08 lutego 2026

"Człowiek zna to, z czym się rozstaje, ale nie ma pojęcia, co takiego zastanie zamiast tego".


Zaprzestanie

"A kiedy ona cię kochać przestanie, zobaczysz noc w środku dnia".

Edward Stachura - Sted


Kiedy kobieta nie pragnie już
dotyku mężczyzny, z którym była,
gdy nie potrzebuje pocałunków, bliskości,
głaskania - choćby tylko wzrokiem,
kiedy zamyka się w sobie i swoim smutku,
bo jej ciało mówi stanowczo, że to koniec...

Odejdź.

Jeżeli nawet przejdziesz setki dróg
i spalisz za sobą dziesiątki mostów,
jej złamane serce nie przyjmie z powrotem
kogoś, kto przekroczył granice i sprawił,
że poczuła się niekobieca, zwątpiła w siebie,
przestała ufać i wierzyć w czułość.

Możesz się bawić, igrać z miłością, zabijać ją powoli,
przynosić tysiące róż, które de facto, są martwe,
ale ciało, które skrzywdziłeś - jak wrażliwy poeta - pamięta
i krzyczy bezgłośnie:

jeśli mimo wszystko zostaniesz, będę jedynie echem,
ulotnym wspomnieniem uporczywej nieobecności.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 8 lutego 26

Cytat w tytule postu Federico Moccia. 

Obrazy: Alexandre Canabel, Echo (1874), Paul Chabas, Jasnowłosa Nimfa, obraz anonimowy: Echo odlatująca od Narcyza, François BoucherDaphnis Tells Chloe the Legend of Echo (1743)

04 lutego 2026

"Orfeuszu, gdzie jesteś, pomyliłeś znów piętra, ja cię czekam na Ziemi - piętro niżej od piekła".

Obca zima 

Jaka dziwna ta zima: długa, biała i mroźna i nawet
Bałtyk zamarzł, chociaż nadal wypluwa z podziemi
swoje bursztynowe złoto. W Gdyni na Klifie Orłowskim
bardzo ślisko. Idę wolno, nie patrzę wstecz, żeby nie upaść.
Pod Klifem oblodzone, osobliwe kamienie przypominają
siwo-szare głowy morskich bogów, cierpliwie czekających
na ożywcze zanurzenie się, morsowanie i krioterapię
w lodowatych falach tego polodowcowego akwenu.

Chodzę po urokliwej, pustej plaży i wyobrażam sobie,
że tak właśnie wygląda piekło: zimne, białe, surowe.
Wiatr smaga mnie po twarzy, mróz wygładza zmarszczki -
wbija we mnie lodowe szpileczki, jak igły w mezoterapii.
Paradoksalnie - jest mi naprawdę dobrze, mimo dotkliwego
chłodu, czuję ciepło i nieuzasadnioną radość w sercu.

Może znowu się w tobie zakocham? Tym razem inaczej:
mniej emocjonalnie, dojrzale, z większą dozą wyrozumiałości.
Mewy z krzykiem przelatują nad moją głową, kormoran pilnuje
ciszy, bo fale zasnęły pod lodem, siedzi dumny jakby był pawiem.
Ta zima naprawdę jest inna. Kroczę za tobą cicho, bardzo powoli
i modlę się do bogini morza - Amfitryty, żebyś nie poczuł
na sobie mojego wzroku, nie obejrzał się pod żadnym pozorem. 

Chcę być szczęśliwą, wesołą Eurydyką w długiej, seledynowej sukience,
dla której Orfeusz wytrwał, przeszedł przez wszystkie piekielne, zimne,
bezduszne kręgi, podziemia mórz i oceanów, zdał egzamin z miłości 

 
i razem z nią doczekał rajskiej, czułej wiosny.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 lutego 26 

Cytat w tytule postu, Jonasz Kofta, Wołanie Eurydyki; obrazy w kolejności: Frederic Leighton, Orfeusz i Eurydyka (1864), Alexandre Séon, Lament Orfeusza (1896),Jean-Baptiste-Camille Corot, Ranna Eurydyka (1868), Edward John Poytner, Orfeusz i Eurydyka (1862).

 O Orfeuszu i Eurydyce pisałam już kiedyś, dawno temu TUTAJ.

Mały bonus Kochani: zrobiłam ciasto z przepisu Maminka Kulinarnego, który to przepis znajdziecie TUTAJ. Nie miałam blaszki w podanych przez Maminka wymiarach, ciasta wydawało mi się za dużo - bo to pierwsze moje drożdżowe w życiu, masła nie rozpuszczałam, bo mam w domu bardzo ciepło i jest mięciutkie, więc zrobiłam je w postaci bułek, które tak urosły, że trochę się posklejały, z myślami w stylu: "A tam, jak nie wyjdą, do skruszę ptakom, albo wyrzucę"... Ale wyszły i na dodatek obłędnie pyszne! Kształt tego ciasta jest absolutnie nieistotny, bo liczy się smak. Nie miałam mąki ziemniaczanej, dałam budyń borówkowy do sera, stąd jego fioletowy kolor, dałam też trochę rodzynek i skruszonych włoskich orzeszków do tego nadzienia. Maminku - dziękuję za pyszny przepis i przede wszystkim za inspirację!

A wy śmigajcie na blog MAMINEK KULINARNY i bierzcie przepis i do roboty z pysznym ciachem! Zresztą znajdziecie tam wiele innych wspaniałych przepisów do wykorzystania na co dzień, urozmaicenia diety w pyszności, także rodem ze Śląska.

01 lutego 2026

"Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion".


Przenikliwe zmrożenie

Zima i mróz, trochę białego puchu.
Las sprawia wrażenie nieruchomego.
Drzewa w fazie REM śnią o łączeniu się
korzeni w podziemnej grze o życiodajne siły,
regenerują się, zastygają po to, aby po przebudzeniu
rozbłysnąć pąkami, dać schronienie ptakom.

Chodzę szeptem, żeby nie spłoszyć gili.
Wieszam na krzakach kule z ziarnami,
paski słoniny, którą dostałam od sąsiada,
bo nie odwiedzam sklepów mięsnych.
Sikorki, sójki, raniuszki przylatują w ciszy,
dopiero, gdy się oddalam słyszę ich głosy.
Wróbel próbuje ćwierkać, ale chyba nie ma
natchnienia z powodu dużej wilgotności,
intensywnie odczuwalnego chłodu.

Widzę ją z daleka, podchodzę z nadzieją,
że odpoczywa. Biały brzuszek nie porusza się,
ruda kitka nie będzie już odkurzać kory drzew.
Nie wiem, co robić, oprószam ją śniegiem,
symbolicznie wierząc, że biały to kolor żałoby.
Śni mi się długo, często, wraca w migawkach
krótkich wspomnień, w przebłyskach - rozczula.

Zmiłuj się nade mną duchu lasu, zrozum mnie
ciałko wiewiórki, które nie zobaczysz już wiosny,
odejdź auro nieprzyjazna, okrutna. Obudź się świecie,
który nie pytasz czy serca istot, goszczących
w naturze, gotowe są na twoją obojętność,
na bezduszność okazywaną bez względu na porę roku.

Pozostaje nie wzruszać ramionami, nie unosić brwi,
niczemu się nie dziwić, tylko uparcie patrzeć z czułością.
Wbrew logice i wszelkim znakom na ziemi i nieboskłonie
zrozumieć, że wszystko ma sens.
 
I tworzyć: pisać, opowiadać wiersze.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 1 lutego 2026


*
Haiku na dziś:
 
Pełnia Zimnego
Księżyca w zodiakalnym

Lwie - mruczę jak kot
 
jik 
 
*

Bonus - wiersz jednego z moich ulubionych współczesnych poetów z tomiku "Wiersze wybrane":
 
 Jacek Podsiadło

* * * (Z uniesień pozostało mi...)



      Z uniesień
      pozostało mi uniesienie brwi,
      ze wzruszeń
      - wzruszenie ramion.

      Jeszcze piszę wiersze,
      uparcie poprawiane testamenty,
      którymi niczego
      nikomu nie przekazuję.

      To dotkliwe uczucie,
      że ja nie istnieję,
      a nikt inny
      nie potrafi mi pomóc.



Cytat w tytule postu Jacek Podsiadło; zdjęcia między wierszami - mój las na fotografiach Leszka Idzikowskiego, mojego brata; obrazy w kolejności: Adolf Gustav Schweitzer, Laurits Andersen Ring, Zbigniew Staszewski