list do Ciebie rychło w czas
...bo gdy trwoga, to do mamy...
miewam się całkiem dobrze, Mamo.
dbam o siebie jak umiem.
dużo spaceruję, wciąż gram
na pianinie, trochę na gitarze.
jem zdrowo i nadal nie potrafię włączyć
do swojej diety zbyt dużej ilości zabitych istot.
bolesne okresy to spadek po Tobie.
styczeń się kończy i przybywa dnia,
wchłaniam nikłe światło, oddycham jasnością,
a przy Twoim zdjęciu codziennie
od prawie dziesięciu lat stawiam
jak miseczki z kolorami
pachnące latem świeczki,
co miesiąc odkurzam książki,
które mi zostawiłaś z nadzieją,
że będę ich dotykać.
świat bez Ciebie, Mamo,
bywa mniej logiczny, bardziej ironiczny.
anioły potrafią wszystko wytłumaczyć,
nawet sarkastyczne obraźliwe słowa,
zadane z niezwykłą wręcz premedytacją,
przez kogoś kto bezecnie igra z klawiaturą,
nie mając pojęcia w kogo z siłą rzuca
kamienie swoich niezdrowych frustracji.
Mamo, szczerze wierzyłaś
w moją wiarę w siebie,
jednak to niełatwe w obliczu sadyzmu.
złe słowa są brzytwą, bywają sztyletem.
lecz dosyć już o tym, tutaj chyba skończę,
bo się zaplątałam pisząc
lewą ręką i piórem od Taty.
nie akceptowałaś mojego mańkuctwa.
jeśli mnie dzisiaj pobłogosławisz
energią matczynych najpiękniejszych myśli,
uwierzę naprawdę, do bólu, do końca,
że jedna mała jaskółka
czyni cudną wiosnę,
jeden szczery uśmiech
potrafi roztopić zatwardziałe serce,
jedno przytulenie jest w stanie
zastąpić niełatwą psychoterapię,
a jedno kliknięcie skasować
całą podłość, nikczemność, draństwo
tego świata.
skaliste niewzruszone góry, Mamo,
będą stać niezmiennie na swym własnym miejscu,
będąc solą w oku
naszej Matki Ziemi.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 30 I 16

