Translate

30 marca 2016

"Gwiazdy i morza wypełnia najmilsze ja..." ***


rekwizyt


kobieta którą mijasz obojętnie
 nawet na moment nie zatrzymując wzroku 
na twarzy na której bezpardonowo zamieszkały
 jak nieproszeni i niezapowiedziani goście
 zmarszczki

 spogląda na ciebie nostalgicznie smutnymi
i wciąż pięknymi oczami w których tli się
święty promyk inteligencji i ciekawości
zaświatów

 umiera na niezawinioną i niezasłużoną
samotność gdy przechodzisz mimo
wsłuchany w puls własnych nieokiełznanych
pragnień

ta kobieta jeszcze niedawno była 
 jasnym przedmiotem pożądania
 kapłanką ognistych oczekiwań 
boginią intymnych westchnień
 kwintesencją wyobrażeń o doskonałości
ideale

istniała tylko po to by skończyć jako eksponat 
w wirtualnym muzeum kosmicznego
narcyzmu


JoAnna Idzikowska - Kęsik, marzec 2016


*** Czesław Miłosz
* grafika z netu

13 marca 2016

Jestem, chociaż mnie nie ma?

Jestem, jednak nie mam czasu ostatnio na cokolwiek. Na pisanie, czytanie i oglądanie. Chodzę zmęczona, pracuję na pełnych obrotach, a potem nie mam już siły na nic. Sporo przygotowuję w pracy, lubię to bardzo, ale zmęczenie i ta durna anemia, z której jeszcze nie wypełzłam,  robią swoje...



Nic też ciekawego się u mnie nie dzieje. Nie poganiam weny, nie płodzę na siłę wierszyczków pod publiczkę, robię jakieś drobne notatki. Wolę więc milczeć. Milczenie bywa zbawienne dla wszystkich zainteresowanych.

Czekam na wiosnę, taką prawdziwą. Choć obawiam się ostatnio o to, czy coś nie pier... , nie pieprznie w tym naszym kochanym kraju. Normalnie boję się, że zanim wybuchnie przepowiadana wszem i wobec trzecia światowa, na naszym podwórku rozpęta się domowa. Obym się myliła. Modlę się o to, żebym nie miała racji. Chociaż coraz gorzej patrzy się na to wszystko coraz ciemniejszymi z gniewu i bezsilności oczami.

OK, miłe chwile też miewam. Przedwczoraj np. byłam na spotkaniu z doktorem habilitowanym nauk  humanistycznych, który ciepło i z dużym dystansem opowiadał o swojej nowej książce, o której już na tym blogu pisałam. Bardzo podobało mi się to spotkanie, oby więcej takich!


Nie wiem, który już raz przeczytałam pierwszą powieść mojej ulubionej Jeanette Winterson pt. Nie tylko pomarańcze. Lubię i tyle. Niestety, nie mogę nigdzie znaleźć serialu, jaki powstał na kanwie tej debiutanckiej, świetnej powieści...


Z filmów, które obejrzałam niedawno, mogę Wam polecić cztery.

 Zacznę od tego, który wywarł na mnie najmniejsze wrażenie, ale który warto obejrzeć, pomimo wad.
"Pieśń słonia" to jedna z tych opowieści, które rozgrywają się w psychiatryku - czyli temat ograny. Kolejną bardzo ograną rzeczą jest tutaj psychiatra, który nie rozpoznaje intencji pacjenta. I już i więcej nie zdradzę, bo film i tak warto obejrzeć, gdyż grają w nim ciekawi aktorzy i mała, śliczna dziewczynka z zespołem Downa.
5/10


Zawsze miałam niemałą słabość do Michalea Caine'a, bo zakochałam się w nim po jego bezbłędnej roli w "Edukacji Rity", a Harvey Keitel, odkąd zagrał Judasza w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa" też należy do grona moich ulubionych aktorów starszego pokolenia. No i jeszcze Rachel Weisz, jak zawsze cudna i Jane Fonda z dużym dystansem do samej siebie, nadal piękna (te rodzinne oczy klanu Fondów - cudo!). I dobra muzyka...
Polecam!
7/10


 Nagrodzony Oscarem film przykuwa wzrok, wbija w fotel. Nie jest to film, któremu ja przyznałabym Oscara, ale dobrze, że dostał statuetkę, bo dzięki temu obejrzy go więcej ludzi na całym świecie. A obejrzeć ten film warto tym bardziej, iż jest oparty na faktach. Świetne aktorstwo. Mark Ruffalo, odkąd przestał się udzielać w kiepskich komediach romantycznych, nagle pokazał, że jest naprawdę ciekawym i utalentowanym aktorem, a Michael Keaton i Stanley Tucci, jak zwykle - nie zawiedli. Film porusza bardzo ważny temat, o którym trzeba krzyczeć! I trzeba ten film obejrzeć.
I jeszcze ukłony dla Lieva Schreibera, który przestał robić za robota, a zaczął za człowieka. ;-)
7/10


Kiedy tylko mam okazję obejrzeć coś, co nie powstało w przereklamowanym i schematycznym Hollywood, robię to chętnie.
Kilka historii z życia wziętych, może ciut przegiętych, ale świetnie zagranych, ukazujących ludzkie słabości w argentyńskim filmie z 2014 roku. Warto, bo można się pośmiać i podumać też.
7/10



A ponieważ mija dziś już dwadzieścia lat od odejścia jednego z moich ulubionych polskich reżyserów, Krzysztofa Kieślowskiego, wieczorem obejrzę mój ulubiony film tego ciekawego twórcy:



I to tyle z mojej strony na dziś, nie chce mi się dłużej marudzić.
Pozdrowienia i serdeczności dla wszystkich, którzy odwiedzają moje skromne progi.

29 lutego 2016

Pitu pitu i bez kitu. ;-)



Cóż z tego, że wyglądam jak jesień średniowiecza, skoro czuję się jak Wiosna Ludów ? - pomyślałam sobie dziś rano, z uśmiechem spoglądając w lustro. Kręciło mi się w głowie, ale to zlekceważyłam. Miałam podpuchnięte oczy i sińce pod nimi, jednak od czego są korektory? Byłam uduchowiana, bo wieczorem, przed snem,  czytałam mądre wiersze; zachwycona i wesolutka, ponieważ rano dowiedziałam się, że mój ulubiony wegetarianin  Leo Di nareszcie załapał się na złociutkiego koleżkę (niektórzy twierdzą, że pokazał Akademii środkowy paluszek, czytaj: amerykańskie pozdrowionko, za te wszystkie lata czekania na statuetkę*)!




Oczywiście i jak zwykle, już ubrana i wyszykowana, umyłam drugi raz ząbki, żeby mi z buzi nie jechało kawą okraszoną mleczkiem sojowym (krowiego nie wchłaniam, śniadań też) i oplułam sobie standardowo bluzkę na wysokości lewego cycka. Nie wyprowadziło mnie to jednak z równowagi, odziałam się na czerwono, żeby dodać sobie energii i polazłam z wynikami do pana lekarza bez tytułu naukowego doktora, u którego byłam w piątek, bo fiknęłam koziołka i nabiłam sobie guza... Rozmawialiśmy kilka minut, pan lekarz analizował moje wyniki (które i tak już sobie sprawdziłam: "gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha!"**)...
A potem się wkurzyłam, po dłuższej rozmowie i stwierdziłam, że bokiem mi już wychodzi ciągłe dbanie o to, żeby nie poszło mi w boczki - no i załapałam się na - jak to stwierdził pan lekarz - wzorcową anemię. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, choć wyglądam na okaz zdrowia i w swoim własnym mniemaniu bardzo o to zdrowie dbam.
Wzięłam receptę, wysłuchałam mądrych, medycznych rad i wskazówek odnośnie odżywiania, ale zwolnienia nie dałam sobie wcisnąć, ferie ledwo się skończyły, wypoczęłam. 

W pracy (dziś miałam dopiero na  12/30, inaczej nie zwiedziłabym pana lek. med.) nie wytrzymałam i sprawdziłam na przerwie łącząc się z cudnym wynalazkiem pt. net z jeszcze cudniejszego wynalazku pt. komóra, bo coś mi świtało pod moim blond mózgiem, że ludzie z grupą krwi A, często miewają anemię, gdyż nie wchłaniają witamin z grupy B -  jak burak (przy okazji dowiedziałam się, że Adolf H. miał tę grupę, buuu!). 

Nie będę więc piła soku z buraka, żeby nie zburaczeć do imentu. Nie będę też zjadała baraniny ani bieługi ("bycza, bracie, rzecz bieługa, na tajniaka tajniak mruga"***) ani żadnego innego mięsiwa, bo posiadam coś takiego, jak wolna wola okraszona empatią i szacunkiem do wszystkiego, co żyje. Najważniejsze, że jeszcze trochę myślę i jakoś sobie radzę sama ze sobą. Pewnie dlatego Bóg mnie opuścił i piszę ostatnio tak idiotyczne teksty, jak ten i jeszcze durniejsze wiersze, jak te w postach poniżej. 
Nic to - wszystko dla ludzi.

A moje zwierzaki nie opuszczają mnie na krok... Towarzyszą mi cały czas, nienachalną, cichą, pozytywną obecnością (no, pies czasem chrapie za głośno, ale jemu - w przeciwieństwie do męża - od razu wybaczam). 

Wnerwia i drażni mnie do białości i anemicznej bladości ludzka hipokryzja, wywołuje u mnie reakcje iście alergiczne; nie muszę żreć mięsa ani oglądać wegetarianina Leo Di wcinającego zwłoki w oscarowej roli, żeby mieć odruchy wymiotne. Popieram Leo i jego fakolce, sama też chętnie pokazałabym je paru (?) osobom (np. klimakteryjnej pannie z wachlarzykiem, która nie panuje nad apetytem, cnotce niewydymce z teką lub bez teki, w pewnych sytuacjach nad wyraz bezczelnym, w innych niezwykle uniżonym k(l)empom, kurduplom z komplexem wyższości i psycholom węszącym wciąż nowe, nielogiczne teorie spiskowe, obleśnym biznesmenom odzianym w kiecki, upierdliwie wrednym, żenująco śmiesznym i do bólu przerysowanym avatarom na portalu społecznościowym, na obcych ludzi wylewających swój jad i frustracje i te pe, i te de, i te de), nucąc przy okazji pewną niezwykle słodziutką i urokliwie ładniutką pioseneczkę.

Tyle wynurzeń na dziś.
Ave!






Kilka cytatów NIE TYLKO na dziś:

Tak długo jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości.

Pitagoras


❤

Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję.


George Bernard Shaw



❤
Wegetarianizm stanowi kryterium, dzięki któremu możemy poznać, czy czyjeś dążenie do moralnej doskonałości jest prawdziwe i szczere.

-----

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?


Lew Tołstoj

❤

Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.

------

Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.

Albert Einstein


❤

Jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć.

Mahatma Gandhi


❤


Bronimy je, nawet mają swoje prawa (ile to w nas budzi emocji), a jednocześnie je zjadamy bez żadnego zastanowienia

Marek Chojnacki
❤

Brak przemocy prowadzi do najwyższej etyki, która jest celem całej ewolucji. Dopóki nie przestaniemy krzywdzić innych żywych stworzeń, ciągle będziemy dzikusami.

Thomas Alva Edison


❤

 Jeżeli chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.

Stuart Wilde


 ❤

Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.


 Theodor Adorno

❤
Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa. Przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo jak teraz patrzą na mordercę ludzi.

Leonardo da Vinci
❤


* zdjęcie Leo - screen z Tweettera, Pabi Moloi
* Julian Tuwim, Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali
*** tenże, Bal w Operze
**** reszta zdjęć z netu



27 lutego 2016

"Bądź dla siebie latarnią, która oświetla twą drogę i nie poszukuj światła poza sobą." ***


con amore

motto: Wiem, jak ułożyć rysy twarzy
by smutku nikt nie zauważył.

Wisława Szymborska, Do zakochanej nieszczęśliwie



  nie płacz bo czuję się bezsilna
a jak odczuwam brak energii chcę
krzyczeć walić pięścią w poduszki rzucać
wyrazami pochodzenia podwórkowego

nigdy nikt nikomu nie dawał
gwarancji na pozytywne relacje 
z ludźmi na dobre z nimi układy

odetchnij zatrzymaj się
 nawet jeśli uważasz
że przyjaźń jest przereklamowana
wyssana ze starych przejaskrawionych
powiastek filozoficznych będę

cicha nienachalna obecność 
emanująca empatią pomaga

odgarnę ci włosy z czoła
 i przypudruję zaczerwieniony nos
zamaluję opuchliznę pod bursztynami oczu
żeby nie widzieli popękanych naczynek

odziej się w uśmiech Mona Lisy
a nikt nie rozpozna że jesteś smutna
niektórzy pomyślą że tajemnicza
inni powiedzą że zarozumiała i dumna

z uczuciem połóż rękę na sercu
ciepło rozpłynie się po całym ciele
przyjaźń nie zwycięży wszystkiego
złagodzi osamotniony ból 

trudno jest kochać samą siebie 
być swoją najlepszą znajomą
ale postaraj się bo
tylko i wyłącznie ty
 możesz przeczytać  siebie
z największym zrozumieniem

od alfy do omegi


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27 II 16


*** cytat w tytule notki Budda
* obrazki z netu

22 lutego 2016

"Twoja miłość zaczyna się od wiary w miłość." ***



tak zwana

Przemoc to upadek rozumu - Margit Sandemo


to przecież była miłość szalone prawdziwe zakochanie
którego nie przekreśliły rysy karczemnych awantur
powstałych w wyniku irracjonalnej zazdrości
podsycanej alkoholowym płomieniem

to była niebotyczna namiętność tak wielka jak duże lima pod oczami
odbijały fioletowe światełka żenujących wspomnień
obsesyjne wielbienie w zaciszu domowego ogniska
spopielonego stekami wyzwisk rodem ze slumsów

to naprawdę była gorąca sympatia czasem koloryzowana krwią
płynącą z nosa i głębokich zadrapań że toksyczna nic to
ludzie uparcie twierdzą iż lepsza taka niż żadna że lepiej razem niż osobno
niestety większość z nich pieprzy od rzeczy
a zadry w psychice jątrzą się całymi latami
i jak Etna czekają by wybuchnąć ze zdwojoną siłą rażenia

tak zwana miłość kona pod pręgierzem nieuzasadnionej przemocy
historii odbijającej się czkawką w relacjach damsko-męskich
ziemia stroi się w kolczyki z łez okaleczanych fizycznie
i psychicznie ubezwłasnowolnionych kobiet
uwielbianych w perfidnie sadystyczny sposób


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 22 II 16


"Dobry związek zaczyna się w twoim sercu. Jeśli to serce jest zalęknione i niepewne, przeniesiesz tę niepewność mechanizmem projekcji na partnera relacji i na większość sytuacji" .***


***cytat w tytule notki i pod wierszem: Maciej Bennewicz, Miłość toksyczna, miłość dojrzała : coaching relacji
*obrazki z netu



21 lutego 2016

UWAGA POEZJA, czyli trzy przypadkowe wiersze na dziś


❤

Liryka Rudolfa Hoessa



Rudolf Hoess, 
komendant oświęcimskiego
Obozu śmierci, faszystowski rycerz 
bez skazy, w chwilach szczególnego pod-
niecenia nerwowego siadał wieczorem na 
konia i galopował wokół obozu. Zdanie 
z pamiętnika Hoessa: "uczucie nienawi- 
ści jest mi w ogóle obce".

Kiedy czuję się zmęczony pracą 
Gwiazdy obóz otoczą kolczaste 
Pochylony w skrzypiącej kulbace 
Pędzę konno chorowitym laskiem 

Czują ciepłą śledzionę na pięcie 
Czując ciosy gałęzi suchych 
Żywy człowiek z żywym zwierzęciem
W pełzających ciężko dymach trupich 

W trupi dym w ostry gąszcz w duszny piach 
Mocny Niemiec w sukno w skórę w stal okuty 
Tam nienawiść ból i strach 
Po imieniu dzwonią na mnie w druty 

Jutro znów pracowicie palił będę 
Trupie buty segregował trupie zęby 
Więc dziś niech mój ogier staje dęba 
Niech zahuśtam się jak diabeł na popręgach

Syn pastora w najgorętszych piekła kręgach 

Andrzej Bursa

❤


Twierdzenie i odpowiedź 

- Miłość do Boga jest miłością do siebie. 
Gwiazdy i morza wypełnia najmilsze ja 
słodkie jak poduszka i ssany duży palec. 


- Byłoby to niepochlebne dla adorujących 
gdyby konik polny terkocząc w gorącej trawie 
mógł wysławiać tę właściwość która nazywa się  b y ć 
w sposób ogólny, a nie odnosząc jej tylko do własnej osoby. 

Czesław Miłosz, Berkeley 1962 

❤

Kobieta w czerni stąpa po różach 


Obraca żółtą twarz wyżartą 
przez troski do dobrego 
słońca i wtedy uśmiech 
który jest już tylko zabliźnioną 
raną rozjaśnia ją. 

Dogasająca widzi na drodze 
swojego życia jedną różę 
więc i ona stąpała po różach 
pochylona nad tym 
dziwnym kwiatem ze świata 
żywych myśli o podeptanym 
szczęściu. 

Myśli o synach którzy odeszli 
od niej w szorstkich mundurach 
odeszli twardym krokiem a obce 
kobiety rzucały im pod żelazne 
stopy czerwone róże. 

I ten najmłodszy urodzony 
w czepku odszedł w stalowym 
hełmie i nie mogła go 
pogładzić po głowie 
biegła wtedy za nim porażona 
płomieniem złotych wielkich trąb. 

Teraz idzie po tej drodze 
sama i niesie mały chleb 
którego nie trzeba już dzielić. 

Obraca zgasłą twarz do słońca. 

Oto skaza światła 
padła na kamienną drogę 
na drogę z żelaznych krzyży 
na drogę z czarnych marmurów 
z których wychodzą figurki 
białych pulchnych dzieci. 

Z nieba zwiesza się słodkie 
grono martwych aniołków. 

Tadeusz Różewicz, Matka odchodzi

❤

20 lutego 2016

"Back in the summer of '69" ***


"Summer of '69"


kiedy jej ulubiony Bryan Adams wydaje dźwięki, miewa
upojne dreszcze. a gdy śpiewa "Summer of '69" ma wrażenie,
 że śpiewa o niej, choć doskonale rozumie tekst i wie,
 że to nieprawda. irracjonalne to wszystko. względne.
płynne, jak potok wspomnień...

koniec sierpnia ' 69 i mama dostaje skurczy. tato szaleje
z radości, że wreszcie będzie miał syna. pojawiają się 
komplikacje, dziecko nie śpieszy się , jakby wiedziało,
 że różane poletka i różowe okulary to bajki dla naiwnych, 
a świat może sobie poczekać.

rozczarowanie: po długich dwóch dniach rodzi się
mała dziewczynka. ma blond loczki i niebieskie oczy.
nie będzie z kim kopać piłki, łowić ryb, grać w szachy,
biegać po lesie, wbijać gwoździ - myśli tato.

trzymając dziewczynkę w ramionach przypomina sobie
 słowa babci: pamiętaj, chłopcze, prawdziwy dżentelmen
 zawsze i wszędzie daje pierwszeństwo kobietom. 

lato sześćdziesiątego dziewiątego roku jest piękne.
dziewczyny chodzą w długich bananowych spódnicach,
 a oczy stroją wachlarzykami sztucznych rzęs.

 tato zakochuje się w swojej bezbronnej kruszynce
 z długimi rzęsami, która miała być synkiem i po latach
 powtarza jak mantrę: córciu, latem sześćdziesiątego dziewiątego, 
przeżyłem najlepsze, najpiękniejsze dni mojego życia;

prezenty od losu są przecież bezcenne.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 19/20 II 16


Wiem, że tak zwany dobry adres to człowiek, nie ulica.

Dorota Terakowska


*** Bryan Adams, Summer of '69
* grafika z netu