▼

poniedziałek, lutego 29, 2016

Pitu pitu i bez kitu. ;-)



Cóż z tego, że wyglądam jak jesień średniowiecza, skoro czuję się jak Wiosna Ludów ? - pomyślałam sobie dziś rano, z uśmiechem spoglądając w lustro. Kręciło mi się w głowie, ale to zlekceważyłam. Miałam podpuchnięte oczy i sińce pod nimi, jednak od czego są korektory? Byłam uduchowiana, bo wieczorem, przed snem,  czytałam mądre wiersze; zachwycona i wesolutka, ponieważ rano dowiedziałam się, że mój ulubiony wegetarianin  Leo Di nareszcie załapał się na złociutkiego koleżkę (niektórzy twierdzą, że pokazał Akademii środkowy paluszek, czytaj: amerykańskie pozdrowionko, za te wszystkie lata czekania na statuetkę*)!




Oczywiście i jak zwykle, już ubrana i wyszykowana, umyłam drugi raz ząbki, żeby mi z buzi nie jechało kawą okraszoną mleczkiem sojowym (krowiego nie wchłaniam, śniadań też) i oplułam sobie standardowo bluzkę na wysokości lewego cycka. Nie wyprowadziło mnie to jednak z równowagi, odziałam się na czerwono, żeby dodać sobie energii i polazłam z wynikami do pana lekarza bez tytułu naukowego doktora, u którego byłam w piątek, bo fiknęłam koziołka i nabiłam sobie guza... Rozmawialiśmy kilka minut, pan lekarz analizował moje wyniki (które i tak już sobie sprawdziłam: "gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha!"**)...
A potem się wkurzyłam, po dłuższej rozmowie i stwierdziłam, że bokiem mi już wychodzi ciągłe dbanie o to, żeby nie poszło mi w boczki - no i załapałam się na - jak to stwierdził pan lekarz - wzorcową anemię. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, choć wyglądam na okaz zdrowia i w swoim własnym mniemaniu bardzo o to zdrowie dbam.
Wzięłam receptę, wysłuchałam mądrych, medycznych rad i wskazówek odnośnie odżywiania, ale zwolnienia nie dałam sobie wcisnąć, ferie ledwo się skończyły, wypoczęłam. 

W pracy (dziś miałam dopiero na  12/30, inaczej nie zwiedziłabym pana lek. med.) nie wytrzymałam i sprawdziłam na przerwie łącząc się z cudnym wynalazkiem pt. net z jeszcze cudniejszego wynalazku pt. komóra, bo coś mi świtało pod moim blond mózgiem, że ludzie z grupą krwi A, często miewają anemię, gdyż nie wchłaniają witamin z grupy B -  jak burak (przy okazji dowiedziałam się, że Adolf H. miał tę grupę, buuu!). 

Nie będę więc piła soku z buraka, żeby nie zburaczeć do imentu. Nie będę też zjadała baraniny ani bieługi ("bycza, bracie, rzecz bieługa, na tajniaka tajniak mruga"***) ani żadnego innego mięsiwa, bo posiadam coś takiego, jak wolna wola okraszona empatią i szacunkiem do wszystkiego, co żyje. Najważniejsze, że jeszcze trochę myślę i jakoś sobie radzę sama ze sobą. Pewnie dlatego Bóg mnie opuścił i piszę ostatnio tak idiotyczne teksty, jak ten i jeszcze durniejsze wiersze, jak te w postach poniżej. 
Nic to - wszystko dla ludzi.

A moje zwierzaki nie opuszczają mnie na krok... Towarzyszą mi cały czas, nienachalną, cichą, pozytywną obecnością (no, pies czasem chrapie za głośno, ale jemu - w przeciwieństwie do męża - od razu wybaczam). 

Wnerwia i drażni mnie do białości i anemicznej bladości ludzka hipokryzja, wywołuje u mnie reakcje iście alergiczne; nie muszę żreć mięsa ani oglądać wegetarianina Leo Di wcinającego zwłoki w oscarowej roli, żeby mieć odruchy wymiotne. Popieram Leo i jego fakolce, sama też chętnie pokazałabym je paru (?) osobom (np. klimakteryjnej pannie z wachlarzykiem, która nie panuje nad apetytem, cnotce niewydymce z teką lub bez teki, w pewnych sytuacjach nad wyraz bezczelnym, w innych niezwykle uniżonym k(l)empom, kurduplom z komplexem wyższości i psycholom węszącym wciąż nowe, nielogiczne teorie spiskowe, obleśnym biznesmenom odzianym w kiecki, upierdliwie wrednym, żenująco śmiesznym i do bólu przerysowanym avatarom na portalu społecznościowym, na obcych ludzi wylewających swój jad i frustracje i te pe, i te de, i te de), nucąc przy okazji pewną niezwykle słodziutką i urokliwie ładniutką pioseneczkę.

Tyle wynurzeń na dziś.
Ave!






Kilka cytatów NIE TYLKO na dziś:

Tak długo jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości.

Pitagoras


❤

Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję.


George Bernard Shaw



❤
Wegetarianizm stanowi kryterium, dzięki któremu możemy poznać, czy czyjeś dążenie do moralnej doskonałości jest prawdziwe i szczere.

-----

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?


Lew Tołstoj

❤

Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.

------

Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.

Albert Einstein


❤

Jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć.

Mahatma Gandhi


❤


Bronimy je, nawet mają swoje prawa (ile to w nas budzi emocji), a jednocześnie je zjadamy bez żadnego zastanowienia

Marek Chojnacki
❤

Brak przemocy prowadzi do najwyższej etyki, która jest celem całej ewolucji. Dopóki nie przestaniemy krzywdzić innych żywych stworzeń, ciągle będziemy dzikusami.

Thomas Alva Edison


❤

 Jeżeli chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.

Stuart Wilde


 ❤

Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.


 Theodor Adorno

❤
Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa. Przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo jak teraz patrzą na mordercę ludzi.

Leonardo da Vinci
❤


* zdjęcie Leo - screen z Tweettera, Pabi Moloi
* Julian Tuwim, Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali
*** tenże, Bal w Operze
**** reszta zdjęć z netu