niedziela, 21 października 2012

Stanisław Ignacy Witkiewicz, jeden z najciekawszych artystów wszech czasów.

Nic w życiu nie jest takim, jak powinno - ale fakt egzystencji ma wartość wprost nieskończoną - samo widzenie jednej trawki w słońcu, której nikt nie docenia - przyjmując swoje istnienie, jako konieczność.

/S.I.W./

W samym jądrze istnienia tkwi sprzeczność - j e d n o ś ć  w wielości.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Pożegnanie jesieni




Poza rzeczy-wistością
Nie szukaj już niczego
Bo wistość tych rzeczy
Jest nie z świata tego

/S.I.W./

 Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki.

— Witkacy



 W srebrzyste pola chciałbym z tobą iść
I marzyć cicho o nieznanym bycie,
W którym byś była moją samotnością,
I w noc tę prześnić całe moje życie.


Stanisław Ignacy Witkiewicz, Szewcy

(rok 2015, Rokiem Witkiewiczów)
 



opowieść
 
-Witkacemu, w rocznicę śmierci, mojej Córce, na Urodziny

  motto: U nas ciekawy jest Witkiewicz - umysł drapieżny...

/Czesław Miłosz: Traktat moralny/


cisza...

i zmroziło mi serce
drżenie szronu na rzęsach
pobudzone jesiennym szmerem
zacienionej nostalgii

ciemność...

uleciały gdzieś z wiatrem
wszystkie moje oddechy
blade od mgieł jesiennych
i nierealnych snów

otchłań...

i uśmiechnął się do mnie
niemalże nieprzytomnie
Czystą Formą utkany
na samotność skazany
przeźroczysty niebytem
ażurowy współczuciem

jesiennie narkotyczny
nienasycony demoniczny
opętany metafizyką
oryginalny

wszechstronnie niespokojny
gnany dzikim natchnieniem

schizofreniczny

Bóg

/B-c, 18 IX 2011, p.n.k.,
JoAnna Idzikowska-Kęsik/





Metafizyka skonała
powiedział Witkacy
i odszedł
w nic

optymiści
którzy go przetrwali
biegają z formą
z foremką
do robienia wierszy
z piasku

oni wesołe wyrostki
robaczkowe
ślepej kiszki
Europy


Tadeusz Różewicz: Ślepa kiszka, z tomu Zielona Róża, 1961

 * * *

Witkacy uważał dotyk za
najważniejszy ze zmysłów
według W. …
dotyk potwierdzał świat realny
i był wysuniętym w rzeczywistość
narzędziem (ramieniem)
jego „duszy”
(naszego ja)
ale to wszystko było
bardzo bardzo dawno
za siedmioma górami
za siedmioma rzekami
kiedy toczyły się spory
o istnienie świata
kiedy słodko i chwalebnie
było umierać za ojczyznę
nie za baryłkę
ropy za czarne złoto
za złotą cegłę
za złotego cielca który się wściekł
i zdycha z przeżarcia

Tadeusz Różewicz
 



Uczłowieczone bydlęta zaczęły

Całkować niemoc w potworną potęgę,

Myśli bydlęce jęły skręcać skrycie

W sprężynę giętką, uczuć wszawych wstęgę.

Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszkę

Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę,

W sikawki wtłacza to wszystko drań jakiś,

By pod ciśnieniem w świat puścić przez rurę.

Proces ten ujrzy kiedyś na obrazku

Przyszły człowieczek i z szczęścia zakwili,

Historia w lśniącym, szczerozłotym kasku

Ukaże wielkość niepowrotnej chwili,

Tylko ta chwila nigdy już nie wróci,

Przeszłość i przyszłość za sobą zawarła,

Nudą czekania syci ciemną żądzę masy

Co nigdy do syta nie żarła…

/Witkacy, 1920/



 

Czesław Miłosz: St. Ign. Witkiewicz


Ogień,piołun i kurz.
Oto stoję w obliczu niepodzielnej rzeczy.
Ogień,piołun i dzika czereśnia
Na płaskim rumowisku nietrwałych państw.

Po raz ostatni wiatr unosi chmurę,
Mówię głośno,co widzę,ostatni raz
W bijącym blasku niepodzielnej rzeczy:
Nad niebo,nad krzyk gęsi w rozlewisku rzek
Pająk mały wchodzi po brylancie w górę,
Niżej piołun,pokrzywy i dzika czereśnia
Na sennych polach nieobeszłych państw.

Otom jest zwyciężony,
Ginę zgubą wszelkiego żywego stworzenia.
A jednak wiem,że to mój,niczyj więcej los.
Otom jest zwyciężony,odbiega mnie ziemia,
A kruchy kształt pamięci topi się jak wosk.

Wszystkie stukoty kołysek,matek śpiewy,gdy dzieci kołyszą,
Wszystkie dyszenia kochanków z oczami nabiegłymi krwią,
Wszystkie śniegi pomarańczowych górskich świtów,
Mam jeszcze w sobie.Jeszcze chwilę - są,
Zanim upadnę w otchłań czarnego zenitu.

Oto zwycięża ludzkość,zacięta i płodna,
Która nie pragnąc tajemnicy mnoży się i trwa.
Ja,wbrew jej woli,chciałem sięgnąć do dna,
Chociaż ona ma rację -  bo  t a k  tylko
dosięga się dna. 

/z tomu: Głosy biednych ludzi/


Witkiewicz bowiem nie należał do tych filozofów co u p r a w i a j ą tylko filozofię: on przeżywał ją całym sobą. Zarówno jego własne życie jak i cała nieomal artystyczna twórczość podlegały filozoficznej obsesji w niezwykłym nasileniu. 
Każda strona tej twórczości wydaje się najważniejsza, każda wypełnić by mogła całe życie człowieka. Nie wiadomo, czy jest to raczej artysta, czy literat - dramaturg, eseista czy filozof, powieściopisarz czy powiedzmy nawet socjolog. Nie dlatego, że był jakimś typem pośrednim. Przeciwnie. Dlatego, że właśnie w każdej z tych dziedzin wyżywa się cały i poprzez wyraz skończony i w wielu osiągnięciach doskonały. A nad każdą z tych dziedzin dominuje całkowity zarys jego osobowości. I dlatego za dominantę jego twórczości musimy uznać filozofię. (...)

Najgłębsze - jak sądzę - uzasadnienie charakteru filozoficznej twórczości Witkiewicza leży w jego niezwykle silnym przeżywaniu własnej osobowości i emocjonalnym przedstawianiu jej światu. Poczucie jedyności i niepowtarzalności własnej w związku ze zrozumieniem niepowtarzalności i odrębności każdego indywiduum we Wszechświecie - oto źródło emocjonalne, z którego bije jego filozofia.

Jan Leszczyński
 


  ♥ 


Chyba nikogo w Polsce międzywojennego dwudziestolecia (...) nie tarzano tak bezceremonialnie w plugawych ekskrementach sensacyjnych, złośliwych i ośmieszających ploteczek, nikogo nie spotwarzano tak częstotliwie (...) jak St. Ign. Witkiewicza. Jakich to bajeczek nie puszczano o nim w obieg na ogólnopolskim rynku plotek! (...)
Przypisywano mu np. (...) chorobliwą, bezustanną narkomanię (...), orgiastyczne pijaństwo (...), posądzano go o amoralny demonizm i sadyzm (...), słowem o jakieś lucyferyczne właściwości charakteru. (...). Tymczasem był Witkacy nieskazitelnym dżentelmenem o wysokim poczuciu moralnym i społecznym, w najwyższym stopniu wrażliwym na krzywdę i nędzę ludzką, bezkompromisowym i odważnym aż do granic obsesji, bezwzględnie prawdomównym. (...)


Jerzy Eugeniusz Płomieński

 ♥ 


♥ 

  Stanisław Ignacy Witkiewicz, urodził się w Warszawie, 24 lutego 1885 roku, jako syn znanego i cenionego artysty, Stanisława Witkiewicza.
Ojciec, zakochany w wielkiej aktorce tamtych czasów, która wzruszała do łez, recytując książkę telefoniczną, czekał na jej powrót do kraju sześć lat po to, by ochrzcić Stasia, by Helena Modrzejewska, została jego matką chrzestną.

Staś nie chodził do szkoły, był wszechstronnie i bezstresowo kształtowany w pełnym artystycznej pasji domu, a aktorki, poza chrzestną matką, fascynowały go zawsze i jako młodzieniec nawiązał płomienny romans z dużo starszą od siebie, rudowłosą pięknością, Ireną Solską (poniżej na portrecie Leona Wyczółkowskiego). 



Romans się skończył, jak to z romansami bywa, ale pozostała dla potomnych, pierwsza powieść Witkacego: 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta. Powieść, która powstała ok. 1911 roku, a którą wydano... 61 lat później! Nic dziwnego, iż Miłosz pisał w Traktacie moralnym,w latach czterdziestych, że "w ciągu najbliższych stu lat chyba, nikt w Polsce jego dzieł nie wyda".  Wydano, i w Polsce i na świecie, ale nadal mało kto rozumie jego twórczość, co zresztą artysta przewidział:

Nie zabrną me twory popod żadne strzechy,
bo wtedy, na szczęście, żadnych strzech nie będzie.
W ogóle z tego żadnej nie będzie uciechy
i tylko świństwo równomiernie rozpełznie się wszędzie.


Witkacy był artystą wszechstronnym: pisał (powieści, dramaty, wiersze), rysował, malował, był filozofem, krytykiem literackim, robił świetne zdjęcia, był też bardzo dobrym matematykiem, co świadczyć może o jego niezwykłej, przenikliwej inteligencji, o "drapieżnym umyśle".

Zupełnie niedoceniony za życia, wyśmiewany, nie rozumiany, nazywany wariatem z Krupówek i absolutnie nieosiągalny po śmierci, jakby kpił z tych, co chcą się nim podeprzeć (słynna afera z pogrzebem Witkacego w grobie matki w Zakopanem, to już przecież niechlubna legenda schyłku komuny w Polsce).


Witkacy to postać tragiczna. Geniusz rozdający elicie wizytówki z napisem D.U.P.A. (Dziękuję Uprzejmie Przyjdę Akuratnie).

Postać owiana tajemnicą...

Samobójczą śmiercią w lesie... I bólem egzystencji skrywanym pod maską błazeństwa... Bo osobiście nie wierzę w hipotezy na temat rzekomego ukrywania się artysty w Łodzi aż do 1968 roku. Wierzę, że wybrał śmierć, choć w usta jednego z bohaterów, który miał właśnie popełnić samobójstwo, włożył słowa: Lecz jak ja bez siebie wytrzymam?, to w przepojonych bólem listach do Jadwigi (Niny) Witkiewiczowej, żony, często pisał, że ma depresję, złe sny i że nie ma już siły żyć:

  Jestem jedną masą cierpienia, która sztucznie ułożonym rusztowaniem z resztek woli utrzymuje się nie wiadomo po co (Euklides i Carnap) przy życiu.  



Najtrafniejsze i najsmutniejsze zarazem stwierdzenie Witkacego:

Jestem najnieszczęśliwszym z ludzi... Jestem zagmatwany w sobie do obłędu. 


W listach do żony pisał często o swoim bólu, o nudzie, o rozczarowaniu ludźmi, życiem:

Pogardzam wszystkimi i mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam.


Stanisław Ignacy Witkiewicz "Listy do żony (1928-1931)"

Bywał też miły:

Tym bardziej doceniam Ciebie, mimo Twoich potwornych i tak zabawnych wad. Jest w Tobie dużo z dziecka i to Cię czyni sympatyczną nawet w wadach. 

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Listy do żony



Parafrazując Miłosza:

tekst mój chce chronić od rozpaczy, tej właśnie, jaką miał Witkacy...

***

U nas ciekawy jest Witkiewicz.
Umysł drapieżny. Jego książek
Nie czytać – prawie obowiązek.
W ciągu najbliższych stu lat chyba
Nikt w Polsce jego dzieł nie wyda,
Aż ta formacja co go znała,
Stanie się już niezrozumiała,
I jaka była w nim trucizna
Najlepszy spec się już nie wyzna.

Wiersz mój chce chronić od rozpaczy,
Tej właśnie, jaką miał Witkacy,
Kiedy część prawdy widząc trafnie
Sam w swoje własne wpadł zapadnie
I w owym wrześniu pełnym żalu,
Potężną dozą weronalu
Śmierć uznał za rzecz tak zaszczytną,
Że to, co zaczął, skończył brzytwą.

...

Chciałabym doczekać czasów, gdy nie będą już aktualne słowa Jacka Kaczmarskiego z piosenki pt. Witkacy do kraju wraca:


A świat odkrywa na nowo wciąż dramaty moje,
               
Śmiejąc się z nich do rozpuku, zamiast je zrozumieć.



Bo czasów, o których pisał Witkacy w latach dwudziestych i trzydziestych, już, niestety, doczekałam:

W każdym razie tam, dokąd my idziemy teraz, dokąd wloką nas ślepe siły społeczne, to jest ku ostatecznej mechanizacji i zbaranieniu - nie ma przed nami nic.





***


Żyjemy bowiem w epoce straszliwej, jakiej nie znała dotąd historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swojego upadku. 

***
Wkrótce już artystyczna kultura, tak zresztą, jak przed nią jeszcze religia i filozofia, stanie się niepotrzebna w miarę społecznej mechanizacji i związanego z nią zaniku osobowości.

*** 
O, wy, znikomo małe fakty, w Nieskończoności czarnych żądz, o, jakże marne są wszystkie akty, tych, co się puszą, karki swe gnąc...

Witkacy naprawdę miał coś z proroka...





pic: Autoportret Witkacego.

Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie, niż w szarej, nudnej banalności i marazmie.
/S.I.W./ 

Daniel C. Gerould (profesor Literatury Porównawczej i Teatru na City University of New York, najwybitniejszy amerykański znawca teatru polskiego) napisał w książce pt. Stanisław Ignacy Witkiewicz, jako pisarz: 

Stanisław Ignacy Witkiewicz stanowił najbardziej niezwykłą i najwszechstronniejszą osobowość artystyczną w Polsce pierwszej połowy XX wieku. Chociaż za życia był przedmiotem burzliwych sporów z powodu swoich oryginalnych poglądów i niekonwencjonalnego trybu życia, współcześni nie doceniali trwałej wartości jego dzieł, a prawdziwe uznanie zyskał pośmiertnie, najpierw w Polsce po liberalizacji roku 1956, a w następnych dziesięcioleciach w Europie i Ameryce. Dziś, kiedy jego dramaty zostały przełożone na kilkanaście języków i są wystawiane na całym świecie, Witkiewicz zaczyna zajmować należne sobie miejsce w szeregu naczelnych postaci europejskiej awangardy międzywojennej, jednak pełny zakres i natura jego osiągnięć nie doczekały się jeszcze opisu i oceny. 

*
Kwartet
pamięci Witkacego
zapach siana
gdzie się twa ręka obraca?
gdzie twoja krew?

stróżka czerwona
wznosi się i splata
z zieloną smugą trawy

nie krzycz nie krzycz nie krzycz

zaplątało się wszystko
nie wszystko tylko dwie strugi
dwa strumyki
w kształt fugi

czyż życie aż tak dużo jest warte
że trzeba je sobie wydzierać?

wypłynie najwyższym tonem
skrzypiec siana
krwi

Jarosław Iwaszkiewicz 
*

* W filmie pt. Maskarada (Polska 1986, reż.Janusz Kijowski) jest luźne nawiązanie do śmierci Witkacego, do "śmierci artysty w lesie" (grają Zbigniew Zamachowski i Teresa Budzisz-Krzyżanowska). Niestety, to jest ulotność mojej pamięci, bo film obejrzałam w kinie właśnie w 1986 roku i już potem nie miałam okazji... 

** Moim ulubionym filmowym Witkacym jest Janusz Zakrzeński (Tumor Witkacego, Polska 1985, reż. Grzegorz Dubowski), ten film też oglądałam wieki temu, ale głos Zakrzeńskiego to było to, co sobie wyobrażałam...jako głos Witkaca! ;-)



*** Niestety, jak do tej pory, nie przemówiły do mnie wersje filmowe dzieł Witkacego. A film pt. Mistyfikacja (Polska, 2010, reż.Jacek Koprowicz), to, jak dla mnie, z całym szacunkiem dla talentu pp. Stuhrów, kompletne nieporozumienie.

**** Pamiętam dowcipną, ale dobrze obrazującą twórczość Witkiewicza, piosenkę Romana Kołakowskiego pt. Pokoik pełen much, Witkiewicz i mój brzuch... Niestety, słuchałam tego raz w życiu na jakimś koncercie i zapamiętałam niewiele:

 Na ścianie obraz Witkacego,
 po ścianie lezie chuda mucha,
 wybaw mnie, Panie, ode złego,
 zadbaj o pełnię mego brzucha! 

Cztery postaci poskręcane,
 na ich pastelu mucha siadła,
 Panie, me trzewia rozepchane,
 napełń błogosławieństwem jadła...

 Spraw, Panie, niech mój brzuch nad brzuchy, 
swoim rozdęciem przyćmi świat.
 O, upaś, Panie, mnie i muchy,
 by Witkiewicza geniusz zbladł!

 Nigdzie nie mogę tego znaleźć, ani piosenki, ani tekstu, więc, jeśli coś poprzekręcałam, bardzo przepraszam. :(


Jacek Bończyk śpiewa:Autoportret Witkacego

 

Bellatrix
(Z wierszy bohaterów dramatów i powieści)

Z głębiny nocy niepojętej
Sen modrooki na mnie kiwa,
W postaci dziwnej, wniebowziętej
Ku światom swoim mnie przyzywa.
Wśród nocy dziwnej, niepojętej
Ocknę się nagle w innym świecie,
Gdzie sama dziwność w ludzkiej szacie
Niepodobieństwa straszne plecie.
W metafizyczną głębię lecę,
Zaświatów jedność trzymam w ręku...
Wtem zezem ku mnie życie spojrzy,
Budzę się w strasznym, podłym lęku.

Zemstą przeznaczeń,
Ponurych sflaczeń
Świat cały rzucił na poniewierkę
(jak brudną ścierkę),
A potem cucił
Słodkimi słowy.
A czemu pod oczami podkowy?
A czemu zdrapana bródka?
A chwila była krótka,
Lecz dla wspomnienia długa...

Przeszłość, ofiara mej zbrodni,
Miga się w czarnej pochodni;
Trup się uśmiecha przez zęby,
Daremnie pręży swe kłęby.

Czasem się coś pisze, nie rozumiejąc istotnego sensu. Potem to przychodzi i trzeba się dziwić, skąd się o tym wiedziało, nie wiedząc właściwie nic.

/Witkacy/

Obrazy (jedne z moich ulubionych):
Kuszenie świętego Antoniego
Tworzenie świata


Jedynym naszym zaświatem, tak realnym, jak samo życie, jest sztuka.

/SIW/
Do poczytania i obejrzenia:

 
Ciekawa rozmowa z prof. Januszem Deglerem
Witkacego wywoływanie duchów, 1989

WitkacyID/1


WitkacyID/2

Albo cała ziemia przetworzy się dobrowolnie w jedną samorządzącą się elitycznie masę, co jest prawie nieprawdopodobne bez katastrofy ostatecznej - a tej unikać należy za wszelką cenę - albo kulturę trzeba cofnąć. Mam chaos we łbie wprost nieprawdopodobny! Stworzenie obiektywnego aparatu w postaci elity całej ludzkości jest niemożliwe, ponieważ przyrost intelektu odbiera odwagę czynu: największy mędrzec nie domyśli myśli swych do końca ze strachu choćby przed samym sobą i obłędem, a i tak będzie to za słabe wobec rzeczywistości. Strach przed sobą to nie legenda, to fakt - ludzkość też boi się samej siebie - ludzkość wariuje jako zbiorowość - jednostki wiedzą to, ale są bezsilne - otchłanne wprost myśli... Gdybym mógł spuścić z liberalnego tonu i chwilowo połączyć się z nimi, aby potem ich rozłożyć i zresorbować! 





Witkacy, Szewcy, postać: Scurvy 



9 komentarzy:

  1. Fantastycznie napisane! Tak bardzo bardzo lubię Witkacego. Przeczytałam chyba wszystko, co napisał. Czytam też wszystko, co tylko mi wpadnie w ręce na jego temat...
    A postu o nim nie umiem napisać:(
    Nie wiem... Boję się? Mam tremę? Hm, nie potrafię tego nazwać.

    [Inna rzecz, że kompletnie nie umiem pisać:)) Ale lubię:) I dlatego prowadzę (tak trochę na boku)drugi blog, pisany wprawdzie tylko "po polskiemu", ale za to z wielką miłością:)]

    No i właśnie tam mi ten mój ten kochany Staś-Witkaś kompletnie nie wychodzi. Boję się nawet spróbować.

    Jeszcze raz gratuluję wspaniałego stylu! Pozdrawiam:)
    I jeszcze raz dziękuję za wiersze:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Magdo, niesamowicie się cieszę, że tutaj zajrzałaś.
      Dziękuję.

      Ja też uwielbiam Staśka, od zawsze. Jak mnie tato zapisywał w wieku 12 lat do biblioteki dla dorosłych, musiał się paniom bibliotekarkom tłumaczyć, że mogę sobie czytać Witkacego i co tam wybiorę... On we mnie siedzi. On i Różewicz.

      Też nie napisałam tu wszystkiego, z prostej przyczyny braku czasu, ale zawsze przecież można coś dopisać.

      Zaglądam do Ciebie od dawna. Na ten drugi blog także. Lubię takie piękne, poetyckie światy. Cenię wrażliwość, wiedzę i umiejętność dzielenia się swoimi pasjami, a Ty to robisz doskonale.

      Moc pozdrowień Ci przesyłam!

      Serdeczności, j.

      Usuń
  2. Przeczytałam z ciekawością.Ziarno zostało zasiane.Pozdrawiam .Dana K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, Danusiu i dziękuję bardzo, że zajrzałaś!
      Ciepło pozdrawiam, j.

      Usuń
  3. Ja też lubię te obrazy! I "Rabanie lasu" jeszcze. Żebyś Ty widziała, ile śmiechu było na lekcji, jak mi maturalna klasa ten obraz interpretowała :))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mi się przypomniało. W lutym, gdy byłyśmy w teatrze na na "Kurce wodnej" (jest nas cztery z pierdolcem teatralnym, w tym Letnia), siedziała za nami (konkretnie za jedną z moich koleżanek) facetka. I nie do wiary - sama bym nie uwierzyła, gdybym nie była naocznym i nausznym świadkiem - baba przez cały spektakl, od pierwszej do ostatniej minuty, rechotała setnie ubawiona, jakby oglądała komedie z Funesem. Normalnie bawiła się jak przeciętny polski telewidz (to nie komplement) podczas oglądania "Świata według Kiepskich"!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.