci, czasu, w zależności od sytuacji. Czasem posypuję go wiórkami kokosowymi, czasem robię polewę czekoladową i zdobię płatkami migdałów, ale najlepszy jest z owocami i galaretką, z tym, że galaretkę rozpuszczam w mniejszej ilości wody, niż jest podane na opakowaniu, w 400 ml. Fakt jest też taki, że można go wcale nie stroić, i tak będzie pyszny. Jest delikatny, bardzo wilgotny w środku i długo świeży.

Jeszcze jedno: przepis jest na dużą blachę, bo ja rozdaję, biorę do pracy itp., można zrobić z połowy składników do tortownicy.

Smacznego!

        Ostatnio serniczek wyszedł mi pyszny, ale nieestetyczny. Miałam niebieskie galaretki i jeszcze wylałam je na zbyt ciepły sernik. No i do masy, zamiast cukru cytrynowego, wsypałam - ślepa lady - cynamonowy. Jednak podobno liczy się smak. 

    Nota bene, zawsze, gdy go piekę, myślę: Jak ona to robiła? Bez miksera, bez  elektrycznego piekarnika, skubana? Jak??? Jeszcze podobno sama robiła ser, kopała ziemniaki z pola... Nasze Przodkinie to były prawdziwe heroiny, ciche bohaterki codzienności... Dlatego, jak ktoś w rozmowie mówi mi, że mamy ciężkie czasy - rozśmiesza mnie i nieco irytuje.

            Lubicie stare przepisy?

Pozdrawiam i posyłam moc serdeczności! Niech Moc będzie z Wami. :)

niedziela, listopada 12, 2023

Porozmawiajmy o czułości

 

 

nadczułość

nie wiem dlaczego kobiety
kochają za bardzo
miotają się w nadmiarze emocji

czemu liryczna Safona banalnie
rzuciła się w przepaść
Kleopatra wybrała
nieczuły pocałunek węża
piękna Ofelia i mądra Virginia Woolf
obojętnie chłodną pieszczotę wody
a zdolna i nadwrażliwa Anne Sexton
zagmatwała się w sobie
do totalnego zaśnięcia
odpływając jak Sylvia Plath
w lepkie macki matrixu

czułość wpisana w spojrzenie
skrzy się w sercu
jak suchy jesienny liść
co poczerwieniał
z zazdrości

o tamte


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 29 IX 2013

______________________

*

Czułość

Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam
czułości do kamieni do ptaków i ludzi
piwinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam
twoje miejsce niech cię nikt nie budzi
Psujesz wszystko zamieniasz na opak
streszczasz tragedię na romans kuchenny
idei lot wysokopienny
zmieniasz w stękania eksklamacje szlochy
Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola
siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali
samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy
w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy
 
 Zbigniew Herbert z ostatniego tomu poetyckiego 

*

Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”.
Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. 

Olga Tokarczuk, Mowa Noblowska

*

Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość 

Jonasz Kofta

* 

 Zawsze cicha jest czułość prawdziwa.

Anna Achmatowa

*

Czułość nie jest bynaj­mniej, sublimacją instynktu seksualnego; jest bezpośrednim wynikiem braterskiej miłości i istnieje zarówno w fizycz­nej, jak i w niefizycznej formie miłości.

Erich Fromm


* 

Na razie nie mogę się z tym uporać. Z tym oczekiwaniem. I z tym napięciem. Ale najbardziej z tymi atakami czułości. Czy można mieć ataki czułości?

Janusz L. Wiśniewski

*
Lubię XIX-wieczne uczucia. Wzniosłość, wzruszenie, cierpienie, namiętność. Mam wrażenie, że dziś skutecznie je sobie pomniejszamy – wolimy, żeby było letnio, w cudzysłowie. To czasy małych emocji. Głębokie zakochanie czy rozpacz wydają się śmieszne.

Zadie Smith

*

Leopold Tyrmand

*

Czułość rodzi się w chwili, gdy człowiek zostaje wyrzucony na próg dojrzałości i poniewczasie zaczyna uświadamiać sobie zalety dzieciństwa, z których jako dziecko nie zdawał sobie sprawy.
Czułość jest lękiem przed wiekiem dojrzałości.
Czułość jest próbą stworzenia sztucznej przestrzeni, w której obowiązuje umowa, że będziemy do tego drugiego zwracać się jak do dziecka. 

Milan Kundera 

*

 To zabawne, że człowiekowi nie brakuje czułości, dopóki jej nie zazna, a kiedy już do tego dojdzie, nigdy nie ma dosyć. 

Libba Bray

*

            Znalazłam swój bardzo stary wiersz sprzed ponad dekady. Teraz pewnie byłby zupełnie inny. Ale postanowiłam nic w nim nie zmieniać, bo to jeden z tych, który sam się napisał. Poza tym wiersz ten ukazał się w świetnej, motywacyjnej książce pt. Mocna jak stal, autorstwa wspaniałej i bardzo czułej kobiety biznesu, Joanny Idzikowskiej. Szczerze tę książkę polecam, naprawdę warto wiedzieć, jak sobie pomóc w samorozwoju, a bycie mocną oznacza jednocześnie bycie wrażliwą, czułą i delikatną. Książka Joasi jest niezwykle wciągająca, inspirująca, mądra, pełna porad, ciekawych cytatów. Naprawdę czyta się ją jednym tchem, jak dobrą powieść, a jednocześnie można się z niej wiele dowiedzieć na temat mechanizmów biznesu, ale też panowania nad własnymi emocjami i życiem.

            Joasia założyła także Serduszkową Nieszkołę. Szacunek, Asiu, chapeau bas!


                Dla mnie czułością jest piękno Matki Natury, dobro doznane - zwłaszcza to bezinteresowne - od ludzi, dotyk pełen delikatności, oczy wpatrzone w moje, wspólne zainteresowania, spacery, dom, morze, zachody słońca, zwierzęta, uśmiech córki, czytanie książek, pisanie wierszy, dobre jedzenie w towarzystwie bliskich, radość, przyjaźń, miłość, widok kobiety w ciąży…

                    Generalnie wszystko, co dobre, prawdziwe i piękne. To czułość sprawia, że czuję się piękna i naprawdę silna, że mam siłę żyć.

                                                                A dla Was? 


*
Czułość rodzi się wraz z pierwszym dotknięciem futerka...
Frau Be 
 
*
Najwięcej jej (czułości) zaznałam od mamy i babci.
Pralinka
 
*
Największa czułość dopada mnie, gdy przytula się do mnie mały człowieczek i razem oglądamy lub czytamy bajkę:-)
jotka
 
*
Czułość to cząstka naszych pozytywnych emocji, którymi możemy obdarzyć drugą osobę.
Karolina90
 
*
La ternura y la amabilidad siempre conquistan.
J.P. Alexander
 
*
Czułość to delikatność, która siada na sercu jak motyl.
Jael
 
*
 Czułość można okazywać na przeróżne sposoby: poprzez delikatność, zainteresowanie, sympatię, drobne gesty, jest współodczuwaniem oraz chęcią dzielenia się tym co nas spotyka i pewnie jeszcze jest wieloma innymi rzeczami, które się wydarzają, jeśli się kogoś kocha.
 
MaB
 
*
 Czułość to takie delikatne dotknięcie, że na sercu od razu robi się cieplej. 
 
Bogusława Matusiak
 
* 
 Moim zdaniem w dzisiejszych czasach brakuje tej czułości i empatii. Najwięcej troski i czułości to posiadają mimo wszystko niezastąpione babcie :)
 
Doris 
 
*
 Czułość jest siostrą miłości, bez niej tego pięknego uczucia nie przeżyjesz.
 
Cela D 
 
*
 Czułość to bardzo ludzkie uczucie, choć mam wrażenie, ostatnio zapomniane. Może być czymś naprawdę pięknym, warto je w sobie budzić, jeżeli przysypia i chowa się gdzieś w zakamarkach ciała i duszy. Każdy z nas czułość może odczuwać na wiele sposobów. Każdy z nas, może czuć to inaczej. To piękne, jak jedno uczucie może być tak różnorodne :) To piękne, że my jesteśmy tak różnorodni :) 
 
Klaudia Zuberska
 
*
 Czułości nigdy za wiele.
 
eljot1946
 
*
 Czułość jest jedną z najważniejszych wartości w życiu, a przynajmniej moim. Podstawą i fundamentem miłości.
I jedną z większych radości.
 
IWnowa
 
*
 Czułość to przedsmak miłości.
 
Łucja-Maria

*Grafika z internetu

piątek, listopada 10, 2023

UWAGA POEZJA, czyli wyznanie Jonasza Kofty


        Jonasz Kofta (1942 - 1988) był jednym z najwybitniejszych autorów tekstów piosenek; był mistrzem słowa obok Jeremiego Przybory, Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego. Był również dramaturgiem, satyrykiem, artystą plastykiem, piosenkarzem, radiowcem, ale przede wszystkim był poetą. Dobrym poetą, a jego piosenki to czysta poezja w najlepszym wydaniu, że wspomnę ogólnie znany i lubiany "Jej portret", "Pamiętajcie o ogrodach" czy "Radość o poranku" (napisał świetny tekst pochwalny, a jak wielu artystów, nie znosił porannego wstawania, dlatego zawsze proszę czytelników o to, aby nie utożsamiać poezji i podmiotu lirycznego z autorem). 

            Autor, od młodych lat borykał się z chorobą alkoholową. Borykał się również z ówczesnym systemem, ponieważ znalazł się na liście autorów "pod szczególnym nadzorem", których teksty cenzurowano. Pochodził z inteligenckiej rodziny, miał żydowskie korzenie ze strony ojca. Odszedł naprawdę za szybko, po powikłaniach spowodowanych zakrztuszeniem. Zostały jego teksty i wiersze. Bardzo dobre, inteligentne. Dzisiaj przedstawię jeden z moich bardzo, ale to bardzo ulubionych wierszy (był on śpiewany, ale dla mnie to jest przede wszystkim świetny, mądry wiersz). Jest to wiesz z tych, które zawsze powodują u mnie dreszcz. I myślę, że jest to dobry wiersz na dziś, że warto takie teksty przypominać i publikować. Osobiście uwielbiam teksty, w których pointa jest świetnym podsumowaniem całości.

        Oto zatem mój ukochany wiersz wielkiego, nieodżałowanego poety, czytajcie!


W moim domu 

 

Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz,
Ale wszystko tak jak trzeba, chyba nie jest,
Gdy musimy się codziennie przekonywać,
Że ty dla mnie, ja dla ciebie, przeznaczeniem...

Przecież nie mam żadnej innej poza tobą,
Bo mieć nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna!
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowom -
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna.

To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój,
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić,
Ale wiesz, bywają różne pory roku,
A tak życia, jak tapczana nie ustawisz.

Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie,
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie.
Ja, wracając tu, dla ciebie jestem durniem,
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie.

Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła,
Która dla mnie byłaby nie do zniesienia,
Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła -
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia...

Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów,
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę,
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu,
Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce!

Wiem na pewno, że ze sobą wytrzymamy,
Chociaż życie nie układa się zbyt prosto.
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami...

Moja miła, moja droga,
Moja Polsko!

Jonasz Kofta


             Dziękuję za uwagę, za przeczytanie, podzielcie się ze mną wrażeniami. Co sądzicie o tym wierszu? Moc pozdrowień i serdeczności.

*Grafika z internetu - bardzo tęsknię za makami i latem, no i maki zawsze kojarzą mi się z naszym polskim domem.

środa, listopada 08, 2023

No place like home

                                       ⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱

      Poranki w Bolesławcu bywają piękne. Nawet te listopadowe. Na spacerze z psinką, na który chodzę ok. 6:40, jeszcze bez fryzury i pomalowanych ust (ostatnio wróciła mi faza na czerwoną szminkę), zachwycam się porannymi zorzami i jesienią pełną barw. Poza tym rano nie ma jeszcze dużo ludzi, a ci z samochodów, są w sumie daleko. Nie ma takiego zgiełku, jak później... Lubię chodzić w ciszy. Najlepsze spacery to rano i wieczór, a po obiedzie las, bo tam też nie ma dużo ludzi, albo wcale.

         Coraz bardziej lubię się udomawiać. Robi się ze mnie domowa feministka, jednak do house wife jeszcze mi bardzo daleko. No ale cóż, kiedyś trzeba troszkę zwolnić, pobyć w domowym ciepełku i mieć azyl po powrocie z pracy.

         Lubię poniedziałki (sic!) i środy, bo w te dni mam po trzy lekcje i sporo czasu dla siebie. W pozostałe dni jestem w pracy na maxa i tego czasu mam mniej, zwłaszcza w piątki, bo mam studia od razu po przyjściu do domu.

         Jakoś ostatnio przestały interesować mnie zakupy rzeczy zbędnych i nie latam już po sklepach, zwłaszcza z ciuchami, butami i kosmetykami, tak często, jak kiedyś. Wolę zrobić sprawunki na miejskim ryneczku, który mam blisko domu, a resztę czasu przeznaczyć na spacery z psiakiem, czytanie, kino i platformy z filmami, bo żadnych stacji typu TV(...) nie włączam od lat. 

        Czasem robię wyjątek dla TVP Kultura, wczoraj np. obejrzałam cudowny spektakl Teatru TV z 1986 roku, który widziałam raz, w czasach liceum. Obejrzałam z kilku powodów: zrealizowany został na podstawie opowiadania pisarza, którego bardzo cenię i który dzisiaj kończy sto lat - Pana Józefa Hena - kolejnych pięknych lat Panu życzę! Pan Józef wybrał spektakl pt. Mgiełka. W roli tytułowej wystąpiła przecudna Marta Klubowicz (nie tylko dobra aktorka, ale też świetna tłumaczka i poetka), a partnerowali jej Janusz Gajos i Piotr Fronczewski;  w spektaklu pojawiła się również zawsze piękna Pola Raksa. Dla takich białych kruczków mogę włączyć tiwi. 

Poza tym jak mam sporo czasu, to robię pyszne jedzonko, oczywiście wegetariańskie, więc zapodam Wam przepis na jedne z moich ulubionych placuszków. 

 

PLACKI WARZYWNIACZKI



POTRZEBNE PRODUKTY:

1 duża cukinia

2 średnie marchewki

1 średnia pietruszka lub kawałek selera albo jedno i drugie

1 mała czerwona cebulka

3,4 średnie ziemniaki 

2,3 jajka

trochę mąki pszennej lub ziemniaczanej

garść natki pietruszki

garść kopru 

3,4 ząbki czosnku

przyprawy  wg uznania

dobry olej do smażenia


SPOSÓB WYKONANIA

Wszystkie warzywa obrać i umyć. Cukinię ze skórką przeciąć wzdłuż i wydrążyć pestki, zetrzeć na grubej tarce i mocno posolić, odstawić; zetrzeć resztę warzyw wg uznania (nie lubię paćki z malaksera, lubię gryźć, więc wszystko ścieram na grubych oczkach). Po starciu wszystkiego mocno, najlepiej w dłoniach, wycisnąć startą cukinię i dodać do innych jarzyn. Wbić jajka, dodać koper, natkę, czosnek przetarty przez praskę oraz przyprawy,  wymieszać dobrze, żeby masa zrobiła się kolorowa. Na koniec dodać tyle mąki, żeby wchłonęła wilgoć i soki pozostałych warzyw. Placuszki wykładać dużą łyżką na rozgrzany olej i piec do zarumienia, podawać z jogurtem greckim, albo jak ktoś lubi to ze śmietaną lub jogurtem naturalnym i ulubioną surówką. 

Placki są kolorowe, smaczne, ja lubię dosyć pikantne. Można też dać batata, a mniej ziemniaków, jak kto woli.

Smacznego!

        Nigdy nie popijam jedzenia. Tak mnie nauczono, tak się przyzwyczaiłam, zawsze piję, jak już zjem, a jem bardzo powoli. To też jest ciekawe, bo jestem szybka, bardzo szybko piszę, czytam, a jem powoli.

            Po jedzeniu odrobinka przyjemności w postaci kawy, daktyli na deser, zapachowej świeczki i książki. Obiadek kaloryczny, więc dzisiaj będzie dłuższy wieczorny spacerek z psiaczkiem moim kochanym, który uwielbia włazić w jesienne liście.

            Uściski i pozdrowienia dla Was!