sobota, lutego 17, 2024

Piżamkowy zawrót głowy

Witajcie! 

        Na wstępie tego postu z serca dziękuję za wszystkie komentarze i za to, że tu jesteście. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna. Dziękuję za każdy zostawiony komentarz, za obecność i cierpliwość! Bardzo miło jest mi gościć tylu wspaniałych Bloggerów. Zwłaszcza, że jest kilka osób, które są tutaj już naprawdę długo i to jest dla mnie wielka wartość. ♥️🌺

Jednak jeśli nie jest Ci po drodze ze mną, moimi postami i poglądami, to mi to napisz - zrozumiem, uszanuję i oboje nie będziemy tracić czasu. Lubię jasne, klarowne sytuacje, nie chcę też nikomu narzucać się ze swoją obecnością na jego blogu, jeśli sobie tego nie życzy. Bardzo lubię posty z przepisami, kosmetykami, modą, a sama raczej rzadko o tym piszę, tym milej mi się je czyta u innych, jednak jeśli ktoś nie lubi moich nawiedzonych wpisów, rozumiem. 

Dlatego wystarczy mi napisać i więcej nie przyjdę i nie skomentuję, ponieważ nie chcę, nie zamierzam i nie mam najmniejszej nawet ochoty czuć się i być jak nieproszona wróżka z baśni o "Śpiącej Królewnie", gdyż, jak napisał Mark Twain:

"A jednak lepiej być samotną, niż niemile widzianą".

       Na tym blogu długo nie miałam żadnych czytelników, potem byli różni ludzie,na dłużej i sporadycznie, niektórzy już nie piszą, nie dodają nowych postów na swoich blogach, inni, niestety już nie żyją, jeszcze inni bez słowa przestali odwiedzać mój blog. Dlatego naprawdę nie musicie do mnie przychodzić, jeśli nie chcecie. Bo największą przykrość mi sprawia, gdy zostawiam bez odzewu kilka komentarzy, albo kiedy ktoś mnie obserwuje i nagle przestaje (dlatego wyrzuciłam ten gadżet w kosmos) - a wystarczyło być szczerym i powiedzieć: nie pisz, bo i ja nie odpiszę. Proste i chyba bardziej eleganckie? Zwłaszcza, że naprawdę czytam to, co piszecie. Tyle w temacie. Natomiast niezmiennie i nieustannie jestem wdzięczna za każdy komentarz.


    Wyjęłam dzisiaj największy kryształ górski, jaki mam i zapaliłam świeczkę w krysztale otoczonym różnymi kamieniami i minerałami, aby się trochę wzmocnić energetycznie (można się śmiać, ja w to wierzę).

  Dopadło mnie jakieś dziwne przeziębienie i trzyma od wtorku i jest coraz gorzej, jestem pociągająca inaczej, kicham i mam gorączkę, więc postanowiłam dzisiaj nie tylko zostać w domu, ale także w łóżku i spędzić weekend w piżamce, odpocząć, zregenerować siły po intensywnym tygodniu.

            Wiosna powoli się budzi, zachwycają mnie poranne zorze i dłuższe, cieplejsze dni: wczoraj było prawie 18 stopni na plusie; ranniki, prymulki, przebiśniegi i krokusy kwitną w najlepsze, a ja oprócz kataru i chrypki, mam zawroty głowy, która na dodatek prawie non stop mnie boli, a ponieważ nie lubię tabletek - piję dużo wody i czasem na chwilę przechodzi.

    Mam w tej mojej bolącej głowie co najmniej dwa posty: jeden o bardzo emocjonalnym filmie, który obejrzałam w sobotę w kinie, w którym zmarzłam strasznie i pewnie stąd moje przeziębienie, drugi o zodiakalnych Rybach, ostatnim znaku Zodiaku. 

    Chodzą mi też po myślach, czy wręcz maszerują i tupią dwa wiersze, ale jakoś nie mogę się zebrać, żeby je napisać, bo takie posty i pisanie wierszy wymaga jasnego umysłu i dobrego oddechu, a ja pisząc teraz do was, ledwo oddycham przez ten okropny katar. 

    Tak więc: dzisiaj mam w planie domowe ciepełko, książkę, dobrą herbatkę, może jakiś film na Canal + czy Netflixie, może posty na Waszych blogach, o ile uda mi się skupić na tym, co czytam lub oglądam. Z tak niefajną rzeczą, jak katar jest ciężko, bo on sprawia, że skupiamy się głównie na nim, że ciężko jest się zebrać, aby zrobić coś więcej, niż leżenie w łóżku z laptopem na kolanach lub na specjalnym stoliczku.

    Życzę Wam zdrowia i pięknego weekendu i serdecznie pozdrawiam z pościeli, w której się wygrzewam w towarzystwie moich zwierzaczków. które niezmiennie i nieustannie mi towarzyszą, tulą się i zachowują się tak, jakby chciały mnie pocieszyć, powiedzieć mi, że wszystko się kończy, nic nie trwa wiecznie i ta niedyspozycja jest chwilowa, minie i nawet nie będę o niej pamiętać.

    Trzymajcie się zatem zdrowo i ciepło i nie dajcie się przeziębieniom, grypom, anginom czy innym okropnym wirusom, ponieważ nic miłego nie wnoszą do naszego życia, prócz katarów i innych niedyspozycji. Lepiej spędzić ten weekend w kinie, na spacerze czy w lesie, niż siedzieć w domu i chorować. 

    PS 

    Właśnie sobie przypomniałam, że dzisiaj jest Światowy Dzień Kota, a moja trzynastoletnia Balbina wciąż jest młoda i piękna i kocha się kłaść na moje laptopy, tablety, książki oraz wyprasowane na drugi dzień do pracy ubrania, zwłaszcza czarne. :) A kot mojej córki, Bazyl zwany też Bazgrołem, lubi z nią gadać i się miziać, ze mną zresztą też. Generalnie koty to cudowne zwierzęta, bardzo czyste, charakterne i mądre. Uwielbiam je (ale kuwet bardzo nie lubię sprzątać i już). Więcej o kotach napisałam TUTAJ.

                     Ale! Mój piesek to shih tzu, a nazwa ta znaczy lwi pies ze względu na piękną grzywę, jaką mają te psiaki, więc to jest też jego dzień, zwłaszcza, że często je kocie jedzenie i zachowuje się jak rasowy, charakterny, bardzo uparty kociak!


                      
Uściski i serdeczności oraz pozdrowienia z pościeli!