Translate

niedziela, października 08, 2023

MAŁY JUBILEUSZ: POST NR 600, CZYLI FAKTY O BLOGU I JEGO NIESKROMNEJ AUTORCE

      Witajcie!


         No i stało się... 

        Post nr 600 zagościł na tym blogu. Długo pisałam tych 100 postów, ponieważ poprzedni jubileuszowy wpis - post nr 500 - opublikowałam prawie trzy lata temu, pod koniec listopada 2020 roku. Zawsze jednak stawiałam na jakość, a nie na ilość, więc jest to do wytłumaczenia. Czasem piszę o prostych rzeczach, bo z tego składa się nasze życie - ze zwykłych, przyziemnych rzeczy, z codzienności, z której powinniśmy się cieszyć.

            W poprzednim jubileuszowym poście napisałam o sobie kilka ciekawostek, które nadal są aktualne, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i życie nas zmienia, ja bardzo się zmieniłam i dojrzałam przez te trzy lata... Zwłaszcza, że były to niełatwe lata dla świata, a - jak mówią gwiazdy - idą jeszcze trudniejsze już od teraz, właściwie od jutra (generalnie październik nie będzie lekkim miesiącem, jednak odsyłam Was do profesjonalnych astrologów, ja sobie tylko czasem patrzę w gwiazdki na użytek prywatny i nie chcę się dzielić z ludźmi wiedzą, która może nie być przyjemna, nie chcę też być przedmiotem kpin dla tych, którzy myślą, że astrologia to bajka dla naiwnych). 

        Otóż jestem na Bloggerze, na tym blogu od stycznia 2012 roku, od dnia urodzin moich ulubionych poetów (owszem mam tych ukochanych poetów wielu, bo czytam poezję od dziecka i nigdy nie przestanę): Bolesława Leśmiana i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

     Raz piszę więcej, raz mniej, raz lepiej, raz gorzej - ale jestem tu, piszę, trwam i będę dopóki, dopóty pozwoli mi czas. Czas, który bywa okrutny i zabiera nam nas w najmniej spodziewanych momentach.

        Obecnie mam 54 lata (skończyłam je w Dzień Psa - 26 sierpnia), z czego jestem dumna, że w ogóle dożyłam do tego wieku. Serio, są ludzie z mojego rocznika, których już nie ma w tym wymiarze, więc wypada się cieszyć każdym dniem, a nie narzekać, że się starzejemy. Zwłaszcza, że starzenie się to naturalna, biologiczna kolej rzeczy.

        Nadal jestem zapracowaną i ciągle uczącą się kobietą. Studiuję obecnie bardzo ciekawy kierunek: metodykę rozwijania umiejętności komunikacyjnych. Uczę się AAC, języka migowego, fonogestów i różnych innych ciekawych rzeczy. Lubię się uczyć i będę to robić do końca życia. I nic tego nie zmieni, oprócz ewentualnej degrengolady umysłowej.

        Wciąż namiętnie i uparcie czytam poezję, prozę, książki popularnonaukowe, psychologiczne, oglądam dobre filmy, ciągle jestem ciekawa świata i coraz mniej ciekawa ludzi. 

        Niestety. Taka jest prawda. Jest mi dobrze ze sobą i zerwałam kilka bezsensownych, toksycznych znajomości, które nic dobrego nie wnosiły do mojego życia. I będę zrywać z ludźmi, którzy nie będę wibrować wysoko, przy których będę się czuła źle, gorsza lub głupsza albo wyssana z energii. I już. Nie wszyscy muszą mnie lubić, bo ja też nie lubię wielu osób. Tak już w życiu jest.

        Piszę coraz mniej wierszy, bo jestem po prostu zszokowana wylewem, morzem czy wręcz oceanem osób piszących i zachwycających się własną twórczością. Nie chce mi się tego nawet komentować, uważam, jak Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska - naprawdę wielcy i cenieni poeci, że wiersze powinno się pisać wtedy, gdy ma się naprawdę coś do powiedzenia. Tyle. Interpretujcie to sobie, jak chcecie. Na pewno się tutaj nie wymądrzam i nie wywyższam. Redaguję od wielu lat bardzo popularną stronę literacką i swoje wiem. Codziennie czytam co najmniej kilka wierszy. Lub wypocin wierszopodobnych. Ale czytam ze zrozumieniem.

"Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa".

Julian Tuwim

        Uważam, że wielkim problemem współczesnego społeczeństwa jest wmawiane nam latami new age'owych bredni typu: Jesteś the best i jesteś bogiem oraz brak jakiejkolwiek samokrytyki, pokory czy refleksji na swój temat. Zalew egoistów, którzy mogliby się poturbować, gdyby spadli z własnego ego.

        Ludzie kiedyś, gdy brali się za pisanie utworów literackich, przede wszystkim dużo czytali, poznawali poprzedników, znali sobie współczesnych, słuchali innych twórców i krytyków. Teraz piszą wszyscy, a prawie nikt nic nie czyta, może oprócz postów w internecie, często okraszonych różnymi błędami. Poeci zachwycają się swoimi tekstami z beznadziejnie ogranymi lub totalnie nielogicznymi  metaforami, a nie znają dobrze twórczości choćby tych największych, najlepszych, cenionych i nagradzanych w świecie poetów. I powiem wprost: czasy się zmieniają, to poezja też się zmienia i to, co było dobre kiedyś, teraz już nie jest, bo w poezji najważniejsza jest prawda.

     Najsmutniejsze dla mnie jest to,że taką grafomanię bardzo często preferują nauczyciele poloniści. Dokąd zmierzamy? Do upadku cywilizacji. Bo jeśli poziom oczytania jest jaki jest, to poziom uwielbianych twórców jest adekwatny do poziomu społeczeństwa. Tak więc panie piszące o falach uniesień mają uwielbiające je towarzystwo absolutnie adekwatne do ich inteligencji. Ale co tam - ważne, że ego jest nakarmione gifami, lajkami i słodkimi komentarzami. Chyba o to w tym wszystkim najbardziej chodzi. A potem jeszcze wmawiają innym, że szlak zamiast szlag ich trafia z powodu ich wielkiej popularności, co jest ni mniej ni więcej, jak tylko żałosne.

    Piszesz - pisz, rób to codziennie, pracuj nad stylem, ale nie musisz się tym od razu zachwycać. Po prostu poczekaj, aż ocenią to inni. Niekoniecznie netowe koło wzajemnej adoracji. I pamiętaj - ćwiczenie czyni mistrza, a odrobina pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Na swojej stronie na Facebooku czy w innym miejscu publikuj sobie co tam chcesz, bo to twoja strona i twoja sprawa, ale jak coś wysyłasz do publikacji do szanującej się redakcji, po prostu licz się z tym, że twój tekst nie dostanie przyjęty, bo mieszanie redaktora z błotem nie przyniesie ci chwały i sławy. I amen w tym temacie.

                                                           
"Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
Pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
Że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument".
 
Czesław Miłosz, Ars Poetica

        Tak więc staram się nie zwariować, nie zgubić siebie, swoich poglądów i przemyśleń, swojego IQ i EQ. Staram się czytać coś powyżej rymowanych lub egzaltowanych utworków i literatury ziejącej banałem. I znam tegorocznego Noblistę, z teatru, ale znam. ;) 

        Pielęgnuję też w sobie dziecko. Lubię je i chyba wreszcie pójdę na terapię, chyba do tego dojrzałam. Utulę w sobie tę zranioną małą dziewczynkę. Bo do terapii też trzeba dorosnąć. A czasem, mimo wykształcenia w tym kierunku... Sama sobie nie poradzisz, potrzebujesz ludzi bardziej kompetentnych i obiektywnych, którzy nie podejdą do Ciebie zbyt emocjonalnie. Nie trzeba się bać terapii, ona daje możliwość jeszcze lepszego poznania siebie i spojrzenia na swoje kompleksy z innej perspektywy.

        Pielęgnuję rodzinne, koleżeńskie i przyjacielskie relacje - to zawsze jest wielki skarb, podpora. Dbam o komfort moich zwierzaków, za które jestem odpowiedzialna i bardzo przeżywam, gdy chorują.

        Dużo przebywam na łonie natury i podróżuję, kiedy tylko mam okazję.

        Staram się nie zwariować w tym świecie. Bo wyrosłam z bajek typu: wszechświat cię wspiera i kocha. Kochaj siebie i wspieraj swoje działania nie zapominając o innych! A jeśli masz możliwość - udziel wsparcia komuś, kto tego potrzebuje. Bo wzajemne wsparcie jest czymś pięknie ludzkim i nie trzeba do tego bredni o kochającym nas wszechświecie. Wszechświat jak my - robi swoje i zajęty jest sobą i swoją samotnością wpisaną w egzystencję.

                                ***

                    Parę faktów o mnie na dziś:

1. Wciąż kocham maki, jestem wegetarianką i pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi i młodzieżą, uczę też muzyki dzieci przebywające w szpitalu psychiatrycznym. I nadal lubię swoją pracę, choć bywam zmęczona.


2. Ciągle zbieram stare klejnoty, kolekcja powiększa się, jednak ostatnio doszło mi kilka nowych, współczesnych bransoletek i łańcuszek od przyjaciółki w postaci różańca. Kupiłam też sobie bursztynowy różaniec.


3. Nadal kolekcjonuję ceramikę, już nie tylko bolesławiecką, bo w poprzednim życiu chyba malowałam maki na kubkach. 🤣

4. Zrobiłam się bardziej eko. Kupiłam syfon nie produkuję aż tyle plastiku, bo uwielbiam wodę mocno gazowaną.

5. Lubię ostatnio bardzo młode polskie wykonawczynie piosenek i trzymam kciuki za rozwój ich kariery: Sanah, Marie, Mery Spolsky, Kaśkę Sochacką, Bryskę.

6. Myślę o kolejnych studiach, chociaż obecne kończę dopiero w grudniu, ale może przy sprzyjających wiatrach wreszcie pójdę na takie, które nie są związane z moją pracą, które pomogą mi w samorozwoju.

7. Mam zaczętych kilka wierszy, jednak czekam na wenę i na to, żeby dojrzeć do ich publikacji. Nie wszystko trzeba od razu wrzucać do internetu.

8.  Wgłębiam teraz tajniki astrologii na drugim, profesjonalnym kursie. I to pomaga mi zrozumieć przede wszystkim siebie, swoje rodzinne relacje i w ogóle relacje z ludźmi, zwłaszcza z tymi, których odpuściłam, opuściłam, od których uciekłam.

9.  Kilka dni temu poszłam do mojej ulubionej fryzjerki, Pani Małgosi i obcięłam włosy na boba i czuję się niezwykle kobieco. Podobam się sobie w tej fryzurce. Jeszcze musi mi urosnąć trochę grzywka, ale już jest dobrze. Zdjęcie poranne, więc wyglądam kiepsko, bo długo w nocy czytałam a wstałam o 5:45 i spałam jakieś 4 godziny.

10.  Po filmie "Barbie" polubiłam różowy kolor i zakupiłam sobie kilka ubrań w tym kolorze.


11. Odkryłam też niedawno, na stare lata, dwa przecudne rozświetlacze do twarzy. Nigdy wcześniej nie używałam takich kosmetyków, także bronzerów. Teraz je bardzo polubiłam. Lepiej późno niż później. Lubię rysować rankiem swój autoportret na buzi.



        Cóż jeszcze? Bardzo się cieszę, naprawdę bardzo, że poznałam tutaj na blogu wielu ciekawych ludzi z pasją, takich, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia, do których chętnie zaglądam. To jest pocieszające, budujące. Tym, którym komentuję posty, jestem bardzo wdzięczna za to, że są, piszą, dzielą się wiedzą, fotografią, przemyśleniami.

            Życzę sobie i Wam kolejnych ciekawych, dobrych, interesujących postów! I nie zapominajcie o mnie. Jestem gotowa przyjąć każdą krytykę i szczerą wypowiedź i nie jestem taka wredna, na jaką się czasem kreuję. Moja kochana Promotorka, Pani Dr M.P. na pedagogice, mawiała, że czasem trzeba wyrzucić z siebie śmieciowe myśli, żeby nie nabawić się chorób.
            Mówcie prawdę i bądźcie sobą.
            With love - JoAnna

sobota, października 07, 2023

UWAGA POEZJA, czyli trzy wiersze Romy Jegor


         Poetka Roma Jegor (1953 - 2023) pochodziła z Dąbrowy Górniczej, mieszkała w Mikołowie. 

    Z wykształcenia była programistką komputerową, ze świadomego wyboru – poetką. Poetką dobrą, dojrzałą (bo wiersze zaczęła pisać jako dojrzała kobieta), bardzo spostrzegawczą, czułą. Autorką czterech tomików poetyckich: „Wieczór w kocim futrze”, „Bieleją księżyce paznokci”, „Salamandra” i „Tatuaż na jabłku”. Debiutowała w miesięczniku Akant. Była członkinią Związku Literatów Polskich  – Oddziału w Krakowie oraz Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach. Laureatką wielu ważnych konkursów poetyckich. 

    Wiersze Autorki prezentowane były w Śląsku, Migotaniach, SosnArcie, Arkadii, Akancie, Znaj, Lamelli, Hybrydzie, Literacie Krakowskim, LiryDram, a także w antologiach pokonkursowych, oraz na internetowych stronach takich jak: Fragment, sZAFa, Polis2008, Poeci.pl, PoeciPolscy.pl, Śląska Strefa Gender, Parnas.pl, PKPzin, Poeci Po Godzinach, Modowo.pl, zlp-kraków-pl, Babiniec Literacki, Poezja.exe.pl. Również w audycjach poetyckich, m.in. na antenie Radia Katowice. 

    Pani Roma mówiła o sobie:

  "Nigdy nie byłam z tych pięknych kobiet domowych, pachnących wanilią, które szyją i haftują. Pachnę kartką. Jestem zwykłym poszukiwaczem znaczeń, układaczem słów".

I układała te słowa w sposób osobliwie piękny... W wiersze, do których chce się wracać. Unikała banałów, pisała prawdę, opowiadała historie, a najlepsza poezja to ta, która jest prawdą.

                                Oto trzy wiersze spośród wielu godnych uwagi utworów Autorki...

*

Gry dziecięce
 
O czym tu mówić - że zdarli z niej majtki
ławka była twarda a tablica czarna
o czym tu mówić - lekcja była długa
dzwonek nie krzyknął
nie skrzypnęła klamka
 
I co tu mówić - źli pójdą do piekła
dobrzy ze skrzydeł będą pióra rwali
woźny do jutra wymyje podłogę
po ud drobnej bieli
i pętli skakanki
 
I co tu jeszcze - że dzieci śpiewają:
„Anka-Skakanka z aniołami fruwa”
dzwonek nie krzyczał nie skrzypnęła klamka
klasa była pełna
lekcja była długa
 
*
 
Odpowiedź dla Julki
 
Sąsiadka gromadzi cukier przyjaciel radzi synowi
zostać na Zielonej Wyspie
koleżanka dzwoni z pytaniem czy już czas
zaszywać w halki pierścionki a my wino pijemy
i piszemy wiersze jakby świat miał być wieczny
po każdy horyzont
Myślisz że oni przed tym też czytali Prousta
pili wino choć im spod palców uciekała ziemia
że spali oddychając równo wraz z obrotem słońca
choć rdza pięła się po nim niczym skrzydło stonki
Piję trzecią herbatę smażę naleśniki
sadzę bratki bo kwiecień bez nich niczym ślepe kocię
Myślisz że też sadzili że jedli kremówki
przycinali jabłonie co miały być wieczne
Nie wiem co będzie Julko może tylko chwila
a może druga wieczność żeby naszym wnukom
zęby mleczne wyrosły wypadły wybrzmiały
Zostaw głupie pierścionki siejmy mak jak baby
opowiadajmy dzieciom o czerwieni płatka
kruchej jak taniec pszczoły ślad miodu na wargach
 
*
 
Przerwa w zbieraniu chrustu
 
Czasem bezwiednie sama siebie przytulasz -
trzeba się czegoś trzymać
na tym wietrze,
pokołysać zbyt nerwowe zakończenia,
wygładzić chropawe,
naciągnąć chrome,
uciszyć chrapy koni co wciąż
w tobie rżą.
Drżą ci ręce jeśli tylko oderwać je od ciała.
Rozgniatasz w palcach słowa, rumianki, różańce,
turlasz białe i czarne po liniach dłoni.
Masz nierozdzielne linie głowy i serca,
jakby to była jedna wioska -
tłum znajomych kobiet przy jakiejś studni na rynku.
Siedzisz więc przy sobie jak przy studni, kiedy już się trafiła
ta przerwa w żęciu, pieleniu i zbieraniu chrustu.
Bezwiednie sama siebie kołyszesz, głaszczesz, poisz, goisz.
Turlasz w palcach albo rozgniatasz w pył białe i czarne.
Powtarzasz ruchy po babkach, ciotkach, czarownicach.
Wszystkie jesteśmy tym samym - kosmicznym pyłem
i przędzą na rany,
które świat sobie wymyśla i nam zadaje.
Jak pracę domową.
 
                                                                            ***
 
    Poetka, którą bardzo ceniłam, odeszła 1 października, zaledwie dwa dni po swoich siedemdziesiątych urodzinach. Mówiła o swoich tekstach:
 
                            "Najnowsze jeszcze trzymam przy sobie. Przez chwilę. Zanim się rozbiegną".
 
    Będzie mi bardzo brakować Jej nowych, mądrych wierszy, także tych rozbieganych - wysyłanych na coroczny konkurs do Babińca Literackiego, na dni kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet. Jednak cieszę się bardzo, że znam Jej twórczość. Należała bowiem do wybrańców, których słowa wzbogacają i na długo zapadają w pamięć.
 
            Pokój Twojej Pięknej Duszy, Pani Romo. 
 

sobota, września 30, 2023

UWAGA SPOILER, czyli anioł w psiej skórze



 
Tradycja chińska mówi, że białe zwierzę w domu przynosi szczęście. Od dziecka mam słabość do białych kotów, od wczoraj również do białych psów.

    Psy to piękne i niezwykle mądre istoty, bardzo empatyczne, wierne, inteligentne - mają cechy, których brakuje niektórym ludziom. Mają też dużo lepszy węch i słuch, niż ludzie. Wyższą temperaturę ciała. Poza tym - nie ukrywam - odkąd mam psa jestem w tych istotach zakochana po uszy...

    Ale już w dzieciństwie dużo o nich czytałam, bo psy często bywają bohaterami książek, a moim ukochanym utworem była historia o kundelku, który podróżował po Włoszech.

    Autor tego utworu, opowiadania właściwie, Roman Pisarski, odszedł w lipcu 1969 roku, nieco ponad miesiąc przed moimi urodzinami.

        
        Zainspirowała go do jego napisania w 1967 roku prawdziwa historia psiaka, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, we Włoszech stał się swego rodzaju ikoną, celebrytą i najczęściej fotografowanym psem, który doczekał się nawet własnego pomnika, bo uratował małą dziewczynkę, Adelę, przed śmiercią pod kołami pociągu.

        O Lampo pisali też inni autorzy, ponieważ prawdziwe historie zawsze są bardziej inspirujące i wzruszające, niż wytwory choćby największej wyobraźni. 

    A psy to wdzięczny temat do opowiedzenia chwytającej za serce bajki dla dzieci. Mnie jako dziecko ta historia bardzo wzruszyła, czytałam ją kilka razy. Po latach utworu Romana Pisarskiego o podróżującym pociągami kundelku wysłuchała także moja córka, bo to, co nam się podoba w dzieciństwie, czytamy potem swoim dzieciom.

    Wczoraj z okazji Dnia Chłopaka, wybrałyśmy się (kilka wychowawczyń) z dzieciakami do kina na film o białym piesku. Film polski, film familijny, a takich u nas mało. Film, który już z plakatów mówi nam: nie ma zła, przemocy, jest piękno, przyjaźń i happy end... I tak jest!

    I takich historii w tym zabieganym życiu, w którym media przekazują najczęściej złe newsy, szefowie dają po tyłkach, mężowie lub partnerzy czy kochankowie nie mają dla nas czasu, dzieci żyją w swoim świecie,  po prostu nam trzeba.

    Tak więc jest rodzinka: polska, przeciętna rodzina z malutkiej miejscowości na prowincji - rodzice i córeczka. I okazuje się w kwietniu, że dziewczynka, od lat pozostająca pod opieką lekarzy, ma już tak chore serce, że wymaga operacji w Stanach. A operacja ma kosztować milion złotych, które dla takiej rodziny wydają się po prostu bajońską, nieosiągalną sumą. Czasu na znalezienie środków jest niewiele, bo profesor wyznacza termin na koniec czerwca po to, aby uratować życie dziecka.

    Wiemy, że będzie happy end, więc już więcej nie będę spoilerować i opowiadać historii obejrzanej w kinie. Ale powiem, że po seansie wszystkie byłyśmy zapłakane - nauczycielki, dzieci niekoniecznie (ja mam w tym roku w klasie czterech chłopców), jednak film bardzo im się podobał. Opowiem o aktorach, bo oni są głównym atutem tego filmu.

    Pierwszy  debeściak to Adam Woronowicz. Aktor, który kiedyś wcielił się w postać legendarnego kapłana, tutaj zdaje się bawić przerysowanymi środkami wyrazu, zwłaszcza mimiką i gestykulacją i trochę też charakteryzacją a la Adolf H. ;)  Na początku zdaje się grać czarny i niezbyt przyjemnych charakter, który tępi białego przybysza w postaci psa, ale i on pod koniec znajduje w sobie pokłady dobra (owszem, ograne to, ale czemu nie wykorzystać?).

    Wielkim atutem obrazu jest młodziutka i śliczna i niezwykle naturalna Liliana Zajbert w roli chorej na serce Zuzi (czemu nie Adelki?). Jej wróżę już teraz karierę w kinie. Jedna z nielicznych dziecięcych aktorek w polskim kinie, która naprawdę poradziła sobie z rolą.

    Oczy Mateusza Damięckiego grającego ojca dziewczynki, zawiadowcę stacji - mówią wszystko i widać w nich miłość i nadzieję. Drugoplanowe postaci są wyraziste i niekiedy przerysowane, jak np. bufetowa grana przez Milenę Lisiecką czy dworcowy kloszard kreowany przez dawno niewidzianego Roberta Płuszkę. Są oddane, dobre i pomocne, jak Joanna i Tomasz grani przez cudowną i piękną Małgorzatę Pieczyńską i zawsze przystojnego Dariusza Jakubowskiego.

    Ale największą gwiazdą tego filmu jest Lampo - biały owczarek (w rzeczywistości był to kundelek, mieszaniec), który momentami przypomina anioła: pomaga niepełnosprawnym ludziom na wózku, wskazuje drogę, pomaga woźnemu sprzątać (w tej roli mistrz drugiego planu Henryk Niebudek) w końcu ratuje dziewczynkę, chociaż sam jest ranny.

    Film Magdaleny Nieć, która pojawia się w nim w epizodycznej roli pani weterynarz, jest dobrym filmem, bajką dla całej rodziny w przeciwieństwie np. do Barbie, która oprócz kolorów i boskiej scenografii niewiele dzieciom oferowała. Jest to prawdziwe kino familijne, gdzie całe rodziny mogą po prostu obejrzeć obraz, który nam przypomina, iż w każdym z nas jest dobro, że świat nie jest złym miejscem, bo to my tworzymy rzeczywistość, że wiara i jej siła, czynią niekiedy cuda i że nadzieja jednak umiera ostatnia, że w końcu telefony komórkowe i internet to nie tylko pożeracze czasu, ale też źródło wiedzy i miejsce, gdzie dzieje się dobro dzięki ludziom, którzy nie tylko są nastawieni na lajki ale też na to, aby pomagać innym. Że w końcu psy to wspaniałe istoty czasem robiące za anioły stróże, że przyjaźń i rodzina to ogromne wartości w naszym życiu.

    Moja ocena filmu: 7/10 mimo, że widać niedociągnięcia (w maju pies biegnie między ogromnymi słonecznikami) ograne gagi, czasem naprawdę słabe, że z góry wiadomo, co będzie za chwilę, że są, mówiąc kolokwialnie, cienkie, naiwne czy wręcz banalne momenty, ale całość po prostu chwyta za serce. A tego nam trzeba. Nie potrzebujemy dark netu, filmów katastroficznych i bredni o rozpadzie rodzin - potrzebujemy dobra i inspiracji. A ten film pokazuje dobre strony naszego życia mimo smutku w tle. I niech będzie, jaki jest. Reżyserce życzę realizacji wielu kolejnych ciepłych, wzruszających filmów.

niedziela, września 24, 2023

Czas Zodiakalnej Wagi

 Waga chce wieść rajskie życie
Hulać, spać i jeść obficie!
Nie ma nawet ciut ochoty
Na zmartwienia i kłopoty!

Zanim jakąś myśl wysmaży,
Wszystko dobrze zmierzy, zważy...
Za to potem nie ma mowy,
By tę myśl jej wybić z głowy!


Małgorzata Strzałkowska 

     ⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱

        W sobotę, 23 września o godzinie 8:49 Słońce opuściło znak ziemskiej Panny i wkroczyło do powietrznego (obok Wodnika i Bliźniąt) Znaku Wagi, przynosząc równonoc i dając początek nowej porze roku - jesieni. Astronomiczna jesień przejdzie przez Wagę, Skorpiona i Strzelca. Będą też miały miejsce zaćmienia Słońca i Księżyca. Słońce w Wadze będzie gościć w tym roku do 23 października. Wszystkim Wagom z całego serca życzę wspaniałego nowego roku od urodzin do kolejnych urodzin, bądźcie szczęśliwe!



        A jaka jest Waga? Wyjątkowa nawet w Zodiaku, który przecież jest głównie zwierzęcy, ma cztery postaci: Wodnika, Bliźniąt, Panny i Strzelca, zaś Waga jest jedynym w Zodiaku przedmiotem. Wagą zarządza druga planeta od Słońca - Venus. Planeta miłości, międzyludzkich relacji, związków, dobrobytu, pieniędzy i sztuki oraz harmonii. Jest to siódmy znak Zodiaku, a siedem to liczba duchowa.

     Wagi lubią otaczać się pięknem i bywają piękne. Jak ta poniżej na obrazie Pierre'a Subleyrasa. Jednak bywają również kapryśne i niezdecydowane, często się wahają, bo starają się być sprawiedliwe. Mityczną opiekunką tego znaku jest Afrodyta (Venus) - bogini piękna, dlatego Wagi lubią otaczać się pięknem, często kolekcjonują piękne przedmioty. Lubią radość, luz i zabawę, nie przepadają za żmudną i ciężką pracą, bywają za to niezwykle zmysłowe jak narodzona z piany Venus z przepięknego obrazu mistrza Botticellego.

      Niewiele znam Wag w realu i przyznam szczerze, że ciężko mi o nich napisać obiektywnie. Wagą była moja babcia ze strony mamy - Stanisława, która odeszła gdy miałam 15 lat, ale zapamiętałam ją jako niezwykle elegancką, zgrabną kobietę z zawsze nienaganną fryzurą, choć nieco chłodną w kontaktach. 

*

 Co niesie Waga jako Wiedźma ?

 Waga 🥀 rzemieślnicza Wiedźma 🧙‍♀️
Mam dar postrzegania ludzi takimi, jakimi naprawdę są, bez konieczności ich dokładnego poznawania i nigdy się nie mylę 🧙‍♀️🕉 Mam dar używania potężnej białej magii, ale przyciągam również ciemne istoty, które próbują się odżywiać moją mocą.... Niosę moc zaklęć za pomocą ziół i tworzę tarcze przeciwko czarnej magii 🔥☀💜

        Moi ulubieni przedstawiciele tego znaku, to wymienieni na chybił - trafił znani i lubiani ludzie (co ciekawe jest ich dużo więcej niż w realu):


             Tadeusz Różewicz (9 X 1921 - 2014) - najgenialniejszy polski poeta, mój ulubiony od zawsze i na zawsze...
        Brigitte Bardot (28 września 1934) - francuska ikona, była gwiazda, symbol seksu lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, która zrezygnowała z kariery, przeszła na wegetarianizm i zaczęła walczyć o prawa zwierząt.
        Agata Kulesza (27 IX 1971) - jedna z najlepszych polskich aktorek.

            Agnieszka Osiecka (9 X 1936 - 1997) - poetessa!

            Cyprian Kamil Norwid (24 IX 1821 - 1883) - dla mnie jeden z najwybitniejszych poetów jakich wydała nasza Ojczyzna.

        Mahatma Gandhi (2 X 1869 - 1948) - indyjski filozof i pacyfista, wegetarianin.

            Matt Damon (8 X 1970) - świetny aktor, którego cenię od wielu lat. Jeden z najlepszych światowych aktorów mojego pokolenia.

            Michael Douglas (25 IX 1944) - wybitny aktor, którego znam od zawsze, rewelacyjny w "Wielkim Liberace". Na szczęście nie gra już słabych przygodówkach i komedyjkach romantycznych.

        Brigitte Bardot (28 IX 1934) - gwiazda i ikona francuskiego kina, niezwykle piękna i nieco wyniosła kobieta, która od lat walczy o sprawiedliwe traktowanie zwierząt i która miała wielką siłę, aby w chwale odejść ze sceny.


         Christoph Waltz (4 X 1956) -wybitny austriacki aktor o światowej renomie.

              Clive Owen (3 X 1964) - brytyjski aktor, kocham od filmu "Bliżej".

            Andrzej Stasiuk (25 IX 1960) - pisarz, którego bardzo cenię.

            Viggo Mortensen (20 X 1958) - świetny aktor i dobry poeta oraz fotograf, którego uwielbiam. Rewelacyjny w filmie pt. "Captain Fantastic" i "Green Book".

        Catherine Zeta - Jones (25 IX 1969) - cudna i niezwykle zdolna aktorka. Jej rola w "Chicago" jest genialna.

        Kate Winslet (5 X 1975) - brytyjska piękna aktorka i modelka, która mnie zachwyciła kilku rolach, zwłaszcza w niesamowitym filmie pt. "Lektor".

  

 Martyna Wojciechowska (28 X 1974) - osobowość, dziennikarka, podróżniczka, piękna kobieta.

            Sting (2 X 1951) - i wszystko w temacie!

        Romy Schneider (23 IX1938 - 1982) - jedna z najpiękniejszych aktorek ever.


        Tim Robbins (16 X 1958) - jeden z moich bardzo ulubionych aktorów i scenarzystów, znany m.in. ze świetnej adaptacji opowiadania Stephena Kinga pt. "Skazani na Shawshank". Wieloletni partner pani poniżej.

 
            Susan Sarandon (4 X 1946) - cudna aktorka amerykańska, modelka, śliczna kobieta. Uwielbiam za mnóstwo filmów, zwłaszcza za "Biały Pałac".
 

         Switłana Łoboda (18 X 1982) - ukraińska piosenkarka, którą lubię, zwłaszcza za hicior pt. Твои Глаза.
 

            Dominic West (15 X 1969) - światowej sławy brytyjski aktor z mojego rocznika, którego cenię i bardzo lubię.

        Czas panowania Znaku Wagi bywa pięknym czasem początku kolorowej, nieraz też jeszcze ładnej i ciepłej jesieni. Zatem życzę Wam dobrego czasu, kreatywnego i zrównoważonego, zanim nadejdzie tajemniczy i nieco mroczny Skorpion, ale o nim za miesiąc! Uściski i pozdrowienia! 

        Sama mam na razie nadmiar obowiązków i pracy, więc ten post chyba potraktowałam po macoszemu. Może macie coś do dodania, znacie ludzi spod tego znaku?

*obrazy z internetu, nie znam Autorów