Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Dawkins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Dawkins. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 03, 2024

Niechaj nam i światu dzieje się dobrze, szczęśliwie i pięknie...


Witajcie!⊱ To mój pierwszy post w 2024 roku, mam nadzieję, że nie ostatni! Czytajcie ten post przez pryzmat Waszego serca - kto zrozumie - świetnie, kto nie zrozumie i pomyśli, że jestem stuknięta albo nawiedzona - też dobrze. Każdy ma własną drogę i swoją percepcję słów.

„Zwykliśmy wierzyć, że świat zewnętrzny jest prawdziwszy niż świat wewnętrzny. Według nowego modelu nauki jest dokładnie odwrotnie. Stwierdza on, iż to, co dzieje się wewnątrz nas stwarza rzeczy zewnętrzne”.

dr Joe Dispenza

                Dzisiaj w tytule postu, zamiast cytatu, umieściłam zwykłe, proste a zapewne wg niektórych nawet banalne zdanie. Słowa tak bardzo pomijane, zapomniane, że prawie nikt już nie pamięta, co znaczą, mało kto zwraca na nie uwagę. Pojęcia, których wartość od dawna jest umniejszana. A przecież są one niesamowite. Franciszkańskie pozdrowienie, które pamiętam z czasów liceum i pieszych pielgrzymek z Wrocławia na Jasną Górę, na które zabierał mnie mój cioteczny brat, artysta - Pokój i Dobro - jest piękne i uniwersalne (nawet, a może szczególnie dla mnie, agnostyczki, wierzącej inaczej, bo wierzącej w Dobrą Matkę Najwyższą Inteligencję, ale z serca szanującą ludzi innych wyznań), ponieważ zawiera wszystko, czego tak naprawdę, tak do bólu,  potrzebuje człowiek... A spokój ratował mnóstwo ludzi z wielu opresji, gdyż panowanie nad emocjami, inteligencja emocjonalna, to wspaniała, przydatna cecha, pożądana bardziej niż inteligencja poznawcza.


                A tymczasem na świecie dzieje się to, co się dzieje... Nie chcę i nie będę wspierać negatywnej energii i wymieniać nazw, nazywać złych rzeczy po ich brzydkim imieniu, bo przecież wszyscy doskonale wiemy o co chodzi.
    Myślę, że dzisiaj, tu i teraz, absolutnie nie jest ważne, skąd przyszło i skąd się wzięło i gdzie się pojawiło, gdzie jest - nie osądzaj, a nie będziesz osądzany. Stało się, wydarzyło, jest i trzeba sobie z tym po prostu poradzić. Trzeba medytować, żeby to się skończyło dla najwyższego dobra wszystkich.


                Jako ludzie myślący, mamy własne przemyślenia, pomysły, olśnienia, eureki, wyciągamy własne wnioski z doświadczeń, przeczyć, lektur. Możemy czytać tysiące artykułów, wypowiedzi, oglądać kolejne - też już chyba idące w tysiące - filmy na YT i innych portalach, śledzić wiadomości z kraju i ze świata, jednak powinniśmy wyrobić sobie własne zdanie i wypracować prywatne reakcje na to, co jest nam dzisiaj dane, co się nam pokazuje i z czym musimy sobie poradzić.

                Mówi się, że panowanie nad chwilą jest panowaniem nad życiem i ja się z tym zgadzam. Dlatego warto każdą chwilę życia wykorzystać jak najlepiej. Bo - nawet jeśli wierzymy w nią czy tylko przeczuwamy reinkarnację - to życie tutaj jest jedno, jest też jedyne w swoim rodzaju i na ten moment najważniejsze. Dlatego warto je uszanować, ukoić, uspokoić i utulić.
    Jak to zrobić? Z szacunkiem do siebie, swojego ciała, umysłu i duszy. Bo dopiero to trio stanowi całość. Dbając o ciało, umysł, duszę, dbamy o siebie w sposób holistyczny,  że tak powiem - globalny.

                Jeśli wierzyć ezoterykom, bardzo ważna jest teraz czakra KORONY (sic!), która właśnie za samodzielne, indywidualne myślenie odpowiada, choć współpracuje z innymi czakrami naszego ciała. A to, jakie tworzymy myśli, niezwykle silnie wpływa na nasze ciało, na jego funkcjonowanie i reakcje. Złe myśli wpływają na naszą odporność, momentalnie ją obniżając. Wiele chorób bierze się ze złych, smutnych, nieadekwatnych do sytuacji, negatywnych, czarnych myśli, ba, często tymi myślami, które są jak samospełniająca się przepowiednia, te choroby u siebie wywołujemy. Warto więc wzmacniać system immunologiczny, odporność, nie tylko zdrowym, kolorowym jedzeniem, ziołami, witaminami, suplementami, czystą wodą, ale też budującymi myślami, medytacją czy modlitwą (bo ona też jest rodzajem medytacji i ma wielką moc sprawczą). Nie wolno pozwolić na to, aby ktoś nami manipulował poprzez sprytnie serwowane, kłamliwe informacje. Trzeba wierzyć sobie, wierzyć w siebie, w swoją intuicję, która zawsze nas dobrze poprowadzi, jeśli tylko dopuścimy ją do głosu, zaufamy jej.

 


                   Zaczął się Nowy -2024 - Rok (a nawet pod koniec poprzedniego) i już słyszę koszmarne przepowiednie, czytam czarne scenariusze, przekręcone lub źle zinterpretowane słowa Nostradamusa, Baby Wangi i im podobnych. Jak zwykle o tej porze roku, pojawiają się media zależne i niezależne i ludzie, którym bardzo zależy, żeby nas przestraszyć, żeby wywołać lęk, który zupełnie nam nie służy i który odbija się na nas, naszym organizmie i ogólnym funkcjonowaniu. Albo nas straszą kolejną pandemią, albo wojną, albo kryzysem lub inflacją (która, niestety, zawsze najbardziej uderza w tych najsłabszych), serwowaniem nam robaków w menu, zmianami klimatu, terrorystami, topnieniem lodowców, albo innymi rzeczami, np. brakiem żywności, prądu czy gazu, małą epoką lodowcową, która niby właśnie nadchodzi, kosmitami, sztuczną inteligencją czy - nie daj bogini - innymi ludźmi. Po co? Pomyślcie, zastanówcie się. Powiem tyle, że wystraszonymi ludźmi dużo łatwiej się steruje, manipuluje nimi... A jak się ludzi skłóci, poróżni, to jest jeszcze większe pole do negatywnych działań, które na pewno przyniosą zamierzony skutek.

            Kieruję się często w życiu opowieściami mojej babci Adeliny, synowej Michaliny - prababki od serniczka. , lubię wracać do nich pamięcią. Otóż moja babcia bardzo często opowiadała mi, że przed wojną na Podlasiu, na którym mieszkała, Boże Narodzenie i inne świata obchodziła wielokrotnie, że chodziła do kościoła, do cerkwi, przyjaźniła się z Żydami i obchodzili wszyscy święta swoje i swoich sąsiadów i żyli razem w harmonii... I mnie się te jej opowieści bardzo podobały. Że dziadek ukrywał ludzi w czasie wojny, że ona z jego matką gotowały zupę na lebiodzie, żeby ci ludzie przetrwali, że się dzielili z nimi ziemniakami, choć sami nie mieli wtedy dużo... Kieruję się zdaniem noblisty, Gabriela Garcii Marqueza: "Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego człowieka z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł".

            Uważam, że warto żyć chwilą obecną, poczuć potęgę teraźniejszości, być w tu i teraz i naprawdę warto być dobrej myśli, warto się wyciszać, nie iść ślepo za stadem, zacząć robić nawet za czarną, ale samodzielnie myślącą owcę, bo te mają charakter i siłę. Te nie zginą w stadzie. Podobno z prądem płyną śmieci - nie zaśmiecajmy więc własnego umysłu złymi energiami!

            Warto również być dobrym nie tylko dla siebie, ale najpierw właśnie dla siebie, bo wówczas można się nauczyć bycia dobrym dla innych. Wspomniałam o koronie, a przecież czakr jest siedem. Najważniejszą z nich jest czakra serca. Bo ono jest ważniejsze od mózgu (bo nie tylko jelita są drugim mózgiem, ale też mózg jest drugi - po sercu). Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, że serce jest jedynym organem w naszym ciele, którego nie atakują nowotwory? Czyż zatem nie jest ważniejsze od mózgu, w sensie duchowym? Czyż to nie ono zawiaduje naszymi emocjami, które wpływają na nasze samopoczucie? Kiedyś, gdy byłam bardzo mała, czytał mi tato bajkę, w której zastanawiano się, jakie słowo jest najważniejsze na świecie i okazało się być nim właśnie serce. Czy nie byłoby pięknie, gdyby ludzie go słuchali, kierowali się nim i jego podszeptami?

                Czasem myślę (nie powiem, że czytam z gwiazd, bo uznacie mnie za wariatkę), że idzie wielkie nowe, globalne wyzwanie dla całej ludzkości, wyzwanie trudne, a nawet bardzo ciężkie, ale warte wysiłku. Takie, którego nie zna moje pokolenie pięćdziesięciolatków (myślę tu bardziej o tych na Zachodzie, bo my w Polsce lat dziewięćdziesiątych, wchodząc w dorosłość, mocno dostaliśmy po tyłkach), przyzwyczajonych do życia na pewnym poziomie, do konsumpcjonizmu, gromadzenia rzeczy i pieniędzy, pracoholizmu i - de facto - pogoni za niczym.



                Idzie i nieuchronnie zbliża się wielkimi krokami egzamin z człowieczeństwa. Idzie czy nawet raczej biegnie? Nadchodzi z wielu powodów, choćby dlatego, że się wszyscy zaplątaliśmy, zagubiliśmy gdzieś radość istnienia na tym świecie i na dodatek nauczyliśmy się bezkarnie pozbawiać jej innych ludzi i inne mądre, czujące istoty. A świat jest jeden dla wszystkich, o czym dobitnie przypomina nam aktualna sytuacja. Wszyscy jesteśmy równi, tacy sami wobec czasu i wieczności. Nie ma wyjątków, nie ma litości i to jest dobre. Mnóstwo razy już cytowałam, ale zacytuję enty raz niezwykle mądre słowa poety, Juliana Tuwima: "Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha".

                    Mam wrażenie, że Matka Ziemia usiłuje nam przekazać coś bardzo ważnego. Coś, co od dawna wszyscy przeczuwaliśmy: że już dłużej się nie da tak, jak jest... Że przegięliśmy jako kolektyw, że jesteśmy u progu katastrofy, jakiej zaznali legendarni Atlantydzi, bo Ziemia, jak pisał Miłosz: "nie jest snem, lecz żywym ciałem" . Bo każdy ma dość ucisku i nie jest w stanie dłużej znosić złego traktowania. Bo przelała się czara goryczy, a jej ostrzeżenia na nic się zdały, gdyż nic nie zrozumieliśmy. Niby myślący, a jakże bezmyślni, niepokorni w swojej nieuzasadnionej bucie...

            W ciągu czterech ostatnich lat, tak gdzieś od marca pamiętnego 2020 roku, pojawiło się w necie mnóstwo wywodów, teorii spiskowych na temat sytuacji ludzkości, resetu systemu, a także bardzo lekceważących wpisów, memów i filmików w wykonaniu wielu tzw. znawców, jasnowidzów, astrologów, naukowców, coachów, wróżek, amatorów, pasjonatów, tarocistów i innych samozwańczych proroków i nauczycieli. Każdy ma prawo do swojego zdania, do publikowania w Sieci, ostatecznie wymiana myśli i poglądów jest bardzo cenna i ważna oraz pouczająca. Jednak nie wszystkim i nie we wszystko musimy wierzyć. Można poznać zdanie, opinie innych i po prostu wyrobić swoje własne. I tego się trzymać, rozumiejąc, że jako jednostki jesteśmy tożsami z wszechświatem, że wszystko jest połączone ze wszystkim, bo jesteśmy po prostu energią. Efekt motyla to wcale nie jest bajka.


                Moje zdanie jest takie, że uratuje nas spokój i dobro, empatia, wspieranie się, pomaganie sobie, współczucie, powrót do źródeł współbycia, do człowieczeństwa, do wyhamowania brania, a uruchomienia dawania, wsparcia, podtrzymywania na duchu, dzielenia się siłą, wiarą, nadzieją, dobrą, pozytwną energią. I nie mam tu na myśli tylko spraw materialnych, mam tu na myśli również, a może przede wszystkim, sprawy duchowe. Myślę intensywnie od wielu miesięcy o naszej wrodzonej umiejętności i potrzebie czynieniu dobra, cokolwiek to znaczy. Wspaniały i pożądany byłby powrót do kobiecych, ciepłych, życzliwych energii, do kreowania rzeczy, które będą sprzyjały wszystkim, a nie tylko wąskiej grupie uprzywilejowanych. Mam na myśli ogólnoświatową sprawiedliwość, także dla naszych cudownych, mądrych, czujących braci - zwierząt. Mam na myśli autentyczną, a nie pozorowaną bliskość ludzi sobie bliskich i zaufanie do reszty. Upadek nikomu niepotrzebnych podziałów, niesprawiedliwej ekonomii, życia na kredytach, struktur społecznych będących strukturami wręcz niewolniczymi, mądry podział dóbr. Tak... Kłania się utopijne "Imagine" Lennona, które zawsze gdzieś we mnie grało, ale myślę, że nie tylko we mnie, że jest nas dużo więcej, dostrzegających to, co jest, a co powinno być i kiedyś nastanie.
Nie przesadzam.

                Ludzie będą zmuszeni poprzez to, co się dzieje i jeszcze długo będzie się działo w tym chińskim (sic!) roku drewnianego Smoka (najmocniejszy znak chińskiego Zodiaku), chalcedońskiego Słońca (najmocniejsza siła w astrologii, będzie gorąco w każdej dziedzinie życia i w pogodzie) i numerologicznej Ósemki - najsilniejszej z cyfr (nieskończoność, niebo - piekło, dobro-zło), do dokonania zmiany - chyba przede wszystkim na poziomie świadomości; indywidualnej i zbiorowej, co doprowadzi do wielkiej zmiany stylu i trybu życia na tej pięknej planecie. Ten rok będzie rokiem mocnych energii, ale wierzcie mi - dla dobrych, otwartych ludzi będzie kreatywnym, świetnym rokiem pełnym ogromnych możliwości! NIE LĘKAJCIE SIĘ - tak mawiał Karol Wojtyła i te słowa wciąż, a może nawet coraz mocniej, są aktualne. Nie dajcie się zmanipulować! Róbcie swoje - bądźcie życzliwi!

                Wiem to. Nie jestem Kasandrą, nie jestem wieszczką i nawet w najśmielszych myślach nie pretenduję do tego miana, ale właśnie swoje wiem, jestem kobietą z bardzo wyostrzoną intuicją.
Myślę, że nadchodzą bardzo ciekawe, choć dla niektórych osób trudne czy raczej niełatwe czasy, a rok 2020 i kolejne lata, to  było tylko preludium. Ale nic to, bo - jak mawiał poeta ksiądz Jan Twardowski: "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze - to niedobrze". Kocham go za tę jego mądrość, za dostrzeganie małych cudów, za biedronki, za wszystkie cudne wiersze, za dobroć i prostotę.

            Wiecie, że od jakiś sześciu lat z tego świata, także tu w Polsce, odchodzi mnóstwo ludzi? Więcej, niż się rodzi, niż odchodziło nawet w latach wojen? A odejdzie jeszcze więcej. Nie wykluczam, że ja również. Karma wraca, zbiera żniwo. Jednak wierzę w nas, ludzi, pomimo wszystko. Cud życia musi pozostać i musi pozostać to, o czym pisał mój ukochany Norwid, czyli "poezja i dobroć".

              Przez najbliższe dni, miesiące, a może jeszcze nawet lata będzie się wiele działo, nastąpi mnóstwo zmian (na poziomie społecznym i indywidualnym), nasze życie też będzie inne, jednak wierzę, że wspólnie odrobimy tę lekcję, choć nie będzie to zwykła klasówka, tylko duży sprawdzian dla naszego gatunku, a Szekspirowskie "To be or not to be" nabierze nowego znaczenia...


            Czytam, jak wiecie sporo, poznaję czasem skrajnie różne poglądy. Szanuję zarówno teologa Pierre'a Teilharda de Chardina jak naukowca - ateistę Richarda Dawkinsa. I ten drugi napisał jedną bardzo ważną rzecz, przytoczę, bo wiem, że wielu ludzi boi się odejść z tego świata z różnych względów: "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie".

            

 
 
            Nie należy się bać, strach jest naszym wrogiem i nie mówię tu o tym pierwotnym, ale tym wyuczonym, nawykowym wręcz, ten strach podobno, wg nowych naukowych odkryć, potrafi zmienić nasze DNA... Ale zmieniają je przede wszystkim nasze dobre, wspierające myśli, zmieniają je na lepsze. Warto przypomnieć sobie piękne słowa "Desideraty", bo spokój, wewnętrzna siła, poczciwość, wyrozumiałość, empatia i współczucie na pewno nas uratują. Nastanie epoka serca, którą wieszczył Mickiewicz ponadczasową radą: "Miej serce i patrzaj w serce", ale zanim na stałe i na dobre rozgości się na tej planecie długo zapowiadana Era Wodnika (najprawdopodobniej pod koniec 2024 roku, w połowie listopada, gdy Pluton - odpowiadający za przemiany i rewolucje na 20 lat wejdzie do znaku powietrznego, społecznego Wodnika) podejrzewam, że nam przyjdzie zrozumieć słowa Milosza: "Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna".

            Pamiętajmy, że po każdej nocy nastaje dzień, a po każdym kryzysie nadchodzi prosperita, czas nowych wartości, a jak mawiał Joseph W. Krutch: "Za każdym razem, kiedy rodzi się nowa wartość, istnienie nabiera nowego znaczenia". 

 



            I pamiętajmy również o ogrodach... Jonasz Kofta i inni wielcy poeci, wiedzieli doskonale, że stamtąd przyszliśmy i tam przyjdzie nam wrócić... Miejmy nadzieję, że w pięknym stylu! Jednak zanim to nastąpi, zanim wrócimy do gwiezdnych Edenów, tu i teraz pielęgnujmy ogrody realnie - dbając o naturę i metaforycznie - dbając o jakość naszych myśli, naszego życia.

            Jesteśmy ludźmi, dobrymi, spokojnymi -operując umijętnie pełnymi zrozumienia i pokoju myślami mamy wielki, ogromny wpływ na całą naszą rzeczywistość. Kreujmy POKÓJ I DOBRO. Troje polskich astrologów, których naprawdę bardzo cenię i mój ulubiony rosyjski astrolog Michaił Lewin twierdzą, że:

                Naprawdę widać tęczę nad rokiem 2024 i wielką nadzieję dla nas wszystkich i dla naszej Matki Ziemi - pomalujmy ją razem w barwy harmonii i pokoju. 


        I jeszcze jedna ważna rzecz: nie musisz wierzyć w nic, co czytasz, słyszysz, oglądasz! Nie musisz się zgadzać z żadnym moim słowem - ważne, żebyś wierzył/wierzyła sobie i w siebie, żebyś sobie ufał/ufała. Amen.

piątek, października 23, 2015

"Nauka jest, lub być powinna natchnieniem dla poezji." ***


rozplatanie tęczy*


spójrz - słoneczniki pochylają przywiędłe główki
ku ziemi. kłaniają się jej, bo ona wchłania wszystko.
bezszelestnie i bezwarunkowo - najprostszą formą
nieskalanej miłości.

nie umiem tak kochać. moje spektrum lubienia
ogranicza się do kilku osób, zwierząt i książek  -
mikrokosmos zamknięty w niewielkiej przestrzeni.
arkadia na prywatny użytek.

Mały Książę wielbił różę - mnie nie jest szkoda róż.
jesienią brakuje mi słońca i kwiatów patrzących 
w jego stronę. tęsknię za tobą gdy zdarza nam się
spoglądać w innym kierunku.

myślę, że miłość musi być ziemska a nawet
przyziemna. przecież oczy pieką gdy spozierasz
w niebo a pięknieją zapatrzone w kogoś,
kto tak wiele znaczy.

żaden naukowiec ci tego nie powie, dlatego
rozplatając tęczę pamiętaj, że jedyną prawdą
jest bezwarunkowa miłość. apetyt na cuda rośnie
 w miarę dawania miłości.

*Rozplatanie tęczy, wydana w 1998 r. książka naukowca, Richarda Dawkinsa, zajmująca się relacjami między nauką a sztuką

JσAηηα Idzikoωska-Kęsik, 23 X 15


*** Richard Dawkins, Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda.
* obrazki z netu


Na zdjęciu powyżej ja sprzed dwóch godzin z książką poetycką, która dziś do mnie doszła z przepiękną dedykacją od Autorki i którą przeczytałam jednym tchem.

"Gustaw ma większe szczęście do miejsc

niż do ludzi, ale dzisiaj nie chce uciekać."


(Mirka Szychowiak, Z drogi, w książce pt. Gustaw znikąd, Szczecin 2015)

SZCZERZE POLECAM!

sobota, września 26, 2015

UWAGA KSIĄŻKI, czyli do zaczytania jeden krok!


Witajcie!

Jak już wcześniej wspominałam i co widać na tym blogu, ostatnio mało piszę (tzn. piszę bardzo dużo, ale są to rzeczy do pracy, a nie moje wierszopodobne osobiste dziwaczne wynurzenia), za to sporo czytam i oglądam. Wróciłam do czytania dla czystej przyjemności, bo przestałam studiować (na razie koniec z podyplomówkami!), a Panie z biblioteki stwierdziły, że przeczytałam już wszystko, co miały mi do zaoferowania z zakresu pedagogiki, psychologii, filozofii i innych nauk.
Zaliczyłam więc powrót do świata fantastyki, magii i realizmu magicznego, z czego zresztą bardzo się cieszę. Jak zwykle też sporo książek, które wpadły w moje ręce, po prostu kupiłam (nie wszystkie jeszcze przeczytałam, śmieją się do mnie z dwóch półek i czekają na zmiłowanie).
O poezji tu nie wspominam, gdyż bez niej żyć nie potrafię i czytam ją codziennie, dawkując sobie homeopatyczne krople metaforycznych uniesień.


Chciałabym polecić Wam kilka naprawdę godnych uwagi, ciekawych pozycji, które przeniosą Was do świata wyobraźni, ale też wiele nauczą, bo jak mawiał Gogol: Czytanie najlepszą nauką.



Księga jesiennych demonów Jarosława Grzędowicza to zbiór ciekawych, bardzo intrygujących opowiadań z dreszczykiem. Warsztat i lekkie pióro Grzędowicza bronią się same nawet wówczas, gdy pisze rzeczy,o których z góry wiadomo, jak się zakończą.
Mnie najbardziej podobało się opowiadanie pt. Opowieść terapeuty. Całość w sam raz na długie, jesienne wieczory.

Najlepiej myśli mi się w wannie. Wiem: teraz masowo wyrzuca się wanny i wstawia kabiny prysznicowe, żeby zostawało więcej czasu na pracę i obowiązki rodzinne. Leżenie w gorącej wodzie przez pół godziny nie jest do pogodzenia z "aktywnym trybem życia". Jednak wydaje mi się, że gdyby ocalało więcej wanien, to miałbym mniej pacjentów. Ja kocham wannę.

Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty




Widziałem dusze podziurawione słowami, których nie można było już cofnąć, popalone przez nielojalność, porozrywane tyranią, zmiażdżone nadmiarem obowiązków, zadławione nudą. Dziękuję. Jeżeli małżeństwo jest wojną, to ja jestem pacyfistą.


Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty



Pan Lodowego Ogrodu, czterotomowa powieść fantasy o przygodach Vuko Drakkainena, który na odległej planecie szuka swoich zaginionych (?) przyjaciół z ekipy naukowej.
Lektura obowiązkowa dla miłośników gatunku i literatury polskiej i... tryptyku Hieronima Boscha Ogród rozkoszy ziemskich (to chyba ulubione dzieło malarskie Grzędowicza, bo w opowiadaniach też o nim wspomina). Na pewno ta powieść wejdzie do klasyki polskiej fantastyki, a byłoby dobrze, gdyby weszła też do światowej, bo to doprawdy światowy poziom i niemal gotowy scenariusz na kinowy hit.
Mam szczęście, że szybko czytam, bo o dwa pierwsze tomy, prawie się mężem pokłóciliśmy, potem go tak wyprzedziłam, że miałam komfort delektowania się słowami i fantazją wrocławskiego autora bez stresu.



Półbrat to epicka powieść znanego i cenionego na świecie norweskiego autora (który posiada również obywatelstwo duńskie i jest także cenionym poetą), opowiadająca o losach zagubionego scenarzysty filmowego. Światowy bestseller, po który sięgnęłam dopiero po lekturze nowszej książki Christensena pt. Odpływ
Sięgnęłam (dzięki koleżance ze studiów, Anetce - dziękuję!) i wchłonęłam w trzy dni tę niezwykle mądrą książkę o rodzinie naznaczonej piętnem przeżytej traumy i opowieściami, którymi zachwyci się każdy kinoman.


Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta. Jak dla mnie: orgazm! Fajna, ciekawa, bardzo wciągająca opowieść o człowieku, który rodzi się po każdej śmierci na nowo, w tym samym miejscu i którego każde kolejne życie, staje się coraz bardziej niezwykłe, skomplikowane.
Lubię takie opowieści, a ta troszkę kojarzyła mi się z Ubikiem mojego ulubionego autora science fiction, Philipa Kindreda Dicka.



Podtrzymywanie światła - jedyna powieść Winterson, której nie przeczytałam na czas. Dopiero niedawno kupiłam ją za grosze na Allegro i mogłam się nacieszyć wyobraźnią, urokliwym poetyckim stylem i erudycją jednej z moich ulubionych pisarek.
Piękna opowieść o miłości, która jest światłem życia, zawierająca wiele aluzji do nauki i parapsychologii, tak, jakby autorka chciała pokazać, jak względne jest wszystko, oprócz miłości właśnie i że to ona jest najjaśniejszym światłem, jakiego możemy doznać.



Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna? - to niezwykła, szczera do bólu i piękna autobiografia brytyjskiej pisarki, wychowywanej przez zaborczą (i zagubioną, zestresowaną, niespełnioną) matkę adopcyjną, od której w wieku szesnastu lat uciekła na studia. Tytuł stanowią słowa matki skierowane do Jeanette, gdy ta przyznała się do swojej orientacji seksualnej.
Książkę czyta się jednym tchem, naprawdę trudno się od niej oderwać.



Opowieść o czynach Złego Ducha - tę powieść niedawno zmarłego angielskiego pisarza, poleciła mi Pani Ewa z MBP i trafiła w mój prosty guścik w stu procentach. Książka opowiada o losach mnicha, który przypadkowo staje się członkiem trupy wędrownych, biednych aktorów w momencie, gdy umiera jeden z ich towarzyszy. Aktorzy trafiają do miasteczka, gdzie chcą pochować swego zmarłego towarzysza, jednak splot wydarzeń sprawia, że zmuszeni są zostać tam znacznie dłużej, niż planowali...
W tej powieści o mrokach średniowiecza jest wszystko: intryga, akcja z wątkiem kryminalnym, zagadka, dobre pióro autora.



O pięknie - powieść brytyjskiej autorki, która w 2000 roku zasłynęła na świecie bestsellerowymi Białymi zębami.
Jak dla mnie średnia (pewnie się narażę, ale oczekiwałam czegoś lepszego), warto jednak przeczytać, choćby po to, żeby poznać nieco egzotyczne dla nas postawy ludzkie i móc je ocenić, porównać. Duży plus: sztuka w tle.



Rozplatanie tęczy - to z kolei jedyna książka mojego ulubionego naukowca - ateisty, autora bestesellerowego Samolubnego genu Richarda Dawkinsa, którą "dorwałam" po latach (po prostu wcześniej jakoś nigdzie nie mogłam jej kupić). W tej książce Dawkins... rozplata tęczę. Pokazuje, że nauka i sztuka mogą ze sobą współgrać, że człowiek jest jedyną we wszechświecie istotą, zadającą sobie pytanie o sens własnego istnienia:

Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.

Richard Dawkins, Rozplatanie tęczy




Wspieraj swój mózg - odmładzaj się - poradnik, jak to poradnik. Sporo nowych, dosyć ciekawych rzeczy i dużo starych, równie ciekawych, jeśli chodzi o zdrowie, które jest przecież najważniejsze.
Osobiście trochę mnie drażniły częste powtórzenia niektórych zagadnień, jak wątków w brazylijskich serialach dla analfabetów, ale skoro już kupiłam, przeczytałam do końca. A tak serio: warto wiedzieć, co się je i jaki to ma wpływ na nasze funkcjonowanie, prawda? Warto dbać o to, aby mieć sprawne ciało i mózg do późnej starości. Setny raz przekonałam się, że piję za dużo kawy, z której za cholerę nie umiem zrezygnować...



I to by było na tyle.
Jestem troszkę załamana (troszkę się boję, jak to będzie), bo moje dziecię mnie opuszcza i choć dostała się na kilka kierunków studiów (m.in. na socjologię grup dyspozycyjnych i filologię rosyjską), wybrała taki, przed którym ja broniłam się rękoma i nogami (z czystej przekory, gdyż rodzice i nauczyciele właśnie tam mnie "widzieli")- wybrała sama, więc szanuję to. Mam jednak nadzieję, że będzie dobrze mimo, iż już teraz, na starcie  zapowiedziała mi, że co głupsze lektury będą moje...

Dziękuję za odwiedziny, komentarze, cierpliwość.
Mocno i serdecznie Was pozdrawiam, a jeśli udało mi się zachęcić choćby jedną osobę do przeczytania którejś z książek opisanych w tym poście (jak zwykle nie chciałam spamować i podawać wszystkiego na tacy), to tym lepiej.
Do miłego, j.
A na koniec jeszcze jeden wymowny cytat z Grzędowicza:

Cały świat jest pełen ludzi znajdujących najwyższą przyjemność w wydawaniu ostatecznych sądów (...). Kochamy potępiać, przeklinać, skazywać. Uwielbiamy znajdować winnych. (...) Kochamy potępiać, bo wtedy na chwilę stajemy się niewinni i szlachetni. Przewracamy oczami w świętym oburzeniu i napawamy się własną niewinnością. My byśmy nigdy tak nie postąpili. (...) A gdyby ktokolwiek z nas stwarzał wszechświat, to jako miejsce szczęśliwe, gdzie żaden ptak nigdy nie spadłby z gałęzi. (...)

Jarosław Grzędowicz, Opowieść terapeuty w: Księga jesiennych demonów, s. 186




PS
NIEDZIELNY DOPISEK (27 IX 15),
bo właśnie skończyłam czytać, a nie chce mi się tworzyć nowego posta (tu ujawni się moja prawdziwa twarz niedoszłego krytyka):

UWAGA!
SZOK ZE STRESEM!
Pierwszy raz czegoś nie polecam!
Sięgnęłam, bo temat interesujący, bo myślałam, że się czegoś ciekawego dowiem, a tu skifa na parafii. 

Podróż schizofrenii - kiepsko napisane, bardziej zakrawa na spisane na kolanie sprawozdanie, niż powieść.
Nie wiem, czy to wina Autorki, czy wydawcy: sporo literówek, brak polskich znaków w wielu miejscach.
Generalnie niedopracowane, słabe, zwłaszcza stylistycznie.
I ten walc wiedeński we wczesnym średniowieczu... Sen, schiza czy po prostu zwyczajny brak wiedzy?
Szkoda. Czasu również. Jestem pełna podziwu dla siebie, że przebrnęłam przez coś, co reklamowane jako powieść psychologiczna, nawet koło takowej nie leżało i jest dowodem na to, iż obecnie można wydać wszystko, jeśli zapłaci się wydawcy odpowiednią sumę.