poniedziałek, marca 25, 2013

"Zgodne w radości są wszystkie instrumenty, kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi..." ***

*

Do Tadeusza Różewicza, poety

Zgodne w radości są wszystkie instrumenty
Kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi.
Czterysta rzek błękitnych pracowało
Na jego narodziny i jedwabnik
Dla niego snuł błyszczące swoje gniazda.
Korsarskie skrzydło muchy, pysk motyla
Uformowały się z myślą o nim
I wielopiętrowy gmach łubinu
Jemu rozjaśniał noc na skraju pola.

Więc się radują wszystkie instrumenty
Zamknięte w pudłach i dzbanach zieleni
Czekając aby dotknął i aby zabrzmiały.
Chwała stronie świata która wydaje poetę!
Wieść o tym biegnie po wodach przybrzeżnych
Gdzie na tafli we mgłach śpiąc pływają mewy
I dalej, tam gdzie wznoszą się i opadają okręty.
Wieść o tym biegnie pod górskim księżycem
I ukazuje poetę za stołem
W zimnym pokoju, w mało znanym mieście,
Kiedy zegar na wieży wybija godzinę.

On ma dom w igle sosny, w krzyku sarny,
W eksplozji gwiazd i wnętrzu ludzkiej dłoni.
Zegar nie mierzy jego pieśni.
Echo
Jak w środku muszli starożytność morza
Nigdy nie milknie.
On trwa.
I potężny Jest jego szept wspierający ludzi.
Szczęśliwy naród który ma poetę
I w trudach swoich nie kroczy w milczeniu.
Tylko retorzy nie lubią poety.
Siedząc na szklanych krzesłach rozwijają
Długie rulony, metry szlachetności.
A naokoło huczy śmiech poety
I jego życie nie mające kresu.
Gniewni są. Wiedzą że ich krzesła pękną
A w miejscu gdzie siedzieli nie wyrośnie
Ani źdźbło trawy.
Krąg spalonej siarki,
Rudy, jałowy pył mrówka ominie. 


Czesław Miłosz, Waszyngton D. C., 1948

*
Ogród ziemi

 Dawniej kiedy poeta wchodził w ogród ziemi
Działy się ponoć cuda. Coś w rodzaju
Wniebowstąpienia rzek i skał śpiewania...
Najmniejszy ssaczek, płazik a nawet pierwotniak
Wiedział, że teraz wybiła godzina
Że ktoś tam w małym mieście przy sosnowym stole
Wpisuje jego imię w symfonię stworzenia.

Jakie to było piękne i logiczne
Poeta wstaje - padają tyrani
Poeta mówi rymem i nawet wrogowie
Są tu na swoim miejscu - jak cień przy jasności...

A życie smaczne jest - bo przyprawione
Attycką solą.

Jakie to wszystko głupie dzisiaj, jakie ciemne.
Poeta rodzi się, a rzeki płyną
Śmierdzą fenolem. Ludzie się pukają
Znacząco - aż łeb dudni. Matka płacze syna
Przyjaciel radzi: jeśli już musisz
Napisz piosenkę. Władcy śpią spokojnie
A rano dają coś z łaski. Poeta
Było nie było straszył wedle reguł sztuki...

Szczęśliwy naród, który ma poetę
- Nie widać tego po naszym. Zapewne.


Nie ma się czego cieszyć. Nie ma też poetów
A w ogóle jak tutaj wchodzić w ogród ziemi
Kiedy ogrodów nie ma
wszystko wystrzyżone.
Jest śmietnisko podmiejskie. Piasek. Wiatr. Papiery
Gorzkie zielsko ironii
co wiele wytrzyma.


Ernest Bryll, 1975

„Wiersz <> nie był pomyłką, choć nie brakło momentów, kiedy wyglądało na to, że przesadziłem. Pierwszy jego zbiorek <> wiele obiecywał, i dzieło, które teraz jest przed nami, tę obietnicę potwierdza, mimo niektórych odstępstw od głównej linii, do których zaliczam uleganie dziennikarskiemu duchowi epoki, zwłaszcza w sztukach teatralnych. Jego poezja natomiast towarzyszy moim rozmyślaniom o powołaniu poety, który, choćby się przeciwko temu bronił, będzie zawsze <>. Co naprawdę mój wiersz chciał wyrazić, to rzadkość wydarzenia, jakim są narodziny takiego prawdziwego poety, i potrzebę świętowania tej okazji radosną wrzawą trąb. skrzypiec i fletów, razem z nieświadomą, a przecież jakoś uczestniczącą naturą. (Czesław Miłosz, „Różewicz w roku 1996”, „Tygodnik Powszechny” 1996, nr 42)
 pic: The Secret garden by MistaBobby, deviantART