Translate

poniedziałek, września 01, 2014

Dnia pierwszego września roku pamiętnego...

Urodził się mój tato. Z ojcem łączyła mnie szczególna więź, porozumienie dusz (urodziłam się parę dni przed jego okrągłymi urodzinami, więc byliśmy spod tego samego znaku Zodiaku, oboje też byliśmy numerologicznymi piątkami, mieliśmy wspólne pasje i zawsze mnóstwo tematów do rozmów!).

Jego mama, a moja ukochana babcia, opowiadała mi często o tym dniu. O pierwszym wrześniowym dniu 1939 roku. Dniu pogodnym, ciepłym, letnim jeszcze (u mnie dzisiaj cały dzień padał deszcz)... Uwielbiałam jej opowieści. Często mówiła o swoim ulubionym filozofie, nad którym niebo gwiaździste świeciło wyraziście, opowiadała o książkach, filmach, miłości, życiu. Bubunia umarła czytając przez lupkę książkę, po prostu zasnęła nad książką w wieku 92 lat...
Babcia często wspominała wojnę, którą spędziła na rodzinnej Lubelszczyźnie.Powtarzała, jak mantrę, że mogę mieć w życiu skromnie i nie będzie to istotne, jeżeli na świecie będzie pokój.
Dla mnie pierwszy dzień września, to oprócz dnia pamięci o tym ogromnym kataklizmie, także dzień urodzin mojego ojca, którego od prawie pięciu lat odwiedzam na cmentarzu, oraz pierwszy dzień pracy po długich wakacjach.
W tym roku w wakacje, dałam sobie przyzwolenie na nicnierobienie. Pierwszy raz nie robiłam nic: nie biegałam, nie uczyłam się, nie jeździłam po świecie, nie fotografowałam, nie pływałam. Męża i córkę wysłałam w kilka interesujących miejsc, a sama leżałam do góry brzuchem i w towarzystwie moich kotów, nadrabiałam zaległości w lekturach. Pierwszy raz od kilku lat niczego nie studiowałam, nie czytałam nic z zakresu psychologii, psychopatologii czy innej pedagogiki. Czytałam, co chciałam, głównie poezję. I piekłam sobie bezglutenowy chleb i jadłam go tyle, ile mi się chciało jeść. I odpoczęłam. Nabrałam sił, energii do pracy.
Jutro zaczynam normalny tryb życia, choć zapewne trudno będzie mi się przestawić z trybu nocnego na dzienny - dam radę!
A dziś... Zapalam świeczkę za Ojczyznę i mojego - jak go pieszczotliwie nazywałam - ojcia i modlę się w swej ateistycznej naiwności o pokój na tej pięknej planecie.

Szczerze polecam film pt. Droga do zapomnienia. Nie jest to jakiś wielki obraz, ale jego przesłanie daje do myślenia, zwłaszcza, iż przedstawiona w filmie historia jest oparta na faktach.