... I tylko pisanie mnie koi, uspokaja, rozluźnia, sprawia, że oczyszczam gonitwę myśli, że czuję się zaopiekowana, spełniona. A mimo to, nie mogę się zebrać, żeby usiąść, wyciszyć się i napisać tutaj na blogu post albo jakiś wiersz.
Trochę wynika to z poczucia bezsensu, trochę ze zmęczenia i braku czasu...
Ale pisanie jest dla mnie naprawdę bardzo ważne i na pewno nie przestanę.
Chociaż tak do końca, to już nie wiem, czy warto pisać, zwłaszcza wiersze, których i tak nikt nie czyta, albo nie rozumie, albo ich nie lubi lub pisze tylko dla siebie i o sobie, mając innych za nic...
Z tego powodu - zwątpienia i wypalenia, biorę sobie pierwszy od trzech lat urlop od redagowania Babińca Literackiego (z którym współpracuję od lat sześciu). Muszę odpocząć, znaleźć sens, postawić sobie nowe cele. Uwielbiam tę stronę na FB, uwielbiam wyszukiwać wiersze, prozę i pisać biogramy, które często tłumaczę z angielskiego i francuskiego, ale brakuje mi siły. Babiniec będzie, będą codzienne posty, bo są inne Redaktorki, ja po prostu muszę odpocząć i odreagować. Tak to bywa, gdy pracuje się bez przerwy.
A one - przerwy - są niezbędne i konieczne dla prawidłowego funkcjonowania i entuzjazmu. Bo każdy nadmiar w końcu się ulewa. Każdy wymaga odpuszczenia.
Maj i czerwiec oraz wrzesień to dla mnie zawsze najbardziej intensywne, bardzo pracowite i dynamiczne miesiące. W tym roku szkolnym nie było inaczej.
Pod koniec maja byłam z dziećmi i młodzieżą na czterodniowej wycieczce do Trójmiasta. Wiadomo - gdy organizatorka wycieczki poprosiła mnie o udział w niej, nie mogłam odmówić, bo kocham i znam Trójmiasto, więc pojechałam z koleżankami jako opiekun i było naprawdę wspaniale - cudowne dni, bardzo ciepłe, piękne, pełne zwiedzania, zachwytu, słońca, maków i rozmów z dzieciakami i koleżankami. Bardzo cenne chwile z koleżanką, która przyszła do pracy we wrześniu i tak naprawdę poznałyśmy się lepiej dopiero na tej wycieczce, za co jestem wdzięczna.
Potem było jeszcze dużo szkolnych imprez oraz wspaniała wycieczka do Wrocławia, którą zorganizowałam na zakończenie projektu i cudowne wrażenia, bo ponownie odwiedziłam znane już wielu osobom wrocławskie podwórka przy ulicy Roosevelta, malowane przez Mariusza Mikołajka i innych profesjonalnych artystów oraz utalentowanych mieszkańców kamienic. Cudowne, magiczne miejsce, które naprawdę warto odwiedzić, zobaczyć! Szczerze polecam! Ten bajkowy świat odwiedził nawet światowej sławy niemiecki reżyser Wim Wenders i był nim oczarowany! Moi uczniowie i koledzy oraz rodzice również!
No a potem, po tych wszystkich atrakcjach, trzeba już było pisać świadectwa i inne ważne dokumenty szkolne, które pochłaniają dużo czasu...
Jak zwykle o tej porze roku, przez cały okres nieobecności na blogu, spacerując z psiakiem, będąc na wycieczkach czy innych prywatnych wyjazdach, polowałam na moje ukochane maczki... Bo te kwiaty zawsze, od dziecka cieszą moje oczy i koją serce, współgrają z moją ADHDową duszą. Są też symbolem numerologicznych Piątek, a ja do nich należę.
Przybyło mi też kilka makowych cudeniek do mojej ceramicznej kolekcji: od p. Basi z Ceramiki Rose z Różyńca pod Bolesławcem, z ceramiki z Mieroszowa i od p. Beatki z Ceramiki Artystycznej z Brzegu. Małe dziełka sztuki umilające codzienność, sprawiające, że zwykła kawa smakuje jak wykwintne delicje. Uwielbiam i wciąż mi mało.
Uwielbiam kształt kubeczka zwany czeskim. Niektórzy nazywają ten kształt beczułką.
I to chyba wszystko. Mało w tym okresie absencji na blogu czytałam (oprócz poezji, oczywiście) i oglądałam, bo gonił mnie czas. Mało miałam chwil tylko dla siebie. Teraz to się zmieni. Teraz czas na wakacje i odpoczynek od obowiązków i pracy, którą bardzo lubię, ale i od niej potrzebuję czasem odpocząć.
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze do mnie zaglądają i życzę Wam cudownego czasu. Dużo radości i ciepła w sercach! Bądźcie szczęśliwi!


















